A ja nie mam żadnej wzruszajęcej histroi o rudej. Czasem żałuje z tego powodu, bo byłoby co opowiadać. Ot, po roku szukania kupiłam tego jedynego konia. Co z tego że z tendencją do nakostniaków, tendencją do kolek i prawdopodobnie artymią. Nieszkodzi. I tak jest cudowna, i mamy zamiar spełniać sie sportowo. Kiedyś 🤔wirek: 😁
A wasze historie są pięknie, mega wzruszające i cudownie opisane.
U mnie odbyło się wszystko po cichu bo nie wiedziałam ze mam konia do momentu aż rodzice pokazali mi ją w czerwonej kokardce na szyi 😀
Zaczęło się od tego ze spadłam z takiej jednej siwej którą dzierżawiłam i bałam sie już na niej skakać , do tego doszło ze dziwnie się zachowywała jak widziała nowe przeszkody a ja miałam w planach zawody. Za namową mojej trenerki przesiadłam sie na świeżo zajeżdżoną kobyłkę która praktycznie nic nie potrafiła (dodam ze tak jak ja) miałam wątpliwości czy dam rade ale Pola:*:*:* okazała sie pojętną spokojną klaczką więc szybko uczyłyśmy sie obie od siebie na wzajem(Chyba od pierwszego wejrzenia tak po cichu o niej marzyłam ... była moim idealnym koniem ... skarogniada, duża kobyła do tego strasznie przywiązująca sie do ludzi).... Aż do dnia kiedy jej właściciel zobaczył ją na zawodach i stwierdził że ją zabiera bo,, ona nie bedzie skakac,, i w zamian da nam inną (podejrzewam ze zrobił tak bo po prostu zobaczył ze mu konia podrobiłam to go zabierze i da następnego... :ke🙂
I tu zaczyna się intryga bo moi rodzice nic mi nie mówiąc kupili małą i wszystko dobrze się skończyło... Idzie nam coraz lepiej skaczemy 120m .... a podobno miała nie skakać... 😀iabeł: 😀iabeł: 😀iabeł:
Nazywała się Ankara i była moim srokatym, wielkim, wymarzonym, wytęsknionym, wyczekanym, pierwszym koniem. Miałam ją rok. Odeszła któregoś wieczoru na kolkę. Nie chcę wspominać w jakich bólach odeszła. Nikomu nie życzę oglądania takiego końskiego cierpienia.
Macie mega fajne historie 👍 🙂 Nasza jest dość zwykła. Byłam na konnym obozie ze znajomymi i nagle dzwoni do mnie ojciec z siostrą że znaleźli dla mnie fajnego andaluza, to ja na to: za ile? a oni za 30 tys to ja hahahaahahaha fajny żart do zobaczenia, pojutrze wracam. Okazało się że nie żartowali i zebym jeszcze poszukała jakiś innych koni. I okazało się że znajomy właściciela stajni gdzie wówczas jeździłam. No pojedźmy, co mi zaszkodzi- pomyślałam. Pojechałam do tej "stajni". Tak naprawę były to 3 boksy w jednym upchane dwa konie, stojące po nadgarstki w gównie. Sceptycznie nastawiona, weszłam do tej stajni i wtedy ja zobaczyłam- 7 letnia spasiona mieszanka (http://www.allbreedpedigree.com/logika7) nie chodząca pare miesięcy pod siodłem na dodatek o debilnym imieniu: Logika. Bez zastanowienia wybrałam ją. Zakochałam się od pierwszego wejżenia. Kobyła ma bardzo fajny ruch i mimo że wszyscy mi odradzali: kupiłam. Jesteśmy razem prawie rok i mimo że dość często się kłucimy i żartuję że ją sprzedam w życiu tego nie zrobię. 3 razy zmieniałyśmy stajnie. Pierwszy raz z powodu kłutni z właścicielem drugi raz z powodu doprowadzenia konia do stanu widocznego na zdjęciu. Teraz stoimy w prawie Łomiankowskim Pepelandzie i narazie bardzo nam się podoba, jeździmy zawody, "grubimy się" i jesteśmy zadowolone
Jako bardzo młode dziewczę marzyłam o dzikich galopach na koniu czytającym w mych myślach. Koń miał być moim i tylko moim przyjacielem. Osoby postronne miał darzyć chłodną obojętnością 🙄
Kiedy skończyłam 12 lat, rodzice zapisali mnie do szkółki. I prysły moje wyobrażenia o rumaku, połączonym ze mną myślami. Pojeździłam kilka lat w charakterze typowej rekreantki i tyle.
