Forum konie »

Jeździcie w te mrozy??

O 16 kończę pracę, o 17 mam już siedzieć na koniu, bo trenerce dziś spieszno do domu, a do stajni 40 km  🙄 a drogi takie, że jak dobrze pójdzie, to jutro dojadę  🤔
U mnie podobnie.  😵 Na zmianę u nas padał deszcz, potem zaraz mróz i śnieg i efekty są straszne. 🤔

Na ujeżdżalni gruda.
Na łąkach śnieg ostry, oblodzony.

Pozostaje mi spróbować jakoś... Nie wiem? Odśnieżyć łąkę? I modlić się, by mi jej zaraz nie zasypało? (wokół tylko pooola i góry) Bo nie wydaje mi się, żeby poruszanie się w takim śniegu koniowi było jakoś super przyjemnie. 🤔

Więc konie stoją.  🙄
A ja jestem dzisiaj cala happy , wprawdzie nie ma rewelacji z podłożem i można jeździć tylko na polowie laki , bo na drugiej miejscami jest  pod śniegiem  lód (koleżanka miala z nim bliskie spotkanie wczoraj) ale dzisiaj pokłusowałyśmy a nawet pogalopowałyśmy  😅  Moja klaczka była grzeczna jak aniołek , do przodu i nawet  udało mi się  ja porozluzniać co w terenie jest ciężkim zadaniem , bo chwila ja coś straszy i rozprasza  😅 Taka byłam szczęśliwa , ze w nagrodę w drodze do stajni z niej zsiadłam i razem , ramię w ramie pokonałyśmy  drogę do domu  😀
Mi mróz nie straszny, bo wystarczy sie ciepło ubrać, gorzej z podłożem. Lonżownik nam zamarzł , ujeżdżalnia to jakieś apogeum,łąka w stajni nie skoszona i jest katastrofa. Pozostawała tylko łąka w terenie , która juz nie jest straszna a wręcz od dzisiaj ukochana  💘
Mi mróz nie straszny, bo wystarczy sie ciepło ubrać, gorzej z podłożem.


Właśnie 🙁 Podłoże to teraz jakas maskra, gruda, a na łąkach zmrozony śnieg. Gdybym mogła jeździć przed zmrokiem, to może znalazłabym jakiś kawałek łąki nadając się do użytku, ale na razie nie ma takiej możliwości, więc koń obija się trzeci dzień na padoku. Może jutro uda się go chociaż postępować, bo w piątek czeka nas przeprowdzka wierzchem do nowej stajni.
U mnie to samo...
Zastanawiam się na ile takie podłoże szkodzi końskim nogom, nawet na padoku... i mnie nachodzą czarne myśli 🙁
Do tego ja MUSZĘ wsiadać codziennie, choćby na 10 minut stępa, bo inaczej koniowi odbije, mimo, że codziennie na padok i tak chodzi.
Konie są różne. Jeden na takiej grudzie będzie ostrożnie stąpał, patrzył pod kopyta i medytował nad każdym krokiem, inny spróbuje hulać niezależnie od podłoża.

