CzarownicaSa, zaopatrz się w gaz pieprzowy. Ja tak zrobię, bo mi też się już nerwy kończą. Niestety. Ostatnio ktoś się w wątku psim dziwił, ale jednak.. co robi 90% ludzi widząc Bułę? - tłum rozstępuje się jak Morze Czerwone tak jak wtedy kiedy Jezus przeprowadzał przez nie Izraelitów - okrążają nas łukiem - przechodzą na drugą stronę ulicy - sypią się komentarze - ludzie podnoszą do góry na smyczy psy, które się duszą lub machają łapkami (o ile są na szelkach) albo biorą je na ręce - zamierają w bezruchu
Jest też niewielki % ludzi, którzy puszczają bez namysłu swoje psy. Fajnie, że jest ktoś kto nie jest anty, ale jednak bez przesady. Zwłaszcza, że są to psy, które swoim zbyt pewnym zachowaniem mogą sprowokować do nieprzyjemnych sytuacji. Ale to co się wydarzyło w piątek (tydzień temu) przeszło moje wyobrażenia. Miałam w parku stokera! 😲 🤣 Szybka akcja, 18:15 dostaje smsa "ustawka na Partnicach?" "będę za 40minut"
I lecę na tramwaj z psami, jadę na Klecinę, wysiadam z tramwaju, przechodzę przez ulicę, wchodzę do parku, ściągam kagańce i mam tylko 10 minut na dotarcie na miejsce. Widzę po prawej facet z amstaffem, z prawej na lewą stronę idzie babka z małym psem, więc w myślach określam wygodną trasę jak tu przedostać się na drugi koniec parku, aby nie spotkać innych ludzi i psów, a móc spuścić psy ze smyczy. Będzie szybciej się przemieszczać. Idę! Psy spuszczone, przemieszczam się trawnikami, psy krążą blisko mnie i słyszę: "cmok! cmok!" ignoruję. "Cmok! Cmok!" - myślę to nie do nas, na bank, kto cmoka do mordercy? Wariat albo miłośnik. Przyspieszam. I znów to samo, mam schizofrenię - myślę. "ojej chodź, cmok, kochany" WTF! Kontem oka zerkam za siebie, a to ta babka z małym psem biegnie za nami 😲 i cmoka i woła moje psy 😲 Więc daję jej wyraźnie do zrozumienia, że niemile widziane jest towarzystwo jej i jej psa, zmieniam kierunek, odwołuje psy. A ta dalej za mną "cmok! cmok! no chodź! jakiś ty ładny cmok!" No ku*** jakbym szarpała się z kimś o moje psy, spieszy mi się i nie mam ochoty na pogawędki ani tłumaczenia. 😵 a ta dalej. I nie to, że przypadkiem w tym samym kierunku spacerem idzie. Ona biegnie! Ja w prawo, ona w prawo. Ja w lewo, ona w lewo. I cmoka i woła je. Już tak głośno odwoływałam psy, ale nie wpadła na to, że niekoniecznie dziś przyszłyśmy na spacer po parku. Zwykle skutkuje "proszę zabrać psa". Jak nie skutkuje pada "w takim razie ja spuszczam swojego". Ale psy były bez smyczy, więc zrobiłam coś okropnego 😀iabeł: ale podziałało.
ja się załamałam... przyszedł mój łojciec ze swoją nową ślubną puszcza tekst; córciu ! a mnie ciśnienie już podnosi, bo odkąd się z tą kobitą zadał, to jej maniery przejął, dotyczy to zdrobnienia imion typu; Stachu, Ben, Marycha, Lechu itd wiec czekam w napięciu co wymyślił umysł który w grudniu skończy 86 lat, a dla nie wtajemniczonych w sylwka ub r padło w kościele sakramentalne tak, panna młoda miała 75 ... -wiesz, wygrałem, po raz pierwszy wygrałem !!!! -CO? -no tak, kupiłem garnki i wygrałem kołdrę -co zrobiłeś? 🤔 zaczyna mnie mrozić - no poszliśmy na prezentację i kupiłem garnki, ale wiesz, takie super, philipiaka -a ile te garnki kosztowały? patrzę na niego z niedowierzaniem i zastanawiam się czy to na pewno mój tato co nie pozwalał mamie wymienić mebli w kuchni które sam klecił i służyły przez 30 lat, a poszły do pieca bo się nie nadawały do użytku - 4 tysiące ... dobrze że siedziałam, bo bym chyba z wrażenia usiadła -ale wygrałem kołdrę !!! i materac dostanę taki wełniany jeszcze pod prześcieradło ... szczęka mnie w zawiasie zabolała, bo poczułam że blat stołu blisko ... -na 2 lata wziąłem to na raty ...
