to się nasłuchałam.. tak, ślub był pochopną decyzją, bo po mega kryzysie i rozstaniu stawał na głowie i wydawało się że zrozumiał i będzie dobrze. a ja głupia tego nie sprawdziłam mieszkaniem razem przez dłuższy czas, tylko dałam się namówić na ślub w 4 miesiące. poprawa męża trwała do środy po ślubie. co do pierwszego kryzysu - w listopadzie, płacząc i szlochając wyznałam mężowi że nie czuję się bezpieczna, kochana, akceptowana i wspierana. powiedziałam mu dlaczego się tak nie czuję, czego potrzebuję, czym mnie rani. olał to całkowicie. teraz dupnęło wszystko znowu bo wprost mi wyznał że nie chodzimy do łóżka bo mu się nie podobam.
Zaraz po ślubie kryzys.
a co do L ciekawe rzeczy piszesz... tu jest dokładnie tak samo - jak jestem i "jest dobrze" to naprawdę momentami ma mnie za nic. a teraz wydzwania do ojca, poprzednio wydzwaniał do mojej siostry, staje na rzęsach i nie wie już sam co zrobić... cholera. czyli marne szanse żeby się zmienił, nie?
jak mu się apli grunt pod nogami to przypomina mu się ,że o Breve trzeba walczyć. Taka mini sytuacyjka - mówię, idę na stację benzynową, zaraz wrócę. On że idzie ze mną. Mówię 'chcę iść sama, potrzebuję chwili na zastanowienie", a on na to "i tak pójdę" i się ubiera. No to już w końcu podniosłam głos i wykrzyczałam że do jasnej cholery JA CHCĘ IŚĆ SAMA! Został, ale kurde jak nawet w tak maleńkich sprawach nie mogę zrobić tego czego chcę..? nie sądzę, żeby kolejna szansa przyniosła niesamowitą zmianę...
Ona sama nie wierzy już ,żeby kolejne "sprawdzanie" coś dało i powtarza to wielokrotnie.
Teodora, bingo. On przeszedł spod opieki mamusi pod moją i najwyraźniej mamusi dalej potrzebuje. A ja żeby być kochaną i akceptowaną jak kameleon dostosowuję się do potrzeb faceta. No więc teraz stałam się mamą.
Mamusią , służącą , jak zwał tak zwał.
Strzyga, daje do myślenia bo wiem że zawsze robię to samo w związkach. i po terapii myślałam sobie - nigdy więcej, a wylądowałam w starym, dobrze znanym miejscu. Wiem o tym. I teoretycznie jak świadomie się zastanowię i uruchomię wgląd to wiem czemu tak jest, jak powinno być i jak powinnam się zachowywać żeby samej siebie nie pakować w takie rzeczy. Ale kiedy już jest jakaś sytuacja to podświadomie "robię swoje". Muszę po prostu tą podświadomość swoją sobie wychować... I Breva jest świadoma , ma takie samo zdanie o toksycznym zwiążku, tylko wie jak ciężko jest w takie coś się nie pakować.
Tyle, że z jego strony jak proponuję coś żebyśmy zrobili wspólnie, zawsze jest postawa - jak chcesz to idź, mi się nie chce. Zawsze. Więc czasami rezygnuję z potrzeb malej dziewczynki żeby spędzić chociaż trochę czasu z nim, na jego zasadach. Ostatnio stwierdziłam że to wszystko jakoś funkcjonuje bo sie po prostu nie widzimy. a jak się zaczynamy widzieć albo nei daj boże ja chce żebyśmy spędzali czas wg mojego pomysłu, to wszystko się sypie. Nawet Breva próbowała zyć pod jego dyktando, wtedy było ok, ale jej to naczszęście nie pasowało...
Pierwszy przejaw "starego L", tego z którym się kiedyś rozstałam - środa po ślubie. no comment... Dzionka, no to u nas jest podobnie. w pracy cały dzień (ale w między czasie na siłownie z kolegą, potem po swoich pracach jego kumple się zjeżdżają i siedzą wszyscy razem). W piątki i/lub soboty zazwyczaj piwo w męskim gronie. A niedziela jako jedyna wolna - xbox, albo przed tv ale oglądając tylko to co on chce oglądać. I to mnie najbardziej powstrzymuje przed najpoważniejszą decyzją - że teoretycznie nic spektakularnego się nie dzieje - nie bije, nie zdradza. Ale nie jest dobrze, a właśnie - jemu wygodnie, sam decyzji żadnej nie podejmie, a mi lata będą lecieć. Breva jest świadoma tego o czym mówię , latka lecą ....