A na jeździe stęp po twardym równym i nie totalnie oblodzonym nie powinien być problemem. Gorzej z nierównym podłożem, ale też wierzę w przygotowanie końskiego aparatu ruchu - przez cały rok często stępuję po nierównym podłożu (typu las, łąka - nierównym, ale oczywiście bez "zasadzek"😉. Stawy, ścięgna delikatnie się ćwiczą. Mam nadzieję, że to się rzeczywiście przekłada na łatwiejsze znoszenie takich brewerii podłożowych, jak są teraz...
U nas nie tak źle - da się jeździć na łączce obok stajni, w terenie też nawet spoko, tylko, że muszę pokonać kawałek drogą, żeby wjechać do lasu...A droga śliska niestety, ale prowadzę tam konia i dajemy radę 🙂
Teodora - również mam taką nadzieję. Mój bezkontuzyjnie przeszedł hartowanie na torach, u mnie codziennie padokowany, świątek piątek czy niedziela, ma padok o zróżnicowanym podłożu. W sezonie pracuje na dobrym podłożu na ujeżdżalni, ale i chodzi w tereny - po górkach, dołkach, kamieniach, błocie, wodzie, glinie czy ubitym piachu. Zimą chodzi na padok również, śmiga i się cieszy, w tym roku rozkuty po 2 latach kucia non stop - ani razu nawet nie macnął. Idzie pewnie na każdym podłożu, są czasem tylko takie miejsca, kiedy wyraźnie prosi o przejście do stępa, wówczas oczywiście przechodzimy. Ostatnio w lepsze dni pracujemy w trzech chodach na równej ziemi (lepsze, czyli takie, kiedy śniegu jset wystarczająco i nie jest kaleczący), kiedy jest gorzej - stępujemy, troszkę pokłusujemy. Czasem się potknie, jeśli trafi na nierówne podłoże, czasem usztywni, kiedy jest bardzo krzywo, ale idzie pewnie i ochoczo cały czas.
Boję się, że zrobię mu krzywdę tymi jazdami. Co o tym myślisz? Co robić? Jeździć, nie przejmować się, ale wiadomo - z głową? Czy odpuścić całkiem jazdę? Bo czytam, że tu niektórzy całkiem odpuszczają, a ja jeżdżę... Mam wrażenie, że mam dobrze zahartowanego konia, ale nie chcę przedobrzyć...
zapalenie oskrzeli mam i siedze w domu. chociaz wypluwam pluca to na szczescie dobra pore sobie znalazlam bo konie moga odpoczac. obecnie -11
ja tam jeżdże normalnie, koniska mam zahartowane, chodzące na różnym podłożu, nigdy nie miały problemów z nogami.
dzisiaj - 10 a ja z rudym na łące. Cwiczyliśmy galopy, przejścia i jeszcze raz galopy także po dzisiejszej jeździe zarówno koń jak i ja zeszliśmy mokrzy  😁 ale fajnie było  😅
polonez - no właśnie ja mam takie samo podejście. Skoro na padoku chodzi, wariuje - głupi nie jest, ma miejsca, które pokonuje stępem - to i pod siodłem może normalnie pracować. Tym bardziej, że pod siodłem jedziemy na łąkę o lepszym podłożu niż padok. Wiadomo, że kiedy pracujemy są miejsca, w których nie wymagam super luźności. Ale generalnie pracujemy normalnie, nie zawsze w trzech chodach, ale ustępowania, zwroty, łopatki czy inne duperele robimy najzupełniej normalnie. Często pracujemy jednak na wolcie, którą sobie "wyjeździmy", co mi się jednak do końca nie podoba, ale trudno.

A, i zauważyłam jedną niepokojącą rzecz - na lonży koń ma momenty, że krzyżuje w galopie, nigdy tego nie było, podczas gdy pod siodłem nawet w tym samym miejscu tego samego dnia na takim samym lub gorszym podłożu - problem nie występuje, koń ochoczo i luźniutko galopuje. Brak równowagi, strach o wywrotkę czy głębszy problem?
Co o tym myślicie?
jak sie ma jednego, dwa konie to mozna sie pobawic przy -10, ale przy wiekszej ilosci to juz moga odpasc pewne czesci ciala 😉
darolga - mój jak biega luzem bo na chwilę obecną na lonżuje to też czasami zakrzyżuje na ostrzejszym zakręcie - pod siodłem coś takiego nie ma miejsca - ja bym się tym nie przejmowała  😀

katka - ja bym nie dała rady pojeździć drugiego konia, chyba że, pojechałabym do domu się wykąpać i przebrać. Jak schodzę z rudego to jestem cała mokra i dopóki nie ochłonę to luzik, ale jak już dojdę do stajni i przygotuję konia na padok to zaczyna mi się robić zimno i muszę się zmywać do domu  😀
[quote="Teodora"]inny spróbuje hulać niezależnie od podłoża. [/quote]
ano, niestety.... :/   Ale co można na takiego poradzić? 🙁 Przecież konia na 24 godziny nie zamknę "bo podłoże". Gdy wychodzi codziennie na min. 5 godzin to jest ogólnie spokojny, rzadziej mu wpadają do głowy pomysły na szaleńcze bryki, ale i tak wpadają.

