Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Prosty rachunek trzeba mieć wspólna pasje! A tak pozatym mimo wszystko nie uznaje rezygnacji z pasji bo koszta bo druga osoba ,bo rachunek nie zapłacony a na pasje wydajesz....to początek końca ile razy mozna komuś odcinać po kawałku ciała?
A ja akurat nie chcialabym chyba chlopa koniarza. Mam przeczucie, ze bym sie z nim non-stop zarla 😉

wystarczy mi taki, co w mojej pasji widzi wartosc i ja wspiera. Boy mówi, ze sobie mnie nie wyobraża bez koni. To strasznie budujące 🙂
Kot, może byś zrozumiała jakbyś nie miała z czego zapłacić za mieszkanie, czy jakbyś nie miała czego włożyć do garnka, bo masz pasję, która kosztuje Cię 1000zł/m-c.
Niestety, takie jest życie.
Gillian, dziękuję, że to napisałaś  :kwiatek:

Staram się go gonić na jego treningi, ale stwierdził, że on i tak za moment kimono będzie musiał odwiesić; kupowanie modeli czołgów też powstrzymuje i już sama chciałam mu jeden, na który wiem, że bardzo czekał kupić, ale nie sądziłam, że to takie drogie jest. I jeszcze powiedział coś co mnie zabolało- że boi się, że znajdę sobie jakiegoś faceta, który będzie podzielał miłość do koni.

Kajula , na ten moment to nawet nie dzierżawa. Ot koń stał, ja zaproponowałam właścicielowi, że mogę mu płacić ileś zł miesięcznie za jazdy. Nie muszę być tam codziennie, ale w lato podjeżdżałam wieczorem, żeby kobyłkę przeczyścić, dać marchewkę, a wsiadałam 2-3 razy w tygodniu. Już raz zrezygnowałam przed maturą z jazdy i dopiero jak wróciłam do tego mogę normalnie funkcjonować. Póki nie mam domu na głowie i nie musze liczyć każdej złotówki to nie chce z tego rezygnować.


Dzisiaj wieczorem rozmawiamy. "Złość" mu przeszła. Wystarczyło tajniacko na korytarzu w pracy wcisnąć mu muffinkę do kieszeni bluzy  🙂
Safie, a to jest zupełnie inna sytuacja 🙂 Nie poddawaj się, nic Cie to nie kosztuje! Myślałam, że masz swoje konisko  :kwiatek:
Prosty rachunek trzeba mieć wspólna pasje! A tak pozatym mimo wszystko nie uznaje rezygnacji z pasji bo koszta bo druga osoba ,bo rachunek nie zapłacony a na pasje wydajesz....to początek końca ile razy mozna komuś odcinać po kawałku ciała?
Zgadzam się w 100%. To jakby mi wyrwać kawałek serca...