W okolicach licealnych już miałam inne, nie końskie, zainteresowania. Chociaż poszłam na studia związane ze zwierzętami, bo jednak sentyment mi pozostał. A potem zaczęłam pracę całkiem niezwiązaną z zawodem wyuczonym.
I pewnego razu spotkałam dziewczynę, która była wolontariuszką w fundacji X. Od słowa do słowa,obiecałam że przyjdę i pomogę. W sierpniu 2007 roku przybyłam do stajni pełnej ocaleńców. Nastawiłam się na pracę z widłami i taczką. A tymczasem usłyszałam – „masz tutaj sznurek i idź po tą brązową, która stoi obok tego w łaty. I uważaj bo trochę gryzie”.
I tak zostałam wyswatana z pięcioletnią, w czambuł kulawą, gryzącą i kopiącą kobyłą. Zaangażowałam się, zaczęłam szukać informacji o możliwości wyciągnięcia jej z przykurczu ścięgna. chociaż wszyscy mówili mi, że się nic już nie da zrobić. W końcu leczenia podjął się pewien odważny lekarz .
Koń pojechał na operację. Zabieg się udał i od tego momentu zaczął poprawiać się stan klaczy.
Andaluzja z upływem czasu zmieniła się, zaufała człowiekowi. Coraz mniej bolały ją nogi, humor zaczął dopisywać. Zrobiła się z niej cudowna przylepa. Zaczęłam się bawić w 7 games. Nawiązałam nić, a potem linę porozumienia z klaczą. Coraz bardziej zagłębiałam się w tematykę kopytową. W końcu zdecydowałam się jej nóżki zacząć pielęgnować metodami naturalnymi. Poprawiło się na tyle, że klacz poznała na swoich plecach ciężar jeźdźca (oczywiście właściwie od początku miałam wsparcie osoby, która zjadła zęby na koniach – za co serdecznie dziękuję).
Nie poprzestajemy na tym. Od marca tego roku Andi przebywa w klinice kopyt, a ja doskonalę swoje umiejętności jeździeckie. I kto wie, może kiedyś moje marzenia z dzieciństwa zaczną się choć trochę spełniać?
Cobrinha, dawaj historię Daki, Twoimi oczami🙂 ja już podejrzewam co Ty sobie mogłaś pomyśleć jak ją zobaczyłas:P wysoka, chuda szyja, duży brzuch, zero tyłka, ponosząca na ujeżdżalni, z głową w chmurach...😀 kawał dobrej roboty z nią zrobiłaś🙂
czarna96, no dla mnei tez jest idealny jeśli o wysokość chodzi🙂 zresztą pod każdym względem jest moim małym ideałem🙂😉)
Averis, ooo! a masz jakieś jego stare zdjęcia?? jak go wspominasz?🙂
Breva, dziękuję bardzo hehe, powoli brniemy do przodu 🙂 ale odpas do formy po zmianie stajni się już skończył i daweczki papu w postaci owsa i łuski słonecznikowej zdecydowanie zmalały o połowę od zeszłego tygodnia po ostatnim terenie hehe ...mokra była ona i ja hehe:P Co jak co, ale popytałam tu i ówdzie (nawet kilka os. do mnie pisało) o jej wcześniejsze losy 🙂 Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć hehe ...i tym bardziej jestem z nas dumna... 🏇
