Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

u nas to roznie, czasami placimy oddzielnie, czasami jedno z nas (czesciej M, bo ja moglabym byc alegoria splukania :P). i tyczy sie to zarowno wyjsc, jak i kupowania jedzenia na kolacje czy filmu na dvd. jakos nigdy tego nie ustalalismy, tak po prostu jest i taki uklad sie sprawdza. uwazam ze byloby to nie fair z mojej strony gdybym oczekiwala od niego ze bedzie za wszystko placil, przeciez tez jest tylko biednym studenciakiem 🙂


Amen. U nas jest dokładnie tak samo.  😉

u nas to roznie, czasami placimy oddzielnie, czasami jedno z nas (czesciej M, bo ja moglabym byc alegoria splukania :P)

Czy już pisałam, że u nas jest dokładnie (ale to DOKŁADNIE) tak samo?  😁

U nas częściej W płaci, ale nie jest to oczywiste, że zawsze on stawia. Na pierwszych randkach sama sobie wszystko kupowałam, bo nie lubię być dłużna coś osobie, której jeszcze nie ufam 🙂 No ale zwracanie za benzynę to już jakieś przegięcie jednak 🙂
Alegorio S, bo to jest najsluszniejsza ze slusznych drog 😁
Alegorio K, zwłaszcza, jak ma się dzieciaka... M to rozumie, że związał się z "kobietą z bagażem", rudym, rżącym, pasożytującym na jej skromnych zarobkach, szalenie absorbującym bagażem  😁
och, Alegorio S, widze ze nasi M. bardzo podobni do siebie 😀 moj tez mnie kocha z calym dobrodziejstwem inwentarza, lacznie z kotem terrorysta i Gilem przyssanym do piersi  😀iabeł: swoja szosa wlasnie czekam na niego bo jedzie ze mna dzis do stajni  😍 (ale ja place za benzyne  😂 )
w ogole to nie wyobrazam sobie bycia z kims kto by nie lubil moich zwierzat. i mojego so called jezdziectwa.
A.K (piękny skrót mi wyszedł, patriotyczny!  😂 ) Nie chwaląc się, mój M wczoraj był ze mną na Torwarze i dzisiaj też się wybiera... ale dołączy trochę później, troszeczkę  😁 Ale niestety nie jest takim miłośnikiem zwierząt jak ja, co prawda ma kota, ale za końmi czy psami jakoś szalenie nie przepada. Czardasza toleruje, tak jak pogodził się z wizją, że niedługo dołączy do mnie (czyli do nas) mój pies. Jak tylko wybierzemy z rodzicami rasę i się urodzi 😉 Ale nie sposób się złościć na jego brak zachwytu czy entuzjazmu, skoro prawie każdy weekend spędza ze mną w stajni, nazywa Czardasza Interczempionem i zawsze pamięta, żeby się spytać co u niego, jeżeli tylko byłam w stajni   😜

Co do płacenia za benzynę, to umowa między nami jest prosta: jeżeli jedziemy do stajni, to ja biorę swój samochód, zatankowany za moją kaskę, prowadzony przeze mnie. Ale jeżeli czasem jestem umordowana całym tygodniem, lub oba domowe samochody są w trasie, to czasem M "łamie się" i bierzemy jego samochód. Wtedy na stacji słyszę: nie wygłupiaj się, idź kup mi hotdożka (lub/i) coleczkę i będziemy kwita 😍
miałyście rację - jakby chciał, to by napisał. mieliśmy się spotkać w weekend, od niego ani słowa. jedyne co ucierpiało, to moja miłość własna, jednak przykro być tak olaną :/
Tak jak mówiłam nie daje sobie tak odchodzić bez słowa 😉 Wiem ,że to jest okropne. Jestem tego świadoma. Dlatego było minęło, ale nie potrafię inaczej. Bo cenię sobie szczerość na każdym poziomie znajomości. A jak ktoś mówi spotkajmy się konkretnie kiedyś tam a potem milczy i nie przychodzi to jestem bardzo zła, ale tak jak wspomniałam wyżej jestem tego świadoma. Jeszcze potem mówi napisze do ciebie i nie pisze. Według mnie jest to gra nie fair. Bo co szkodzi powiedzieć, nawet napisać "sory ale nie spotkamy się już nigdy" czy coś tego typu. Ja po prostu nigdy bym tak nie zrobiła więc nie rozumiem 🙂


Mam kolegę,dobrego co ma takie samo podejście jak Ty. I wiesz czym odtrąca dziewczyny?(a nawet czasem koleżanki-np mnie)
Tym że jest nachalny.
Nie wiem czemu sobie nie odpuścisz zachowując twarz, wolisz uslyszec z jego ust jakąś ściemę, żeby Ci przykro nie było?
[quote author=kujka link=topic=148.msg951232#msg951232 date=1301135921]
u nas to roznie, czasami placimy oddzielnie, czasami jedno z nas (czesciej M, bo ja moglabym byc alegoria splukania :P). i tyczy sie to zarowno wyjsc, jak i kupowania jedzenia na kolacje czy filmu na dvd. jakos nigdy tego nie ustalalismy, tak po prostu jest i taki uklad sie sprawdza. uwazam ze byloby to nie fair z mojej strony gdybym oczekiwala od niego ze bedzie za wszystko placil, przeciez tez jest tylko biednym studenciakiem 🙂


