Ja mam gile do pasa, straciłam głos i wyglądam jak pół d*py zza krzaka 😂 Full romatique 😉 Ale generalnie u nas ciśnienia brak - no, kupiłam lepsze wino, ale pewnie postoi nieotwarte bo mi niedobrze od wszystkiego, co nie jest herbatką z malinami...
No pewnie, ze zwykly dzien, nie cisnieniuje jakos specjalnie 😉. W sumie nigdy nie rozumiałam ani ludzi robiących miłosne histerie tego dnia, ani tych, którzy hejtuja to święto na całego 🙂. W sumie jak na fakt, ze walentynki przypadają w sobotę, to podejrzanie dużo facetów w pracy 😀.
A ja tam nie znoszę walentynek z całego serca*, podobnie jak halloween itp 😉 Jednym słowem zachodni syf, który jest po prostu dobrym chwytem marketingowym. Mamy przecież nasze słowiańskie święto miłości w czerwcu, tylko jakoś nikt go nie obchodzi, bo wtedy w sklepach nie roi się od serduszek i słodkości 😉
Generalnie tak, synek pertraktuje z lakarzami zeby urodzić sie koniecznie w walentynki 🙂 Chcemy go przetrzymac jeszcze kilka dni, a czy sie uda to sie okaże 😀
To może mało sercowe, ale u mnie "w domu" z rana od razu awantura. Piszę "w domu" bo nigdy tak na serio nie czułam, że to miejsce jest moim domem. Poczułam to gdzieś indziej. I teraz sobie przypominam, jak bardzo psychicznie odżyłam, jak się wyprowadziłam stąd do P.
Moj natomiast...na slubie w Pradze, na ktory ja nie moglam sie wybrac bo praca. Walentynki spedzam na silowni, a potem na spacerze z psami, o.
zen trzymaj sie, mam nadzieje ze Twoj dziad sie wreszcie okresli. A tak w ogole to ja dobrze pamietam ze mialas jakas propozycje pracy w Bcn? Moze zmiana klimatu by Cie troche pobudzila do zycia?
Zen - trzymaj sie i jestem z Toba :kwiatek:. Jestes superr babka, na pewno sobie poradzisz :kwiatek:
Smarcik - a choinki tez nie ubierasz na gwiazdkę? 😉 bo to tez jest obcy nam obyczaj... Tylko przyswojony troche wczesniej 😉. A co do komercjalizacji - sam fakt ze zyjemy w kapitalizmie powoduje, ze wszystko nam się komercjalizuje 😉
busch ale to, że wszystko się komercjalizuje nie oznacza, że każdy musi to popierać, prawda? 🙂 Więc owszem, nie widzę powodu obchodzenia święta zakochanych akurat w ten dzień tak samo jak nie pojmuję ateistów świętujących Boże Narodzenie (ostatnimi czasy to jedna z moich głównych życiowych zagadek 😁 ). Co oczywiście nie sprawia, że hejtuję ludzi obchodzących walentynki, wprost przeciwnie, jeżeli ktoś dzięki temu przypomni sobie o docenianiu swojej drugiej połówki, to jak najbardziej jest to wskazane. Po prostu nie przepadam za półkami w marketach zawalonymi serduszkami i takie tam 😉 Chociaż.. duże wyprzedaże są z tej okazji, zawsze to jakiś plus 😂
feno a jak tam u Ciebie? Jakiś czas temu pisałaś o sporych problemach, dogadaliście się?
feno, mialam, ale juz dawno nieaktualna. Teraz mialam oferte z...Tokio 🤔 😵 Ale podziękowałam, za daleko. Zaczęłam wychodzić do ludzi, trochę mi to pomaga..
Poznałam jakiś czas temu fajnego chłopaka, ostatnio znajomi poznali mnie z kimś, powoli zaczynam sie otwierac na ludzi. Nie to, że szukam szybko zamiennika, bo jak mój związek sie rozsypie, to wiem, że długo będę się składać po nim..ale rozmowy z ludźmi dużo dają..
U nas to nie rzecz Walentynek, ale faktu, że mamy rocznicę ślubu (żeby było śmieszniej, to data całkiem dla nas przypadkowa, nadana "z urzędu" 😁 ). Mam nadzieję, że do jutra wydobrzeję, bo chcielibyśmy jednak spędzić ten dzień inaczej niż zwykle.
Ja tam odnajduję w sobie potrzebę cykliczności. Pory roku, różne święta / specjalne okresy. Tylko jakoś nie realizuję jej przy pomocy walentynek. Chociaż... dla nas to rocznica poznania, więc jakaś refleksja "ileż to już czasu!" się pojawia.
Może z walentynkami jest ten problem, że biznes je przechwycił, zanim jeszcze na dobre osiadły w kulturze?
Ja tak "walę-tynkowo" napiszę, że ponad miesiąc temu pozbyłam się baaaaaaaaaaaardzo toksycznej znajomości i nagle wszyscy moi znajomi zauważyli, że jestem spokojniejsza.
Bawcie się dobrze 🙂 ja jadę rolety do Liroja kupować 😁
smarcik, u mnie w rodzinie wigilia to tylko tradycja, owszem wywodząca się z wierzeń religijnych, ale te podstawy dawno się zatarły. Teraz większość osób na wigilii to ateiści.