Historia z moim koniem zaczeła się dziwnie jak dla mnie. Więc...było to tak, że w roku 2007 zapisałam się na jazde w ośrodku jeździeckim "TRÓJKA" jeździłam pare tygodni po czym przestałam z braku pieniędzy..Jednak konie to moja pasja i po paru miesiącach wróciłam gdy weszłam do stajni zastałam jakiegoś małego kasztanka podeszłam do boksu i oglądałam. Potem dostałam konia na jazde, jeździłam dalej na lonży. Gdy już zaczełam jeździć na maneżu przydzielili mi właśnie tego małego kasztanka na imię ma Berg. Wszystko od początku uczyłam się właśnie na nim moje pierwsze czyszczenia,ubierania konia,galopy,skoki wszystko właśnie na tym koniu. Potem ciągle na następną jazde dostawałam właśnie tego konia. Pewnego razu gdy uczyłam się galopować poczułam tak w głębi duszy, że kocham tego konia czułam już, że to jest ten właśnie koń którego kocham i muszę z nim zostać na zawsze. Jak już byłam bardziej doświadczona zaczełam w tej stajni w rekreacji pomagać. Każdy kto tam pomagał miał swojego ukochanego tak jakby 'pupilka'. Waletów (czyli osoba, która pomaga) było 9 każdy miał swojego kochanego ulubieńca i nim się zajmował kiedy trzeba było ubrać jakiegoś konia na jazde a był to ulubieniec kogoś ten właśnie szedł go przygotować. Moim pupilkiem był Berg zawsze i wszędzie ja z Bergiem i zawsze nim się zajmowałam, zawsze ja na nim jeździłam i zawsze wszystko ja z nim robiłam. Marzyłam żeby mama mi go kupiła i był tylko mój. Każdy z waletów cierpiał jak patrzył na swojego konia, który chodzi w rekreacji ;/ A wiadomo rekreacja to nie każdy świetnie jeździ.. Czasem konie w lecie chodziły nawet po 3 godziny dziennie... Ja nie jestem jakaś nie wiadomo jak bogata. Kiedy wracałam do domu ze stajni płakałam do mamy żeby mi kupiła tego konia, ale ona powtarzała, że nie ma pieniędzy. Berg to nie był koń ośrodkowy tylko koń prywatny, czyli był na takiej zasadzie, że miał swojego właściciela, ale tak jakby pracował sam na siebie, ponieważ jego właściciel miał hodowle koni huculskich, ale on urodził się kasztanowy a kasztanowe hucuły nie są wpisywane do księgi hucułów dlatego nie nadawał się do hodowli i właściciel postanowił oddać go do rekreacji i w zamian za to, że rekreacja mogła go 'używać' on miał dach nad głową. Wracając do tego gdy wracałam do domu i płakałam mama mówiła, że nie ma pieniędzy. Po którymś już razie gdy wróciłam mama powiedziała: "Załatw mi numer do właściciela Berga" ja wpadłam w szał ze szczęścia. Potem załatwiłam numer mama zadzwoniła i okazało się, że to nie właściciel Berga.. Dlatego więc potem załatwiłam mamie numer do kierowniczki tej stajni w której on stał a kierowniczka dała numer do właściciela Berga mojej mamie. Mama zadzwoniła i umówiła się z właścicielem Berga. Nie było jeszcze nic pewne czy będzie mój. Nadszedł dzień w którym pojechaliśmy się spotkać z właścicielem Berga. Gdy już dojechaliśmy na miejsce właściciel miał już paszport konia rozmawiali z moją mamą o cenie itp Wkońcu właściciel podał cene moja mama powiedziała, że musiałaby najpierw te pieniądze załatwić. Właściciel dał mi do ręki paszport Berga moja mama powiedziała, że jeszcze lepiej nie a właściciel na to: "NIECH MA 🙂" a ja się wtedy rozpałakałam ze szczęści 💘 Potem dwa miesiące szukałam stajni w której mogłabym go trzymać dlatego, że stajnia w której go miałam to właścicielka powiedziała, że jednak nie będę mogła tam trzymać konia bo ona bierze innego 😤 Wkońcu znalazłam przydomową stajnie. Była niedaleko tej stajni w której on stał kiedy nadszedł dzień przeniesienia