Forum towarzyskie »

prawko

Jasnowata,niezbyt rozumiem-dlaczego Lublin jest paskudny do jazdy i w którym miejscu jest 'pokićkany"?
Pony, sporo teraz jeżdżę po Lublinie, oczywiście jako pasażer. nie dość, że wiele dróg jest w kiepskim stanie (i te cudowne wąskie, jednokierunkowe uliczki na LSMie), to jeszcze niektóre ronda i skrzyżowania, to koszmar. Nie wiem skąd ludzie wiedzą kiedy, na który pas się wcisnąć, żeby dobrze wyjechać, albo się z kimś nie zderzyć. przykład jaki potrafię podać (bo nazw konkretnych miejsc nie znam), to rondo przy cerkwi, przy busach. Moja mama zawsze wyklina te wszystkie skrzyżowania mimo iż prawko ma od dawna, a z Lublina pochodzi i najeździła się sporo 😉
No, nie wspominam o korkach, ale one zawsze są w dużych miastach (chociaż, w Radomiu chyba jeszcze nigdy nie stałam 😉 )
Po za tym instruktor nam mówił, że ludzie z Lublina są wyjątkowo wredni. Widzą, że jedzie egzamin, to z premedytacją wyłażą na ulicę, żeby zdający udupił. Także, będzie nam o tym przypominał, żebyśmy uważali.

no, jestem nastawiona na "nie" dla Lublina. Chcę zdać i tyle. I tak, jak dziewczyny mówią, jeździć nauczę się dopiero potem.
Po za tym instruktor nam mówił, że ludzie z Lublina są wyjątkowo wredni. Widzą, że jedzie egzamin, to z premedytacją wyłażą na ulicę, żeby zdający udupił.


Nie wiem skąd takie przekonanie... ja miałam 4 egzaminy i na każdym jak kierowcy widzieli, że np zmieniam pas to wręcz zwalniali, wpuszczali. Mało kiedy ktoś przyspieszał, utrudniał zdanie egzaminu 😉
Instruktor mówił o pieszych, a nie o kierowcach 🙂
Evson a to w takim wypadku to zażalenia w stronę ośrodka lub bezpośrednio do samego instruktora. Co to za instruktor, który nie umie nauczyć JAK JEŹDZIĆ, kiedy kierowca ma pierwszeństwo, a kiedy ma je ustąpić. Znaki drogowe, przepisy - ja teorii miałam kilka godzin, reszta była wykładana już na mieście. I się nauczyłam i pamiętam i znam przepisy w miarę tak, aby innym kierowcom nie utrudniać i nie powodować niebezpiecznych sytuacji.
Co nie zmienia faktu, że inni przepisów nie znają. Ostatnio wyjeżdżam z drogi podporządkowanej, obok wyjazd z posesji i na drodze (wiejska więc na jedno auto) głównej stanęły dwa auta. I z 4 możliwych dróg wyjechaliśmy, stanęliśmy i nikt się nie ruszył chyba z pół minuty, bo nie wiedzieli kto ma pierwszy jechać... Oczywiście musiałam się wykazać inicjatywą i podburzona nieprzepisowo ruszyłam pierwsza.

