Forum towarzyskie »

prawko

Facella - ja miałam fajnego instruktora u którego wzięłam pare dodatkowych jazd przed egzaminem. Mogę dać Ci namiary (co prawda nie pamiętam nazwiska, ale mogę wziąć od koleżanki, która ma). Ja mega się bałam jeździć, nie szło mi to na początku, dzięki niemu poszłam w ogóle na egzamin i zdałam za pierwszym razem.
Zmieniaj, to twoja kasa i inwestycja w umiejętności! Ja jeździłam z mega luzakiem, który mnie na maksa zagadywał kiedy tylko widział, że już intuicyjnie wszystko łapię i jak raz to zauważyłam, to sam powiedział, że świetnie mnie to zagadywanie rozluźnia i robię dzięki temu mega postępy. I miał rację, do dziś jeżdżę najlepiej jak mam z kim gadać 🙂 Nigdy się nie odważył podnieść na mnie głosu (i dobrze, potem się przy moim chłopie przekonałam, że działają na mnie tylko metody pozytywne 😉), zawsze mi wszystko gruntownie tłumaczył i przez egzamin przeszłam jak burza. Dziś mija półtorej roku i jeżdżę od początku bardzo sprawnie, mimo mojego topornego samochodu (brak wspomagania, klimy, a nawet miejscami lakieru - ale tylko w jednym miejscu z mojej winy :P)
Branka, dzięki, ale czy on po Lubinie jeździ?
W czwartek mam jazdę, już nie będę odwoływać, zobaczymy. Głosu na mnie nie podnosi, ale każdy błąd bardzo dosadnie wytyka. Wiem, że od tego jest, żeby zwracać uwagę na błędy, ale on ich nie toleruje. Albo każe mi robić sprzeczne rzeczy: za gwałtownie ruszyłam ze skrzyżowania, powiedziałam wyraźnie, że to dlatego, bo się zdenerwowałam, że nie zdążę - powiedział, że powinnam wiec sobie poczekać, aż się poczuje pewnie i wtedy jechac. Jak poczekalam na rondzie, bo była dziwna sytuacja, jeden zjeżdżal, przepuszczal pieszego, a dwóch się pchalo wyspą i chciałam to przeczekać (chociaż w sumie mogłam spokojnie jechac, ale się bałam) to usłyszałam "no ale za długo to trwało, tak nie można" 😵 no to na kolejnym rondzie prawie bym wymusiła pierwszeństwo, za co znowu oberwalam. Tak się jeździć nie da...
W sumie nie wiem on dojezdzal do mojej koleżanki kawałek, ze mną unawial sie w miescie - tam gdzie mi pasowało. Myślałam ze Ty we Wrocku robisz. Moze by dojechał. Podesle Ci namiary na pw
Dzięki, ale to nie przejdzie, musze jezdzic z instruktorem z mojej szkoły (jest kilku). W poniedziałek mam rozmawiać z głównodowodzącym, jutro mam jeszcze jezdzic. Zobaczymy, co wyjdzie...
Ech, kurczę, powiem Wam, że jestem po pierwszym podejściu do państwowej praktyki... No i z placu mnie nie wypuszczono. Śmiałam się przed, że to siara oblać tak wcześnie, no i chyba wykrakałam. 😉 Górka dwa razy nie wyszła. Co najlepsze, był to element egzaminu, którego w sumie byłam na 200% pewna. Nigdy nie miałam nieudanego podejścia do górki, no, nigdy, oprócz egzaminu. Jednak bycie przesadnie pewnym też nie jest dobre, chociaż z drugiej strony stresowałam się jak cholera (i to zadecydowało). Szkoda strasznie, bo egzaminator sprawiał wrażenie człowieka w porządku i mam przeczucie, że gdybym z nim wyjechała na ulicę, to bym zdała. Zmarnowany potencjał  🤣

