tulipan "żal" w sensie, ze dla mnie widocznie jest jakas ciotą skoro nie umie po prostu zdecydowac. A zony to mi po prostu szkoda, swoja droga. Marnuje sie w takim zwiazku z i z takim niczego nie wartym.....imbe....stworzeniem.
Ja to sobie tłumaczę tak - zazwyczaj kiedy coś mnie dotknie/ucieszy (szczegónie jeśli dotyczy to faceta) lubię to obgadać z moją najlepszą przyjaciółką - mam to szczęście, że nawet jak jej głupiego smsa napiszę, czy chcę obgadać jakiś nieistotny drobiazg to mam z kim (i vice versa). Może szepcik też ma taką potrzebę, a nie ma takiej przyjaciółki/wstydzi się jej do bycia "tą drugą" przyznać?
PonPon, ale nie wstydzi się przyznać do tego przed połową jeździeckiej Polski 😉? To, że niby jest się anonimowym nic nie znaczy. Wiadomo co się robi, gdzie mieszka, co studiuje, gdzie i z kim pracuje. Jeśli 'komuś coś świta', to z łatwością dopasuje do siebie elementy tej układanki.
PonPon - może to jest to ? Bo powiedzieć komuś w oczy, że wchodzi się w cudze życie na trzeciego wymaga dużej odwagi. A tu - anonimowo, bez jakiś większych konsekwencji.
a moze Szepicik czuje sie samotna i niedowartosciowana i te ekscytujaca, niekonczaca sie opowiesc o panu B to lekarstwo na to ? no bo jaka kobieta o zdrowym podejsciu do pewnych spraw robilaby taka autovivisekcje do tego narazajac sie - w regularnych odstepach czasu - na ataki ??? Kiedys wyrazilam swoja opinie o wlazeniu pomiedzy malzonkow, teraz mysle, ze chyba nie nalezy brac tych wynurzen zbyt doslownie.. 😉 imo of course
Z psychologicznego punktu widzenia może być też tak, że szpecik nie radzi sobie z tą sytuacją i szuka cienia akceptacji, aprobaty... Czuję się winna, wyrzuca to z siebie. Nie wydaję mi się osobą na tyle wyrafinowaną i przewrotną, żeby nie nie widzieć w tym czegoś złego i nie czuć chociażby namiastki wyrzutów sumienia. Jednak każdy ma prawo do szczęścia, a że dzieję się to kosztem innych to już całkiem inna historia... Przypomnę wam tylko, że szpecik na początku ratowała to małżeństwo i początkowo jej się udało. B miał trudne chwile, potem szpecik z P.,a że w trudnych chwilach człowiek szuka bliskości drugiej osoby to zapewne dlatego tych dwoje się zaangażowało. Szpecik potrzebowała oparcia w dojrzałym facecie po przeżyciach z P.(a skoro B jest żonaty to instynkt podpowiada nam, że taki jest), a B. potrzebował odskoczni od małżeńskiej rutyny, która tak go prześladowała, czyli młodej energicznej(co po postach szpecika widać 🙂 ) dziewczyny, z którą nigdy by się nie nudził. Przynajmniej ja to tak widzę 🙂 Czytałam dzisiaj całą to historie i pamiętam, że to najpierw ona go pocieszała, pomagała w odbudowaniu małżeństwa, a potem on pocieszał ją po niejakim P. Oby dwoje sobie pomogli i zaangazowali się i wyszło jak wyszło...
Co prawda na jej miejscu bałabym się opisywać to w tak ogólnodostępnym miejscu, ktoś może Cię znać, skojarzyć fakty, miejsca, cytaty i już tragedia gotowa... Poza tym łatwiej jest opowiedzieć to nieznajomemu, którego zdanie właściwie nas nie obchodzi niż chociażby przyjaciółce, której zdanie nas zaboli, a co więcej która może się przez to od nas odwrócić.
Tak czy siak, ja jej nie potępiam, w zasadzie to ją w pewnym sensie rozumiem.
