Fantazja, no ja tez ustawiam na auto, ale albo wychodza zdjecia w stylu tło tło tło i kawałek konia... albo tak nieostre i jakieś dziwne szare ze masakra 😵 no a jak mam kogos kto moze mi dobre zdjecia zrobic to zwykle konie akurat na zawody wyjezdzaja 🙄
okwiat, prostuj horyzont bo ciezko zdjecia ogladac :P ladny konio na tym ostatnim! fajno ze mialas takie szkolenie!
a ja przejrzalam swojego bucketa... i chcecie czy nie pokaze wam mala historyjke 😉
oto ja 😉 na poczatku przygody z jezdziectwem, dawno dawno temu - jakies 10-11 lat temu. moj trzeci w zyciu ulubiony kon, walaszek imieniem binter. nieduzy, malo umiejacy, ale grzeczny, choc jak pies mu w terenie zaszczekla- bryknal, spadlam.. niekoniecznie sie dogadywalismy, choc coraz lepiej szlo 🙂 wazne, ze to na nim pierwszy raz skoczylam metr, pojechalam super hubertusa............... bryczesy ze zdjecia mam nadal, frak - meski, wiszacy okropnie, gumiaki, toczek ktory nadal lezy na szafie...

pozniej przeniioslam sie nad morze, a los sprawil ze spotkalam aszke 🙂 jezdzilo sie na grubaskach, znow moja ulubienica miala imie na B... znow niewiele umiala, a ja polubilam ja za nic... grzecznosc co najwyzej..
tam tez spedzalam wolne od uczelni dni, beztroskie, radosne...


ale propozycje bywaja kuszace i z luznego wiejskiego zycia trafilam w wir zawodow, treningow i sportu. oczywiscie nie jako zawodnik, a luzak i to na probe, z mala wiara w powodzenie...
trzeba bylo nauczyc sie szybkiego siodlania, czyszczenia, obslugi sportowcow. ale dostalam tez szanse nauczenia sie o co w tym wszystkim naprawde chodzi i jak to wyglada w wyzszym sporcie.
jezdzilam tu i tam, wygladalo to roznie, ale zawsze radosnie

do tego pokonalam troche strachow, jak tu:
(ze juz o skokach przez krzeslo nieomal krzyczac 'w imie ojca i syna AAAAAAAAA' nie wspomne, bo nie udokumentowane..)
ale tez i sukcesy:

Dziekuje, ze mialam szanse i dziekuje za kazdy dzien nauki jaki dane jest mi przezyc. nie bede niegdy w tym 'dobra', ale zawsze bede wdzieczna za szanse.