cóż argumenty jakich użyłam słowne od epitetów jakie się posypały do pokazania na lapku że te gary to naciagactwo, że kosztują na necie dużo mniej itd itp nie przemówiło ani do niego ani do niej 😵 -ja niczego nie będę oddawał!!! nie minęło bowiem 10 dni od zakupu
heheh co zrobiłaś ? Zawołałam psa, złapałam za obrożę, odwróciłam się do babki, wskazałam mikropsa palcem i wysłałam swojego z (głośno wypowiedzianą) komendą "aport"*. Bardzo brzydko. Babka zaniemówiła, stanęła w bezruchu, tak szybko jak biegła za mną, powinna biec ratować swojego psa. Buła pobiegła, obwąchała się z psem, pomerdała ogonem i wróciła. Na usta cisnęło mi się tylko "muszę chyba bardziej przyłożyć się do szkolenia tego psa". Powiedziałam tylko "może dla dobra Pani psa warto zapytać czy inny pies nie zrobi krzywdy?". Odwróciła się na pięcie i poszła szukać kogoś innego.
* pies nie zna takiej komendy, więc nie było strachu, że przyniesie mi w zębach psa 😁
Mindira mój ojciec dziś mi oświadczył: - sprawdź za jakiś czas internet, bo zamówiłem większy, 6MB teraz powinno być - a po co? czy nie raz mówiłam Ci, że internet jest wystarczający, powinniśmy nawet go zmniejszyć. - powiedzieli, że jak internet wezmę szybszy to telewizja będzie lepiej chodzić - 🤔 😵
O JARA miałam kiedyś podobną sytuację. Poszłam wieczorem do parku, a byłam akurat nie w humorze, czymś rozzłoszczona. Miałam plan pochodzić sobie szybkim marszem z psem słuchając muzyki z telefonu na słuchawkach, żeby mi złość przeszła. Idę do tego parku, ledwo weszłam podleciały do mnie jakieś psy biegające luzem, co prawda były przyjazne, ale ja akurat najmniej miałam ochotę w tym momencie na stanie tam i czekanie aż się odczepią, ale nie powiedziałam nic- pomyślałam, że wąchną sobie i pójdą w swoją stronę. Więc ciągnę mojego psa, tylko muszę go wręcz przeciągać za sobą, bo te psy mnie śledzą i ciągle za mną idą. W końcu wybuchłam i spytałam wyraźnie pani czy zabierze sobie te psy, to zbulwersowała się jak to??!! Przecież one się tylko wąchają, czemu nie mogą się wąchać?! To nic, że psy lazły za mną cały czas, a oni mieli to w dupie. Może jakaś dziwna jestem, ale jak widzę, że ktoś zbliżając się do mnie z innym nieznanym psem i trzyma go krótko na smyczy przy sobie to domyślam się, że nie ma ochoty/czasu/ma agresywnego psa/ albo coś tam jeszcze. Ja na prawdę, w sumie nie mam nic przeciwko biegającym luzem psom, pod warunkiem, że są normalne i ich właściciele też, którzy kontrolują swoje zwierzę i reagują w razie czego.
Sama chciałam puszczać psa, ale póki co zrezygnowałam z kilku powodów. Raz, że dużo różnych dziwnych ludzi i psów, a mój nie zawsze jest w 100% subordynowany, po drugie lubi sobie pojeść różnych śmierdzących skarbów w parku ( a ludzie którzy wyrzucają kości, bo myślą, że ptaki je zjedzą to też jest temat rzeka), a po trzecie panowie ze straży to tylko czyhają na okazję wystawienia mandatu. Dlatego chodzimy na wybieg zwykle, a puszczam go tylko czasami rano jak są jego koleżanki i się bawią, nie ma nikogo i chodzą psy które znam i wiem, że nie będzie żadnej draki.
Swoim zachowaniem i tekstami może wychodzę na burka, ale ja nie będę się szarpać ani ciągać z psem, a tym bardziej siłą odciągać go od innego psa. Sprawa to mi i jej dyskomfort. Poświęcam czas i kasę żeby szkolić siebie i swojego psa, w takim przypadku powinnam odprowadzić swojego psa na luźnej smyczy z dala, ale czasem się nie da kiedy natręt wisi na tyłu. I niestety Buła nigdy nie będzie tak wyszkolona aby udawać że takie psy nie istnieją. O ile ktoś ma swojego psa na tyle blisko i pod kontrolą wtedy się elegancko mijamy, ale wiosna przyszła. Coraz częściej takie akcje się zdarzają, bo pies odbiegnie za daleko, nie słucha się albo pańcia zagadana nie widzi. Dziś w parku miałam to samo, wyminęłam luzem biegnącego do nas psa, ale było tyle ludzi, że nawet nie wiedziałam do kogo wołać. I właśnie przez takich bezstresowych ludzi, którzy puszczają psy luzem mój został kilkukrotnie pogryziony. Ja to muszę teraz odpracować, więc nie pozwalam na kontakt z niepewnymi psami.
