Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Mój ślub wniósł tyle, że po 10 latach "chodzenia", 8 latach mieszkania razem - po 4 miesiącach /po ślubie/ mega zaczeło się sypać, a po 9 miesiącach wzieliśmy rozwód. Często tak się zdarza i pojęcia nie mam dlaczego.
Nie mam niestety czasu się udzielać. Staram się czytać na bieżąco, chociaż tyle piszecie, że i z tym mam trudności😉

Breva, dobrze, że podjęłaś jakąś decyzję, a nie zostawiłaś tego samego sobie. Ja mam w życiu duże problemy z podejmowaniem decyzji, więc staram się trzymać zasady, że lepsza zła decyzja niż żadna, żeby jakoś działać🙂 Jednak przyznam, że jakoś przykro się czyta, że nastąpił taki obrót spraw.

Nam do ślubu zostało 5 miesięcy. Przyznam szczerze, że strasznie ten czas leci. Nie wiem kiedy to zleciało. Ślubu nie traktujemy jak papierka, lecz jako następny etap związku. Przyznam szczerze, że trochę nabieram obaw jak czytam, takie wypowiedzi, jak tajnyy. Sporo osób nas straszy, że po ślubie jest inaczej i związki często się rozpadają. Mam jednak nadzieję, że będzie to tak jak z zamieszkaniem razem. Zanim zamieszkaliśmy to wszyscy nas straszyli, że będzie piekło, rzucanie talerzami i że jest to etap, gdzie wiele związków się rozpada. U nas przeprowadzka nastąpiła w całkowicie normalny sposób, bez kłótni, jak naturalna rzecz. Nie mieliśmy żadnych konfliktów związanych ze wspólnym zamieszkaniem.
[quote author=D+A link=topic=148.msg1990736#msg1990736 date=1390638682]
Zanim zamieszkaliśmy to wszyscy nas straszyli, że będzie piekło, rzucanie talerzami i że jest to etap, gdzie wiele związków się rozpada.
[/quote]

właśnie jestem na tym etapie i zazwyczaj to słyszę (na szczęście nie zawsze). Jeszcze nie podjęłam żadnych decyzji, własnie ze względu na te ,,statystyki"  😡
galopada_, im szybciej sie wprowadzicie do wspolnego lokum, tym lepiej.
pamietasz nine i jej B? byli ze soba tyle lat, a dopiero jak razem zamieszkali, wyszlo ze to nie to.

IMO ludzie, ktorzy ze soba nie mieszkaja, to nie sa para, tylko co najwyzej "chodza ze soba" 😁 (zwiazki na odleglosc to kompletnie inna bajka - od razu zaznaczam). to jest naprawde, zupelnie co innego.

pakuj manatki i nie ma co sie bac. wolisz, zeby sie okazalo, ze nie pasujecie do siebie teraz, czy po slubie?
kujka , bez przesady. To dopiero od niedawna jest norma, że ludzie mieszkają ze sobą przed ślubem. Wcześniej normą było, że dopiero po ślubie mieszkali razem, często w dodatku z rodzicami/ teściami i jakoś te małżeństwa trwają.

safie, dlatego napisalam, ze to jest tylko i wylacznie MOJA OPINIA. I dla scislosci, mowie sytuacji w Polsce 2014.
ja nie uważam, że tylko 'chodzę' ze swoim mężczyzną, pomimo, że nie mieszkamy razem. Widujemy się codziennie, weekendy spędzamy całe razem, świetnie się dogadujemy i w ogóle jesteśmy super :p
MOŻE uda nam się pod koniec roku zamieszkać. 😉
kujka - a u Ciebie jak? Nadal motylki i jest wspaniale? 😉  :kwiatek:
kujka to plan na pazdziernik, bo aktualnie mamy podpisane umowy na osobne mieszkania. No i chodzi o mieszkanie, które mojemu B. kupują rodzice. To trochę komplikuje sprawę, bo będę (ewentualnie) mieszkała ,,U NIEGO a nie z nim". No a jakoś maj/czerwiec stuknie nam 5 lat  😵 Nie wem kiedy to minęło.
kujka, tylko ciekawe, że tak to się zmieniło 😉 Kiedyś coś co było nie do pomyślenia, teraz jest oczywistością i jak para nie mieszka razem przed ślubem to wszyscy dookoła (no oprócz babć i rodziców 😉 ) wróżą szybki koniec
safie, weź pod uwagę, że rozwody w społeczeństwie na taka skalę też funkcjonują od niedawna i kiedyś rozwód był 'nie do pomyślenia', więc nawet jak coś nie pasowało to i tak nie wypadało tego skończyć.
[quote author=D+A link=topic=148.msg1990736#msg1990736 date=1390638682]


