Nigdy nie miałam problemów z rodzicami jeśli chodzi o moją pasję. Całe wakacje spędzałam w stajni,na wszystkie gwiazdki i inne okazje dostawałam prezenty typowo jeździeckie. Tata kupił mi pierwszego konia i bardzo długo utrzymywał. Mama nie była zachwycona tym pomysłem,bo byłam młoda(15lat) a koń cwany po rekreacji i jak się okazało z dużymi problemami zdrowotnymi. Drugiego konia(młodziaka,.który tylko jadł i biegał po padokach jak mówił mój tata) kupiłam sama i sama go utrzymuje. Zdarza się,że tata mi dołoży do treningów,ale generalnie sama sobie daję radę. Mama się interesuje koniem,pyta,wpada czasami do stajni,żeby go pogłaskać. Tata natomiast nie interesuje się wcale,śmieje się że nie wie nawet ile Pamir ma lat hahah. No ale w sumie tata sportowiec,więc dla niego bardziej interesujące są mecze i relacje sportowe!! Rodzice uważają,że zdecydowanie za dużo wydaję pieniędzy na konie(pensjonat,treningi konia,treningi moje,kowal,wet,pasza i pierdółki w sklepach jeździeckich).Uważają,że mogłabym dużo odłożyć np. na super wakacje. Na szczęście mam chłopaka,który ma 3 konie w tej samej stajni co ja,więc mamy wspólną pasję o czym zawsze marzyłam! Podsumowując: Jetem bardzo wdzięczna moim rodzicom,że w dzieciństwie zapisali mnie na jazdę konną,wspierali mnie,kupili i utrzymywali przez wiele lat mojego pierwszego konia! :kwiatek:
A moi rodzice - tatuś, dokładniej-, kiedy miałem 6 lat wsadził mnie ,mimo moich protestów, na konia ze słowami:" Albo się, ku..a, nauczysz albo zabijesz". Wybrałem złoty środek: przeżyłem i przez te trzydzieści parę lat niczego się nie nauczyłem.
Złota- naprawdę jesteś chyba złoty człowiek. 😉 Gdyby mi w tym wieku ( mam 35) matka mówiła takie rzeczy: Stara jesteś, zajmij się dziećmi, do garów" to nie wiem jak by się skończyła wizyta. 😉
Mieszkam z mężem, teściami i mimo tego, że staram się codziennie podjechać do stajni ( choć marchewek wrzucić i strzałki przelecieć) to NIKT nie robi mi z tego powodu wyrzutów. Mąż na początku trochę próbował. Ale kiedy zobaczył, że to moje życie, przestał. I chyba pozazdrościł że pasja jest tak silna i że daje mi tyle radości, bo sam się zakręcił i kupił motocykl ( a miał już nigdy nie jeździć... :hihi🙂 Widzę, jak w zgnuśniałego, zmęczonego chłopa wraca radość życia. Jak mu się oczy świecą gdy wraca z garażu.
Człowiek bez pasji to człowiek ubogi. A człowiek któremu się siłą wbrew jego woli odbierze możliwość realizowania pasji, to człowiek nieszczęśliwy. Stanę na głowie a postaram się by konie były ze mną ZAWSZE.
[quote author=Ruda_H link=topic=17670.msg501009#msg501009 date=1267173030] JARA, zawsze można skorzystać z jakże przemiłego konia voltowej koleżanki, który chętnie posłuży jako kop mobilizacyjny do podjęcia nauki 🙂 ale tak na serio jakbyś kiedyś chciała wsiąść na spacer w siodle to zapraszamy 🙂
[/quote]
Ahh byłoby pięknie, nawet poczochrać tylko konisko 😉)
Rok temu jak wróciłam z IE szukałam pracy przy koniach, ale z zastrzeżeniem jako obsługa, samo obcowanie sprawiałoby mi wiele frajdy. I dostałam propozycję bycia luzakiem Oli Lusiny i .. i nie zdecydowałam się.
JARA, żaden problem 🙂 od kwietnia koń będzie stał ok 6 km od Ołtaszyna
a zachowując temat, rodzice nigdy nie byli przeciwni, może nie inwestowali we mnie milionów i nie pchali w wielki sport ale chętnie przyjeżdżali i podziwiali ich dzielną córkę.