konia przyjechałam do stajni..wszyscy na mnie czekali, ponieważ jechałam wierzchem na nim do nowego domku przyjechały po mnie 2 konie z tamtej okolicy i mnie odwiozły do nowej stajni Berga i takim oto sposobem zaczeła się nasza historia 🙂 Razem już jesteśmy 2 miesiące i 23 dni a 24 czerwca będą 3 miesiące 🙂 Ale tylko od wtedy kiedy jest MÓJ bo znamy się już około 2 lat 😉 BARDZO BARDZO BARDZO KOCHAM TEGO MAŁEGO RUDZIELCA <3 💘 to nic, że to taki mały mój szkapek 💘 💘 💘 💘 💘 💘 💘 💘 💘 💘
Dziewczyny, wszystkie macie cudowne te historię :kwiatek: można to czytać i czytać. I morał tego wszystkiego taki, że praktycznie nigdy nie kupujemy takiego konia jakiego sobie wymarzyliśmy. Prosimy o więcej! 🏇
To prawda z tym kupowaniem koni ,Ja pojechałam kiedyś kupić piękną siwą klacz .Długo właściciel się zastanawiał czy ją sprzedać czy nie w końcu powiedział żebym poszła do jego sąsiadki i spróbowała od niej kupić wtedy on by miał gdzie swoje konie puszczać na łąkę . Wkurzyłam się trochę ale postanowiłam że bez konia nie wyjadę ,poszłam do właścicielki 2 koni .Zapytałam się czy ma konia na sprzedaż (miał też siwkę) powiedziała że ma na sprzedaż ,więc poszliśmy na łąkę . Na łące stała siwka i tarantka ,oglądałam siwkę dość długo właścicielka nie chciała jej sprzedać tak jeszcze się zastanawiała ale tarantkę była skłonna sprzedać od razu . Po rozmowie z mężem postanowiłam ,siąść na tarantkę ,podeszłam do niej a ona zaczęła ocierać się głową o moje ręce przytulać się i różne takie ,wsiadłam na nią okazało się że klacz jest cudowna i że ją biorę . Po zapłaceniu za konia postanowiłam ,że jadę w siodle do domu ,droga była dość długa ponad 30 km.( wtedy ciężko było o przyczepy) mąż mój się poświęcił i pojechał ze mną ale rowerem 😁 ,co się okazało klacz po pewnym czasie okazała się konikiem z pałerem ,całą drogę biegła kłusem i galopem ,musieliśmy się z mężem zmieniać .Po 8 godz jazdy z przerwami dotarliśmy do domu ,Ja byłam padnięta .Na drugi dzień wypuściliśmy moją kochaną klacz na łąkę a ona uciekła ,złapali ją jacyś ludzie 3 wioski dalej (wracała do domu) po paru dniach kupiliśmy drugiego konia do towarzystwa i tak obydwa konie są zemną już prawie 9 lat . Inne konie to już inne też fajne historie 😉
u mnie było tak... Kiedy postanowiłam związać swoje życie z obecnym mężem to musiałam zrezygnować z pracy w stajni. Zrobiłam to pod warunkiem, że zgodził się żebyśmy kupili konie. Przez miesiąc robiliśmy stajnię <na 4 konie>, padok do jazdy i na wypuszczanie koni. W międzyczasie buszowałam po necie szukając koni. Pierwszą znalazłam Morenę, w ogłoszeniu była że 4 lata, zajeżdżona, ok. 170 cm w kłębie. Pojechałam za Poznań <jestem z okolic stolicy> obejrzeć klacz. Okazało się że ma 180 cm, nie jest ujeżdżona, ma źrebaka który za miesiąc ma być odsadzony i do tego była tak chuda, że wszystkie żebra miała na wierzchu i w ogóle talię osy, taka podkasana była. Nie umiała nawet nóg dać do czyszczenia. Po negocjacjach spisaliśmy umowę, wpłaciłam zaliczkę i za miesiąc miałam pojechać po odbiór. W tym czasie znalazłam na allegro