Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Dzionka, no ja już nie wiem co się dzieje... może się okazać że miałam rację przewidując że się wkurzy oleje mnie i szybko sobie ze wszystkim poradzi. Ale może się mylę.. nie wiem. tak chyba zrobię... A firma to skanowanie całego organizmu w celu wykrycia ewentualnych zagrożeń zdrowotnych albo powiązań między objawami a problemami z całego ciała i urządzenie oparte na impulsach elektormagnetycznych, specyficznych dla każdego człowieka, stymulujące organizm do samoleczenia i autoregulacji. Wśród programó mamy i libido i topmanagera i odświeżenie wątroby i tzw. Happy Cocktail🙂

smarcik, pewnie nie muszę, ale chcę. szczerze powiedziawszy nie zdążyłam nawet się do niego przyzwyczaić... a co do rozwodu - nie jestem osobą, która tak sobie rzuca hasło rozwód jak jest zmęczona i chce pobyć sama.. Jeżeli już zdecydowałam się w ogóle wymówić to słowo na głos to w sytuacji kiedy jestem na totalnej krawędzi i to jest jedyna widziana przeze mnie droga.

JARA, dla mnie w tym momencie nie ma opcji dogadania się. I szczerze powiedziawszy nie wiem czy w jakiejkolwiek sytuacji zmieniłabym panieńskie nazwisko na jakiekolwiek inne (i czyjekolwiek).

Dodofon, albo po prostu swoje...

Nie wiem co robić. Serio. Jestem w takim punkcie że zaczynam działać na swoje nazwisko - buduję swoją markę. I może to być śmieszne, ale dla mnie to jest hardcore nie wiedzieć jakie to nazwisko jest czy raczej będzie za miesiąc, dwa. Jasne, mogę poczekać, ale na co? Aż kilkadziesiąt/kilkaset ludzi w mieście = klientów pozna mnie jako panią D? Nie wiem...🙁 jestem rozwalona po prostu..
Widzę, że już postanowiłaś, więc w sumie w czym problem? Skoro się rozwodzisz to wracaj szybko do nazwiska i pracuj od razu na panieńskie  😉
smarcik jeśli się rozwiodą, to różnie się to może potoczyć - mogą się widywać raz na tydzień, dwa, ze znajomymi, a mogą się rozstać w atmosferze nienawiści i "latających talerzy". Serio w przypadku drugiej opcji (a nikt nie potrafi przewidzieć jak będzie) chciałabyś mieć nazwisko męża? Bo ja nie bardzo...

Ja powiedziałam mojemu M., że jakby co, to będę miała dwa nazwiska. Po pierwsze, nie ma w mojej rodzinie już osobnika płci męskiej z moim nazwiskiem - tylko ja i dwie kuzynki 🙁 więc chciałabym by jak najdłużej zostało ze mną. Po drugie uważam, że przyjęcie nazwiska męża świadczy też o tym, że chcę być częścią tej rodziny, nie tracąc przy tym swojej tożsamości. Nie umiem tego jakoś sensownie wytłumaczyć, ale po prostu tak mam. Może za dużo czasu spędzam z babcią i ciocią mojego M., które są "staroświeckie" i jakoś często w rozmowach przewija się zwrot "nazwisko panieńskie".
Aczkolwiek nie krytykuję nikogo, ani Pań z nazwiskiem męża, ani tych, które zostawiły sobie panieńskie.
Strucelka ale ja właśnie napisałam "skoro się rozwodzisz to wracaj szybko do swojego nazwiska i pracuj na nie" więc zupełnie nie rozumiem co mi zarzucasz  😉
Sorki, to było do Twojej poprzedniej wypowiedzi, pisałyśmy równocześnie :kwiatek:

Moja znajoma wyszła za mąż, miała dwa nazwiska. Poznałam ją już po ślubie, wszyscy mówili do niej Magda (dajmy na to) Kowalska, choć miała na nazwisko Kowalska-Nowak. Dzięki temu po rozwodzie nikt nie miał problemu, jak wróciła do swojego nazwiska 😉