A mnie to bawi, bo koleżanka Szepcik najwyraźniej uważa, że bycie kochanką faceta, który ma żonę i DZIECKO, jest takie boskie, seksowne, och, ach i wszyscy w tym wątku tylko podziwiają, jaką to ona nie jest femme fatale 😎 ach, kochaliśmy się, a chwilę później on wrócił do domu, do żony, na kolację; a wy czytajcie opowieści o tym jak było fajnie się z niej razem śmiać i drżyjcie w duchu, wy wszystkie matki i mężatki o małych cyckach 😎 😎 😎 😎 😎 😎 😎 😎 Tylko tego dziecka mi żal, bo ma ojca bezczelnego cwaniaka, no i żony, bo najwyraźniej nie jest zbyt spostrzegawcza i/lub nie potrafi nic z tym zrobić.
xequus, ratowała małżeństwo będąc jednocześnie kochanką? Błagam...Cóż za altruizm.
nie była jednocześnie kochanką... czy wy w ogóle przeczytałyście całą jej historie? edytowałam mojego posta, żeby przypomnieć jak to było... przeczytał jeszcze raz 🙂
B. potrzebował odskoczni od małżeńskiej rutyny, która tak go prześladowała, czyli młodej energicznej(co po postach szpecika widać 🙂 ) dziewczyny, z którą nigdy by się nie nudził. Przynajmniej ja to tak widzę 🙂
Och, biedny B! A więc zdrada usprawiedliwiona, bo biedaczek potrzebował odskoczni. A Szepcik szlachetnie mu pomogła, udostępniając swoje wdzięki. Cóż za heroiczna postawa.
xequus, nie, nie czytałam całej jej historii, bo równie dobrze mógłby uratować ją z płonącego tankowca. Dla mnie to bez różnicy jak i dlaczego są/nie są ze sobą.
Nie wszystko w życiu toczy się jak jakbyśmy chcieli, i nie wszystko zawsze jest tak idealnie i szablonowo jak na reklamach i filmach ze szczęśliwym zakończeniem. Zapewne dlatego istnieje termin rozwód... Jeśli konserwatywnie będzie się twierdzić, że małżeństwo to coś świętego, nietykalnego, chociażby było wyjątkowo nieudane i właściwie już w strefie solidnego rozpadu to nawet się nie spróbuje zrozumieć postawy szpecika. Nienawidzę tradycjonalizmu, konserwatyzmu, stereotypów i dlatego próbuję ją zrozumieć.
Z reguły najwięcej kontrowersji budzi temat przyjaźni damsko - męskiej. Ja jednam mam odmienne zdanie - że w przyjaźni kobieta kobiecie wilkiem. Ostatnio było o tym wątku o problemach sercowych, ale myślę, że warto poruszyć to na szerszą skalę wink Ostatnia moja przyjaźń z kobietą miała miejsce jakieś 6 lat temu, na przełomie gimnazjum i liceum. Zakończyła się w ten sposób, że moja przyjaciółka po prostu przestała się do mnie odzywać. Gdy po dłuższym czasie ciszy któryś z kolei mój telefon w końcu zastał ją w domu, tłumaczyła się, że zgubiła mój numer. Znaczy się, chyba własną głowę zgubiła, bo znała go na pamięć. Poza tym ktoś słusznie twierdził, że szpecik wygaduje się na forum, bo nie ma komu się wygadać. A voltowicze w jakims stopniu byli dla niej przyjaciółki i mogła myśleć, że skoro rozumiecie jej końską pasję to zrozumiecie także inne sfery jej życia.
[quote author=xequus link=topic=148.msg632753#msg632753 date=1277401854] B. potrzebował odskoczni od małżeńskiej rutyny, która tak go prześladowała, czyli młodej energicznej(co po postach szpecika widać 🙂 ) dziewczyny, z którą nigdy by się nie nudził. Przynajmniej ja to tak widzę 🙂
Och, biedny B! A więc zdrada usprawiedliwiona, bo biedaczek potrzebował odskoczni. A Szepcik szlachetnie mu pomogła, udostępniając swoje wdzięki. Cóż za heroiczna postawa. [/quote]
Przeczytaj całość, a nie wyrywaj z kontekstu 😉
Przypomnę wam tylko, że szpecik na początku ratowała to małżeństwo i początkowo jej się udało. B miał trudne chwile, potem szpecik z P.,a że w trudnych chwilach człowiek szuka bliskości drugiej osoby to zapewne dlatego tych dwoje się zaangażowało. Szpecik potrzebowała oparcia w dojrzałym facecie po przeżyciach z P.(a skoro B jest żonaty to instynkt podpowiada nam, że taki jest), a B. potrzebował odskoczni od małżeńskiej rutyny, która tak go prześladowała, czyli młodej energicznej(co po postach szpecika widać uśmiech ) dziewczyny, z którą nigdy by się nie nudził. Przynajmniej ja to tak widzę uśmiech Czytałam dzisiaj całą to historie i pamiętam, że to najpierw ona go pocieszała, pomagała w odbudowaniu małżeństwa, a potem on pocieszał ją po niejakim P. Oby dwoje sobie pomogli i zaangazowali się i wyszło jak wyszło...