Nam do ślubu zostało 5 miesięcy. Przyznam szczerze, że strasznie ten czas leci. Nie wiem kiedy to zleciało. Ślubu nie traktujemy jak papierka, lecz jako następny etap związku. Przyznam szczerze, że trochę nabieram obaw jak czytam, takie wypowiedzi, jak tajnyy. Sporo osób nas straszy, że po ślubie jest inaczej i związki często się rozpadają. Mam jednak nadzieję, że będzie to tak jak z zamieszkaniem razem. Zanim zamieszkaliśmy to wszyscy nas straszyli, że będzie piekło, rzucanie talerzami i że jest to etap, gdzie wiele związków się rozpada. U nas przeprowadzka nastąpiła w całkowicie normalny sposób, bez kłótni, jak naturalna rzecz. Nie mieliśmy żadnych konfliktów związanych ze wspólnym zamieszkaniem.
[/quote]

Jeśli się już ze sobą mieszka, to ślub niczego nie zmienia, a przynajmniej nie na gorsze 🙂
My z mężem przed ślubem mieszkaliśmy razem ze dwa lata. Po ślubie czuliśmy się jeszcze bardziej ze sobą związani, bliżsi sobie i pomimo upływu czasu, kochaliśmy się jeszcze bardziej. Tyle zmienił ślub 😉
A jeśli coś miało by się popsuć, to popsułoby się niezależnie od tego czy ślub jest czy go nie ma. Bo ślub sam w sobie niewiele zmienia.
Alveaner, patrze po swoim otoczeniu. Uwielbiam obserwować moich dziadków kiedy sobie docinają (że on chrapie, a ona marudzi), a później dziadek przytula babcie i czochra po włosach  😍 Wśród moich bliskich był tylko jeden rozwód, reszta jakoś się trzyma mimo braku wspólnego mieszkania przed ślubem. 

Dziadek mi kiedyś powiedział, że on jest nauczony, jak coś się psuje to się to naprawia, a nie wyrzuca.
galopada_, jak masz chlopa normalnego, to u niego = z nim. 😉 Jak bedzie robil problemy to  🤬

Ja sie z P. przeprowadzam do mojego papierowo mieszkania, ale w rozmowach ono jest nasze. Razem urzadzane, nad projektem pracowalismy wspolnie. nie wyobrazam sobie inaczej.


whitemoon071, mam nadzieje, ze jak zamieszkacie ze soba, to nic sie nie miedzy Wami zmieni  :kwiatek: ale i tak bede utrzymywac, ze to jest zupelnie inna jakosc.

U mnie dobrze tradycyjnie 😀. Od czasu do czasu wiadomo ze sie posprzeczamy, ostatnio tez byla burza w szklance wody. Ale tego samego dnia bylo juz po sprawie. Nie umiem sie z nim dlugo klocic (a z poprzednimi dziadami owszem!).

No i stwierdzilam, ze skoro w podrozy wytrzymalismy ze soba, to juz chyba nic nas nie pokona. 😉 Bo zamieszkalismy ze soba po 2? 3? tygodniach zwiazku, wiec w sumie nie pamietam jak to jest na bezboyu (no wiecie, bezboye, takie smutne szare miejsce gdzie nie ma Boya :P ). 2 dni rozlaki to maks. Jak go nie ma, to nie umiem zasnac. A przez 23 lata bylam niedotykalska samotnica!  😂
Nie wydaje mi się, żeby coś się zmieniło. Zawsze jak tylko się da to zostajemy na weekendy u siebie, często wyjeżdżamy na kilka dni (przez pierwsze pół roku co weekend gdzieś byliśmy), na wakacjach wytrzymujemy bez problemu, widujemy się codziennie.. Chyba nie ma co się zmienić 😉 Oby! Bo nie wyobrażam sobie w sumie nic bez Niego 😉
kujka jakby nie był normalny, to już by nie był mój  😉 Wychodziliśmy z pozycji kumpel. Przeszliśmy na przyjaźń i na koniec się okazało, że to jednak coś więcej. Wydaje mi się, że jakby od razu był tylko ,,ogień", to już by się to dawno rozpadło (mieliśmy rok ,,rozłąki" bo poszedł na studia a ja zostałam w domu bo się nie dostałam. Dodam, że planowaliśmy iść na te same, więc tym bardziej to przeżyłam. Ale na szczęście rok później dopięłam swego). Zastanawiam się też nad tym, czy poziom stresu i ilości czasu poświęcanego na naukę w związku z naszymi studiami też nie jest tutaj minusem. Ale jestem już bardziej na tak, niż na nie.