No nic, następne podejście 20.11, zamierzam wziąć sobie ze 2 jazdy doszkalające co by sobie odświeżyć w tygodniu przed. No i meliskę trzeba będzie wypić.  🤣 Bo inaczej ma Toyota nigdy się nie doczeka użytkowania. 😉
Facella, spoko, przeciez nie napisałam, ze taka atmosfera jest dobra 😉 ja na szczęście mam super panią instruktor, a jak czasem mam jazdę z drugim instruktorem, który najmilszy nie jest i robi duzo rzeczy za mnie, to od razu mi gorzej


Na egzamin podobno najlepiej przyjść na kacu 😁 ale kiedyś słyszałam historie, ze ktoś przyszedł po dwóch setkach...
Anderia, będę trzymać kciuki, zapisałam siostrę właśnie na ten termin (20.11) i już się za nią stresuję bardziej niż jak sama szłam zdawać 😜
Na egzamin podobno najlepiej przyjść na kacu 😁 ale kiedyś słyszałam historie, ze ktoś przyszedł po dwóch setkach...


No jest to jakaś metoda. 😁 A na serio, osobie po dwóch setkach chyba egzaminator mógłby odmówić odbycia egzaminu? Tak na logikę.

maiiaF lepiej nie dziękować, ale też mam nadzieję, że się uda, bo już po mału zaczynam mieć dosyć instytucji WORDu 😉
Egzaminator nie dosc że ma OBOWIĄZEK odmówić egzaminu osobie nietrzeźwej to jeszcze może wezwać policję  😉
No on podobno zażartował, czy walnęła seteczke nie rozluźnienie, a ona, ze nawet dwie... 😉 od razu kazał jej wysiąść, chyba nie zdążyła ruszyć nawet
Dzisiaj miałam (mam nadzieję) ostatnią jazdę z tym instruktorem, jeździło mi się dobrze, ale to dlatego, że nie słuchałam jego głupich uwag. Jeździłam lepiej niż kiedykolwiek, dostałam nawet parę pochwał, ale też i małą zrypkę za naprawdę pierdoły  😵 miałam dwie niefajne sytuacje, jedną potencjalnie stłuczkową (koleś się na mnie wepchał, nic z mojej winy) i sobie poradziłam bez słuchania ględzenia instruktora, a jak miałam ruszyć na pustej drodze i zgasło mi auto, on zaczął zrzędzić, to i ja się zagotowałam i ruszenie już było tragiczne. Przy czym jak mi auto zgasło, to od razu stwierdziłam, że za szybko puściłam sprzęgło i za mało było gazu, no to usłyszałam "no a gaz?! gaz?! gdzie masz gaz?!", potem jak ruszyłam z rykiem, to z kolei było pełne pretensji "no ale Karola, co Ty wyprawiasz?!" wrr  👿 dobrze wie, że jak tak ruszę i puszczę gaz, to zdechnie jeszcze gorzej i sam mi to mówił, jak już za ostro ruszyłam, to tak muszę jechać. Plus nie lubię takiego przeżywania sytuacji, było, minęło, jedziemy dalej i zostawiamy to za sobą, zamiast całe skrzyżowanie roztrząsać moje złe ruszenie. Mam świadomość, jaki błąd popełniam i staram się go nie robić, ale się zdarza, bo nie mam wyczucia i doświadczenia. I uważam, że jego pretensje do mnie są niesłuszne i nie na miejscu, bo ja z każdym swoim błędem mówię głośno co zrobiłam źle, staram się to za każdym razem naprawiać i na przyszłość tego nie robić, ale nie zawsze mi wychodzi. Co innego, jakbym nie rozumiała, co zrobiłam nie tak. A przez jego gadanie czuję się podwójnie winna...
No on podobno zażartował, czy walnęła seteczke nie rozluźnienie, a ona, ze nawet dwie... 😉 od razu kazał jej wysiąść, chyba nie zdążyła ruszyć nawet


Morał z tego taki - na egzaminie ma być grobowa atmosfera, ani pół milimetra zmarszczki odpowiedzialnej za uśmiech.  🤣

