Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

szafirowa, naprawdę masz pomysł jak pocieszyć? Znaczy co? "Wszystko będzie dobrze?" "Jak jesteś wspaniała i dzielna?"
Zrozumiałam, że Szaga JUŻ zbiera kopy. I sprawa jest taka: albo w dziewczynie uruchomią się zdrowe resztki instynktu samozachowawczego, albo nie. Gdy człowiekowi do reszty pójdzie ten instynkt - nie poradzi fachowy specjalista, co dopiero przyjaciółka. Będąc przyjaciółką wolałabym mieć jasność w temacie - czy jest jeszcze kogo ratować, czy już jest zoombie. Szadze nadal się chce, więc może ta pierwsza opcja.
Szaga- Moim zdaniem powinnaś odejść, nie krzyczeć, nie pocieszać, nie próbować, po prostu... nie być. I powinnaś wszystkich, którzy próbują ją ratować odciąć. Powiedzieć jej, że jeżeli będzie chciała się zmienić, niech przyjdzie ale dopóki nie chce to wsparcia i znajomych nie będzie miała. Ona za swoje zachowanie nie dostaje żadnej kary, tu ją facet uderzy, tu ona oleje dziecko, ale generalnie świat się kręci i ma na kogo liczyć. Popłacze w ramionach bliskich, a rano wróci do uprawiania patologii. W jej życiu nic się nie zmienia, a widocznie ciągle dostaje to co dla niej ważne. To jej należy zabrać. Ona nie będzie chciała zmian dopóki nie dojdzie do "ściany", dopóki będzie sobie z tym wszystkim radzić i dopóki paradoksalnie będzie  w tym szczęśliwa, albo przynajmniej nie nieszczęśliwa. Zostaw. Olej. Niech zostanie sama. Niech nie ma wsparcia. Niech sobie przestanie radzić. Niech płacze pod prysznicem i modli się by to się skończyło. Niech będzie w tym wszystkim sama. Niech dojdzie do ściany, a Ty przy tej ścianie czekaj.
Bo na razie czynisz jej życie łatwiejszym do zniesienia, a dopóki ona jest w stanie to znieść to nic nie zmieni.
Ależ ona nadmieniła, że to w mniemaniu tej koleżanki taka rola mogła zaistnieć, bo przecież być może tego oczekuje, a niekoniecznie zdaje sobie sprawę, że sytuacja ma się zupełnie inaczej. Przynajmniej ja to tak zrozumiałam zatem o pocieszaniu względnie mowy nie ma. Sama bym nawet tego nie próbowała. Znam przypadek jednej osoby, którą wciąż się głaskało po główce, było tuż obok i pomagało, a ona do perfidnie wykorzystała. Użyła swojego nieszczęścia, pecha życiowego czy też własnej niezdarności jako waluty przetargowej dla własnej przyjemności i teraz, kiedy wszyscy się od niej odwrócili to kobieta zupełnie nie potrafi uporządkować własnego życia i weszła w takie bagno, że prędko z tego nie wróci.
Wniosek jeden: potrząsnąć, aby otworzyła oczy, stanęła twardo na ziemi i tyle.
nine No, jak zoombie - to innego wyjścia nie ma.
Wydaje mi się, ze dopóki nie ma u tej dziewczyny chęci zmiany, to nie ma sensu jej na siłę pomagać. Ona jak widać pomocy nie potrzebuje, wsparcia też nie. Ja bym powiedziała krótko, jak zobaczę u ciebie chęć zmiany, gotowość, to ci pomogę ze wszystkich sił, ale dopóki żyjesz jak żyjesz, to nie możesz na mnie liczyć. Może ona nie wie w jakim piekle żyje, a może jest jej w tym piekle tak naprawdę wygodnie (jakkolwiek dziwnie to brzmi). Może znajdź jej jakiś adres poradni czy coś, może specjalista jej pomoże zrozumieć pewne rzeczy..
halo, absolutni nie, zle mnie zrozumialas. Chodzilo mi o to, najprawdoptodobniej przyjaciolkay nie bedzie w stanie docenic i otworzyc sie na konstruktywna krytyke wlasnego postepowania, bo jej zdaniem to ona jest ofiara i oczekuje pocieszania i tego typu 'pomagania'.