A jak się nie wie co robić - to najlepiej ustąpić pierwszeństwa i już. Jak w przypadku przeklętych tramwajów  😁
Jasnowata aaa to przepraszam 😉 mi się piesi złośliwi akurat nie trafili ;p
Mało się wypowiadam na forum ale stwierdziłam że się pochwalę: zdałam prawko ;D co prawda za drugim razem i byłam mega zestresowana ale jakimś cudem się udało  😀
miałam straszne problemy ze sprzęgłem, kilka razy zgasł mi samochód (zastanawiałam się czemu egzaminator pozwolił mi dalej jechać...) ale ogólnie to na prawdę spoko. Jestem w gigantycznym szoku ze się udało i nadal w to do końca nie wierzę  🤣
No to gratulacje!!! Za 2 razem to i tak  super!!!
Ja znam wiele osób co  mieli przynajmniej 10 egzaminów....
Dzisiaj na teorii mam nadzieje , że się dowiem czy w przyszłym tyg jeździmy...W końcu w tym tyg miną obiecane 3 tyg do jazd... 😅
A ja się w końcu zapisałam na prawko i to spóźniona. Czekałam na kolegę, a ostatecznie dopisałam się do już trwającego kursu. Mam trochę teorii opuszczonej, ale facet mi powiedział, że jakoś to nadrobimy, więc w środę zaczynam. No właśnie jak nie byłam na kilku zajęciach teoretycznych to jakaś straszna tragedia ? Z tego co mi znajomi mówią mam się nie przejmować i robić testy. Prawda to ?
Dokładnie, ja też miałam być dopisana już do trwającego kursu, ale jak przyszłam wszystko zaczęliśmy od 1 lekcji. Osoby "NOWE"    przerabiają to co my, w miedzy czasie powtarzamy początki i jakoś leci.
Ja testy/czy naukę zaczęłam jeszcze przed kursem.
no to się nie przejmuję w takim razie i zaczynam z testami  🙂
Jak mogę doradzić to leć działami np- najpierw testy ze znakami, potem manewry na drodze itp. Tak ja się szybciej i łatwiej uczę  😉
tak zrobię  :kwiatek:
My w przyszłym tygodniu mamy miec już egzamin wewnętrzny z teorii i siadamy za kółko! 😀
Wczoraj miałam 2,5 godziny wykładów i szczerze mówię, że mnie to męczy. Niby nie są to łatwie i oczywiste sprawy, ale po godzinie nie mogłam juz siedzieć.
Ja na swoich zajęciach teoretycznych kilka razy zasnęłam  😁
Ja zaczynam jazdy w przyszłym tygodniu  😅
U nas się nie da spać, bo jest nas 6-7 osób i siedzimy w kwadracie, a wykładowca co chwila zadaje pytania i wodzi wzrokiem po każdym uczestniku  😀
Hihihi, dziś dowiedziałam się, że już w ta niedzielę mam się zaprzyjaźnić z samochodem!  💃
Tylko 6-7?  😲
U nas było chyba z 30 osób więc nie trudno było się wtopić w tłum.
Wiesz, gdzie Szczecin, a gdzie Puławy  😁 po za tym u nas jest sporo szkół, a na dodatek idzie zima - czas nie sprzyjający zdawaniu egzaminów.
Przynajmniej nie musisz czekać na jazdy miesiąc po skończeniu teorii  🙄
Czekacie tyle, bo: kolejka, czy jak?
My jeszcze nie skończyliśmy teorii, a już będziemy jeździć. Różne wersje słyszałam. Najpierw miał być egzamin wewnętrzny, potem jazda, a teraz o tak o. Jesteśmy dopiero przy znakach zakazu.
O to rzeczywiście wcześnie zaczynacie. My mamy prawie lekcji zaliczonych, ogólnie znaki przeszliśmy, hamowanie, zatrzymywanie itp tez.Zostały chyba manewry ale nie jestem pewna  na 100.
A jazdy chyba w przyszłym tyg. po pierwszej pomocy, a wew. hmm kiedyś się zaliczy  😁
Jak ja robiłam teorie, to kazali najpierw zaznajomić się z zasadami ruchu i obkuć cały podręcznik z pakietu kursanta, a dopiero potem pozwolili nam robić testy w domu. Inna sprawa, że w mojej szkole teorie robi się w 3 dni piątek-niedziela, w niedziele na koniec jest już test wewnętrzy, którego na moim kursie prawie nikt nie zdał 😉 testu wew oczywiście za pierwszym razem nie zdałam, a kolejny raz do niego podchodziłam zdaje się, ze po 4 godzinach wyjeżdzonych, tak z marszu. Już nie wpsomnę o tym, że trafił mi się wyjątkowo wredny i niesympatyczny instruktor, który doprowadzał mnie do płaczu na każdej jeździe, powiedziałam mu DOŚĆ po 10 godzinach. Wszystko przedlużyło się tak, że robiłam teorię w połowie lipca, jest październik a ja mam wyjeżdzone dopiero 11h  🙄  ale za to mój nowy instruktor jest super, a zdawalność u niego za pierwszym razem to 6/7 osób  🙂  a nasepne jazdy już w sobote rano!
Hmmm, to my idziemy zupełnie innym programem w takim razie. Spotkanie z ratownikiem mieliśmy, manewry, hamowanie, ruszanie też. Zostały tylko znaki, budowa samochodu, technika jazdy. Generalnie, to wykładowca mówi o różnych rzeczach w różnym czasie.
Miałam kończyć jazdy już 8 listopada, ale przez to, że jutro musiałam odwołać skończę później. I tylko mam nadzieję, że nie jest już wszystko zawalone, bo się okaże, że na ostatnie 2 godziny będę musiała miesiąc czekać. 🤔
Na pewno każdy idzie swoim tokiem nauczania. Ważne aby nas nauczyli!!!
Ja miałam zamiar mieć jazdy jakby było możliwe codziennie, ale chyba sobie przedłużę , żeby cosik na śniegu pojeździć , bo egzamin na bank będzie podczas opadów śniegu .. takie szczęście zapewne..
A ja zdałam prawko!  😅 Teraz tylko czekam na papierek i w końcu za kółko. 😀
Gratulacje! 🙂
Też zdałam! 😅 Pierwszy raz na mieście i zdane! Czekam na te plastikowe pieruństwo!