darolga, ja to się przestałam zastanawiać na ile podłoża padokowe szkodzą nogom końskim, wiesz? 😵 Moja nadwrażliwość może mnie kiedyś pozbawić radości z jeździectwa.
Odnośnie krzyżowania na lonży - może brak równowagi po prostu. Lonża jednak wymaga trochę większego zaangażowania i jak dodamy do tego gorsze podłoże niż "normalnie" to wydaje mi się, że może krzyżować.
Mój dzisiaj na lewo bryknął przy zagalopowaniu. 😁 Galopnęłam na obie strony po kilka foule, koń na lewo wściekły był jak osa, więc podejrzewam zakwasy i ogólne niewygimnastykowanie na tą stronę. Ale dobra noga i bez krzyżowania. 😅

Podłoże, kurdebele, częsciowo zamarzło 👿 po połowie da się jeździć, więc mam takie, o, 20 x 30 i tam jest całkiem znośnie. Nawet lepiej z tym śniegiem niż bez niego. Koń, wypuszczony na tą łąkę rano, oczywiście się nią nie przejął i samotnie postanowił odprawiać tam jakieś kłusy wyciągnięte i inne "totilasy na śniegu". Machnęłam na to ręką... i wolę nie myśleć o roztopach...

katka Mnie przy jednym kończyny odpadały. Drugiego jeszcze bym zniosła, ale trzeciego i kolejnych nie dałoby rady.
Jak was czytam to tylko się cieszę, że mam halę  🙄
Kobyła wychodzi, ale na w miare rowny padok, ale mamy i tak za sobą pero nożnych przygód, teraz się na szczęści chyba zestarzała, bo już nie szaleje tak na dworze jak kiedyś.
no wlasnie... i powiem Wam, ze mimo iz mam hale, to jak bylo -20 to i tam niezbyt dalo sie jezdzic.. wiec jak mam wsiadac na kazdego po 15 min zeby tylko poruszac to to sie mija z celem. wiec akurat maja starsze chwile odpoczynku, mlode pracuja i jakos leci. niestety, na poczatku stycznia starym sie wolne konczy wiec zagryzam zeby i smigam znowu po iles tam dziennie...  😵
Ja jestem generalnie straszny zmarzluch. Wiecznie mam dłonie i stopy zimne.
Dzisiaj wytrzymałam całe 20minut. Było -8 plus zimny wietrzyk. Koszmar.
Koń zahartowany więc radę daje, podłoże też w miarę.
Ja tylko wysiadam 🤔
zastanawiam sie nad sensem takiej jazdy przy zalozmy -20. pamietam pewne zawody, na ktorych na szczescie nie startowalam ale musialam na chwile zajechac. cos kolo - 20 wlasnie, wszyscy zamarzaja, konie skacza fatalnie. podejrzewam ze miesnie nie dosc rozgrzane itd... az sie prosilo o kontuzje. i to podloze podmarzniete... koszmar
Obecnie mam świetną halę z super podłożem, a mimo tego wyciągam futrzaka na dwór.
ZWŁASZCZA jeśli nie były danego dnia padokowane ( tak jak dziś) Nie poszły na padoki, bo .... na ziemi lód, a z góry pada śnieg.  🤔 Mógłby iść, gdyby to ode mnie zależało. Nie poszedł. Trudno....

Dla mojego takie warunki to żaden hardcore, dla mnie również.  🙂
Zabieram więc konia na dwór, choćby po to, by zobaczył światło, pooddychał świeżym powietrzem.
Mi nie zimno. A jeśli nawet zimno, to ubieram się cieplej i staram się by to nie było przeszkodą.

Jeśli duże, szerokie drogi leśne są pokryte lodem, to jadę środkiem między dwoma koleinami. Tam lodu zwykle nie ma, tylko twardy śnieg. Na kłusy i galopy wybieram takie leśne drogi, po których nie jeżdżą samochody. Na takich drogach zwykle lodu nie ma. A nierówności pod śniegiem jakoś nie stanowią przeszkody. Koń całe życie w lesie po różnych nierównościach biega. Oczywiście staram się wybierać drogi równiejsze, ale....

