Tak czytam, słucham, a nieraz i obserwuję, i dziwię się, że niektórzy normalnie jeżdżą/trenują przy -19 czy podobnych ekstremalnych temperaturach. Nie szkoda końskich płuc? Moje w takie zimno tylko stęp dla rozruszania kości - albo do lasu w ręce, albo w karuzeli jeżeli już zamarzam, albo na hali (tam ewentualnie nieco lekkiego pokłusowania, bo hala o wiele cieplejsza).
mam ambitny plan podreptania na koniu do lasu stępem, bo jak obejrzalam wczoraj kopyta to mi się płakac zachciało... hmm zobaczymy jak długo wytrzymam 🙂
a ja chętnie usłyszę konkrety na temat tego, jak mróz szkodzi końskim płucom (dla mnie mroźne przejażdżki to już przeszłość, ale przez wiele zimowych sezonów regularnie wsiadałam przez całą zimę, niezależnie od pogody, a w bardzo mroźne dni po prostu na stępokłusy 20-30 minut. koń brykał i parskał, bez derek, tylko w grubym nastroszonym futrze. i zastanawiam się czy mu jakoś szkodziłam? problemów oddechowych nie miał, tzn. miał je dawno w wieku lat 5 i nie wróciły, a zimowe przejażdżki odbywaliśmy w wieku lat 10-12)
dempsey, z tego co zauważyłam to taki tegoroczny trend z tymi płucami - nigdy wcześniej nikt na rv nie pisał, że nie jeździ, bo szkoda końskich płuc, a teraz mi ten tekst z lodówki już wyskakuje 🙂
nie chcę palnąc głupoty jakiejś, ale WYDAJE mi się, że pęcherzyki płucne nie są zbyt szczęśliwe z powodu wdychania powietrza o bardzo niskiej temperaturze. Co prawda ogrzewa się ono po drodze ale nie aż tak. Nie wiem co dalej, jakiś skurczyk?
Gilian, ale co - to ja jak się przejdę w mroźny poranek szybszym marszem czy pobiegnę do autobusu, to - kaput? czy koń jakieś inne płuca ma? oprócz tego, że dłuższa droga od nosa do płuc. nie mówię o forsowaniu, pracowaniem nad siłą czy innymi tam bajerami, tylko po prostu lekka robota, żeby dupa nie odpadła z zimna.
Jeżdżę już dzieścia lat i jeszcze żaden koń na którym jeździłam zimą ( a bywało kiedyś, że się tylko przesiadało z konia na konia a w między czasie odmrażało się gorącem kisielem 😉) nigdy z tego powodu nie chorował. Mój zwierzak dzisiaj zachowywał się jak ogr na lonży i ani myślał oszczędzać płuca 😉 nawet się lekko spocił co mnie bardziej martwiło i musiałam czekać aż podeschnie ( palców u nóg nie czułam 😉)
Dzionka - niekoniecznie, bo ja od dobrych paru lat nie praktykuję trenowania czy serwowania koniom w takiej temperaturze jakiegokolwiek konkretniejszego wysiłku. I spotkałam się z tym w niejednej stajni, więc nie jest to jakieś widzimisię jednego ośrodka.
Po prostu przy bardzo niskich temperaturach i bardzo suchym powietrzu, które im towarzyszy, podczas intensywnego wysiłku może dojść do niedostatecznego ogrzania powietrza w jamie nosowej (a w przypadku oddychania nie przez nos w ogóle nie ma szans tego powietrza dostatecznie ogrzać) i może dojść do uszkodzenia pęcherzyków płucnych. Może, nie znaczy, że musi - ale dlaczego mam to sprawdzać na swoim koniu? Do mnie ta teoria przemawia, z punktu biologicznego jest to jak najbardziej możliwe - to mi wystarczy żeby dać koniowi dwa dni odpoczynku od trenowania. Co oczywiście nie oznacza, że koń stoi w boksie, wiadomo.
dempsey - marszem czy biegiem - to tak jak koń w karuzeli czy na stępokłusa do lasu. Ale zafunduj sobie godzinę intensywnego biegania z gimnastyką - czuć w płucach. Koniom z pewnością też.
ansc - ani myślał oszczędzać płuca, ale od kiedy konie zawsze najlepiej wiedzą, co jest dla nich dobre? ;-) mało kontuzji padokowych i tak dalej? Ja tam wolę uważać po prostu.
dempsey, nie kaput 🙂 ale długotrwały, silny wysiłek, dużo powietrza wdychanego - jakieśtam mikrouszkodzenia może powodowac. Ale jak mówię - wydaje mi się 🙂 jak polatam po mrozie to mnie cała klata boli - jestem astmatykiem.