Zen z mojego punktu widzenia tylko mogę potwierdzić - czas spędzony z innymi pomaga, można na chwilę uśmiechnąć się i poczuć się swobodnie, dobrze. Trzymaj się mocno!
smarcik hmm no coz, klasyczny Join UP Monty'ego Robertsa,przestalam naciskac to sam przylazl jak bumerang. W tej chwili zajelam sie bardziej sama soba, mieszkam praktycznie na plazy wiec lepiej sie czuje w klimacie morsko-sportowym niz miastowego molochu, laze sobie surfowac, jezdzic na longboardzie, biegac, jednym slowem powrocilam do swoich pasji, poszukalam sobie nowa prace, w tym semestrze na studiach mam tez bardziej interesujace przedmioty niz w zeszlym. Mam wiec co robic, nie wisze na nim jak makak na galezi, wiec on tez moze sobie powiedzmy isc pozonglowac maczugami nie martwiac sie, ze ja biedna siedze samotnie w pustym domu. Dalej spedzamy prawie caly czas wolny ze soba ale juz przyzwyczailam sie do tego ze mieszkam sama i nawet mi z tym wygodniej, patrzac na to co sie wyprawia w jego domu z jego wspollokatorami chyba faktycznie wole nie mieszac w to naszej relacji, bo takie mieszkanie para+6 osob+4 psy nie wrozy nic dobrego. I wszystkim wychodzi poki co na dobre, nie chce zapeszac ale chyba powoli okres docierania sie dobija do poziomu stabilizacji.
feno no i super, że odnalazłaś w tym wszystkim samą siebie, oby dalej Wam się układało, trzymam kciuki :kwiatek:
yegua jeszcze jeśli część rodziny jest wierząca a część nie, no to rozumiem, u mnie też większość tłumi ziewanie podczas czytania ewangelii przed kolacją wigilijną.. ale święta w Czechach to było dla mnie coś naprawdę zdumiewającego, tam prawie nikt nie jest wierzący, a szopki rosną jak grzyby po deszczu - zastanawiam się, kogo oni w tych szopkach trzymają 😉 W dodatku nikt nie był w stanie wytłumaczyć mi tego fenomenu. Przepraszam za OT 😉
Dziękuję dziewczyny 🙂 Jakiś dzisiaj już spokój poczułam w sobie, mam nadzieję, że idzie ku lepszemu.. pierwszy raz od dłuższego czasu zjadłam wszystkie posiłki, w końcu wyszłam i się śmiałam. Czasu mi potrzeba i odwagi..
Zen jakbyś miała potrzebę wygadania się, zrzucenia z siebie myśli to wal :kwiatek: Dużego doświadczenia nie mam, ale może pomogę 😉
My spędziliśmy ze sobą dwa dni- cuuudownie było 😍 Odsapnęłam, odpoczęłam, naładowałam baterie i jest super 😍 Z niecierpliwością czekam, aż znów zamieszkamy razem... takie życie osobno jest do kitu :/ Brakuje mi wspólnych wieczorów, kiedy siedzieliśmy oboje przy piwku i oglądaliśmy film albo on grał a ja czytałam... ale jednak byliśmy razem 🙁
U nas dzisiaj mija rok od kiedy "poznaliśmy" się na sympatii 🙂 Od 1 maja 2014 jesteśmy razem i z każdym naszym spotkaniem jest jeszcze cudowniej. Walentynki nie były planowane, M stwierdził, że takie święto mamy za każdym razem kiedy się spotkamy i spędzamy ze sobą czas 💘 Ale z racji cudownej pogody wybraliśmy się na zwiedzanie muzeum Mercedesa w Stuttgarcie i potem na shopping 🙂 A teraz M gotuje a ja odpoczywam 🙂 Już mi smutno bo za 3 godziny M znowu wyjeżdża do siebie. Znowu 2 tygodnie rozłąki.
zen, przykro mi, że tak się u Ciebie dzieje 🙁 Do niedawna z Twoich opisów wnioskowałam, że fajną, zgraną parę tworzycie. Ale tak jak mówisz, czasem potrzeba tego "określenia" co dalej. Szkoda, że Wasze wizje się rozmijają 🙁 Trzymaj się, może być ciężko (nie wiem, na ile to co piszesz jest już ostateczną decyzją, a na ile dopiero kalkulowaniem tych decyzji), ale silna i mądra babka z Ciebie, więc z pewnością dasz sobie radę! :kwiatek: A pozytywni ludzie w okół z pewnością to trochę ułatwią 😉
My mieliśmy niezły ubaw chodząc po Wawelu i patrząc na parki 😁 90% lasek w spódniczkach mini, odwalone, z miną "dzisiaj Walentynki, jak się postarasz, to może będzie seks" 😁
zen,Dzionka, dlatego my na przykład bardzo wcześnie ustaliliśmy pewne rzeczy dotyczące związku, ślubu, dzieci, hajsu i tak dalej. Wręcz jakbyśmy słowną umowę spisali 😉 Ale przynajmniej mamy jasność co do większości rzeczy, a że ja jestem nieco większym Piotrusiem Panem niż on, to się dogadujemy 😁 zen,, a to tak nagle wyszło? Bo z tego co pamiętm, jeszcze niedawno pisałaś, że fajnie wam się układa (albo coś nie ogarniam)
A ja sie tak pochorowalam w walentyny, ze lezac pod 4 koldrami i otulona Boyem 😉 mialam nadal dreszcze. Dzis nie wstaje z lozka, temperature mam wysoka jak nigdy i tylko zmieniam ubrania co kilka godzin jak sa cale mokre. TAKIE walentyny, o! Normalnie seks sie w powietrzu unosi 😉 Ale Boy stanal na wysokosci zadania, 4h stal nad garami i robil moja ulubiona zupe, przynosi mi kolejne herbatki. 😍