Koń nie ma problemu z poruszaniem się po takich terenach. Jeśli nie da rady kłusować, to jeżdżę stępem. Wychodzę z założenia, że koniowi świeże powietrze się należy. I już. Choćby się to odbyło moim kosztem. I choćbyśmy mieli tak stępować 40 minut.  😉


- 23 stopnie mrozu- okazało się po powrocie do stajni.
Płakałam w głos zdejmując szory - tak mnie bolały palce.
Niemądre - odchorowałam.
arivle, Grrr, ja wczoraj na hali jeździłam i mimo, że ogólnie było dosyć zimno to oczywiście bez porównania z dzisiejszym dworem... Królestwo za halę. 😵
Mój jest generalnie wybiegany = grzeczny tylko ma głupie sposoby na zabawę pt "rozpędzanie się do nadświetlnej i hamowanie szłapami "na westernowca" po czym, robienie zwrotu na tych szłapkach po 180 stopni".  😵 Robi tak od zawsze.

katka Mnie się wydaje, że przy -20 nie ma sensu, przy -10 jeszcze-jeszcze, o ile to nieforsowna jazda, ale w sumie sama nie wiem jak to z tym jest. Trzeba by się zapytać jakichś biegaczy czy biegają w zimie na dworze.... przy - 20 żadnego nie widziałam.

tunrida Podoba mi się Twoje zdrowe podejście.🙂 Sama się ciągle uczę, żeby nie wpaść w paranoję, bo mam tendencje to przewrażliwienia. :/
Tania fajowe sanki 🙂 Koń domyślam się, że podkuty, hacele+wkładki do podków przeciwśniegowe? Koń nie ślizgał się na tym lodzie?
darolga, ja jeżdżę, po prostu konia słucham. Uważam na niego - a jeszcze bardziej on na siebie 😉 Bo jest z tych "paniczyków". I po szpacie. Jak niechętnie zakłusowuje, nie zmuszam, szukamy lepszego podłoża. To samo z galopem. W stępie na podejrzanym podłożu pozwalam chodzić z nosem tuż przy ziemi. Na "pofikanie" z ziemi mamy plac z trawą (zwykle się nadaje), na pogimnastykowanie pod siodłem halę pod bokiem, na pobieganie ścieżki w lesie (rzadko jest aż tak źle jak teraz, że prawie wszystko twarde i krzywe). Na rozluźnienie przesadnie nie liczę, Teo zawsze mocno reagował na twarde podłoże. Ile się da, tyle się da.

Na wybiegu wiem, że Teo jest z tych rozsądnych - jak się robi wstrętna gruda, to uważa na siebie, bawi "statycznie" z kolegami. Gorzej ma właścicielka takiego agenta, co nieźle popsuty, powinien wyjątkowo na siebie uważać, a ciągle się zdarza, że ułańska fantazja każe mu w podskokach pogalopować przed siebie, wszystko jedno po czym... "Szaleniec" oczywiście też wychodzi (tyle że ma tylko jednego kompana, a nie bandę), zamykać go przecież nie ma sensu (bo jak? jak by się w nim czuł i jak by się zachowywał po wyjściu?).

Taniu, przemarznięcia współczuję, ale jak malowniczo mieliście!

PS Poniżej -6 jeżdżę delikatnie (na tyle, żeby nie "pogłębić oddechu"😉, ale jeżdżę.
Jeździmy! Wczoraj ze znajomą o godzinie 17 pojechałyśmy do zaprzyjaźnionej stajni, skąd miała odbyć się wiecznie planowana "nocna jazda"
Oczywiście wszyscy dotarli spóźnieni i o 22 wyjechaliśmy w siódemkę, a po drodze zgarnęliśmy jeszcze 4 jeźdźców.
Plan był jeden... w prawo albo w lewo. Pojechaliśmy w góry, gdzie na szczęście udało się rozpalić ognisko.
A że trochę się tam jechało- wróciliśmy o 2 w nocy, mam nadzieję, że nikt się nie wystraszył tylu koni w środku nocy do tego z pochodniami.
Ubrać się ciepło i wszystko się da! Cieszę się, że ekipa dopisała i nikt nie wymiękł  🏇
Sankaritarina- tak naprawdę też mam tendencje do przesadzania i nadmiernego skakania nad koniem ( tak mnie postrzegają osoby w realu !! Naprawdę. Potrafię przyjeżdżać co dzień na 15 minut tylko po to, żeby wyczyścić kopyta i polać strzałki probiotykiem. Mimo iż strzałki mają się dobrze.  😉)