Bardzo możliwe , ale z tego powodu nie może tkwić obecnym mężu. Mówiła ,że była na terapii
Co do Brevinki - po naszym ostatnim rozstaniu byłam na połrocznej terapii gdzie jednym z głównych motywów była dziewczynka we mnie łaknąca miłości. I serio staram się robić dla niej coś fajnego - nie jest tak że siedzę w kucki w domu i czekam aż pan i władca łaskawie wróci i mnie pogłaszcze po głowie. Dbam o siebie i swoje potrzeby, jak mam na coś ochotę to zazwyczaj to robię. Tyle, że z jego strony jak proponuję coś żebyśmy zrobili wspólnie, zawsze jest postawa - jak chcesz to idź, mi się nie chce. Zawsze. Więc czasami rezygnuję z potrzeb malej dziewczynki żeby spędzić chociaż trochę czasu z nim, na jego zasadach. Ostatnio stwierdziłam że to wszystko jakoś funkcjonuje bo sie po prostu nie widzimy. a jak się zaczynamy widzieć albo nei daj boże ja chce żebyśmy spędzali czas wg mojego pomysłu, to wszystko się sypie.
i coś tam moim zdaniem zrozumiała, coś sie w niej zmieniło...Zmieniło na tyle ,że jednak jest świadoma ,że L robi jej krzywdę i ona nie chce tak żyć.Ale to jeszcze za mało.W przyszłości powinna iść na terapie , by pracowac nad sobą dalej, by nie wybierać takich mężczyzn jak do tej pory.Teraz powinna iść na terapie by uwolnić się od męża, by nie dac się omamić kolejny raz i żeby stawić mu czoła i właściwie sobie ... Dlatego ułatwi jej brak kontaktu z nim , z powodu jego licznych manipulacji.
o rany, ale burza! aż jest to trochę przerażające - psychoanaliza mnie, mojego związku itp na tyyyyle stron! to teraz powiem Wam jak jest żebyście się nie musiały więcej głowić i kłócić.
1. terapii małżeńskiej nie chcę kontynuować - MAŁŻEŃSKIEJ. Nie chcę iść na terapię razem z nim, bo wiem że nie chcę być z tym człowiekiem. i nie uważam żeby teraz terapia małżeńska miała przynieść efekt - kiedy ja będę chodziła na nią "z przymusu" bo trzeba, a on dla mnie, bo sam by w życiu nie poszedł i nie zamierza się mierzyć ze swoimi problemami.
2. chciałam żeby się wyprowadził, cieszyłam się że się wyprowadził, ciesze się nadal. Jedyne co napisałam to że dziwne to dla mnie że się nie odzywa bo byłam przekonana że właśnie on i osoby z jego otoczenia mnie obsiądą - a nie. I POZYTYWNIE mnie to zaskoczyło. Bo tego chciałam i nie żałuję. Ale mętlik miałam, bo po jego staraniach kiedy był w domu spodziewałam się starań spoza - nie CHCIAŁAM żeby się starał tylko SPODZIEWAŁAM się tego.
3. Mętlik w głowie miałam głownie przez nazwisko, bo nie wiedziałam czy zmieniać mimo braku rozwodu, czy czekać do rozwodu.
4. Miałam nutkę niepewności do tego spotkania, bo nie wiedziałam czy po kikudniowym niewidzeniu mnie nie trzaśnie nagle piorun że on biedny ja stęskniona itp. NIE STAŁO SIĘ TAK, a do spotkania doszło.
5. Próbować dalej nie zamierzam - tyle szans ile miałam siłę dać to dałam. Też nie jest tak, że to nagle dupnęło, jest szok i rozwód - wszystko się sypało całymi miesiącami, mówiłam, rozmawiałam, prosiłam, błagałam - nic nie zadziałało. Więc dla mnie to 'enough'.
6. Spotkanie się odbyło - trwało może 20 min. Nie będę streszczała, ale wnioski - on na terapie solo nie chce iść, EWENTUALNIE poszedłby jakbym ja podjęła decyzję że próbujemy naprawić małżeństwo. Poza tym uważa że uciekam i jak jest problem to zamiast walczyć i ratować to ja uciekam. Wg jego przewidywań będę uciekała całe życie, bo jestem niedojrzała, dziecinna i tak będę uciekać i nigdy nie stworzę udanego związku. W efekcie potwierdziłam że chcę rozwodu. On stwierdził, że ok, mam robić co chcę on mi nie będzie tego utrudniał - i chwała mu za to.
7. Absolutnie nie żałuję spotkania - było dla mnie w pewnym sensie klamrą, porozmawianiem na spokojnie, pogadaniem na głos i wprost o rozwodzie. Ja powtórzyłam swoją decyzję, on ją mniej lub bardziej spokojnie przyjął. Rozeszliśmy się bez większych emocji. I tyle.
a! jeszcze do JARY - chciałam terapii, cieszylam się że poszliśmy, ale od początku zakładałam że idziemy na jedno spotkanie i nie obiecuję mu że będziemy w tą terapię wchodzić. I poszliśmy i uznałam trochę na podstawie tego co usłyszałam że nie chcę wchodzić. Chciałam żeby się wyprowadził - jestem mu wdzięczna że to zrobił. Nie chciałam kontaktu - racja, i bardzo mi to ułatwiło podjęcie decyzji. Byłam zdziwiona że po wyprowadzce tego kontaktu nie ma, ale zdziwiona a nie rozczarowana. A co do moich oczekiwań - mówiłam mu to wiele razy. Czego oczekuję i czego potrzebuję. Wierz mi - nie jestem panienką, która pisze "nie przyjeżdżaj" a liczy że i tak przyjedzie.
pony, śniły mi się jakieś głupoty- że prowadziłaś jakiś wakacyjny "neuroobóz" i brałam w nim udział 😁 A co do mojego faceta, to poczekam, zobaczę... ale pogadamy o tym, jak się spotkamy na piwie, które mi obiecałaś 😀iabeł:
przejrzałam raz jeszczę Wasze wpisy z dzisiaj i mam jedno pytanie które mnie nurtuje szalenie - ile z Was przerobiło własną terapię? (pomijając Strzygę :kwiatek: ).