Mi by się od razu zapaliła czerwona lampka... i szczerze ,uciekałabym gdzie pieprz rośnie... Dla mnie konie są mega ważne, tylko to mam w życiu. Na to pracuje , poświęcam czas, to moja pasja. Nikt nie będzie mi tego odbierał. Mój chłopak brał mnie bez koni , ale to było 13lat temu  😂
Konie kupiliśmy wspólnie, ale tylko ze względu na moją pasję. On czasem do stajni pojedzie, pojedzie ze mną w teren , o koniach nauczył się wiele ale dalej to jest tylko moja pasja. Oczywiście często słyszę ,że tylko konie i  konie. Ile pieniędzy pochłaniają. Ale wiem ,że czasem pogadać sobie musi, ja na jego miejscu też bym gadała. Oczywiście staram się ogarniać jego potrzeby ( auto, coś do auta, jakieś kino, dobre wakacje, coś z wędakrskiego) ale czasem nie wychodzi , trzeba zacisnąć pasa i on to przełyka. Jakby mi facet zaczął marudzić po 2 miechach ,że konie coś tam to zostawiłabym go w cholere. Co będzie później.... ? Ale nie wiem , safie , jaki Ty masz stosunek do swoich koni , nie wiem na ile są dla Ciebie ważne. Piszę to z mojej perpektywy. Oczywiście jakbym nie miała co do gara włożyć to bym przynajmniej jednego konia sprzedala. Na razie stoję tylko przed dylematami czy kupić sobie droższe  buty(a nie jedzenie) czy podkuć konia, więc  na razie jestem szczęśliwym człowiekiem . Moim zdaniem nie należy rezygnować ze swoich pasji dla kogoś , można iść na kompromisy, ale w żadnym wypadku nie rezygnować.
Kajula no jasne, że jak nie ma co włożyć do garnka a ktoś sobie wydaje pieniądze na swoje przyjemności to coś jest nie halo  😉 Ale niestety znam wielu facetów (w tym mojego byłego) którzy żadnej pasji nie mają i nie są w stanie zrozumieć pasji drugiego człowieka. A potem lecą teksty "wolisz konie ode mnie"  🤔 No, nie wolę. Dla mnie to są po prostu dwie odrębne płaszczyzny mojego życia.
Nie chce brzmieć jak adwokat, ale mysle Kajula, ze naszemu Kotu nie trzeba takich rzeczy tlumaczyc.
rosek, no właśnie włączyła mi się lampka, ale kurcze... od początku zaskoczyło, że wiem, że ten i nie chce innego. Mam nadzieję, że wieczorem uda się ogarnąć ten temat.

Swojego konia nie mam, ale planuję (za parę lat) i takie podejście martwi. Staram się go wspierać w jego pasjach: słucham o czołgach, o jiu jitsu i duszeniach. Przyznaje, że mnie to nie wciąga jakoś zbytnio, ale nie chce, żeby on z tego rezygnował i niejako na mnie to zrzucał.  🤔wirek:
safie, zabierz go do stajni i tyle. Niech zobaczy, popatrzy, pomaca.
A co ja mam powiedzieć? Mój facet tylko o bieganiu, bieganie, bieganie, bieganie. Od poniedziału do niedzieli tylko bieganie, buty, zawody, przewyższenia, podbiegi, zbiegi, przyczepy, trasy, Endomondo, treningi, kurtki do biegania, buffy, gps, biganie, bieganie i bieganie.
I biega od poniedziałku do niedzieli. 😂
I czasem mówię: kuźwa tylko koledzy i bieganie. Sam zauważa, że otacza się samymi ludźmi, którzy biegają. Poznaje ludzi w biegu 😂 I próbował zarazić mnie swoją pasją, no ... ale to nie dla mnie  😁
I czasem zdarzy mi się powiedzieć: może dzisiaj sobie daruj, co? I nie uważam żeby to było zabranianie, ograniczenia, czerwona lampka, atak paniki i musi mnie porzucić.


A przepraszam, jak nie o bieganiu to o szpachli, gipsie, siatce, wełnie, profilach, esach albo autostradzie 😂 - kolejna pasja - praca 😉
A ja akurat nie chcialabym chyba chlopa koniarza.