Breva do boju!! Bądź silna i walcz o swoje szczęście 🙂
Ja też chciałam mieć nazwisko dwuczłonowe, ale zarówno moje panieńskie jak nazwisko męża do krótkich nie należą, więc przyjęłam nazwisko męża tylko.
Breva, to wszystko zależy jak się czujesz z nowym nazwiskiem. Jeśli wolisz działać pod swoim, to je zmień na panieńskie. Nawet jakby do rozwodu nie doszło jednak, to co z tego, że nazwisko będziesz miała inne. To akurat takie ważne nie jest i w dzisiejszych czasach już w sumie nikogo nie dziwi.
A propos nazwisk to przypomniała mi się dość dziwna i zakręconą historia 😜
Znajomy (dajmy na to) Andrzej Pietruszka miał żonę, która przyjęła jego nazwisko - Anna Pietruszka. Niestety rozwiedli się, a ona została już przy jego nazwisku. Nie byłoby problemu, gdyby nie fakt, że jego kolejna żona również miała na imię Anna 😜 i musiała mieć dwuczłonowe nazwisko, bo inaczej chłop miałby ex żonę Annę Pietruszkę i obecną żonę Annę Pietruszkę 😵
Breva dasz radę?
Żeby nagle emocje nie wygrały i żebyś nie musiała kolejny raz potem przez to przechodzić.
Strucelka - widać facet ma słabość do Ani 😎
Breva, a co z terapią?
Bo Anie są fajne  💃  😎
Breva - ja nadal trzymam kciuki!  :kwiatek:
Strucelka w świecie naszych rodzimych zawodowych skoczków też jest taki przypadek 😉 Z tym, że tam chyba nikt nazwiska nie zmienił 🙂
pewnie ze Breva da rade. Juz sie zdecydowala i wydaje mi sie ze ugruntowala sie w swoich przemysleniach. Fajnie, byle do przodu. (Btw wyslij mi linka na pw do tej Twojej metody 🙂 )
Sorry Breva, ale Ciebie to chyba nikt nie zadowoli. Chciałaś terapi - masz, źle. Chciałaś żeby się wyprowadził - nie wyprowadził się - źle. Wyprowadził się  - źle. Odzywał się - źle. Nie odzywał się - źle.

Czego Ty od niego oczekujesz, może po prostu mu to powiedz.
Jakby twój mąż ci powiedział to co mąż Brevie też byłabyś wyrozumiała i pozytywnie nastawiona do wszystkiego co z nim związane? 🙂
ojej, Jara, chyba troche nadinterpretujesz 🙂
Przeciez terapia nie musi prowadzic do naprawienia zwiazku jako takiego - moze sluzyc za dowiedzenie sie co poszlo nie tak i do rozejscia sie po ludzku.
To ze sie wyprowadzil i sie nie odzywa to sygnal dla Brevy ze ma w d... Zastanawia sie nad tym, co w tym zlego? Ty bys sie nie zastanawiala? To ze facet mimo zapewnien o zwiazek nie walczy daje obraz tego, jak mu "zalezalo".
Nie wiem, dla mnie w takiej sytuacji wszelkie wahania nastroju i oczekiwania zmieniajace sie co chwile sa normalne - bo sie nie wie na czym sie stoi, raz mowil to, teraz nie mowi nic. Chyba naturalne jest, ze czlowiek sie szarpie ze swoimi myslami.
I tak uwazam ze Breva juz doszla do swojej decyzji, ale nie zmienia to faktu, ze zwykle olanie przez niego sprawy jakos boli, bo boli. Wiazali ze soba przyszlosc, a zostalo z tego wielkie nic.
A to co napisalas jest mega dziwnym atakiem.
nerechta, no, ale nie wiemy czy na terapie chodzą.
Jara, przesadzasz  😉

Ja bym się czuła jak po porządnym praniu mózgu.

Facet po jakimś czasie od zerwanych zaręczyn dochodzi do wniosku, że jestem miłością jego życia. Tańczy wokół mnie, obsypuje prezentami i staje na rzęsach żeby mnie odzyskać. Przekonuję się, że może faktycznie się opamiętał i że będzie już tylko lepiej. Wracamy do narzeczeństwa, planujemy ślub tirarira i parę dni po ślubie jedno wielkie kabum, okazuje się że nagle jestem nieatrakcyjna, brzydka, zasyfiona i cała ble.
Suma sumarum, traktuje jak gosposię widmo.