darolga, jasne, ale nikt tu nie pisze o treningach, skokach i nie wiadomo czym. Tutaj się zgadzam, sama bym swojemu koniowi tego nie serwowała, bo tak na chłopski rozum może mu to zaszkodzić (podłoże twarde, schnięcie w takiej temperaturze musi być koszmarem, wdychanie suchego mroźnego powietrza i kurzu na hali...) ale w teren przecież spokojnie można jechać i sobie nawet galopnąć jak podłoże pozwoli. A tutaj od 2 tygodni wszyscy o tych płucach, czy to dupoklep czy inny spacerowicz 😀
dempsey, na temat mrozów to z lodówki wyskakuje brednia za brednią. Nikt nie widział koni szalejących na śniegu przy dużym mrozie? I to dość długo? Bieedne płuca 🙁 🤔wirek: Zagrożenia związane z mrozami są (imo) trzy: stajnie pełne mikrobów + wysuszona mrozem śluzówka górnych (!) dróg oddechowych oraz różnorakie choróbska autoimmunologiczne i o nieznanym podłożu, mięśniochwaty, "reumatyzmy"; no i - układ krwionośny - zatory. Jeśli ktoś chce koniowi narzucić duży wysiłek, to prosi się o kłopoty - bo jak stopniowo rozgrzać i przygotować organizm? Ale zwykły ruch?
nie no, astma, obturacyjna przewlekła choroba płuc itp. - rzecz jasna. i długotrwały wysiłek - też. ale dla zdrowego konia wdrożonego do zwykłej dla siebie pracy połowa czasu + połowa energii (czyli pół godziny zamiast całej i stępokłus zamiast normalnej pracy) to nie jest raczej nic ryzykownego. co do płuc i mrozu, to ja się nie znam. więc przytoczyć tylko mogę coś n.t ludzi: http://tomimary.blogspot.com/2011/12/zimowa-wyprawa-na-k2-update-20-grudnia.html Gorzej będzie jeśli będziemy musieli się mierzyć z -50 stopniami i silnym wiatrem. W takich warunkach wspinaczka będzie niemożliwa. Pamiętajcie, że wspinamy się bez dodatkowego tlenu. Na szczęście powietrze zimą jest bardziej suche, co jest korzystniejsze dla płuc (lepiej tolerują silny mróz)
edit: nie widziałam wpisu halo no właśnie, gdyby to były płuca hm... powiedzmy antylopy pustynnej 😉 ale europejskie stałocieplne bydlę żeby nie mogło odetchnąć głębiej parę razy?
edit2: żeby nie było żem taka ambitna ponad miarę - od kiedy zaprzestałam wsiadać w ogóle, to bardzo mi błogo, że omija mnie ten dylemat mrozowy, i że mogę bezkarnie teoretyzować zza (prawie) ciepłego biureczka 😉
Dzionka - ale ja właśnie o tym piszę. Że dziwię się, że niektórzy moi znajomi normalnie trenują w takich temperaturach. Nie odniosłam swojego wpisu do żadnej wypowiedzi stąd. Ani też nie pisałam o luźnym ruszeniu konia, tylko o treningu. A że o tych płucach wszyscy to nie wiem, nie śledzę volty na bieżąco, wpadam raczej okazjonalnie i tak chciałam się podzielić refleksją.
halo - tak, widział i to nie raz, ale uważam, że nie jest to dobry argument, bo tym koniom nikt nie narzucał z góry wysiłku (biegały tyle ile chciały - i na ile może czuły w płucach?).
dempsey - oczywiście, to jak najbardziej - ale ja cały czas piszę o trenowaniu, a nie ruszeniu konia. Z tym powietrzem i płucami - nie polemizuję, bo nie jestem lekarzem, ale na logikę suche powietrze zmniejsza nawilżenie dróg oddechowych.
Biedne te nasze konie, że jeszcze nie popadały całkiem a stoją i wdychają to mroźne powietrze po kilka godzin dziennie. A jak się puści na miękkie podłoże to jeszcze świrują i to mocno i długo - i jakoś się płucami nie przejmują. Ale pewnie nie czują bólu z tego zimna...