Kurczę, sporo zależy od humoru i dnia egzaminatora... Robiłam głupie błędy i trochę bardziej upierdliwy egzaminator mógłby mnie uwalić bez problemu. Np. pomyliłam kierunki i stanęłam na środku drogi 😂
ale powiedział mi, że zdałam egzamin za myślenie. 🙂

I taka mała rada dla tych uczących się... Nie zagadajcie się z instruktorem za bardzo. Mój pierwszy instruktor umiał przekazać wiedzę, ale jak się zagadał.... A tu czegoś zapomniał, a tu czegoś nie powiedział, a potem wieczna czepliwość typu "tak, zrobiłaś to dobrze, ALE... ja bym zrobił inaczej, lepiej, prościej, tak, no popatrz jakie to proste". Nosz kurde... dla ciebie z 20 letnim stażem proste, ja tu umieram ze strachu.... Miałam wrażenie, że nic nie umiem. Apogeum było na łuku. Zawężone pole widzenia mnie ściągało bliżej lewej. Nie jakoś patologicznie, minimalnie. Mieściłam się od samego początku, już to potem jechałam w tempie ekspresowym, ale nie, zawsze było źle, bo zaparkowane centymetr bliżej lewej. Po 30 razie na łuku celowo wjechałam w słupek, żeby zwrócić na siebie uwagę gadającego przez telefon instruktora.
Jutro egzamin a ja umieram ze strachu... jakieś rady?  :kwiatek:
Gratulacje!  😀
Poncioch, nam cały czas instr. powtarza, że zapanować nad stresem i pamiętać, że egzaminator nie jest nieomylny. Przytoczył nam przykłed pewnej pani, która na egzaminie miała wyjechać z miejsca parkingowego na bardzo tłoczną uliczkę. Stała, stała, nie mogła nic zrobić, bo ruch był ogromny. Egzaminator już oczywiście zaczął marudzić. Pani spokojnym tonem przytoczyła mu jakis tam paragraf, który mówił o tym, że osoba trzecia powinna pomóc w takiej sytuacji. Nikogo innego w samochodzie nie było, więc kazała wysiąść egzaminatorowi, żeby jej pomógł wyjechać. Zdała 🙂
Poncioch, Nie wiem czy to jeszcze przeczytasz, ale.... radziłabym przyjąć egzamin "na boroka"😉 czyli... na bycie biednym kursancikiem w obliczu Wielkiego Egzaminatora 😉 Hasła takie jak "przepraszam panie egzaminatorze, mnie tak nauczyli, ja wiem, ale to ten stres, ja się strasznie denerwuję...". U nas to działa. 🙂

No i nie daj się sprowokować jeśli trafisz na dziada, który wrzeszczy, syczy i skwierczy. 😉 U nas jeździ jeden taki egzaminator, który wozi ludzi 50 minut i non stop wrzeszczy, wyzywa instruktorów i po 10 minutach ma się go ochotę wywalić z tego auta, ale.... większość u niego zdaje nawet jeśli popełnia błędy. 🙂 Gościu chyba robi to celowo, żeby sprawdzić wytrzymałość przyszłych kierowców i nie zdają ci, którzy dali się sprowokować albo zrobili jakieś ciężkie błędy, bo się zdenerwowali. Reszta, nawet jak popełni sporo błędów, zdaje.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się