drugą klacz, miała mieć 165 cm, ujeżdżona, 3.5 roku, z bujną grzywą i ogonem. Pojechałam w drugi koniec Polski i zastałam konika niecałe 160 cm, bez ogona, z bujną grzywą i lekko podjeżdżoną. Mój tata powiedział,żebym kucyka nie brała. Ja mu na to, że to wielkopolak, ale mały. Wsiadłam, wygodna, mięciutka, ale strasznie rzucała głową i krzyżowała w galopie. Wsiadłam na jeszcze dwa konie, większe, ale jednak myślami byłam przy małej cały czas. Mimo, że tamte ujeżdżone lepiej, dobrze skaczące i w tych samych pieniądzach to podjęłam decyzję, że mała z nami jedzie🙂 I nigdy nie żalowałam tej decyzji, mimo że przez niecały miesiąc musiała stać w pensjonacie u mojego szefa, który śmiał się, że kucyka sobie kupiłam. Przez ten miesiąc udało mi się nauczyć ja poprawnego galopu. Po miesiącu <w listopadzie> jak już stajnia była gotowa przeprowadziłam Grimmę, następnego dnia pojechałam po Morenę i tak miałam dwa swoje wymarzone konie. Potem zaszłam w ciążę i Grimma rok przerwy miała w pracy, więc miała jeszcze swoje dzieciństwo przedłużone, a Morena w maju po odkarmieniu poszła do zajeżdżenia do znajomej, Dany K. Po 2 tyg. Dana zadzwoniła i powiedziała, że nie podoba jej się wydolność oddechowa i jej brak poprawy kondycji. Wezwałyśmy weta i diagnoza postawiona brzmiała: dychawica świszcząca 4 stopnia. Płakałam kilka dni i nocy, nie mięliśmy kasy na operację, wszystkie zarobione pieniądze szły w remont domu i odkładaliśmy na dziecko.. Więc postanowiłam sprzedać. Chyba nigdy sobie tego nie wybaczę. Ale mam kontakt z jej nowym właścicielem, klacz jest po operacji, już startuje w sporcie, ma rewelacyjny ruch i niesamowitą potęgę i technikę skoku. Kiedyś Dana mi powiedziała, że ten koń ma ogromny potencjał i ja nigdy nie nauczę się tak jeździć żeby wykorzystać go w pełni. No ale ma się dobrze i z tego się cieszę, chociaż wiem, że sprzedaż jej to mój największy błąd. A z Grimmą od wiosny 2010 trenujemy, uczymy się wszystkiego od podstaw, pod okiem trenera zmieniamy się, powoli ale do przodu. Myślę, że Grimma zostanie z nami na zawsze i jeśli mój synek będzie chciał jeździć konno to będzie jego koni sportowy🙂 No i została Dilayla. Chciałam zaźrebić Grimmę, ale niestety nie udało się to w zeszłym roku i mój były szef powiedział, żebym nie marnowała kasy na zaźrebianie to on da mi źrebaka. Miał w stajni półroczną klaczkę po ślicznej matce po Krymie i z ojca po Paszkwilu. Mała zaraza nic nie umiejąca i złośliwa do tego🙂 i wzięłam ją🙂 nauczyłyśmy się już dawać nogi, chodzić na uwiązie, czyścić. A jak przyjechała to przejście na padok trwało pół godziny, najpierw 15 minut prosiłam aby wyszła z boksu, a kolejne 15 minut trwało przekonywanie jej żeby weszła za bramkę. Teraz już nawet mamy kąpiel za sobą🙂 Jestem zadowolona ze swoich "nie wymarzonych" koni i kocham je nad życie🙂 1 zdj Grimma 2 zdj Dilayla 3 zdj Morena, której już nie mam.. Zdjęcie po lekkim podjeżdżeniu kilka dni przed sprzedażą.. lekkie kłusy to maks pracy był, jeszcze w tym się nie męczyła oddechowo i trzeba było pracować, żeby znów kondycja jej nie padła..