A z ciekawostek, to nigdy się nie pokłóciliśmy. Przez 4,5 roku  😂 Znajomi twierdzą, że coś z nami nie w porządku  🤔wirek:
oj wierzcie mi dziewczyny, ja też tak postrzegam małżeństwo. nadal! może kiedyś z jednak właściwym facetem....

Karla🙂, przyjechała przyjaciółka z Krakowa, potem dojechała druga, upiłam się maksymalnie, skończyłam z głową w kiblu, czuję się cudownie🙂 czuję jakby duuuuża część "shitu" wyszła ze mnie... brak kontaktu ze strony L.

Nie wiem, może się łudzę, ale naprawdę mam przeczucie że jemu też ulży po tym wszystkim...
galopada_, my pracujemy razem i mamy kupe naprawde stresujacych sytuacji w pracy (nie "na odyna! zepsulo sie xero, co teraz?!" tylko takie serio-serio) . Zeszly rok byl pod tym wzgledem koszmarny. Nie pisalam o tym na forum i nie bede pisac, ale to bylo 6 miesiecy nieprzerwanego stresu i to na takim poziomie, ze wplywal na nasze zdrowie i zachowanie (i zwiazek tez, nie ma co sie czarowac). Ale dalismy rade, mysle ze Wy tez dacie (MYSL O WAKACJACH!!) 😉


Breva piekny detox!  💃
Brawo!
kujka  :kwiatek:
ja nie uważam, że tylko 'chodzę' ze swoim mężczyzną, pomimo, że nie mieszkamy razem. Widujemy się codziennie, weekendy spędzamy całe razem, świetnie się dogadujemy i w ogóle jesteśmy super :p
MOŻE uda nam się pod koniec roku zamieszkać. 😉

Pamietaj ze wspolne mieszkanie to zupelnie co innego niz spedzanue kazdej wolnej chwili razem 🙂 To wspolna organizacja zycia, poznawanie swoich nawykow, dzielenie najbardziej intymnej przestrzeni. I to wszystko nawet jak nie masz namniejszej ochoty widziec tej osoby na oczy, bo tak cie wkurzyla 😀
kajpo - no weeeeźźź!! :p będzie i tak pięknie i idealnie!! ;p
safie, weź pod uwagę, że rozwody w społeczeństwie na taka skalę też funkcjonują od niedawna i kiedyś rozwód był 'nie do pomyślenia', więc nawet jak coś nie pasowało to i tak nie wypadało tego skończyć.

o, no właśnie to miałam napisać w odpowiedzi na argumenty Safie. Nie mam takiego przykładu z domu "niestety", bo mnie wychowywała tylko mama. Ale jestem dość dobrym obserwatorem rzeczywistości naokoło mnie i w mojej dalszej rodzinie lub u przyjaciół, na pierwszy rzut oka było widać jakie te pary są/ były ze sobą "szczęśliwe", ale nic z tym nie wypadało zrobić :/ (oczywiście nie wszystkie dla jasności)
[quote author=galopada_ link=topic=148.msg1990753#msg1990753 date=1390640734]
[quote author=D+A link=topic=148.msg1990736#msg1990736 date=1390638682]
Zanim zamieszkaliśmy to wszyscy nas straszyli, że będzie piekło, rzucanie talerzami i że jest to etap, gdzie wiele związków się rozpada.
[/quote]

właśnie jestem na tym etapie i zazwyczaj to słyszę (na szczęście nie zawsze). Jeszcze nie podjęłam żadnych decyzji, własnie ze względu na te ,,statystyki"  😡
[/quote]

Ale tak zawsze jest, że ludzie po zamieszkaniu razem zaczynają się kłócić. To jest normalne, tylko trzeba dojść do porozumienia i jakoś opracowac plan dzialania 😉
Jara bez przesady z tym "zawsze". U nas nie było takiego problemu. Każdy związek jest inny, nie ma co opierać się na stereotypach. Wystarczy prześledzić moją relację - wszyscy się pukają po głowie.