Ehh... Włożyliśmy te konie w ciepłe boksy i dereczki i dorabiamy teorię... 😉
A na serio to nie bardzo widzę to mega wielkie zagrożenie dla biednych płuc koni, które na co dzień stoją na padoku i to samo powietrze mega mroźne wdychają. Dużo większym problemem jest sytuacja, gdy koń stoi 23 na dobę w boksie i nagle idzie na trening przy -15. Ale nie oszukujmy się, za dużo takich sytuacji to nie ma, na halach bywa cieplej a nawet jak ktoś hali nie ma to raczej nie trzyma swojego konia w cieplutkiej stajni przez całą dobę 😉
dempsey, z tego co zauważyłam to taki tegoroczny trend z tymi płucami - nigdy wcześniej nikt na rv nie pisał, że nie jeździ, bo szkoda końskich płuc, a teraz mi ten tekst z lodówki już wyskakuje 🙂
kolejny "trynd" forumowy: jedno guru jeździeckie zapoda tonem wchystkowiedzącym i nie znoszącym sprzeciwu a potem już się toczy jak lawina i ci co nie idą z tym tryndem są gnieceni przez napór miażdżacej lawionokrytyki..
Tryndów było już bez liku - z tym że jak to z tryndami bywa: przychodzą i odchodzą.
epk - nie demonizuj, przeczytaj jeszcze raz moje posty, tylko tym razem ze zrozumieniem. Nie napisałam nigdzie, że mróz konie zabija i że trzeba je trzymać wtedy tylko w stajni. Napisałam tylko, że mam za dużo szacunku do swojego konia, żeby trenować przy takiej temperaturze. Nie trenować nie oznacza zamknąć konia i opakować w pięć derek.
Nie pamietam, który ze starych państwowych hodowców twierdził, że w zimie dla koni najlepsza temperatura w stajni to taka, że gówno zamarza. Dla koni chyba najgorsze są wahania temperatury, ciepła stajnia i zimny wybieg, tak jak z klimą w aucie. A juz najgorzej maja te co wentylacje w stajni maja do kitu i zapach aż widać, bo w oczy gryzie
melechow, ja znałam nie o g.wnie, tylko o wodzie w wiadrze - temperatura zimą w stajni jest właściwa gdy koń rano przebija nosem warstwę lodu w wiadrze. ale nie pamiętam źródła. bardzo możliwe że to taka śmieszna książka "1001 rad dla miłośników koni", faktycznie niemiecka
Jak koń chodzi na padok a jazda, którą mu proponujemy jest normalną jazdą a nie treningiem do olimpiady to gadanie o szacunku do koni to wymyślanie bzdur. I tyle.
Ja bym powiedziała że to zalezy od konia- z tymi płucami. Moje konie, które sa dużo na dworze, dają sobie rade całkiem dobrze (fakt że u nas tylko -10). A jedna pensjonatka, mało padokowana zanim do mnie przyszła, ma ewidentnie krótszy oddech, odkąd się te mrozu zaczęły. I na niej nie jeżdżę teraz, minimalnie lonżuję, żeby dostarczyć trochę ruchu. A moje oddychają całkiem normalnie i chce im się brykać:-)
Proponuje astmatykom przebiec się troszkę przy -15. Ja nie dałam rady, od razu mnie przytkało. Skoro ja biegać nie mogę to nie widzę potrzeby, żeby koń przy takiej temperaturze biegał. Żadna przyjemność.
Wg mnie to decyzja właściciela konia, skoro ash, czy ktokolwiek inny nie chce żeby jego koń biegał to nie biega. Proste. I nikomu nic do tego. Moje nie wychodzą na padok ze względu na to że jeden jest po kontuzji i po prostu nie może. Od paru dni nie wsiadam i nie jest to kwestia że jak niektórzy piszą "dupy nie chce się do stajni ruszyć" bo codziennie doń jeżdże. Biorę na hale na lonże na stępo-kłusa dla rozruszania kości. Nie trenuje. Zrobiliśmy zęby, daje im chwile wytchnienia. Taka jest moja decyzja i kilka koni, które jeżdże muszą się z tym pogodzić 😉
ja mysle, ze teoria "wymarzajacych pecherzykow plucnych" ma racje bytu, owszem, ale przy duzo nizszych temperaturach. polarnicy uzywaja masek na twarz, zeby nie wdychac takiego zimnego powietrza, sadze, ze dla koni ta temperatura jest jeszcze nizsza niz dla czlowieka.
Od paru dni nie wsiadam i nie jest to kwestia że jak niektórzy piszą "dupy nie chce się do stajni ruszyć" bo codziennie doń jeżdże. Biorę na hale na lonże na stępo-kłusa dla rozruszania kości.
Jest dokładnie tak jak piszesz. 🥂 W stajni jestem codziennie, a że nie jeżdżę to moja osobista decyzja. Dziś wsiadłam na samego stępa, jutro jadę na spacer do lasu. Jak się ociepli i warunki będą lepsze wrócimy do normalnych jazd i treningów.