Facella - po prostu olej zrzędzenie instruktora. Skup się na konstruktywnych uwagach, to Ci pomoże kiedyś być lepszym kierowcą. To gość ma problem, widocznie jest palantem albo nie lubi swojej pracy. To co jest istotne zapamiętuj na przyszłość - a to co jest zrzędzeniem olewaj. I tak się nie nauczysz jeździć z instruktorem tylko będziesz się uczyła jeszcze długie miesiące już jeżdżąc sama. Auto Ci zgaśnie milion razy, milion razy dodasz za dużo albo za mało gazu 😉 Każdy popełnia błędy za kółkiem - i na kursie i potem. Nie ma co się czuć winnym, że się je popełnia, tylko zapamiętywać i wyciągać wnioski, żeby ich nie popełniać na przyszłość, bo od tego może zależeć Twoje i innych bezpieczeństwo. Ale akurat od tego, ze Ci zgaśnie auto na światłach nikt nie umrze, więc luz 😉

No i niestety zostaję z obecnym instruktorem 😵 w biurze siedziała zastępczyni szefa, z którą nijak nie idzie się dogadać, zrobiła mi wyrzut, że to ich najspokojniejszy i najlepszy instruktor, nigdy nie było na niego skarg, potem zaś usłyszałam, że bardzo dobrze mi mówi i że to na pewno wszystko wina mojego złego podejścia. I że instruktor jak najbardziej ma prawo zdziwić się czy nawet mieć pretensję o to, że coś mi nie wychodzi, jeśli 100 razy wyszło, a za 101. razem się nie udało. Oraz że instruktor nie może mi dawać minimalnego limitu błędu, zero tolerancji, bo on nie ma mnie nauczyć dobrze jeździć, tylko tak jeździć, żeby zdać egzamin, a dobrze jeździć będę uczyć się sama, jak już dostanę prawko... I że on od tego jest, żeby wytykać mi błędy i dziwna jestem, bo oczekuję, żeby to robił spokojnie i bez wyrzutów.
Obiecała przynajmniej, że z nim porozmawia. Jutro jeżdżę i opcje są dwie: albo facet zmieni podejście i przestanie robić sceny, albo zrobi scenę, że miałam czelność poprosić o zmianę instruktora... Spodziewam się niestety obu reakcji.
To prawda, że jeśli na egzaminie zgaśnie mi auto przy ruszaniu ze świateł, a z tyłu ktoś będzie stał/ruszał/nadjeżdżał, to mam oblany egzamin za stwarzanie zagrożenia w ruchu drogowym?  😲
Facella, zależy na kogo trafisz. Moja instruktorka powiedziała, ze jak mi zgaśnie i od razu odpalę i ruszę nie stwarzając zagrożenia to nie powinni mnie oblać, ale jak mi zgaśnie i egzaminator uzna to za zagrożenie to obleje.
Dla mnie to jest jakaś chora sytuacja  🤔  W ogóle nie wyobrażam sobie takiego podejścia do osoby na kursie. Instruktor instruktorem, a pani zastepczyni panią zastępczynią. Obie te osoby są dla Ciebie, a nie Ty dla nich. Płacisz, wymagasz. Kurs nie ma być nieprzyjemny. Każdy uczy się w swoim tempie, jedni mają z czymś problem a inni nie - ale od tego jest kurs i instruktor. Jasne, ma udzielać uwag, dać zjebke itp ale to ma przebiegać wszystko w atmosferze. Dla mnie kurs był najlepszym wspomnieniem z wakacji... I nie wyobrażam sobie, żeby przy chęci zmiany instruktora ośrodek nie dał mi takiej możliwości. Nie wiem, może moje podejście jest inne ale nie pozwoliłabym tej pani wciskać sobie czegoś takiego - uważam, że to brak szacunku do kursanta. Facella - powodzenia. Domagaj się traktowania Cię jak klienta, a nie jak przypadkową osobę 😉
Facella, mnie na problemy z ruszaniem pomógł plac: instruktor ze stojaków ustawił mi różne warianty parkowania, kręciłam sie praktycznie na samym sprzęgle całą godzinę skupiając się na parkowaniu i jakoś bez spiny wyczułam co i jak, potem już mi wcale nie gasł, a przez pierwsze 5 godzin nie było ruszenia bez zgaśnięcia 😉