Ja w zasadzie chyba też nie. Może też dlatego, że mam dość mało popularne poglądy na szkolenie czy sposób chowu koni i za każdym razem jak stykam się z jakimś jeżdżącym facetem, to się wywiązują niekoniecznie dla mnie łatwe dyskusje. I tak sobie myślę, że jakby facet był koniarz ale trochę z innej bajki jeżeli chodzi o sposób użytkowania koni, to mogłoby to być źródłem różnych konfliktów. Najlepszy facet to moim zdaniem taki co też ma pasję, ale inną, ale z którym ma się wspólne zainteresowania - tylko inne niż konie.
Ale w sumie jeszcze nie byłam w związku, w którym facet miałby pasję (czy to konie czy cokolwiek innego), więc moja wizja się w rzeczywistości nie sprawdza 😉
Ja też miałam przeboje z końmi i byłym mężem.
Jak się poznaliśmy, byłam akurat na etapie "odżałowywania" swojej pierwszej końskiej miłości, z którą musiałam się rozstać z różnych powodów. Wtedy to jemu wypłakiwałam się w rękaw i myślałam, że rozumie.
Po jakichś trzech latach od tego momentu wróciłam do jazd, ale nie dłużej niż na pół roku, bo nie było pieniędzy.  I znowu - myślałam, że rozumie. Zwłaszcza że zaczęłam wtedy jasno mówić, że jak tylko będę mieć pieniądze i stabilną sytuację finansową, to wracam do jeździectwa.
Stało się to możliwe kolejne około trzy lata później. Zaczęłam jeździć regularnie. I wtedy zaczęły się pretensje - a po co ci to, a pieniądze wydajesz bez sensu, a to głupie takie jeżdżenie w kółko po piasku, a bez sensu, a to tamto... I zaczęły się kłótnie, które narastały lawinowo od momentu, gdy zmieniłam pracę i zapowiedziałam, że jak tylko będzie mnie na to stać, to kupuję własnego konia. Od "a po co ci to" dość szybko przeszedł do "głupich rozrywek dla snobów" i "jak sobie kupisz konia, to sobie możesz z nim w stajni zamieszkać".
Nieraz próbowałam przekonać, pokazać - osiągnęłam tyle, że doszedł do wniosku, że "konie są głupie". Bo nie da się ich bezwzględnie i brutalnie wytresować jak ślepo posłusznego psa. Ot, taki jego ideał zwierzęcia.
Koń nie był powodem rozwodu, jeszcze rudej wtedy nie było, ale...
Nie warto się wiązać z kimś, kto nie rozumie waszej pasji albo przynajmniej nie akceptuje tego, że ją macie.
A moim zdaniem żeby to było możliwe, to po prostu facet sam musi mieć jakąś pasję.
JARA, był i widział. Roxy odstawiła takie piękne widowisko, jak poszłam po nią na pastwisko z dzikimi galopadami, barankami i stawaniem dęba.  🤔wirek: Jego komentarz: "Ty na tym jeździsz??". Nie ma co kobyła się zaprezentowała. Przyznał, że może czasem ze mną pojechać do stajni, ale nie za często. Może zaproponuje wieczorne spacery z marchewką, jak się ciepło zrobi, bo chodzić lubi
kujka - według mnie, zależy jaki koniarz. Jak taki jak mój, czyli pojedzie na zawody (pooglądać), pojedzie do stajni, pogłaska, poprzytula, wylonżuje, wyjdzie na spacer to całkiem spoko. Wręcz idealnie. Jeśli koniarz z 'prawdziwego zdarzenia' - zawody, profesjonalizm, treningi za granicą (znam osobiście jedną parę koniarzy, ale ona zawody regionalne, jakieś małe ogólnopolskie, a on trenuje za granicą, jeździ duuże zawody) to stanowczo nie. Ciężkie życie z takim koniarzem, dla którego konie to pasja, praca, zarobki i całe życie... No chyba, że oboje trenują w jednym ośrodku, razem mieszkają, to ok, może wyjdzie.

Nie chce brzmieć jak adwokat, ale mysle Kajula, ze naszemu Kotu nie trzeba takich rzeczy tlumaczyc.


Nie wiem, czy "naszemu Kotu" trzeba tłumaczyć, czy nie, ale pisanie "A tak pozatym mimo wszystko nie uznaje rezygnacji z pasji bo koszta bo druga osoba ,bo rachunek nie zapłacony a na pasje wydajesz…." mówi mi samo za siebie, że chyba jednak trzeba  😁
Nie chce być dociekliwa, wścibska, czy pytać o rzeczy intymne, ale sama dużo piszę o swoim życiu. Etap, kiedy musiałam się rozstać z koniem, był dla mnie niesamowicie ciężki, ale rachunki i jedzenie były ważniejsze. I przykro mi, że ktoś tego nie rozumie, czy nie uznaje 😉
Mi P nigdy nie powiedział "Bo wolisz konia ode mnie…", u nas był to problem finansowy. I nie uważam, aby było to coś niezrozumiałego 😉

