Mi kiedyś trening prowadziła kobita dwa dni po porodzie, a jeździła ponoć prawie do końca 😅
Ludzie są różni, mają różne podejście i różnie znoszą. To powinna być tylko i wyłącznie decyzja kobiety będącej w tej ciąży. Czas już chyba skończyć z narracją, w której brzuch ciążowy staje się dobrem ogółu. Jeśli coś się stanie i straci to dziecko, to będzie tylko i wyłącznie jej sprawa, jest dorosła, może o sobie decydować.
Mówił o zagnieżdżeniu zarodka. Najczęściej wtedy występuje utrata ciąży z przyczyn losowych i dużo kobiet zarzuca sobie, że to pewnie z ich powodów bo się przeciążyły. Mówił, że dla zdrowia psychicznego, gdyby miało coś się wydarzyć lepiej nie mieć czego sobie zarzucić.
<b>Iskra de Baleron,</b> no dobra wszystko fajnie, ale co jak się koń potknie i wypierdzieli? <br>
No i nawet taki największy muł się może spłoszyć 😉 <br>
Też znam taką co po 6 miesiącu zakończyła jazdy dopiero, niemniej dla mnie to nieodpowiedzialne jednak Pati2012,
Ciąża to nie choroba.
Niedojrzałe i niewłaściwe jest, określanie kogoś o kim się nie ma pojęcia słowem: nieodpowiedzialny.
Tego typu opinie, wpędzają wiele ciężarnych i młodych matek w depresję.
Melduje, że w pierwszej ciąży jeździłam do 7 mca (przestałam sama z dnia na dzień, bo czułam, że coś tam już pobolewa, uciska). Syn urodzony w terminie przez cc, okaz zdrowia i mega sprawny.
W druga ciążę zaszlam 3 mce po pierwszej. Był strach, bo świeża blizna, ale czułam się tak cudownie (choć byłam znacznie większa) i medycznie było idealnie, więc jeździłam do 8 mca (na koniec stepem, ciut galopem). Córeczka w terminie, zdrowa, ja po drugim cc doszłam do siebie mega szybko i 4 tygodnie później już siedziałam na koniu.
Wszystko zależy od organizmu i też uważam, że to decyzja kobiety. Ja nikogo nie namawiam do jazdy w ciąży. Szanuje każdy wybór.
Ja się wypowiem jako obecna ciężarna posiadaczka wielu koni. Przy pierwszej ciąży jeździłam do 3 miesiąca - poroniłam. Teraz przy drugiej jak tylko się dowiedziałam, że jestem w ciąży odpuściłam wsiadanie na konia. Lekarz nie zabronił mi jazdy, dla własnego komfortu psychicznego wolałam odpuścić. Kusiło mnie wiele razy aby wsiąść, ale wytrzymałam. Teraz jestem już na finiszu i czekam z niecierpliwością na możliwość jazdy konno. Sam fakt, że przez całe 9 miesięcy mogłam pracować z końmi z ziemi, spacery w ręku i przebywanie na stajni już mi wystarczył 🙂
Jeżeli jeździ się regularnie przed ciażą, to jeżdżenie w ciąży nie jest problemem i ciąży to nie szkodzi (w większości przypadków). Jeżeli jeździ sie "od dzwona" to lepiej dać sobie spokój z jeździectwem na ten czas. Do uściślenia jest też definicja jeżdżenia, czy mówimy tu o normalnych, intensywnych jazdach czy o stępiku spacerkiem.
Jeździłam do końca 8 miesiąca. Skakałam do 6. Czułam się świetnie, miałam mały brzuch i nie było medycznych przeciwwskazań. Miałam swojego konia, który nigdy nie brykał, nie odmawiał skoków, nie zatrzymywał się nagle i nie ponosił.
Ile ja się wtedy naszukałam bryczesów pasujących na szczupłą osobę z brzuchem - jedna sprzedawczyni mi doradziła model dla panów 🙂
Uważam, że każda kobieta powinna sama (w porozumieniu z lekarzem i partnerem) decydować.
Chyba do tej pory widziałam w takim razie tylko ogiery z małymi jajkami 😂😅 Serio, nigdy nie widziałam tak obniżonego worka, a kilku jajecznych chłopaków przerobiłam. Może faktycznie przy przeciążeniach w dużych skokach, może osobniczo, człowiek się uczy całe życie.
_Gaga, - no na takie jak dzikadermi wrzuciła to się totalnie nie dziwię, nawet na małych skokach mogłoby być nieprzyjemnie.
Swoją drogą od dawna takie widujesz? Ciekawi mnie kiedy ten gadżet wszedł do powszechnego użytku, czy faktycznie nie zwróciłam nigdy uwagi po prostu, czy to dość świeży temat.
Ja też nigdy nie widziałam takich gaci na żywo, ale rozumiem sens i użyteczność. Grafika *nie na koniu*, przypominająca stringi mimo wszystko mnie rozbawiła 😉
tereska, ciekawe czy o chowie koni ma takie samo pojęcie jak o jeździe, czy jednak trochę większe... połączenie ogierka huculskiego i "starszej klaczy" nie brzmi dobrze, a jeszcze jest źrebak w drodze...
Przynajmniej się do tego przyznaje i wie, że powinien mieć mocniejszego konia. Myślicie że Tomasz Oświeciński waży mniej? A jeździ na wątłym folblucie. I to nie spacerkiem. Pan ma już swoje konie, chce posiedzieć na takim, któremu krzywdy nie zrobi. To się akurat chwali.
Oczy mnie bolą od samego patrzenia 😫
Ja wiem że tacy starzy gospodarze chowają te ziemniaki na mięso tylko,no ale na Boga ,proszę Was,chociaż jakieś minimum poszanowania dla tego zwierzęcia powinno być 🤦
Ten koń jest tak zepsuty przez właściciela ,że to się patrzeć nie chce . Pewnie od samego urodzenia dworu nie widział a teraz na pokaz upalowany i spętany .