Ostatnio czekałam przed placem na szkolenie, ja i starszy pan z 8 miesięcznym pieskiem. Szczeniak ciągnie faceta do nas, widzę, że facet go ledwo trzyma (a piesek taki, że jedną ręką spokojnie można by było go przytrzymać, inna sprawa, że nie było by problemu gdyby ludzie z psami ćwiczyli poza szkoleniem) więc ja odchodzę. No i facet mówi do psa "no chodź przywitaj się". Pies cały spięty, na napiętej jak struna smyczy, ciągnie. I mówię "proszę nie podchodzić", a facet "tylko przywitają się". Ja na to "ale to nie jest dobry pomysł". Pan "ojj taam! najwyżej go pogoni" 😉 Dopiero jak powiedziałam "mój pies nie czuje się dobrze w tej sytuacji, nie chcę aby ugryzł pana psa". Wtedy przyznał rację 🙂
Co do psów (których osobiście nie znoszę ale przyszło mi mieszkać z dwoma i się nimi zajmować;/) i ich bezmyślnych wyprowadzaczy wkurzyła mnie taka oto sytuacja: idę z Benitem (pies mojego ojca) na spacer. Zawsze mam go na smyczy bo nie słucha się mnie tak jak słucha się ojca. I zdarza mu się mieć na spacerach ze mną "nagły napad głuchoty". Nagle nie wiadomo skąd materializuje się przed nami husky (czy jakieś tam podobne coś). Jedno z drugim zaczyna się bawić i kręcą się dookoła mnie. Szukam właściciela. Pojawia się pani z: naręczem zakupów i dzieciakiem +/-3lata prowadzonym za rękę. Próbuję odciągnąć Benita i iść jakby nigdy nic. Husky wlecze się za nami i dalej próbuje się bawić. Ładnie proszę panią żeby zabrała swojego psa. Na co ona: nie ma jak bo zakupy, dziecko na spacer wzięła no i w sumie ona nawet obroży nie założyła bo jej pies to taki grzeczny. Próbuję odejść, pies dalej za nami. Już miałam ochotę go odepchnąć ale cholera wie co to za zwierzak i czy mnie nie pogryzie. Bogu dzięki po jakichś 100 metrach się odczepił.
No na prawdę, nie mogę. Czy to takie trudne do zrozumienia że jak psa się bierze ze sobą to smycz i obroża są sprawami podstawowymi? I że jak nie ma się wolnej ręki w której można by było psa na smyczy przytrzymać to się go nie bierze?
jak szłam z psem na spacer na smyczy i podbiegały różne psy luzem to wzywałam policję. mój pies był bardzo strachliwy, i kilka razy bałam się, że warczące bydle pogryzie mnie albo moją strachajdę. raz takie małe coś pokroju yorka zawisło mi na nogawce szarpiąc i babcia mi przywaliła laską, jak pies zarobił gałązką. na moje wyciągnięcie telefonu i wykonanie połączenia z policją babcia wzieła psa pod jedno ramię, laskę inwalidzką pod drugą i zaczeła uciekać kłusem.
mieliśmy owczarka. trochę zbyt radosny, ale agresji w nim nie było żadnej, jedynie skakał z głupotą w oczach na ludzi, którzy weszli na posesję. nie było nas cały dzień, wieczorem się dowiadujemy, że nasz pies pogryzł babcię, która z sąsiedniej wsi jechała rowerem do sklepu. wybiegł podobno zza podwórka, bo się przekopał i chwycił ją za łydkę, bo babcia z córką przyjechały na skargę. babcia tak około 150 w kapeluszu, łydka nisko, owczarek do biodra. musiałby się prawie położyć, żeby w tym miejscu ugryzc, ugryzienie to dwie płytkie kropki, bardziej na jakiegoś małego funfla wygląda, no ale nie bylo nas, nie wiemy. na co córka zaczeła podnosić raban, że babcia jest słaba, bo ją żmija użarła! że ona musi przejść przez serię okropnie bolesnych zastrzyków! że mamy pokryć koszty. takie lekkie wtf? jakie zastrzyki, skoro pies ma aktualne szczepienia, pokazane w książeczce? daliśmy stówę, jako rekompensatę na jakieś opatrunki itp. za dwa dni znów przyjeżdzają. no mało tych pieniędzy jednak. to się wkurzyłam i dałam numer polisy ubezpieczeniowej domu, niech się sądzi, skoro do lekarza jechać na obdukcję nie chciała, na policję jechać nie chce, ale twierdzi, że to na pewno nasz pies. w aferze wynikło, że żmija owszem babcię użarła, ale dwa lata temu... udowodnić jakoś, że to nasz pies ugryzł? no... ona mówi, że to ten, więc to ten! ubezpieczyciel nie uznał roszczeń.
a wiecie co jest najbardziej wkurzajace? babcia się chwaliła w sklepie, że wyciągneła stówę od "miejskich baranów", bo własny misio sięgający do połowy łydki ją dziabnął, tylko "s*urwysyny skape i wiecej dać nie chciały"
Isabell- Twoja historia przypomniała mi, jak w pewnym miejscu łaziły sobie dwa szetlandy luzem i zaczepiały ludzi. Jedna Pani miała reklamówkę i one już by się od niej nie odczepiły ( a dosć agresywne były, jak nie dostawały czego chciały) i rzuciłam w nie gałęzią. Pani zamiast podziękować to jeszcze powiedziała, ze po policję zadzwoni.