rosek orgomnie zazdroszczę  💘 :kwiatek:
Murat-Gazon, śledzę Wasz wątek w wątku arabskim  😍
w życiu nie chciałabym mieć faceta koniarza 😀 chciałabym, żeby mój facet miał pasję inną niż moja, żeby mógł mi nią zaimponować 😉
bo, że pasję mieć musi to już postanowiłam 😀
pozdrawia, forever-singielka 😀
Ja uważam podobnie jak Kot. Ja bez koni nie umiem funkcjonować normalnie. Po prostu nie jestem szczęśliwa. Mój mąż poznał mnie zanim kupiłam własnego konia. I pamięta okresy kiedy nie mogłam jeździć, bo nie było możliwości. Sam mi kiedyś powiedział, że nie chce bym konia sprzedała, bo nie wytrzyma ze mną 😉
Czasem słyszę, że koń to, koń tamto, że miesiąc ciężki a za konia trzeba zapłacić. Ale nigdy mi nie powiedział, że po co mi koń, że to strata pieniędzy itp. Widzi jaką mi to sprawia radość, że daje mi to motywację, więc szanuje moją pasję. Zresztą, sam ma swoją pasję, o którą ja nie mam pretensji, więc łatwiej mu zrozumieć po prostu.
Bywa ciężko, owszem. Nie tak, że nie mamy co włożyć do garnka, czy z czego zapłacić rachunków/kredytu. Czasem trzeba szukać oszczędności w innych rzeczach, odmawiać sobie niektórych przyjemności. Nigdy jednak nie usłyszałam od męża, że mam konia sprzedać. To częściej ja się zastanawiałam czy nie lepiej by było znaleźć koniowi lepszego domu.
Dodofon, nigdy nie wiadomo, co się podzieje. Jeszcze niedawno myślałam podobnie do Ciebie, a za kilka miesięcy - w wieku lat 42 - biorę ślub 😉
izydorex, WOW! Gratuluję! Dajesz mi nadzieję, że mam jeszcze swoją szansę 😁
Kajula dzięki, miło słyszeć  :kwiatek:
Problemów finansowych u nas też nigdy nie było - koń był w planach w momencie, w którym będę wiedzieć, że wszystkie "wcześniejsze" potrzeby typu właśnie rachunki, jedzenie, nowe buty itp. mam zapewnione i że mi wystarczy. Do tego mieliśmy z byłym osobne konta, więc to były moje pieniądze, nigdy nie poprosiłam go nawet o złotówkę na nic związanego z jeździectwem. No ale i tak pretensje ciągle miał.
izydorex, gratulacje! To szybciutko do ślubnego  😁 :kwiatek:

Murat-Gazon ja jak się decydowałam na mojego rudzielca, to też miałam wszystko zapewnione i byłam pewna, że mi wystarczy. Ale nie podejrzewałam, że stracę pracę i zostaniemy we dwójkę na jednej pensji w wynajmowanym mieszkaniu 🙁
pamirowa, jak ja młodą wystawiłam niedawno na sprzedaż (taka chwilowa załamka ale nie finansowa ) to zapytał mnie z przerażeniem w oczach; "a co jak ktoś ją kupi???"  😂
A straszą strasznie kocha , mówi,że to jego koń . Starsza się go słucha , starsza to taki konio -pies.

