Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Kejsa, no ja też tak mam. tyle że u mnie dopiero miesiąc z kawałkiem mija...
Mam konia, ale w stajni też same baby 😎
praca odpada, nie wiem, może jakiś portal randkowy dla koniar samotnych założymy??
Patrząc przez przegląd moich eks partnerów, to każdego poznałam w jakiś dziwnych okolicznościach 😁 Do szczególnie dziwnych zaliczam dwa przypadki: przystanek autobusowy (to jeszcze nie były czasy powszechnych telefonów komórkowych, więc podtrzymanie kontaktu było dość trudne jak się na to patrzy z dzisiejszej perspektywy smsów, maili, fejsbuków etc.) oraz własny dom tegoż pana, w którym akurat byłam sama- tu to z kolei scena jak z filmu- otwieram drzwi a tam przystojny facet, który mnie pyta co robię w jego domu 😁 Mówię, że mieszkam- jego mina bezcenna 🥂
Zen- skoro Ty tam mieszkałaś, to jak on też tam mieszkał? Wynajmowaliście, czy jakoś inaczej?
Ja mojego poznałam na salsie  😎 Ale to też był znajomy koleżanki, więc nikt w ciemno 😉
ja miałam z jednym lepiej, nie pamiętam, gdzie dokładnie poznałam, ale na randkę nie przyszedl, bo go aresztowali 🤣

zen, jak to było? 😀

unicorna- dla mnie takie facet dziś byłby skreślony- kiedyś, pewnie ciągnełoby mnie do niego, tak jak ciebie, bo nie wiedziałam wielu rzeczy.
niestety kobiety po patologicznych związkach maja tendencje do powracania w takowe, bo nie ufają, a to, co znają wydaje się "bezpieczne".
moim zdaniem zachowasz się wybitnie głupio, jesli do niego wrócisz, ale to nie moja sprawa.
Dokładnie. Ja sobie nie wyobrażam poznać połówki w klubie. Po prostu nie. Dla mnie to sama banda prostaków i koniec. W pubie jak cię mogę.
Ja swojego poznałam w szkole, zostaliśmy sobie przedstawieni przez koleżankę.


Hihi, też tak mówiłam 😀 No i co? 4 lata temu poznałam pewnego pana w klubie 🙂 Tańczyliśmy razem całą noc aż okazało się, że jesteśmy z tego samego wyjazdu narciarskiego 😀 I oboje z Warszawy. I potem dużo innych rzeczy się okazało🙂 Może nie jest to chłopak poznany stricte w klubie, no ale jednak w pewnym sensie tak. No i wyszło i dalej wychodzi. Stanowczo nie jest prostakiem - wszystko można mu zarzucić, ale na pewno nie to.

cieciorka, niezła akcja z tym aresztowanym - wow 😀 😀
hihi, mnie też ciągnie do patologicznych związków, jak nie kryminalista, to Pan Domu 🤔wirek:
zen, Haha, ale fajna historia z tym domem 😀 O co wtedy chodziło, ktoś pomylił mieszkania czy co? 😀
Kejsa, Oj tam., oj tam. Gorsza jest chyba sytuacja, w której jesteś werterem zakochanym w koledze ze studiów, który cię nie zauważa 😁

no ale na poważnie.... to ja poznawałam na koncertach i tego typu wyjazdach najczęściej. I przy papierosie. Najczęściej 😁
Sześć lat temu na wakacjach zagrodziłam drogę pewnemu dostawcy gazet, rzuciłam jakimś tekstem i od słowa do słowa umówiliśmy się na spacer. Wieczorem pomyliliśmy godziny, ale umówiliśmy się jeszcze raz i był sobie spacer na plaży w stronę zachodzącego słońca.... Kontakt utrzymujemy do dziś, gościu jest bardzo dobrym kumplem i może by i coś z tego było, gdyby nie fakt, że dzieli nas szalona odległość.
Raz, parę lat temu, miałam historię rodem z filmu: jechałam do Warszawy i na dworcu mega-przystojny facet poprosił mnie o ognia. Okazji nie przepuściłam, zapytałam dokąd jedzie i od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać, przegadaliśmy pół drogi, on wysiadał stację wcześniej i gdy się zbierał, na szybko rzucił mi rzędem cyfr z hasłem "zadzwoń! chciałbym mieć twój numer!" i... wysiadł. Zapisując numer musiałam coś pomylić, kontaktu w końcu w ogóle nie było, ale z racji, że w dzisiejszych czasach świat jest bardzo mały.... znalazłam niedawno gościa na facebooku, tylko, że.... magia tamtych chwil dawno przeminęła, nie wiem czy jakbyśmy się spotkali, to zaiskrzyłoby, poza tym - ha - znowu nas dzieli spora odległość. 😎