W ogóle nie wiem czy to odpowiedni wątek na tego typu dyskusje o jej postępowaniu... Równie dobrze trzeba byłoby założyć osobny wątek na ten temat 😉
xequus, właśnie po to są rozwody, by nie oszukiwać męża/żony i nie poniżać ich zdradą. Skoro akceptowanie zdrady= nowoczesność, to ja jestem w średniowieczu.
Averis- skoro tak to ja nie dość, że jestem w średniowieczu to jeszcze chcę w nim pozostać. Dla mnie przerażające są wszelkie próby tłumaczenia, rozumienia czy akceptowania takich zachowań.
xequus - mogę ludzi uczyć o małżeństwach, rozwodach i tym co dzieci w tym czasie przeżywają (nieskromnie mówiąc 😉) + powinnam dostać dyplom ze znajomości wszelkich 3osobowych układów 😉 . Ok, niech sobie będzie z tym facetem, ale po rozwodzie lub niech chociaż on wyprowadzi się od tej kobiety. No, a jeśli brakuje mu odwagi lub po prostu nie chce to należy mu podziękować. Zasada jest jedna - facet przedstawi całą sytuację jak chce i w pełni po swojemu. Kto wie tak naprawdę czy nie ciągnie on na dwa fronty ?
Uważam się za osobę otwartą i nowoczesną, ale w tym układzie zdecydowanie głosuję za średniowiecznym małżeństwem 🙄
xequus, właśnie po to są rozwody, by nie oszukiwać męża/żony i nie poniżać ich zdradą. Skoro akceptowanie zdrady= nowoczesność, to ja jestem w średniowieczu.
Zgadzam się całkowicie 🙂 jeśli psuje się małżeństwo należy się po prostu rozstać, jak sławny już gnój zwany tutaj enigmatycznie B. trafi na "kobietę jego życia" to żonę i tak zostawi, widocznie nie jest nią szepcik, skoro to małżeństwo jeszcze trwa.
Taa... Ja tylko próbuję ją jakoś zrozumieć... Wy zakładacie z góry, że jest bezuczuciową s***, a przynajmniej tak to odczuwam, która z góry chce rozwalić małżeństwo, zabawić się kosztem innych, bo jej się tak podoba... A to rozwijało się powoli, a nie tak jak przeważnie Wam się wydaje, że to pewnie ona go uwiodła i się bawi nieszczęściem tej kobiety czy jakieś inne historie. Więc chciałam Wam przypomnieć jak to się toczyło... Ale w sumie jeśli ktoś ma konserwatywne podejście to i tak jak grochem o ściane, czyli zamężny(szczęśliwie czy nie)=nie ruszać.
Wy macie prawo wyrazić swoje opinie, a ja swoje 😉 pozdrawiam 🙂
[quote author=Averis link=topic=148.msg632803#msg632803 date=1277403671] xequus, właśnie po to są rozwody, by nie oszukiwać męża/żony i nie poniżać ich zdradą. Skoro akceptowanie zdrady= nowoczesność, to ja jestem w średniowieczu.
Zgadzam się całkowicie 🙂 jeśli psuje się małżeństwo należy się po prostu rozstać, jak sławny już gnój zwany tutaj enigmatycznie B. trafi na "kobietę jego życia" to żonę i tak zostawi, widocznie nie jest nią szepcik, skoro to małżeństwo jeszcze trwa. [/quote]
myślicie, ze tak łatwo jest podjąć decyzje o rozwodzie? zranić osobę którą się zapewne kiedyś kochało(zone), zranić dziecko? można być przez wiele lat masochistą i trwać w takim małżeństwie dla dobra innych, głownie dzieci. Zwłaszcza jesli są dzieci to jest najtrudniejsza decyzja na świecie. zwłaszcza jesli ojciec kocha swojego syna, a wie ze go nie dostanie pod opieke.
xequus, Nie no jasne, lepiej ją zdradzać, to z pewnością mniej boli i jest mniej poniżające. A co do odczuć dzieci żyjących w rodzinie, gdzie rodzicie plują na siebie jadem, to uwierz, że 100 razy bardziej wolą żyć w rozbitej, ale spokojnej rodzinie. Argumenty o 'ranieniu dzieci' to zwykła unikologia i to dość wyrachowana.