A jednak jakoś egzystujemy. Czasami lepiej, czasami gorzej ale na pewno z wielką miłością. Obojętnie czy mieszkamy ze sobą ponad pół roku w małym warszawskim mieszkaniu czy jesteśmy rozrzuceni po Europie.
Jara, ja po zamieszkaniu razem - ani z Panem x (pierwszy narzeczony), ani z mężem NIE KŁÓCIŁAM sie.
O nic.
Po prostu przed zamieszkaniem sie siada i ustala priorytety, zasady itd.  Poza tym przecież będąc razem człowiek wie (np na podstawie wspólnych wakacji,)  ze druga osoba nie spuszcza deski w kiblu, jest balaganiarzem, np. jest rozrzutna czy nie dba/dba o cos.

I właśnie przed zamieszkaniem można ustalić to spuszczańie deski w kiblu i skarpety na podłodze.

Mnie u Breva zaskoczyło to, ze maź nie dokładał sie do rachunków.  😲
Dla mnie oczywiste było przed zamieszkaniem, ślubem USTALENIE takich rzeczy.

Wychodząc za maż ustaliliśmy kwotę jaka wkładamy "do puszki" na życie (czynsz, jedzenie, chemia itd)

A ustalenie zasad - to rozmowa, czasami kartka i długopis.

Typu: mam konia i będę go miała zawsze, nie zrezygnuje z pracy nigdy, nie jestem kurą domowa, nie chce dużo dzieci itd.
Podobnie mąż wyłożył swoje oczekiwania.

U mnie nie wypaliło z innych powodów, ale np. pomimo, ze związek sie rozpadł nigdy nie było,problemów z rozliczeniami, z tym, ze jestem gruba i z wieloma podstawowymi innymi.


Dodofon, no tak Dodo, ale rozwodu nie chcesz/nie potrzebujesz/ nie dążysz do niego, słusznie myślę?
[quote author=whitemoon071 link=topic=148.msg1990773#msg1990773 date=1390642653]
ja nie uważam, że tylko 'chodzę' ze swoim mężczyzną, pomimo, że nie mieszkamy razem. Widujemy się codziennie, weekendy spędzamy całe razem, świetnie się dogadujemy i w ogóle jesteśmy super :p
MOŻE uda nam się pod koniec roku zamieszkać. 😉

Pamietaj ze wspolne mieszkanie to zupelnie co innego niz spedzanue kazdej wolnej chwili razem 🙂 To wspolna organizacja zycia, poznawanie swoich nawykow, dzielenie najbardziej intymnej przestrzeni. I to wszystko nawet jak nie masz namniejszej ochoty widziec tej osoby na oczy, bo tak cie wkurzyla 😀
[/quote]

Przecież poznać swoje nawyki można już wyjeżdżając razem na wakacje, spędzając ze sobą weekendy i pomieszkując razem od czasu do czasu. Może nie w takim stopniu jak mieszkając razem już oficjalnie, ale dzięki temu też można mieć jakiś podgląd na to jak zachowuje się druga połowa, jakie ma nawyki i czy nam pasują bądź nie. Jak zamieszkałam ze swoim mężem, to właśnie przez wspólne wakacje, weekendy i pomieszkiwanie razem nie doznałam wielkiego szoku, bo już niektóre nawyki znałam 😉
Jara bez przesady z tym "zawsze". U nas nie było takiego problemu. Każdy związek jest inny, nie ma co opierać się na stereotypach. Wystarczy prześledzić moją relację - wszyscy się pukają po głowie.

A jednak jakoś egzystujemy. Czasami lepiej, czasami gorzej ale na pewno z wielką miłością. Obojętnie czy mieszkamy ze sobą ponad pół roku w małym warszawskim mieszkaniu czy jesteśmy rozrzuceni po Europie.