a tak ogólnie to - dziewczyny, przestańcie szukać. 😁 Poważnie 😀
Serio, jeśli się nie szuka, to ci faceci nagle wysypują się jak z rękawa. Niedawno jednemu odmówiłam kolejnego spotkania, teraz dowiedziałam się od znajomego, że chciałby się ze mną spotykać, ale wytłumaczyłam mu, że to niemożliwe, obecnie przez neta dostaję wiadomości od dwóch, a na ostatniej imprezie, olewając pewnego don juana, zostałam przez niego pod koniec poproszona o numer telefonu, także coś musi być na rzeczy 😁
a tak ogólnie, to ja się na nic nie nastawiam obecnie.

a tak ogólnie, to też nie chciałabym poznawać faceta w pracy. Co innego, jeśli mam "tego jedynego" chłopaka-narzeczonego, podejmujemy wspólną pracę oraz potrafimy razem pracować, ale sytuacja w której poznaję chłopa w pracy o którym nic nie wiem i nie wiem jak to się zakończy - nie. Choć, życie tak naprawdę różne scenariusze pisze.
Dokładnie. Ja sobie nie wyobrażam poznać połówki w klubie. Po prostu nie. Dla mnie to sama banda prostaków i koniec. W pubie jak cię mogę.
Ja swojego poznałam w szkole, zostaliśmy sobie przedstawieni przez koleżankę.


Hija,
ale jeśli TY jesteś normalną dziewczyną i chodzisz do klubu- dyskoteki-knajpy
to należy założyć, że również NORMALNI faceci tam chodzą... a nie prostaki...
tak samo może powiedzieć koleś - nie poznam laski w klubie bo to same lodziary i blachary ;-)

Trudno kogoś poznać - fakt - z jednej strony NET - i "łatwa dostępność" w drugiej żyjemy coraz bardziej zamknięci w sobie...
z przykłądów gdzie poznali sie moi znajomi:
= stacja benzynowa przy dystrybutorze - on lał, ona lała... od słowa do słowa - są małzeństwem z 2 dzieci

= dyskoteka - ona była 1 raz, on wszedł, popatrzył podszedł do niej - daj mi telefon - wziął i wyszedł /jak stwierdził - jedyna na sali miała długie włosy a on potrzebował laski na ślub kolegi do towarzystwa/- zadzwonił po 2 dniach (nie było komórek - tylko stacjonarne) okazało sie sic - ze ona ma lat 16 - on 27  😂 po czym chłopak spanikował i przyszedł z kwiatami spytać sie jej rodzicom czy może sie spotykać - BTW widział ją wtedy 1 raz - po dyskotece - i od razu przyszedł do domu - są małżeństwem i mają 2 dzieci...

= kilka par poznało sie w necie - ale nie na randkowych portalach - raczej fora - o różnym hobby itd
Hija,
ale jeśli TY jesteś normalną dziewczyną i chodzisz do klubu- dyskoteki-knajpy
to należy założyć, że również NORMALNI faceci tam chodzą... a nie prostaki...
tak samo może powiedzieć koleś - nie poznam laski w klubie bo to same lodziary i blachary ;-)


slusznie, wychodze z tego samego zalozenia (choc zadnego faceta nie poznalam w klubie 😉 ).

ja w sumie kazdego z moich ex (i obecnego) poznalam na wakacjach. polecam 😉
polecam szczegolnie gubienie telefonow w jeziorze, jestes wtedy taka troche biedna ksiezniczka ktora trzeba ratowac. zwlaszcza jak siedzisz na koniu, masz na sobie bryczesy, kask i oficerki w ktorych wolalabys nie brodzic w poszukiwaniu tegoz telefonu.. jakis ksiaze - wybawiciel z opresji zawsze sie znajdzie... moze nawet znajdzie sie telefon 😁
Dodofon- Ja do klubów nie chodzę. Byłam ze 2 razy w wieku buntu. Potem obserwowałam koleżanki w klasie w LO, które właśnie miały chłopaków z klubów. Nie mój typ, nie dla mnie. Mam na myśli takie kluby nastawione na taniec.
Co innego jakieś puby, ale tam ciężej, bo ludzie raczej siedzą w swoim własnym gronie i nie ma tańców więc ciężej się do siebie zbliżyć i zagadać jakoś.
Hija, trzeba wiedziec do jakich klubow chodzic :> bo sa kluby w ktorych na pewno nie chcialabym nikogo poznac (w sumie to w takich faktycznie wiekszosc to liealisci)

niestety do mnie i moich dziewczyn w klubach podbijaja sami dziwni goscie. np facet ktory tanczyl w skarpetkach, bo zdjal buty. ja, jako ze jestem zajeta to przekazuje takich panow w rece moich dziewczynek - niech one sie mecza :P (i czasem to mi ich naprawde szkoda)
Mam na myśli takie kluby nastawione na taniec.