Z tworzeniem nerwowej atmosfery jak na egzaminie to trochę nie rozumiem, na moim egzaminie było spokojnie i wcale nienerwowo.
Dziwne podejście do klienta ma Twoja szkoła, nawet jeżeli 100 osobom pasuje ten instruktor to może Ty akurat się z nim nie dogadujesz, więc po na siłę Ci go wciskac...
Cóż, tez byłam zdziwiona tym, co mu zastępczyni powiedziała... Szef na początku mówił, że to my mamy czuć się komfortowo, pewnie i bezpiecznie, wiec jeśli coś jest nie tak z instruktorem, to mamy to od razu zgłaszać. No trudno, zbyt wiele nerwów mnie kosztowało to starcie w biurze, żebym próbowała jeszcze raz. Chcę już tylko wyjeździc pozostałe 15 godzin i mieć to z głowy. Zobaczymy, co będzie jutro.
Cricetidae, łuk kręcę na półsprzegle i nigdy mi nie zgasł (no dobra, raz, zbyt zamaszyscie chciałam wrzucić na luz i wrzucilam bieg, jak puściłam sprzęgło, to wiadomo zgasł; wyczucia skrzyni tez nie mam i czasami nie jestem pewna, czy dobrze wskoczył bieg albo nie czuje, ze jest źle). Ale jak mam ruszyć z gazem to już jest problem. W sumie nie miałam szansy tego poćwiczyć, pierwsza jazda na placu to wiadomo, polowe zrobił za mnie instruktor, potem jeździłam na plac tylko na łuk... Na mieście tez mi instruktor pomaga i jak miałam sama przejechać przez bramę, to się nagle niemiło zdziwiłam, że nie potrafię ruszyć...
Facella jakbym czytala siebie sprzed paru miesięcy  :kwiatek: tylko moj instruktor nie był takim gburem. Ale z ruszaniem z gazem miałam identyczny problemy, do samego końca jazd. I na egzaminie ruszałam po prostu mega, mega powoli, co prawda za każdym razem słyszałam, że trochę mało energicznie ale oblać mnie nie oblał (przynajmniej nie z tego powodu  :hihi🙂. Inna sprawa, że jak już wsiadłam w egzaminacyjny samochód to jakoś zupełnie łatwo mi się ruszało (sprzęgło nie było tak zjechane :wysmiewa🙂. A, i na egzaminie może Ci zgasnąć raz, za drugim dopiero do widzenia, więc musiałabyś trafić na niezłego służbistę.
Głowa do góry, będzie dobrze :kwiatek: olewaj humory instruktora i rób swoje.
A skad, auto na egzaminie moze zgasnac i 30razy(bedac juz w miescie). Kwestia zeby nie sprawiac niebezpieczenstwa na drodze.
Robiłam prawko na początku 2015. Zasady na egzaminie były jasne, za drugim zgaśnięciem koniec egzaminu.
Teoretycznie tak, ale w praktyce zależy na kogo się trafi. Znajomej zgasł 4 razy, ale zdała, bo 2 razy były w trakcie dojeżdżania do skraju parkingu (pd górkę trochę, ale samochód nie wystawał na jezdnię), a raz przy ruszaniu na światłach, gdzie i tak zanim zaczęła ruszać było już czerwone (przykorkowane na światłach ze strzałką). Egzaminator powiedział, że przymknie oko, to chyba mogą jeszcze ocenić subiektywnie, nie narażałby się na problemy, skoro cały egzamin jest nagrywany 🤔
No i niestety, kwestia bezpieczeństwa na drodze to tak naprawdę dobra lub zła wola egzaminatora. Jak od początku będzie chciał kursanta uwalic, to zrobi to prędzej czy później... Nasluchalam się już zbyt wiele 🙁