Ja chciałam konia ok. 170 cm w kłębie karego, wałacha z jakimiś ładnymi odmianami 😜 a mam małego kasztanowego hucułka bez odmian znaczy malutka gwiazdka na czółku,ale gdybym miała wybierać między nim a karuskiem o jakim marzyłam wybrałabym jego :kwiatek:
A ja w sumie kupiłam takie konie jakie sobie wymarzyłam... 😀 Tylko, że mój pierwszy koń miał być koniem dobrze ujeżdżonym i miał dawać wszystkie kopyta. W końcu kupiłam klacz do dojeżdżenia, nie dającą tylnych nóg, tzn. przednie nauczyłam ją dawać, a z tylnymi nadal mamy problem... A drugi konik właściwie w pełni odpowiada moim wyobrażeniom... Może miał być mniej uparty...? 🤣 Ale teraz za żadne inne konie by ich nie zamieniła, bo wciąż jestem zakochana w swojej siwej klaczce i kasztanowatym wałaszku. 😍 Beromania, ten twój konik mi mojego Luckiego przypomina. 😉 To chyba ten sam odcień rudego.. 🤣 A może i podobny wzrost..?
aga020596 na pewno kiedyś będziesz miała swoją historie ,ja tak naprawdę to tylko raz kupiłam konia tego co jechałam oglądać ,pozostałe konie to zrządzenie losu . A więc drugiego konia pojechałam kupić ,takiego dla męża żebyśmy mogli razem jeździć .Gdy zajechaliśmy oglądać konie rzuciła mi się w oko mała folblutka ,oczywiście nic nie umiała .Po wypuszczeniu jej na plac ,klacz pokazała swoją klasę chodziła pięknie 😍 gdy ją oglądnęliśmy poszliśmy na drugą stajnie tam chodziliśmy jakąś godzinę . Po pewnym czasie wróciliśmy zobaczyć znowu tą folblutkę ,kobyła zaczęła się zachowywać trochę inaczej .Właściciel twierdził że kobyła trochę pobiegała i się uspokoiła ,pochodziłam trochę z klaczą była dość fajna i nawet ufna .W końcu ją kupiliśmy ,na drugi dzień po południu mieliśmy po nią przyjechać ale jak się okazało, przyczepę mógł nam znajomy pożyczyć na teraz bo na drugi dzień miał jechać na zawody .Więc w trybie natychmiastowym pojechaliśmy po przyczepę i szybko po konia .Właściciel trochę się zdziwił że przyjechaliśmy tego samego dnia ale zapłaciliśmy i po wielu próbach zapakowaliśmy klacz do przyczepy .Gdy szczęśliwa wracałam do domu z nowym koniem , nagle koń zaczął szaleć w przyczepie ,ludzie zaczęli trąbić machać nam ,byłam w szoku co się stało spodziewałam się najgorszego .Po zatrzymaniu auta okazało się, że koń rozwalił całą klapę przyczepy a noga utkwiła w klapie ,byłam właśnie blisko mojej mamy domu .Pojechaliśmy tam zrobiliśmy przyczepę ,klaczy daliśmy środki uspakajające ,nogę opatrzyliśmy i pojechaliśmy szczęśliwie do domu .Nie mogę już pisać dalej bo mi tekst skacze
Jak cos typo w typie chwilowego przejacia opieki nad koniem /kucem sie liczy to jutro napoisze historie ''mojej'' kucyczki 😕 niestety nie konczy sie rozowo...