Z jednej strony cham i prostak, z drugiej... no w jakiś sposób zapunktował i doprowadził do ślubu. Każda by chyba miała mętlik w głowie.

Breva, ja Ci kibicuję całym sercem, obyś podejmowała decyzje w zgodzie ze sobą i z myślą o swoim szczęściu.
I dawaj namiary na Twoją stronę, brzmi megaciekawo!
No ale przecież chciała, żeby się wyprowadził. Jak zwlekał, to było źle. Więc się wyprowadził. Miał się posłuchać i wyprowadzić, a zarazem nie posłuchać i szukać kontaktu? Czy on jest wróżką? Dajcie facetowi też czas. Też ma swoją jakąś godność, nie?
Dajcie ludziom za sobą zatęsknić, przemyśleć.
Ja też bym się zastanawiała, nawet dzień i noc. Ale po jaką cholerę sie spotykać i o tym gadać? Teraz spotykanie ,jeżeli z góry przekreślony jest powrót to zwykły masochizm dla jednej i drugiej strony. Nie lepiej odesłać koszulki poczta ,niż na siłe szukać pretekstu do spotkania?No na terapie nie chodzą , bo przecież się nie widują , Breva pisze ,że on się nie odzywa. I lepiej dla niej samej żeby tak pozostało.
a ja w ogole tak nie uwazam. Chcialabym rozstania bez zatrzasniecia drzwi na 4 spusty, a takiego obgadanego, zrozumianego, dajacego jakas tam otuche ze decyzja jest dobra. Nie wyobrazam sobie nie dojsc do porozumienia z osoba, ktora byla/miala byc dla mnie najwazniejsza w zyciu.
No ale to ja, i wiem ze czasem zal jest za wielki. Ale mimo wszystko probowalabym. Rozumiem metlik u Brevy i chec odbycia wlasnie takiego pozegnalnego rytualu. Moze faktycznie warto troche poczekac, az emocje opadna, ale nie zmienia to faktu ze kazdy chce isc dalej z czystym sumieniem.
jak buyaka tak to wszystko podsumowała, to sobie pomyślałam, że może on po prostu nie chciał mieć żony - kochanki, przyjaciółki i opiekunki w jednym, tylko kurę domową? Gosposię co mu posprząta, ugotuje, wypierze. Taka druga mamusia, tylko młodsza, bo nie wypada kawalerowi z mamusią mieszkać. Może tak sobie o tym myślał?
Wiadomo, że się nie dowiemy, ale takie naszły mnie myśli.
No ale co to za rozstanie MAŁŻONKÓW a nie dwójki gimnazjalistów - odesłanie koszulek i brak próby kontaktu? Strasznie to dziecinne. Tu trzeba usiąść i pogadać, opracować jakiś plan. Typu - idziemy jeszcze 3 razy na terapię i potem decydujemy - w tę albo wewtę...

Breva, wow, nietypowa ta firma! Pokaz jakiegoś linka do strony jeśli masz 🙂 Z nazwiskiem doskonale cię rozumiem. Sama musiałam zacząć posługiwać się nazwiskiem męża miesiąc przed ślubem (!!) i tak widniałam we wszystkich dokumentach w pracy, masakra jakaś! I też miałam dylematy - jaka pieczątka, jak się przedstawić nowemu pacjentowi... Kiepska sprawa.
rosek0, nie wiesz co będzie dla niej lepsze.

Breva, dlaczego w takim razie zrezygnowaliście z terapii?
No ale co to za rozstanie MAŁŻONKÓW a nie dwójki gimnazjalistów - odesłanie koszulek i brak próby kontaktu? Strasznie to dziecinne. Tu trzeba usiąść i pogadać, opracować jakiś plan. Typu - idziemy jeszcze 3 razy na terapię i potem decydujemy - w tę albo wewtę...