edit: jestem po jeździe i jestem mega zaskoczona, bo wczoraj do instruktora zadzwonił szef i powiedział mu, że ma oddać moją kartę, bo będę jeździć z kim innym. Nie wiem jakim cudem, po wczorajszej rozmowie byłam przekonana, że będę do końca jeździć z tym samym instruktorem. Powstrzymywał się dzisiaj od zbędnych komentarzy, ale też prawie przestał mi pomagać (poza sytuacją, w której nagle stwierdził, że mam TERAZ JUŻ parkować i zahamował za mnie), czego efektem było zgaśnięcie auta na światłach. I to tylko dowodzi, że połowę robił za mnie i sama bym sobie na mieście w życiu nie poradziła. Jestem ciekawa i zarazem boję się, na kogo trafię, zostało mi 11 godzin, więc jeśli miałoby być nawet gorzej, to już jakoś się przemęczę...
Boję się, że nie zdam egzaminu. Ruszanie z ręcznego idzie mi coraz gorzej zamiast lepiej. Zupełnie nie widzę odległości, dzisiaj wymusiłam pierwszeństwo, bo myślałam, że drugie auto jest daleko i spokojnie zdążę. Albo stoję niepotrzebnie długo. Na znaki nie patrzę w ogóle, zawsze o tym zapominam  🤔
Nie martw się, w razie czego weźmiesz kilka godzin dodatkowych u innego instruktora. Dasz radę 😉 ja też miałam kryzys jak kurs się zbliżał ku końcowi - zaczęło mi iść gorzej, miałam problem z łukiem, właśnie z widzeniem odległości, panika że nie umiem za chiny parkować.... egzaminu wewnętrznego byłam pewna, że nie zdam, jakoś zdałam, ale dopiero po kilku dodatkowych jazdach nabrałam przekonania, że jestem w stanie pójść na egzamin.  I poszło ok. A parkować tyłem nie umiem do dzisiaj  😂 no dobra, jak mus to zaparkuje, ale nienawidze tego i zawsze wszędzie próbuję parkować przodem, hehe.
Jestem po pierwszej jeździe z nowym instruktorem. Pierwsze wrażenie mega pozytywne, facet luzak, nie denerwuje się, nie ma pretensji o nic, a z moich błędów potrafi sprytnie żartować, potrafi pochwalić za to, co dobrze wyjdzie, ma większe zaufanie do kursanta, prawie wcale mi nie pomagał. To nasza pierwsza jazda, a robiłam takie manewry, których z poprzednim instruktorem nie robiłam wcale (zawracanie na 3 czy... wyprzedzanie). Dzięki temu ja się nie spinam, nawet jeśli coś mi nie wychodzi, od razu jeździło mi się lepiej i nie robiłam tak wielu i tak głupich błędów. Uczy trochę inaczej i mam teraz namieszane, bo np. z poprzednim ronda jeździłam na półsprzęgle, teraz nie, progi jeździłam na jedynce, teraz wręcz mi zabronił, inaczej tłumaczył parkowanie i łuk, moim zdaniem lepiej, duuuużo prościej, wiele rzeczy mi ułatwił. W poniedziałek kolejna jazda, zobaczymy, jak będzie 😀
W takim razie ewidentnie zmiana na lepsze, ronda na półsprzęgle i progi na jedynce? 0.o Kto tak jeździ???
A jak rozjeżdżacie łuk? ja przed 3 tyczką robię 1 obrót kierownicy w prawo, a pozniej prostuję kierownicę jak zobacze linie w lusterku
Aaga84, ja nie wiem, jak się powinno jezdzic, jeździłam tak, jak mi instruktor mówił. Zakładałam, że kto jak kto, ale on powinien wiedzieć. Niestety z niewiedzy i braku doświadczenia wynikają takie właśnie rzeczy.
Libeerte, jak mam drugą tyczke na wysokości lusterka, to jeden szybki obrót w prawo, potem tylko pilnuje linii i w razie potrzeby koryguje. Dużo robie jednak na czuja, jadę powolutku, jak już dobrze wyprostuje i jadę równo, to muszę bardzo pilnować, żeby przy oglądaniu się przez tylna szybę nie obrócić kierownicy ani o centymetr. No i uważać, żeby nie walnąć w słupek, nie widzę odległości 😁
Facella, druga licząc od tej króra jest na końcu koperty?
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się