Amen. U nas jest dokładnie tak samo.  😉

Czy już pisałam, że u nas jest dokładnie (ale to DOKŁADNIE) tak samo?  😁


[/quote]

U nas też dokładnie tak samo  😀 z tym tylko, że P. ma czasem nastrój, że wszystko by za mnie zapłacił, wszystko by kupił itd. A obydwoje zarabiamy  🤣
Ostatnio kupowaliśmy bilety lotnicze razem, on klikał i płacił, bo to akurat przed 10 było 😎 i jak zapytałam, czy będzie to dla niego problemem, jak oddam w bardziej dogodnym dla mnie czasie w miesiącu, to się zdziwił, że w ogóle chcę oddawać...
A wczoraj puścił baaaardzo dziwny tekst. W pewien sposób najprawdopodobniej przepadła mu pewna suma pieniędzy. Podczas rozmowy stwierdził, że nie jest mu jakoś żal, ale za tą kasę przecież mógłby mi coś kupić. Ja w żartach pytam, co  😎 a w odpowiedzi słyszę: "suknię ślubną"  👀
ale kwestia rozliczania sie w "związku" to osobny temat...

napisane zostało że koleżanka mamy została ZAPROSZONA... zaproszenie jest równoznaczne z płaceniem za kogoś wg mnie...
poza tym mniemam, że koleżanka mamy - to babka w kwiecie wieku i dziat też był taki... a nie biedny student czy licealista...

sorry, jeśli ktoś nie ma kasy by zainwestować 20 zł w kino - i zapłcić za osobę, którą zaprasza to wg. mnie BURAK

nie wiem, ja jestem innej daty po prostu, mi sie w głowie nie mieści, ze FACET może za mnie nie zapłacić - gdziekolwiek - w restauracji, w kinie, w kawiarni itd.
A pewnie cham i prostak by był z faceta, który na 1 randce by płacił za nas, ale na 2 by stwierdził, że teraz to my płacimy.

Nie, sama bym coś takiego zaproponowała. A wręcz nalegałabym żeby dzielić się/płacić za siebie na początku, bo inaczej czuję się bardzo niezręcznie.
Dodofon
Nie przesadzaj z tą starą datą, ja mam 20 lat i twierdze dokładnie to samo. Mój M od początku dobitnie powiedział, że nie wyobraża sobie, że mam za coś płacić w jego towarzystwie i uważa, że w ten sposób można pokazać jak bardzo mężczyźnie zależy na kobiecie.
No i jeszcze jedno - nie zdarzyło mi się jeszcze pójść na randkę i samej płacić. Nawet jeśli byłyby to przelotne znajomości. Zresztą jeśli zaprasza mnie na spotkanie kolega,przyjaciel - płci przeciwnej - nawet nie chce słyszeć o płaceniu.
jak ja zapraszam na randkę też znaczy to, że ja płacę- tym sposobem wychodzi po równo. ale to w związku- na początku wolę jasne sytuacje i dystans, taka już jestem.
Mam pytanie: czy pojechalybyscie do chłopaka na urodziny, z którym spotykacie się od jakichś 2/3 tyg na działkę, 60km od domu, nie znając nikogo, oprócz jubilata...? 
mery, ja bym pojechała, ale wzięłabym koleżankę na wszelki wypadek 🙂
Poprosiłabym o możliwość zabrania ze sobą kogoś (kogoś kto ma prawko i auto 😉 ).
Sama raczej bym się nie wybrała. Ani jak wrócić, nie wiadomo jak się będziesz bawić, kawał drogi etc.
Ja bym pewnie pojechała... ale ja to ja, słuchać mnie nie trzeba  😂
Ja też bym pojechała, zapewniając sobie jedynie możliwość wcześniejszego odwrotu, w razie czego.
Nalle tylko trzeba pamiętać, że to 60 km w jedną stronę.
Jakby ktoś chciał po Mery przyjechać to ma do pokonania 120 km i stracone conajmniej 2h.
Więc najlepiej zabrać zmotoryzowaną koleżankę, będzie towarzystwo i zawsze możliwość szybszego odwrotu 🙂
mery, Ja bym pojechała 🙂 Sprawdzając wcześniej mapę tej działki i dowiadując się jak mogę wcześniej wrócić. 😁 Czyli spis tramwajów, busów, pksów, rozkład pkp, przystanków i odległości ile km do którego przystanku mam z tej działki. Ewentualnie w razie Wielkiej Draki zapewniając sobie kogoś, kto mógłby po mnie przyjechać. To jest do zrobienia -> wracałam kiedyś z Poznania do Katowic i nasze wspaniałe PKP sprawiło, że nie zdążyłam na ostatni pociąg do siebie i zostałam tyczeć na dworcu w Katowicach około godziny 23. Obdzwoniłam wszystkich znajomych z samochodami, zazdzwoniam do domu, żeby moi obdzwonili swoich znajomych i tak znalazła się wspaniała koleżanka, która była w stanie pojechać 120 km po mnie 🙂 Także - da się 🙂
Choć opcja "zabrać ze sobą zmotoryzowaną koleżankę" jest fajniejsza i mniej skomplikowana. 🙂
to albo jestem hardkorem, albo się zakochałam....  😡
impreza była w sobotę, nie znając nikogo pojechałam, z Warszawy zabrali mnie jacyś znajomi jubilata, których widziałam pierwszy raz w życiu. o koleżance nawet nie pomyślałam, bo taką to trzeba by się tylko zajmować, a dałam sobie radę sama 😎 ani przez najkrótszy moment nie żałowałam, że pojechałam  💘
mery, opowiadaj co to za jeden i jak się poznaliście 🙂!
mery ja bym pojechała i wzięła koleżankę-niekoniecznie zmotoryzowaną, jeśli sprawdzicie wcześniej jak wrócić pksem/pociągiem.