Wkurza mnie,że w programach"rozrywkowych" ( mam na myśli "mam talent" itp.) uczestnicy bardzo często wyciągają swoje łzawe historie. Mnie to wręcz odrzuca.... 🙄
Edy, nawet w nowym programie "Bitwa o dom", w którym jurorzy oceniają aktualne mieszkania przyszłych uczestników, wyciaga się dziwne historie, zamiast skupić sie na meritum.
Ale uczestnicy nie robią tego specjalnie (w większości 😉 ) - mało kto wie, że w programach typu You can Dance, X-Factor aby wystąpić przed właściwym jury, trzeba jeszcze przejść przez 'wewnętrze jury' złożone z produceta i kogoś w stylu 'scenarzysty' - a tam, z tego co mi opowiadano nie liczy się to, czy ma się talent, zdobyło nagrodę Grammy czy zatańczyło na Brodway'u, tylko... kto ma/miał większą rodzinną tragedię i gorszy status materialny. Żeby chwytało za serce odbiorców i żeby potem mówili "Ten biedny chłopak ze wsi, co patolę w domu taaaką gwiazdą się stał! No bohater!" 😉 Ot, magia mediów.
a top model? przechodzą dziewczyny z bliznami, które nigdy w modelingu nie zagrzeją miejsca tylko dlatego, że mają "wzruszającą historię". ale już zapominają o tym, że dziewczyny mają wymiary krasnala ogrodowego 😉
lubimy takie łzawe historie, lubimy się utożsamiać z gwiazdkami ekranu 😉 była kiedys afera, bo w jakiejś edycji takiego szoł wystąpił chłopak, co to niby bezdomny, wyniosł sie z domu jak miał chyba z 9 lat, zbiera smieci i sam się uczył spiewać. okazało się, ze g. prawda i miał profi nauczycieli i szcześliwe dziecinstwo 😉 a historia dorobiona na potrzeby szoł 😉
Edy, nawet w nowym programie "Bitwa o dom", w którym jurorzy oceniają aktualne mieszkania przyszłych uczestników, wyciaga się dziwne historie, zamiast skupić sie na meritum.
Zagotowało się we mnie, gdy klucz dostała rodzina z tym chorym chłopcem, przykro mi,że spotkało ich synka takie nieszczęście,ale jak dla mnie nie powinni przejść do następnego etapu.
Wkurzają mnie tacy "mili" i "życzliwi" . Dziurki nie zrobi a krew wypije. Nie cierpię takich osób i unikam jak zarazy. Tchórzliwy intrygant to trujące połącznie.
Grr wkurza mnie, że właśnie wstałam (trochę za późno) i chciałam zjeść płatki z mlekiem na szybkie śniadanie, patrzę, a tu w lodówce stoi pusty karton po moim mleku, które dopiero wczoraj otworzyłam i zużyłam tylko odrobinę 😵 Ja wiem, że to tylko głupie mleko, ale nie jest fajnie spieszyć się i nie mieć nic do jedzenia na śniadanie. Czy moi współlokatorzy naprawdę nie mogą używać swojego mleka? (Dodam, że w lodówce stoją ze 4 ich kartony z mlekiem, jeden od co najmniej roku, nie chcę wiedzieć co jest w środku).
Mój tata i brat mnie wkurzają. Mój pokój jest między pokojem mojego brata i rodziców. Tata usilnie stara się coś wydrukować, ale drukarka puszcza puste kartki. I drą mordy przez pół domu zamiast podejść jedno do drugiego i na spokojnie wytłumaczyć. I tylko co chwilę jest "COOOOOOO?!" "GŁOŚNIEJ!!!" Nie denerwowało by mnie to tak bardzo, gdyby nie to, że leżę z migreną usiłując zasnąć w spokoju. Grrr...
Wkurzam się na samą siebie, z chęcią walnęłabym się tak porządnie w łeb, stara baba ze mnie a naiwna jak dziecko, zaufałam komuś kogo znam prawie 20 lat, a ta osoba mnie oszukała, okradła (pośrednio), mam taki wielki żal, że dałam się tak podejść. Mam nauczkę.