Popieram w 100%.
A może by tak obiektywnie na to spojrzeć? Co?
Skoro Breva chciała wszystko wiedzieć i normalnego traktowania, to chociaż on zachował się jak buc niech zachowa się lepiej niż on i potraktuje go sama normalnie i postawi mu sprawę jasno albo okreśłi czego od niego oczekuje.
Chciała znać prawdę to się dowiedziała. A później co tej chłop nie robił (nie oceniam co robił, a czego nie czy to było spoko czy nie w stosunku co jej powiedział) to i tak było źle, bo jak został w domu, jak zagadywał, jak się starał i w końcu jak się wyniósł i przestał odzywać to nadal było źle. Ja osobiście się nie dziwie, że się nie odzywa, bo sam nie wie co ma zrobić i czy to ma sens.
To jest dokładnie taka sytuacja jaką przedstawiał obrazek wstawiony przez Diakonkę.
czytając to o czym pisze Breva , można wywnioskować co by było dla niej najlepsze. Już raz dała mu się omamić , jest mozliwość ,że da i drugi . Po co na tym etapie prowokować  spotkania, skoro wszytsko świeże? Oczywiście i tak będą musieli się spotkać , ponieważ są małżeństwem i choćby po to by się rozwieść. Przykład wysłania koszulek pocztą był odpowiedzią na to by spotkać się z nim i mu je dać. Chyba te pare koszulek nie jest mu niezbędne do życia , skoro sie jeszcze po nie zgłosił? Można sie spotkać i porozmawiać ,jeżeli widzi się jakaś szanse na uratowanie małżeństwa. Z tego co Breva pisze , na ratowanie małżeństwa nie ma najmniejszych szans. Więc po co się spotykać ,żeby porozmawiać o tym,że sie rozstajemy i co słychać? On już wie,że Breva się chce rozstać ,że juz postanowiła , nie sądzę by chciał porozmawiać o pogodzie. Napewno została urażona jego męska duma , nie odzywając się może testuje cierpliwość Brevy, na ile jest w stanie znieść jego nieobecność w jej życiu. Bo fajnie jest jak chłop lata i się prosi , mówi się wtedy ,że to koniec końców. Nie wierze ,że na tym etapie, gdzie on jest ewidentnie zraniony , można by było spotkac się i na luzie pogadać o rozstaniu , sory takie rzeczy tylko w Erze. Można ale jak już obie strony ochłoną , minie trochę czasu, miesięcy a nawet czasami i lat.
rosek0, ale nie możesz pisać co on/ona czuje. Można się domyślać, ale skąd wiesz, że na ratowanie małżeństwa NIE MA NAJMNIEJSZYCH SZANS? Skoro oni nawet nie spróbowali?

JARA, dzięki Tobie można spojrzeć z szerszą perspektywą, ale sytuacja wcale nie jak z obrazka - po prostu Breva się utwierdziła w postanowieniu.
Ja bym się bała dawać kolejną szansę. Znów za chwilę będzie problem (ten sam), będzie rozmowa i potem różowy lukier (przez tydzień).

Breva, a co czujesz jak oglądasz Wasze zdj ślubne?
JARA, ale gdzie Breva napisała, że źle? I mówiąc szczerze, jak my mamy patrzeć obiektywnie skoro nie znamy całej sytuacji i nie wiemy jak było tak naprawdę.
Brevie chyba nie chodziło o to, że źle, że się nie odzywa, bo ona tego oczekuje. Chyba bardziej chodzi o to, że ma mętlik w głowie i nie wie co dalej. A to chyba właśnie jest w takich sytuacjach najgorsze, jak się nie wie na czym się stoi. I brak kontaktu ze strony męża po prostu nie pomaga w podjęciu jakiejkolwiek decyzji, bo nie ma żadnego sygnału co czuje ta druga strona. Taki brak punktu zaczepienia. Przynajmniej ja to tak rozumiem.
No ale z wyprowadzką nie chodziło o to, żeby odetchnąć od siebie, dać sobie parę dni na przemyślenie, pobycie samemu, zdystansowanie się? Ja myślę, że on równie dobrze może nie wiedzieć czy już może się odezwać czy Breva nadal sobie nie życzy kontaktu z nim, nie jest na to gotowa bo to w końcu ona kazała mu się wyprowadzić.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się