Z drugiej strony mam też wielkie poczucie, że nie wolno wydelikacać zwierzęcia. Musi zostać zwierzęciem, które sobie radzi. I które ma być użytkowe.
I wszystko co robię staram się wypośrodkować. Staram się dążyć tym złotym środkiem.
A czy się udaje? Różnie bywa.

Jeździłam zimą nawet wtedy, kiedy powietrze zamarzało w płucach. I to galopem. I to już chyba było lekką przesadą. Fakt, że zupełnie nie pomyślałam, że to może nie być zbyt zdrowe dla konia. 😡 Więcej tego nie powtórzę.
no wlasnie- miesnie miesniami, a jak z ukladem oddechowym? ja czesto oddycham przez szalik ze tak powiem, nie wciagam od razu tego zimnego powietrza jak jestem na dworze. a tylko sobie ide- od auta do stajni, 10 krokow. pytanie jak kon bedacy w ruchu- wymuszonym, nie na padoku, spocony, gdzie nie ma hali itd. miesnie tez mnie zawsze zastanawialy, wydaje mi sie ze ciezko je rozgrzac przy - 20 st, jezdzac nawet na hali tak zeby kon skakal czy wykonywal jakies zaawansowane elementy ujezdzeniowe
Tania fajowe sanki 🙂 Koń domyślam się, że podkuty, hacele+wkładki do podków przeciwśniegowe? Koń nie ślizgał się na tym lodzie?

Tak jest, proszę Pana. Podkuty jak piszesz. Nie ślizga się ani ani.
Ponoć konie "w naturze" przy porządnych mrozach (takich właśnie silniejszych niż -6) też unikają długiego intensywnego ruchu. Mi właśnie o układ oddechowy chodzi przy tym unikaniu mocniejszej pracy w duże mrozy. Galopki nam się zdarzały, ale b. krótkie.
Dziś -8 - plac tragedia. Pojechałyśmy na hucułach w teren i szybciej wracałyśmy niż wyjechałyśmy. W sumie dłonie mi się po kłusie rozgrzały, ale stopy - brrrr...Potem naszykowałam sobie drugie rękawice - wzięłam kolejną huckę na spacer w ręku na łąki- rękawic zapomniałam. Też szybciutko wróciłyśmy 🙂

Podłoże na łąkach nawet nawet- moze trochę ciężkawe, ale spokojnie by pokłusował. W lesie ściółka przysypana malutką warstwą śniegu, więc fajowo.
Większość z Was nie pamięta tak zwanej "zimy stulecia" z lat 70.
Ja spędziłam ją w Zamościu, czyli na wschodzie kraju, gdzie była szczególnie ostra.
W Nowy Rok , jak już dokopaliśmy się pieszo do stajni/komunikacja była całkiem sparaliżowana/ -wybraliśmy się w teren.  🤔wirek:
Wyjechaliśmy na pobliskie lotnisko =odkryty teren. Była taka śnieżyca , mróz , jakich nigdy już potem nie widziałam.
Śnieg pod końskie brzuchy.
I ciekawe było zachowanie koni w pewnej chwili. Jakby na dany znak zbiły się w ciasny krąg , głowami do siebie i w tym kręgu dreptały odmawiając pójścia dalej. Jakby czuły, że już dość. Pomaleńku , po jednym obróciliśmy się w stronę stajni i wróciliśmy. Instynkt koni był rozsądniejszy niż jeźdzcy w nastroju szampańskim.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się