Śledząc wasze losy akurat można powiedzieć, że większość czasu to jesteście osobno, więc może jak zamieszkacie razem na stałe, a nie na walizkach  postawisz się jako przykład. Jeden z niewielu.
Idrilla też podzielam zdanie Twoje i Dzionki na temat ślubu. Btw po Twoich postach widzę, jak bardzo się Twoje podejście do życia zmieniło i jak wydoroślałaś 😉


Natomiast przeraża mnie to, że poza wsparciem Breva otrzymuje też porcję ostrego natarcia na jej męża. Niektóre dziewczyny od razu mieszają go z błotem i tak dalej. Pamiętajcie, że przekaz jednej strony z konfliktu to zawsze przekaz subiektywny... Nazywając L. kretynem i idiotą obrażanie też trochę Brevę, która z tym właśnie kretynem była jednak przez pewien czas silne związana i przeżywała z nim miłe chwile...
Jara - totalnie nie zgadzam się, czemu niby ZAWSZE ludzie muszą się kłócić po zamieszkaniu razem? My zamieszkaliśmy razem po 7 miesiącach i nie było żadnych kłótni, rzucania talerzami i trzaskania drzwiami. Takie uogólnienia są bezsensowne. Wszystko zależy od związku i tego jak pokonują trudności bo wcale nie trzeba wszystkiego rozwiązywać kłótnią. Wystarczy rzeczowa, spokojna dyskusja i DYSTANS do takich spraw! Ja wychodzę z żalożenia, że o bzdety jak nie chowanie tego czy tamtego nie warto się kłócić tylko porozmawiać bez nerwów. I zgadzam się z Kujką para mieszkająca razem to już inny etap związku, nie lepszy-gorszy tylko INNY niż spotykanie się czy pomieszkiwanie przez weekend. To jest przebywanie ze sobą przez każdy wolny czas, noc dzielenie przestrzeni, przyzwyczajeń, sposobu spędzania wolnych chwil i trzeba sobie z tym radzić nawet jak ma się podły humor, jest się absolutnie chorym, ma się najgorsze PSM w życiu czy cokolwiek. Dlatego związki potrafią się rozpadać po wspólnym zamieszkaniu, bo okazuje się że ludzie nie maja do siebie tyle cierpliwości, albo mają zbyt różne potrzeby czy oczekiwania. Wychodzą po prostu takie zwykle codzienne drobnostki, na które nie zwracamy uwagi  mieszkając samemu. Jeszcze co do weekedowych wyjazdów razem warto pamiętać, że przez te 2-3 dni każdy stara się żeby było jak najlepiej, ma nastawienie pozytywne do wyjazdu itd a to co innego niż zwykłe, codzienne, czasem szare życie 🙂

szepcik
- moje podejście do wielu spraw naprawde bardzo się zmieniło przez te ostatnie 3 lata i tez czuje się doroślejszą osobą, fajnie że nie tylko mi się tak wydaje  :kwiatek: taki przełom nastąpił gdy zakończyłam poprzedni związek i zaczęłam pracować na pełen etat i być  końcu dużo bardziej niezależna, w końcu tylko krowa zdania nie zmienia  😁
Jara jeśli patrzeć się przez pryzmat ogółu to faktycznie, nigdy nie będę mogła być przykładem. Ale wiem,  że takich osób jak ja, twórzących związki na podobnych zasadach jest więcej. Nawet na forum znam takie przykłady. Pytanie zatem jest, czy jeśli nie podchodzę pod słowo "ogół", mam się nie wypowiadać?

Kiedyś śmiałam się z mojego M jak mówił mi, że ma problem z odnalezieniem się w naszym kraju. Teraz, kiedy już dłuższy czas przebywam na drugim końcu Europy zaczynam dostrzegać stereotypowe spojrzenie na świat a zwłaszcza na nas samych. Tak mało ludzi jest szczęśliwych po prostu z tego co mają. Zamiast starać się dostrzegać te dobre strony życia, celebrować miłe chwile, za wszelką cenę szukamy negatywów. Ba! Utwierdzać innych w przekonaniu, że faktycznie, życie jest do pupy, związki są do pupy, mieszkanie razem jest do pupy, osobno też, ślubowanie do pupy. A bycie singlem to już w ogólę!

Trochę optymizmu!
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się