A chłopaka koniarza też bym nie chciała mieć . Nieraz się kłóce z kolegami , bo mamy różne poglądy nt wychowania ,żywienia i użytkowania koni. Mój akurat w kwestii koni słucha mnie jak swojego guru  😁 😁Ale chyba tylko w tej kwestii  😁
Kajula wiadomo, że zwrotów losu nie przewidzisz.
Ja zaryzykowałam z dwójnasób, bo jestem sama i muszę utrzymać siebie i konia. Fakt, pracuję prawie że na dwa etaty, ale warto.
Inna sprawa, że moim zdaniem powstrzymywanie się od spełniania swoich marzeń, bo "teraz mogę, ale kto wie, co będzie za pięć lat..." prowadzi do samounieszczęśliwienia się. Dlatego wiem, że ryzykuję, ale dzięki temu wiem, że żyję.  😍
whitemoon071, nie no, pewnie ze fajnie, jak konie lubi - mój lubi. Lubi jezdzic do stajni ze mna, zapewnia ze chętnie pojezdzi na zawody. Byl ze mna na Torwarze i mu sie podobalo. Moze kiedyś wsiądzie. Pomaga mi czasem, ucze go jak zakladac ochraniacze, postępować z Gilem w reku i takie tam. I myślę ze to super fajne 🙂
ale jakby mial byc koniarz, to musialby byc chyba bardziej opcykany ode mnie, bo cholera by mnie strzelala, ze robi cos z koniem gorzej (a nawet inaczej), niż ja bym zrobila 😉 wiec taki życzliwy laik mi w zupelnosci wystarczy, to optymalna dla mnie sytuacja 🙂 generalnie mam chyba podobnie jak branka.

a poza tym lubię mieć wlasna przestrzeń, uwazam ze to zdrowe. I wlasnie jezdziectwo mi ja daje. Mieszkamy razem, pracujemy razem... Jakbym miala  jeszcze razem z Boyem jezdzic do stajni to chyba bym sobie (albo jemu) wynalazla jeszcze inne hobby. Kocham go strasznie, no ale ilez mozna! 😂

amnestria, wole Cię w wersji forever single niż z jakims dupkiem u boku, sama siebie probujaca przekonac, ze tak jest dobrze. Po prostu tak zajebistych facetow, którzy by na Ciebie zaslugiwali jest garstka! Jeszcze sie jakiś nawinie :kwiatek: wazne, ze wiesz czego chcesz (i czego nie chcesz) 😉
Dzielenie wspólnej pasji jest genialne  😀
Widziałyście? Takie tam czytadełko, dlatego czyta się łatwo i przyjemnie. Jeśli już było, to sorry...  😡 nie śledzę wątku na bieżąco 😉

~original
whitemoon071, nie no, pewnie ze fajnie, jak konie lubi - mój lubi. Lubi jezdzic do stajni ze mna, zapewnia ze chętnie pojezdzi na zawody. Byl ze mna na Torwarze i mu sie podobalo. Moze kiedyś wsiądzie. Pomaga mi czasem, ucze go jak zakladac ochraniacze, postępować z Gilem w reku i takie tam. I myślę ze to super fajne 🙂
ale jakby mial byc koniarz, to musialby byc chyba bardziej opcykany ode mnie, bo cholera by mnie strzelala, ze robi cos z koniem gorzej (a nawet inaczej), niż ja bym zrobila 😉 wiec taki życzliwy laik mi w zupelnosci wystarczy, to optymalna dla mnie sytuacja 🙂 generalnie mam chyba podobnie jak branka.


Idealnie  💘 💘 💘 I właśnie w takich chwilach strasznie mi się tęskni za Rudym  😕 Co prawda P nigdy nie zachwycały zawody, ale też siedział na Rudym i miał z tego ogromną radochę. Muszę wynaleźć zdjęcie i Wam pokazać, bo je uwielbiam  😁
Pokaż , pokaż  😀
Kajula, jak juz tak pieje nad Boyem, to jeszcze wrzuce cos, co kiedys juz przewinelo sie na forum, ale chyba w innym temacie.  Na 25 urodziny Boy wymyslil i zorganizowal to:


+ jeszcze impreze niespodzianke i pare innych rzeczy 😉
Mam, znalazłam!
Wygląda tu prześmiesznie, ubaw mieliśmy ogromny  😂

Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się