Konia kupił mi ojciec kiedy byłam w trakcie zdawania matury więc też nie był to najlepszy moment z punktu widzenia rodzica martwiącego się o edukacje. Wiedzą, że koń jest zawsze numerem jeden i nie dziwią ich fanaberie związane z marcheweczkami, czaprakami i innymi gadżetami. Ale prawdę mówiąc od momentu kupna konia wszystko pokrywam z własnej kieszeni stąd też pewnie brak oburzenia z powodu wydawania kosmicznych kwot na "same potrzebne rzeczy"
a koń i tak stał się ulubieńcem rodziny i szczególnie ojciec jak tylko może chętnie chwali się jakiego to ma pięknego konia 😉
Moi rodzice powoli zmieniają swoje nastawienie. Gdy pierwszy raz koleżanka chciała wyciągnąć mnie do stajni, to mama robiła wszystko żeby mnie do koni zniechęcić. Jednak udało mi się wybłagać jedną sobotę(oczywiście układ praca za jazdę bo inny nie wchodził w grę). Teraz jak to wspominam to muszę przyznać, że miałam dość duże szczęście trafiając na stajnię, w której jako osoba nic o koniach nie wiedząca mogłam uczyć się w zamian za pracę. Oczywiście na tej jednej sobocie się nie skończyło, z czego rodzice nie byli zadowoleni. Sytuacja wyglądała tak samo aż do pierwszych wakacji na których moja mama zobaczyła jak mi idzie- była dumna z moich postępów i podziwiała mój zapał, mimo to jeszcze przez jakiś czas miała nadzieję, że mi się znudzi. Jeśli chodzi o wsparcie finansowe, to nie mogę narzekać. Mój cały sprzęt jest opłacony głównie z funduszy rodziców, ostatnio nawet opłacili mój start w pierwszych zawodach. Co prawda nie ma mowy o własnym koniu, dzierżawie, czy nawet płatnych treningach, ale nie mogę mieć do nich pretensji bo ich na to po prostu nie stać. Zostaje mi opcja pracy w zamian za jazdy i myślę, że jest to świetne rozwiązanie. Oczywiście marzę o własnym koniu, ale to dopiero wtedy gdy sama sobie na niego zapracuję. Na razie zdobywam doświadczenie 😉
Heh, to ja mam szczęście bo moi rodzice w pełni akceptują moją pasję. Tzn. na początku mama trochę była 'na nie', bo myślała, że to tylko taki słomiany zapał, że to tylko takie chwilowe. Myliła się 😉 W końcu się przekonała. Kilka razy zabrałam ją ze sobą do stajni, raz trafiła na jazdę kiedy spadłam 😁 Stwierdziła, że Blądyn to szaleniec i na pewno mnie kiedyś zabije. Ale to było tylko takie gadanie w rzeczywistości naprawdę popiera to co robię. Najczęstsze pytanie jakie mi zadaje kiedy wracam do domu ze stajni to: 'Co tam u Twojej chabety' 😁 Mój tato też lubi to co robię, no i uwielbia się chwalić przed wszystkimi, że jego córy to koniary. 😂
Konia swojego na razie nie mam, obiecanego owszem ale kiedy to nastąpi - nikt nie wie. Ale zgodzili się i od poniedziałku dzierżawię Blądyna. 💃
mija ponad 10 lat odkad jezdze i od tych ponad 10 lat niemal cala rodzina jest przeciw. bo spadme, bo sie polamie (na samym poczatku sie polamalam 😉 ), bo sie uczyc powinnam, bo ksiazki czytac, sprzatac itd itp......... a dla mnie te inne czynnosci sa.. nudne. wczesniej mialam kilka innych 'pasji'. szybko sie zaczynaly, jeszcze szybciej konczyly. ale przy koniach trwam.. wiec mogliby w koncu zrozumiec, ze nie przestane, ze nawet jesli nie bedzie to regularne to i tak w sercu zostanie i jak sie okazja nadazy.. pieniedzy na jazdy i sprzet przenigdy nie dostalam. ewentualnie na dojazdy do stajni czasem. cale swoje oszczednosci wydawalam na konie, przez co dostawalam mniej niz moj brat, ktory oszczedzal a popoludnia spedzal jak pozadny czlowiek w domu przy ksiazce. raz pod choinke dostalam toczek. nic wiecej. najpierw jezdzilam, placilam, potem znalazlam miejsce gdzie pracowalam za jazdy. pozniej luzakowanie i poznanie sportu 😉 teraz jezdze i ktos mi jest za to wdzieczny 🙂
nie walczcie, nie warto. mozna znalesc miejsca gdzie za pomoc sie da pojezdzic. mozna po prostu przebywac w stajni. mozna sprobowac zrobic wyniki w nauce i w ten sposob przekonac do koni. czasem jest ciezko, ale mimo lez i potu wylanego - warto.