Co to sa kluby nastawione na taniec Twoim zdaniem? Zwykle techno-disco to zaden klub nastawiony na taniec! Dla mnie kluby nastawione na taniec to np. salsoteki, a tam akurat dosc normalni ludzie bywaja 🙂
Tak, takie techno disco. Ja w swoim mieście nie spotkałam się z fajnym klubem do tańczenia. Ale też faktycznie nie szukałam, bo mnie to nie kręci. Wiem, że w jednym są imprezy pod patronatem jakiegoś rodzaju tańca. Ale to jest takie, że niby jest impreza tematyczna: tańce latynoamerykańskie, a i tak przychodzą wszyscy i nikt nie tańczy w ten sposób.
Co do salsoteki. Moja koleżanka z Warszawy chodziła na taką. I tu akurat było faktycznie to co miało być. Ale na te imprezy chodzili ludzie z jej grupy tanecznej, więc nic dziwnego, że tańczyli to co mieli tańczyć 😉
Ja nie naleze do normalnych ludzi, 3/4 swojego zycia spedzilam w stajni 🙂 choc byl moment w moim zyciu ze imprezowalam z ktoryms z ex(bylam z 4 facetami lacznie - zwiazki dlugie,bo od roku do 5lat) Wiekszosc facetow poznanych na irc-u,troche na imprezach - nigdy w stajni. CHoc bylam z nimi-nigdy mnie nie bylo. Bo bylam w szkole/liceum/na wykladach/ w pracy/a po pracy : stajnia. Tak wiec moje zycie zaczynalo sie kolo 22. I tak dalo sie to jakos przezyc i dobrze wykorzystac. Na imprezach zawsze pojawialam sie gdy niektorzy konczyli juz pic. Nigdy nie uwazalam siebie za super laske, z moja nadwaga i kompleksami nie bylam jedna z tych co lubia podrywac.
Moje zwiazki trwaly dlugo i to raczej oni trzymali sie mnie kurczowo-a nie ja ich.Pamietam jak jeden z moich bylych mnie szantazowal ze sie zabije jak go zostawie.
Szybko zlikwidowalam toksyczny zwiazek,choc przez moment walczylam. Pozniej otworzylam oczy i pokochalam swojego przyjaciela..a moze to on pokochal mnie.
A moze to byla tylko chwila,gdy bylismy samotni (choc ja jeszcze bylam w starym zwiazku)i zrozumielismy ze dobrze miec kogos bliskiego, kto przytuli i da sile by dalej zyc.
Tak, to byl ten moment.Nie szkodzi,ze byl to byly chlopak (zerwali ze soba)mojej przyjaciolki... i najlepszy przyjaciel obecnego faceta,ktory zle mnie traktowal.
Z moim ciaglym brakiem czasu nie liczylam na milosc na wieki. Dom,praca stajnia...wieczorem wino film i sex. Dziwnie zycie sie krecilo.Czas lecial.
Odeszlam od bylego z wielkimi problemami jakie mi robil. Przespalam sie z bylym facetem mojej przyjaciolki (ex), spotykalismy sie po nocy na mile chwile,a nad ranem wymykalam sie z jego mieszkania by znow jak w kieracie ciagnac zycie.Praca stajnia i ON. On -co mnie w nim pociagalo?Sex,to jedno..To ze jest blisko i ze umie porozmawiac, ze jest i ze chce byc,pomimo ze nie mam dla niego czasu,moze i on dla mnie tego czasu na tamta chwile nie mial. Liczylo sie dobre stanowisko w firmie i na tamte czasy kasa.Dla mnie nie wiele sie liczylo procz tego ze wracalam ze stajni i mialam przy kim zasnac.. Dziwne ze dopiero jak zaszlam w ciaze pokochalam go  calym sercem i oddalabym wszystko by go nie utracic.Ciaza to byl dla mnie szok,9miesiecy wyjete-bez konia,bez jazdy bez zycia,depresja i leki o przyszlosc.
Urodzil sie syn.30kg do przodu przestalam sie czuc zupoelnie soba, duzo problemow chodzilismy jak zombi.wczesniej-slub -szybki bo w ciazy byle byl.Nie nalegalam on chcial.Od urodzenia syna kocha go nad zycie i zajmuuje sie nim tyle ile moze.Wiekszosc obowiazkow zrzucilam na niego,rowniez tych finansowych.Podolal,w dodatku ma dobrze platna prace.Problem to moja psychika,ktora nigdy nie kochala, a teraz nie moze bez niego zyc.
Mamy za soba mnostwo przeroznych problemow, a chyba najwieksze to jego praca.
Ja po roku wychowawczego zaczelam prace w stajni. Praca i pasja to najlepsze co moglo mi sie przydarzyc. Mam malo czasu na rodzine-z nowu,ale zyje i depresja odeszla w niepamiec.. dzieki niemu moge robic to co robie, bo to on pracuje /haruje/ za duze pieniadze.
Tylko ciagle mam z soba problemy, gdy wyjezdza..kazdy wylot to dla mnie stres, miesiac,dwa poza domem, tam gdzie jest inna strefa czasowa.
TEraz znow leci, ciagle delegacje...Nie moge sobie juz z tym poradzic...
teraz nie umialabym zyc bez niego i wychowywac naszego syna (przedszkolak juz)
Ciezko jest, naprawde chyba zaczne szukac psychologa..