I pozwolę sobie wrócić do tematu wątku. Z nim źle, bez niego gorzej, oboje chyba nie wiemy czego chcemy, i to jest strasznie do dupy. Niesamowicie mi na nim zależy, bo mimo opinii panującej wśród niektórych 😉 to bardzo bliska mi osoba. Błądzimy jak dzieci w gęstej mgle. Dupa tam.
Okey, pomarudziłam, możecie wrócić do dyskusji 😀



Jakbym czytała o sobie.


Szaga popieram nine w 100%. Trzeba upaść na samo dno żeby móc się od niego odbić, tymczasem przyjaciółka mając Twoje wsparcie może sobie myśleć "po co cokolwiek zmieniać, skoro może okazać się że jest jeszcze gorzej".
Otóż to. Mam od jakiegoś czasu wrażenie, że jej jest wygodnie tak jak jest. Facet nią rzuca o ściany, kasy nie ma, ale zawsze jestem ja. Pomogę, wesprę, pocieszę. Ona zrzuca mi na barki swoje problemy, ulży jej, czuje się napompowana moją siłą, a potem wraca po nową dawkę "wrażeń" do domu. Błędne koło. 
Co do jej córki to jak się zdobyłam na to żeby z nią porozmawiać to mi się  najpierw wypłakała na ramieniu jaką to ona chce być dobrą matką, jak kocha małą i jak się stara. Na co ja oczywiście zareagowałam wzruszeniem i motywującymi gadkami. Teraz śmieje się z własnej naiwności bo już następnym razem znowu słyszałam jakie to okropne mieć dziecko. A mała jest takim słodkim stworzeniem, że ciężko znaleźć fajniejsze dziecko.
Boże jak czytam to co napisałam to się wyłania obraz jakiejś okropnej patologii 🙁
Szaga - zerwać kontakt.
Naprawdę. Wciąga Cię w swoje sprawy, emocje, obarcza problemami
Dać ultimatum - ze wrócisz, jak ona sie ogarnie.
Typowy case alkoholika - pije, bo wie, ze żona pomoże, bo wie ze dziecko z knajpy przywlecze do domu, ze matka usprawiedliwi, ze bedą kryć przed pracodawca, znajomymi.
Tylko zostawić.
smarcik, haj fajf 😎
Znalazłam i nie mogłam się powstrzymać 😉

nine, hahaha, you made my day 😀

U nas hmmm, zaczyna się robić ciekawie, P. dzisiaj zakomunikował, że przyjedzie przed moim wyjazdem na wakacje, bo musi mi ogłosić jakieś nowości, a przez telefon nie może. Jasne, niech mi zrobi sieczkę z mózgu, teraz będę 3 dni zachodziła w głowę, o co chodzi 🤔wirek:
No, to chyba wszystko jasne... w sumie dobrze, że pofatyguje się osobiście, a nie przez telefon...  🤔
Hiacynta, był dziwnie pozytywny i jakiś taki nakręcony... Mam nadzieję, że nie uzyskałam mylnego wrażenia 😁 Tylko nienawidzę, jak ktoś mi rzuci temat, a potem każe mi czekać ileś dni. Głowa mi się ryje!
Hmm... no teraz to sama się nie mogę doczekać żeby się dowiedzieć, o co chodzi 😀
nine, hahaha, you made my day 😀

U nas hmmm, zaczyna się robić ciekawie, P. dzisiaj zakomunikował, że przyjedzie przed moim wyjazdem na wakacje, bo musi mi ogłosić jakieś nowości, a przez telefon nie może. Jasne, niech mi zrobi sieczkę z mózgu, teraz będę 3 dni zachodziła w głowę, o co chodzi 🤔wirek:


Ja myślałam, ze to wspólne wakacje....
Dodofon, nie, studenckie wakacje akurat 😉
Dlaczego mam wrażenie, że to tylko kobietom zależy na tym, aby w późniejszym etapie (czyli już takim rozwiniętym związku) podsycać żar?
Generalnie, to zaczynam mieć żal.
🤔
Thymos, myślę, że to nie tylko wrażenie 😉
Z mojego doświadczenia: facetom nie zależy, bo nie widzą/nie rozumieją problemu (przecież jest dobrze - o co ci chodzi kobieto?)
Działaj, bo żal jest podstępny - upchniesz go gdzieś pod dywan i niby zapomnisz, ale wcześniej czy później potkniesz się o wystającą spod dywanu górkę 🤔
A czym jest dla Ciebie podsycanie zaru? Co facet ma robic? I co Ty robisz?
Wszystko zalezy od oczekiwan, ktore moga niestety byc bardzo negatywna sprawa w zwiazku...
To chyba zależy od tego jaki kto ma charakter. Mój facet jest romantyczny, to ja bardziej jestem chłodna, on jednak co jakiś czas przyśle mi do domu bukiet kwiatów, przyjdzie wieczorem z zakupami i winem i zrobi nam kolację, kupi bilety do kina czy teatru, przyjedzie do pracy, kupi w sklepie coś, co lubię, nagle podejdzie i przytuli, pocałuje etc. Ale on po prostu taki jest, a może ja umiem docenić takie gesty?
zen mój co prawda kwiatów mi nigdy nie kupił, ale jak w nocy mnie przykrywa kołdrą, albo całuje w plecy jak sobie leżymy - to dla mnie ten sam znak😉

To własnie dziwne, że jeśli ja pokazuję się od strony: jestem chora, zmęczona, albo jakoś tak się dystansuję, to on się bardziej troszczy/zabiega.
A o żar, no właśnie, kiedyś było można codziennie po parę razy, teraz rzadziej 😉
Tak sobie myślę, że chyba na siłę szukam problemów jak już przeczytałam co napisałam i poczytałam też Wasze wpisy 🤦
Ech, baby są takie dziwne...
A chciałabyś codziennie po kilka razy? 🙂 Jak tak, no to co stoi na przeszkodzie? Myślę, że pod tym względem akurat większość mężczyzn nie będzie stawiać oporów 🙂 Może sama powinnaś wyjść z inicjatywą? Może on myśli, ze Ty nie chcesz, a nie ma nic gorszego niż postawa 'to ja nie zrobię nic a Ty się domyśl, że chcę się częściej kochać', skoro taką postawą mu komunikujesz, że właśnie nie chcesz 😉 :kwiatek:
Thymos, czepiasz się 😉.

Ja bardziej doceniam drobne gesty niż czekam na wielkie bukiety kwiatów. Super jak wraca ze sklepu z soczkiem dla mnie, czy mówi " nie wychodź kochanie na deszcz, ja zrobię to za Ciebie". itd.
Thymos, czepiasz się 😉.

Ja bardziej doceniam drobne gesty niż czekam na wielkie bukiety kwiatów. Super jak wraca ze sklepu z soczkiem dla mnie, czy mówi " nie wychodź kochanie na deszcz, ja zrobię to za Ciebie". itd.



Wiem, ale gdzieś te kobiece wymyślone żale musiałam wylać :kwiatek:
powiedz mu po prostu ze chcesz wiecej seksu 🙂
Oj mój byłby wniebowzięty z takiej deklaracji, jak chyba większość facetów.
Ja już nauczyłam się mówić WPROST o co mi chodzi i co mi nie pasuje. Niedomówienia i ciche fochy powodują frustrację, a ta ukrywana może zrobić wiele złego. Nie chodzi oczywiście o to żeby roszczeniowo podchodzić do drugiej osoby i od razu mieć wyrzuty, ale powiedzieć coś w stylu- 'kiedyś kochaliśmy się częściej i trochę mi tego brakuje' to nic złego. Sama wolałabym usłyszeć coś takiego niż nie wiedzieć, co jest nie tak-a widzieć, że coś nie pasuje.
Oj mój byłby wniebowzięty z takiej deklaracji, jak chyba większość facetów.


Wydaje mi się, że do czasu... 😉
Bo jak już jest "do woli" i praktycznie nigdy nikogo z nas głowa nie boli to jakoś się libido "luzuje".
To jest dziwne, jakby powiedział mój znajomy:
"this is not normal, this is strange"
no ale tak jest chyba ze wszystkim - jesli uwielbiasz sernik i nie jadlas go x czasu, to jak sie w koncu dopadniesz to jesz i jesz, codziennie po 3 kawalki. Ale jak masz tak miec codziennie przez np 2 lata to juz Ci sie tak go nie chce, co nie znaczy ze go nie lubisz 😀 I ze pogardzisz jak dostaniesz kawalek sernika. Jak dla mnie to naturalne, ze libido sie luzuje. Z drugiej strony, ile mozna? 🙂
Rozchodzi sie potem o to, jakie kto ma rzeczywiste potrzeby i o dogadanie sie w tej kwestii.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się