do tych co pisza ze za malo kasy dostaja - spojrzcie na tych, co maja jeszcze mniej.. spojrzcie i pomyslcie czy podstawowe potrzeby i umiejetnosci sa juz na wysokim poziomie. zastanowcie sie. a potem piszcie ze jest zle. albo zacznijcie szukac rozwiazania 😉
Właśnie u mnie nie chodzi o pieniadze. Zawsze kiedy napomykałam coś że pojeździłabym itp, dostawałam na tą jazde. Chodzi o wsparcie duchowe. Wiele razy pytałam, czy pojadą ze mną do stajni (może zobaczyliby że najprawdę mi na tym zależy), ale słyszałam "nie". Z różnych dziwnych powodów. Tylko na początku kiedy byłam młodsza się zdarzało, kiedy tata też na chwilę zaczął jeździć. I u mnie również był wymóg, że jeśli będę dobrze się uczyć to mam szanse. Starałam się jak mogłam, sprostałam, ale nie doczekałam się... "Obiecanki-cacanki". No trudno. Przyzwyczajam sie do tego ze sama bede musiala zadbac o swoje marzenia, bez niczyjej pomocy. Przynajmniej będę miec z tego jakąs satysfakcje🙂
Moim rodzice pod tym względem są super. Na początku posyłali mnie tylko na obozy konne. Gdy chciałam zacząć jeździć to zbywali temat. Leczjakoś udali się wybłagać i zaczęłam jeździć. Na poczatku miała to być jazda raz na 2 tyg., potem raz w tygodniu... a teraz współdzierzawię konia. Nie było im łatwo na początku, ponieważ było nas dwie, dlatego jestem im wdzięczna za to, że mogę jeździć i (przede wszystkim) obcować z końmi. Bez ich pomocy nie było by to takie proste.
Pomijam fakt, że Alkaprim jest pierwszym koniem, którego mój tata nawet polubił (jak jedzie do sklepu to zawsze wybiera mu najlepsze marchewki 😂 )
ja dodam tylko tyle..gdyby nie moi rodzice to bym pewnie nie jeździła w ogóle. ogromne wsparcie duchowe ze strony mamy i taty. mama boi się koni, więc do stajni na treningi niezbyt chętnie. ale tato za to aż się garnie żeby posiedziec, posłuchać. i potem w domu mi mówi np. 'wiesz ale przy ostatnim ustępowaniu uciekła Ci zadem' albo 'za mało impulsu przed tym szeregiem było'
Raaanyy...myślałam, że to tylko dzieciom potrzebny jest podziw i poklask dla tego co robią. Mnie w zupełności wystarcza zainetersowanie na poziomie "Jak było, czy wszystko dobrze ze zdrowiem konia i wpadniecię raz na jakiś czas itd". Nie czuje potrzeby, żeby mama ze mna jeździła i patrzyla na jazdy - przecież dla niej to nic ciekawego stac i patrzeć 😉 Mam wrażenie, że niektórzy nie doceniaja tego, że rodzicie akceptuja pasję i finansują. Przeciez to wasza pasja a nie ich 😉
Jako, że jak byłam małym brzdącem to bawiłam sie konikami pony a nie lalkami, z krzeseł i dziadków robiłam konie ( 😁 ) a z lalek uznawałam tylko te, które mogły normalnie usiąść na koniu to... Przez tyle lat moja rodzina raczej pogodziła się z moją pasją. ;-)
kbicowanie niekoniecznie, ale szczerze mowiac milo by bylo jakby mama zapytala mnie choc raz co u koni, a nie 'ty znoowuu w tej stajni.. nic innego nie robisz...' ponad 10 lat i nie dotarlo ze mi tak zostanie 😉 no ale coz. robie swoje i nie zwracam uwagi. a przynajmniej sie staram.