ehh tak jakos mnie naszlo zeby cos napisac od siebie 🙂mysli lataja po glowie a lzy rozbijaja sie z hukiem o podloge...
Dziwne mam to zycie, ale nie mam co narzekac tak naprawde.Po prostu musze przetrwac dni kiedy go nie ma.
Mam za to wspanialego syna 🙂😉 i to on jest najwieksza radoscia mojego zycia i mam kogo kochac
Ano było to tak, że pierwszą poznałam byłą żonę mojego partnera. Byli po rozwodzie, on się wyprowadził, ona akurat musiała wyjechać na 2 tygodnie i mnie zapytała czy nie zostałabym w domu, akurat nie miałam innych planów, mój koń był na miejscu, i tak go miałam od niej zabierać, więc przyjazd tydzień wcześniej nie zrobił mi różnicy. Eks żona nie uznała za słuszne wspomnieć byłemu mężowi, że w ich wspólnym domu będę ja, zresztą chyba się nie spodziewała że on przyjedzie. A on się zjawił o 5 rano 😲 Najpierw usłyszałam zbliżający się samochód, więc się przeraziłam, bo nie spodziewałam się nikogo na tym zadupiu, do tego o 5 rano. Po chwili dostałam prawie zawału serca słysząc jak ktoś majstruje przy drzwiach wejściowych (był zamek wymieniony i on się biedny nie mógł dostać do środka). Po minucie próby wejścia ustały, więc założyłam szlafrok (tak tak, idealny strój w razie czego do ucieczki 🤣 ) i na palcach zeszłam na dół, przemknęłam się do kuchni wyjrzeć przez okno kto podjechał. Widziałam tylko tył samochodu i końcówkę tablic rejestracyjnych i nagle mi się przypomniało, że to pewnie eks mąż znajomej. Zaklęłam sobie równo i podskoczyłam bo facet zaczął walić w drzwi, więc nie miałam innego wyjścia jak po prostu podejść i je otworzyć. Facet zgłupiał, stał oparty o futrynę, miał ze 2 metry, postawny..no kurde, staliśmy przez chwilę i patrzyliśmy na siebie i w końcu on mnie spytał co ja tu robię, więc zgodnie z prawdą mówię, że mieszkam 😎 Na co go zatkało, otworzył usta i je zamknął, po czym mówi, że to ciekawe, ale to jest jego dom i czy będę tak stała w przejściu czy może jednak go wpuszczę do srodka. No to wpuściłam i w swoim szlafroku, rozkopana poszłam na górę się ubrać. Wyszłam na dwór z kawą i papierosem, on się dosiadł- i tak to się zaczęło 😉 Także trzeba uważać komu się drzwi otwiera 😉
Hija
Moim zdaniem masz trochę przekłamane pojęcie o "klubowej rzeczywistości". Twoje doświadczenia miały miejsce w czasach LO, kiedy dziewczyny są gorącymi szesnastkami. Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć jak to najczęściej wygląda.
Oczywiście wszystko zależy od tego, do jakiego klubu się chodzi. Ja często bywam w klubach studenckich, na wejściu sprawdzają legitymacje, więc prawdopodobieństwo trafienia na licealistów maleje. Faktycznie, dużo na takich imprezach buraków, ale ja bym nie uogólniała (zgadzam się z tym, co pisała Dodofon). Nie chodzę do klubów z nastawieniem, żeby znaleźć faceta, ale poznaję różnych ludzi na imprezach i naprawdę nie wszyscy to prostaki 😉