equus - wychowywałaś się w takiej rodzince ? Byłaś zdradzaną żoną ? Ja myśle, że trochę to zmienia podejście do tego typu spraw. Niech Ci będzie, że jestem tu konserwatywna, ale ja ogólnie jestem przeciwna małżeństwom. Jak dla mnie to to tylko utrudnia 😉
Dla mnie koniec dyskusji, już powiedziałam co miałam powiedzieć. Pozdrawiam.
xequus, hmmm jakby Ci to powiedzieć właśnie jestem w trakcie rozwodu, taka "szepcik" mi się trafiła po drodze, więc wiem doskonale jakie to uczucie być tą żoną, no fakt dziecka nie mamy. Gdyby nie mój szósty zmysł to o niczym bym się nie dowiedziała. Na szczęście wyniuchałam sprawę w zarodku, więc od marca nie jesteśmy już razem. Więc myślę, że wiem czy decyzję podjąć łatwo czy trudno, byliśmy razem 11 lat.
Kurde, no sami święci się znaleźli. Ciekawa jestem, ile jeszcze bardziej moralnie wątpliwych postępków ma na koncie każdy z was, drodzy państwo idealni? Jakby wirtualne kamienie były pod ręką, to już szepcik pewnie by niejednym oberwała. Bo tu sami czyściutcy jak łza naokoło. Wydaje mi się, że dla połowa pań (które się z resztą w tym wątku wcześniej dziwnym trafem nie udzielały), szepcik się stała jakby reprezentantką przeszłych/obecnych/przyszłych kochanek waszych chłopaków/mężów, takim uosobieniem całego zła, jakie może się przytrafic waszemu związkowi; widzicie w niej X czy Y, z którą zdradził/do której odszedł wasz facet i stąd ten jazgot. W życiu się różnie układa, sytuacja jest daleka od ideału - ale nie wam osądzac niczyją moralnosc. Chociaż - no tak, przecież tu sami święci.
Poza tym- jest to forum, byc może połowa faktów, o których czytacie nie jest prawdziwa? A może szepcik tak naprawdę mówi basem i ma brodę? Nie ma się czym podniecac, naprawdę...
edit: taka "szepcik" mi się trafiła po drodze WIEDZIAAAALAAAAM
Hiacynta, mnie nikt nigdy nie zdradził, rodzice nie rozwiedli się z powodu kochanki, wiec jakiejś szczególnej urazy nie mam 😉 To, że jestem przeciwna prowadzeniu po alkoholu nie znaczy, że ktoś po pijaku rozjechał mi kota. A jeśli szepcik faktycznie ma brodę i mówi basem, to tylko dodaje kolorytu 😉
edit: taka "szepcik" mi się trafiła po drodze WIEDZIAAAALAAAAM
rzeczywiście - jest kurde z czego być dumnym 🙄 😵 brawo jaka jesteś sprytna 😎
ja nie oceniam szepcik, do tej "swojej" też pretensji nie mam, nasze małżeństwo psuło się od dwóch lat więc do nikogo nie mam zażaleń oprócz męża, powtarzam natomiast - dziwię się żonie.... ale - nie mój cyrk, nie moje małpy - mój cyrk się skończył na szczęście i uważam że na dobre wyszło.
Postać rzeczy zmienia to, że to nie jest czysto fizyczna zdrada, lecz psychiczna. Oni nie wskoczyli sobie do łóżka, bo potrzebowali adrenalinki i fajerwerków, z tego co czytam oni się w sobie najzwyczajniej w świecie zakochali. Moim zdaniem to jest duża różnica. Tulipan owszem nie byłam w takiej sytuacji, ale znam takie przypadki, więc mogę mieć pogląd na ten temat 😉 ale masz racje, małżeństwo wszystko komplikuje, bo gdyby B był w związku, ale nie byłby zaobrączkowany, to nie byłoby takiej dyskusji, w której po stronie moralizatorów udzielają się jak mniemam w większości kobiety-żony, których uczucia rani postepowanie szpecika.
Efka, powodzenia! :kwiatek: Hiacynta kto tu jest święty? Załóżmy, że byłam kochanką. Nie przyszłoby mi do głowy opisywanie moich romansowo-seksualno-przyjacielskich epizodów na forum. To moja osobista sprawa z kim sypiam itp. No i będąc kochanką nie chciałabym, żeby ktokolwiek wiedział, bo to po prostu wstyd "kraść" czyjegoś męża. Nawet jeśli dowadujemy się, że jest mężem już po fakcie.