ehhh żeby moi rodzice tak się zaiteresowali ,,co w stajni? " 🙄 😉 😉 Co drugi dzień na stajni siedzę i za kazdym razem wracam podjarana jakbym dopiero co dostała nowego konia 🙂 Oni już nawet nie mają siły tego słuchac- a bo koń to a bo koń tamto ;] 🙂 🏇 Zresztą co niektórzy chyba znają to uczucie .. gdzie my wiemy jak wspaniałe koń robi postępy, jak to nas cieszy... I w momencie kiedy mamy przekazać to innym z taka samą pasją, radością to...... uchodzi z nas powietrze. Bo w sumie przeciez ,,oni" nei zrozumieją. Nie byli , nie widzieli, nie czuli 🙂 ;] lepiej dac spokój ;;]
U mnie z końmi zawszę był koszmar i chyba będzie 😕 Na początku 5 lat temu gdy błagałam rodziców aby pozwolili mi jeździć zawszę bali się, że spadnę i sobie coś zrobię, że jestem za mała itd. Na szczęście byłam dość cwanym i upartym dzieckiem i gdy na pytanie "To w jakim wieku będę mogła zacząć" usłyszałam odp. "Jak będziesz miała tyle lat co Sylwia."(siostra) To dwa lata później w wakacje nie dałam im spokoju 😎 Przez te 2 lata zbierałam sobie kieszonkowe i zaciągnęłam mamę na koniki 😀 Pierwsze jazdy były boskie... niestety pod czas pierwszych galopów na lonży przestało im się to podobać. Tacie to od początku nie podobało... Jeszcze dostałam brykającego kuca. Zaczęli znowu się nad tym zastanawiać i wyszło, że po pierwsze to za duży wydatek a po drugie niebezpieczne 🤔 Nadal jeździłam ale naprawdę rzadko (co jakieś 2 miesiące ) z powodów finansowych... Jazdy były strasznie drogie a kieszonkowe niskie 🙁 Tata miał strasznie dziwne warunki abym mogła pojechać do stajni. Musiałam zawszę sprzątać, uczyć się, być milutką i grzeczną dziewczynkom -.- Po odpytywaniu i sprawdzeniu porządku mogłam w końcu iść na konie... Tak to się ciągnęło przez 3 lata aż sama stwierdziłam, że to nie ma sensu i wyniosłam się z mojej "szkółki" konie były straasznie popsute a ja wydawałam pieniądze na nic bo bym się więcej nie nauczyła. Znalazłam drugom stajnie u mnie w mieście ale z końmi prywatnymi. Teraz jeżdżę na kochanej kobyłce z charakterkiem i ciągle słyszę pretensje... wszystko jest winom koni 🤔 nie rozumiem matmy... dlaczego? Przez konie -.- to się robi naprawdę męczące i chyba w końcu ustąpię bo jeżdżę 2 razy w miesiącu 😕 Ostatnio nawet ma pretensję, że wydaje całe kieszonkowe na konie a mogła bym sobie na coś odłożyć. Czuję się jakimś porzuconym dzieckiem... Swoich marzeń spełniać nie mogę a siostrze nie dali spokoju jak zrezygnowała z siatki 😕
Izuś-.-,Tata miał strasznie dziwne warunki abym mogła pojechać do stajni. Musiałam zawszę sprzątać, uczyć się, być milutką i grzeczną dziewczynkom
Wybacz, ale dla mnie to nie są dziwne warunki, ale podstawowe obowiązki dziecka. Uważam, że to bardzo fajnie uczy młodych ludzi hierarchii wartości. Jak zrobię to, co muszę, to będę mogła robić to, co chcę- jak w życiu. Rodzic płaci, rodzic wymaga- to tyle.