Gorsza jest chyba sytuacja, w której jesteś werterem zakochanym w koledze ze studiów, który cię nie zauważa 😁

To o mnie niestety 🙁
Wczoraj znowu natknęłam się w klubie na K. 🤔
Nie mam pojęcia jak się z niego wyleczyć...

zen
Świetna historia 😉


Tak w temacie poznawania nowych facetów, przypomniała mi się pewna sytuacja.
Jakiś tydzień temu napisał do mnie na gg jakiś nieznany numer. Przywitał się, przedstawił, okazało się, ze znalazł mój numer na jakimś portalu randkowym i stwierdził, że napisze. Musiałam dawno temu założyć jakieś konto, kasowałam zdjęcia i opisy, ale nr gg został. Tak czy inaczej całkiem przyjemnie mi się z nim pisało (oczywiście dla zabawy 😉 ), okazało się, że jest z okolic mojego rodzinnego miasta. Pisał do mnie codziennie, zawsze odzywał się pierwszy. Wczoraj też rozmawialiśmy, przez jakiś czas było ok. ale potem zrobił się jakiś dziwny, miał pretensje, że zbyt wolno mu odpisuję itd., w końcu obraził się i przestał się odzywać 🤔wirek:
Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby obca osoba odezwała się do mnie na gg tak po prostu, ale nieuzasadnionych pretensji jakiegoś obcego faceta nie zamierzam znosić 🤔
załóżmy klub werterycznie zakochanych!

zen - ciekawi mnie jak zareagowała była żona? utrzymujecie kontakt?
czy tylko ja przeczytalam 'wenerycznie zakochanych'? 😡
PonPon
Jestem za 😉
Ale zbiorowego samobójstwa nie mamy chyba  planach?

sienka
Tak 😎
sienka, nie 🤣
mi też tak to wygląda, ale nie mogę lepszej nazwy wymyślić  😂
zbiorowe samobójstwa może nie, ale zbiorowe jojczenie "dlaczego on mnie nie chceeeee....." mogłoby być spoko 😁

(cieciorka - nie chcę zapeszać, ale może za tydzień będę w wawie - czekoladek? :oczy2🙂
Tak mi się skojarzyło z Pauli i tą historią z gg.
Ja mam takiego adoratora na odległość. Ktoś z moich znajomych sprzedał telefon razem z kontaktami.
Na początku codziennie, potem raz w tygodni, teraz na szczęście raz w miesiącu albo dzwonił, albo pisał co u mnie, że tęskni, że mam ładne imię etc. Na początku byłam miła bo wydedukowałam, że to jakieś dziecko ale gdy nie chciało się odczepić najpierw nie odpisywałam, to pisał częściej, że się martwi etc. To zaczęłam odpisywać po chamsku, a nawet bardzo chamsko, żeby sobie znalazł znajomych etc. Nic go nie zniechęca... już z 1,5 roku do mnie pisze.  🙄

A co do poznawania to B. poznałam na sylwestrze ze znajomymi, poprzednich to jednego na weselu, innego znajomi przyprowadzili, kolejnego w szkole...  zawsze tak jakoś "swojsko".
PonPon, co ty.... schudłam 5 kilo.... jasne że chcę! 😎
PonPon, na pewno szczęśliwa nie jest, ale niespecjalnie mnie interesuje co myśli i o czym 😉
zen, Hehe, fajna historia! Faktycznie jak z filmu 😀 Zrób z tego dobry polski film romantyczny 😉
ninevet, Wow. Ale wytrwały!  🤔 Teraz stanął na pisaniu parę razy w miesiącu?
PonPon, jak klub werterycznie zakochanych to ja bardzo chętnie się zapiszę! :P
😀 😀 😀
ninevet, Wow. Ale wytrwały!  🤔 Teraz stanął na pisaniu parę razy w miesiącu?


Tak 🙂 Ale ogranicza się do "co słychać piękna?" na które nie uzyskuje odpowiedzi.  😎

Mery ! ale trochę zauważa tą blondynę po prawej !  😁
wcale nie! to po prostu ktos nie do konca ogarnia PhotoShopa 😉
Jasne jasne, to bardziej jest demotywator z serii "bądź czujna"  😂
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się