Ja. Breva-szybkiego rozwodu bez negatywnych emocji życzę. No i zadbaj teraz o siebie-swoje otoczenie, pracę, mieszkanie🙂 To pomaga- widziałam po moim P w trakcie rozwodu🙂
eee to jednak jest trochę osób🙂 zastanawiałam się kto radzi z własnego doświadczenia, a kto radzi, ale sam by nie poszedł😉 Ja będę musiała o tym faktycznie pomyśleć - dla siebie. Tylko chociaż z miesiąc-dwa muszę się odkuć, bo na razie tylko koszty wszędzie a zarobek zaczyna się powoli:/
Karla🙂, dzięki! Taki mam plan🙂 Zajęć mam mnóstwo, wszędzie zaległości, więc mam co robić... A poza tym chcę udomowić to moje mieszkanie i pozmieniać część rzeczy na "po mojemu" - pierwsza pod pędzel idzie wielka biała ściana w sypialni która mnie przytłacza, a która miała być ekranem do projektora. (którego nigdy nie kupiliśmy bo i tak życie małżenskie kończyło się na tv w salonie..) będzie szara i będzie miała zdjęcia bliskich. o!
Breva działaj. Ja co prawda nie miałam terapii, ale byłam raz u psychologa. Mój były był identyczny jak Twój L.Poszłam, żeby się zapytać co robić i powiedziała jasno, nie ma szans. Teraz Ty jesteś najważniejsza i zadbaj o siebie :*
no może nie powiedziała wprost ale tak można było zrozumieć. Dodatkowo ten psycholog to moja znajoma i ja jej powiedziałam, że chce konkretów nie krążenie w koło 🙂
Chuda, chodzenie na terapię do znajomych nie jest terapią. A to "krążenie" ma pozwolić pacjentowi na określenie czego on sam chce, bez słuchania głosu postronnych ludzi.
Powiadacie.... chyba zacznę szukać. Jestem tak potwornie zmęczona sprawami sercowymi, że mam ochotę wyjechać do jakiejś głuszy.
Breva, Tak śledzę Twój wątek (jeśli to można tak nazwać :kwiatek: ) i śledzę, i mam nadzieję, że w końcu będzie dobrze. :kwiatek: Że będziesz szczęśliwa i zadowolona. No i trzymam mocno kciuki za całą tą sprawę!
Ja tam jestem pewna, że teraz Breva będzie szła jak burza do przodu, nie dlatego, że podjęła taką decyzję, tylko dlatego, że zaczęła upominać się o swoje i troszczyć o samą siebie.
Breva, take it easy, urządzenia mieszkania po swojemu to też rodzaj terapii, nie rób czegoś wbrew sobie. Wiem po sobie, że jak motywacja jest to i pieniądze i czas się nagle znajdują. A jak nie ma do końca przekonania, to ciągle coś i ok - to widocznie nie twój czas jeszcze. Strasznie mi przykro, że tak się to skończyło, naprawdę mega mega... Masz wsparcie w rodzinie czy znajomych? Jeszcze się poukłada, patrz - przykład tej mojej kuzynki 🙂 Trzymam kciuki i pisz na PW jak by co 🙂
Wsparcie w rodzinie i przyjaciółkach mam ogromne - nawet w mamie z którą kontakt mam taki se. Także jest super, ciągle ktoś przyjeżdża, albo wydzwania - wszystkie "moje osoby" są dla mnie cały czas, więc naprawdę jest ok🙂
a ja tylko napiszę jeszcze że wczoraj dostałam od L meeega długiego smsa - miłego, zakończonego życzeniami szczęścia na przyszłość. Odpisałam - równie długo, równie miło i równie z pozytywnym zakończeniem. Dzisiaj zadzwonił z życzeniami imieninowymi, zamieniliśmy dosłownie parę słów, ale bardzo miło i spokojnie - jak znajomi wpadający na siebie na mieście od czasu do czasu. Brzmiał spokojnie i nawet trochę wesoło, czyli jest spora szansa że spełnia się mój upragniony scenariusz - że on teraz też poczuje ulgę, choćby dlatego że znowu będzie "panem swojego losu" odpowiedzialnym tylko za siebie i nie będzie musiał spełniać niczyich oczekiwań (które były naprawdę, albo tylko w jego głowie). Także mega super!! aż mi lżej na sercu🙂😉)