nie było szans żebym dostała kasę na jazdy, a zawsze chciałam jeździć i jeżdżę praktycznie dzięki dniu chłopca zorganizowanego przy stajni na który miałam nie iść, w programie było oprowadzanie. Na następny dzień z koleżanką która wtedy lubiła konie pojechałyśmy do stajni zapytać o układ praca za jazdę i zgodzili się, co prawda trochę "podrasowałyśmy" swoje umiejętności bo ja parę razy czyściłam konia, ale kopyt nigdy, nie wiedziałam co to uwiąz, ale dzień próby przeszłyśmy. ona do stajni już nie chodzi, mnie wciągnęło na dobre, teraz nie wyobrażam sobie życia bez koni, marzę o własnym ale nie ma na to szans na razie. kiedy zaczynałam w stajni miałam 13lat, teraz prawie 16, a w październiku minie okrągłe 3 lata przygody z końmi, patrząc na siebie wstecz mogę powiedzieć że przeszłam dużą zmianę. był też okres "blokady" po upadku, przezwyciężenie siebie, niepowodzenia i porażki, ale warto było. na temat koni dużo czytam i mam opinię osoby która dużo wie, ale jeszcze dużo przede mną.
no i oczywiście ON, młody, nie zajeżdżony wałach testujący wytrzymałość uwiązu pod dotykiem szczotki, a o przytuleniu nie było mowy, dotknąć uszu? absolutnie, nic praktycznie nie wiedziałam bałam się, a mimo to się dogadaliśmy, zaczepiał mnie gdy zajmowałam się innym koniem, mogłam się wieszać mu po szyi, czyścić bez uwiązu. kosztowało to dużo wysiłku ale było warto.
w domu oczywiście sami laicy i musiałam się nagimnastykować żeby w stajni być częściej, ale udało się
także zachęcam, jeśli czegoś mocno pragniesz osiągniesz to
[quote author=Złota link=topic=17670.msg503190#msg503190 date=1267361592] szczególnie z polskiego..🙂 [/quote] Zgodzę się ale jego wymagania często sięgały tego żebym wręcz cytowała książkę O.O A zresztą... teraz mnie olewa całkowicie ale widać, że ciągle nie pasuje mu to, że jeżdżę... Kurcze no jak godzina koni tygodniowo może wpływać na moją naukę?xd
Izuś-.-,Tata miał strasznie dziwne warunki abym mogła pojechać do stajni. Musiałam zawszę sprzątać, uczyć się, być milutką i grzeczną dziewczynkom
Wybacz, ale dla mnie to nie są dziwne warunki, ale podstawowe obowiązki dziecka. Uważam, że to bardzo fajnie uczy młodych ludzi hierarchii wartości. Jak zrobię to, co muszę, to będę mogła robić to, co chcę- jak w życiu. Rodzic płaci, rodzic wymaga- to tyle.
Dokładnie , podstawową pracą ( obowiązkami) młody człowiek uczy się że nie ma w życiu niczego za darmo. Dzięki temu szanuje wartości życiowe które zdobywa. Często widze takie panny które mają konika ( prezent od bogateo tatusia). Konikiem nie zajmuje sie praktycznie nigdy a od święta przyjeżdża żeby wyczesac mu grzywę i jedzie na chate. Drażni mnie to cholernie bo ja w jej wieku oddałabym wszystko żeby móc dotknać konia a co dopiero mieć własnego. Izuś nie ma co narzekać ciesz się że masz jakąkolwiek mozliwosć spedzania czasu w stajni. Docenisz to później. A rodzice uważam że stosja bardzo dobre metody wychowawcze, abyś w przyszłości mogła docenić co posiadasz i ile musiałaś poświęcic aby to zdobyć.
Pewnie macie wszystkie rację. Już mnie na szczęście nie sprawdza ale muszę chodzić sama 6 km do stajni 😁 Nie narzekała bym... Ale te "konie są WSZYSTKIEMU winne" naprawdę jest irytujące bo zupełnie bezpodstawne... Nie wiem może po prostu tata ma jakieś złe wspomnienia z końmi i chce mi dopiec lub zniechęcić. Ile można. 😵
Izuś-.- mnie całe życie zniechęcali, nie miałam mozliwości wogóle obcowania z tymi zwierzętami. I co? i udowodniłam im że się mylą. Głowa do góry. dasz radę 🙂 😅