no i opowiaaaaadaj!  🏇
z tymi koleżankami to tak spytalam troche po fakcie 😉 byłam ciekawa waszych opinii, ale jak widać nie wpadłam na tak proste rozwiązanie jak koleżanka, chociaż to i dobrze 🙂 doszłam do wniosku, że jak będzie tragicznie, to pójdę spać, albo wrócę z kimś w nocy do wawy.

co tu opowiadać? moja drużyna w lidze bowlingowej sromotnie przegrała z jego drużyną, więc umówiłam się na trening, co by wziąć lekcję u miszcza 🙂 najpierw były kręgle, później zamiast kręgli, co by nikt z mojej drużyny nas nie widział, była kawa, później piwo, po którym odprowadził mnie pod same drzwi znajomych rodziców, więc na wstępie ma dużego plusa 🙂 później 8 godzin na: spacer, obiad, kregle i kino... no i w sobotę te urodziny...  💘 💘
Mery to chyba nadajemy na tych samych falach- też pojechałabym sama bez zastanowienia. I dokładnie tak jak mówisz- koleżanke trzeba by było niańczyć. No i u mnie brak takich koleżanek która by gdzieś pojechała, pobalowała- same zajęte, mężate, dzieciate  😵
No to super- mam nadzieje że coś poważniejszego z tego będzie  :kwiatek:
mery... odważna. dobrze, ze nic sie nie stało...
równie dobrze mogłaby to być impreza, na której są sami faceci i Ty jako "danie główne" polegające na zgwałceniu Cie...
podziwiam...
Ja bym nie przesadzała... oczywiście zawsze istnieje ryzyko i należy o tym pamiętać. Z drugiej strony, przecież mery nie wybrała się na spotkanie z zupełnie obcym facetem. Wydaje mi się, że można człowieka wyczuć.

Nie wiem czy już o tym pisałam, ale sama wybrałam się kiedyś na spotkanie z zupełnie obcym facetem. Zaproponował, że przyjedzie po mnie do pracy, odwiezie do domu, żebym się przebrała i wyszykowała i pojedziemy na imprezę nad morze, a potem odstawi mnie do domu. Wyszło tak, że spędziłam z nim całą noc, rozmawialiśmy, jakbyśmy znali się całe wieki, nawet nie próbował się narzucać, ani dobierać do mnie. Kiedy mnie odwoził podziwialiśmy wschód słońca, a on zatrzymał się przy łące i zerwał jakichś polnych kwiatów, powiedział, że to najlepsze jakie może mi dać o tej porze (koło 5 nad ranem 😉 ). Zgodziłam się na spotkanie z nim, bo dobrze mu z oczu patrzyło, był oazą spokoju i widać było, że muchy by nie skrzywdził. Chociaż muszę szczerze przyznać, że długo się wahałam zanim się zgodziłam.
Niestety nasz kontakt się urwał, czego nie mogę odżałować do dziś 🙁
Dokładnie- takie rzeczy się czuje.... Inaczej to bym  była zgwałcona ze sto razy  🙄 a lubie poznawać nowych ludzi i wiele razy zdarzyło mi się umawiać z facetami których ledwo co poznałam- często gęsto daleko od domu. Z jednym takim spotkaniem mam nawet bardzo fajne wspomnienia  😂 ahh te błędy młodości  😡
Nalle tylko trzeba pamiętać, że to 60 km w jedną stronę.
Jakby ktoś chciał po Mery przyjechać to ma do pokonania 120 km i stracone conajmniej 2h.
Więc najlepiej zabrać zmotoryzowaną koleżankę, będzie towarzystwo i zawsze możliwość szybszego odwrotu 🙂


To też miałam na myśli.  😉
Ewentualne uzyskanie informacji, że znajdzie się tam jakaś ekipa wracająca wcześniej.
a my dziś dla dobra dziecka próbujemy żyć znów razem. rodzice trzymają kciuki. zostały postawione ciężkie warunki i nie ma przebacz. narazie traktuje go jak współlokatora i spędzamy mało czasu ze sobą - praktycznie jestem cały dzień poza domem. Szczerze mówiąc boje się zaufać mu jeszcze raz.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się