cd. A więc jak wróciliśmy do domu ,wprowadziliśmy klacz do stajni .Na drugi dzień rozchorowałam się (zapalenie płuc) chorowałam ponad 2 tyg. gdy już wyzdrowiałam zaczęłam się brać za prace z nowymi końmi ,pierwsza klacz chodziła pod siodłem ale temperament miała i to niezły .Zaczęłam robić folblutkę ,po próbach pracy na lonżą klacz atakowała mnie ,była agresywna potrafiła mnie zaatakować jak ją lonżowałam .Parę razy stratowała mnie 🤬 zaczęłam więcej przebywać w stajni okazało się ,że klacz jest łykawa .Miałam już dosyć tej folblutki zaczęły się kolki i różne cuda ,chciałam klacz oddać ale właściciel nie chciał jej przyjąć ponieważ minęły 3 tyg. pomyślałam ,że ją sprzedam ale kto mi kup konia łykawego i do tego wariata . Postanowiłam ,że nie poddam się i ona nie będzie mną rządzić ,mąż pomógł mi trochę z nią .Zaczęliśmy ją pomału zajeżdżać ,klacz zaczęła się zmieniać ,w końcu zaczęłam na niej jeździć .Teraz jest kochanym koniem który chodził trochę skoki ,braliśmy udział w wyścigach różnych konkurencjach (slalomy,beczki itd.) wygrywaliśmy dość dużo nawet pokazy zahaczyliśmy z dobrymi sukcesami .A teraz po tych wszystkich latach spędzonych razem czekamy na pierwszego w jej życiu źrebaka ,dlatego chodzę od paru dni taka zakręcona bo nie śpię po nocach tak się martwię o nią . Alaska chociaż była wariatem teraz jest kochanym koniem ,nawet dzieci mogą kołoniej chodzić i nic nie zrobi i co najważniejsze zostanie ze mną do końca życia . Zapomniałam dodać że jak ją kupowałam to stajenny dał jej środki uspakajające jak my oglądaliśmy inne konie jak po nią pojechaliśmy środki przestały działać dlatego klacz rozwaliła przyczepę 😎
Ja zawsze chciałam do jazdy wielkiego kasztana...bo sama jestem wielka. Nie mam swojego konia, ale mam kasztana wielkiego do jazdy od zeszłego roku, a wolę jeździć na hucułach 😀iabeł:
Szukalam karej ślązaczki do pary z moją Dziunią. Miała być spokojna, zgodna, bezproblemowa. Czesto widywałam u sąsiada -górala taką właśnie, jak chciałam -ale była problemowa(złośliwa), bo góral lubił mocne napoje 🤔, a obrywało się Dianie (tak miała na imię- bo "papiery" zaginęły). Dlatego Diana pędziła przy wozie trzymana jedną ręką za lejce, a drugą poganiana batem. Najczęściej kulała, bo góral kuł ją sam -jak umiał 😤 W wieku 1,5 roku juz pracowała w lesie i wyciągała kamienie z rzeki. Żłóbek miała wielkości żłobu mojej kozy, w dodatku -tylko siano i sieczkę (słoma z odrobiną owsa). Była wiecznie głodna, grzebała z niecierpliwości. Kiedy miała 1,5 roku zostala pokryta -bezskutecznie. Potem kryto ją czym popadło -ale nie została źrebna. W dodatku- w końcu zbuntowała się- kiedy nie mogła wyciągnąć w górach ściętego drzewa, którego ciągnik nie dał rady wyciągnąć z lasu. Góral założył się ( o flaszkę), że Diana wyciągnie. Nie dała rady, więc oberwała. Ale zamiast kulić się pod razami bata - jak zwykle -padła w szał, zaczęła walić zadem do górala, wozu i drzewa. W tym momencie skończyła się historia Diany u górala -bo góral bez możliwości użycia bata jest bezradny. W dodatku -"bezpłodna" klacz nie była mu potrzebna. Sprzedał ją mnie. Kiedy przyprowadzili ją do mnie- była chuda, ruda, owłosiona jak owca, złośliwa i kopiąca. Tak wyglądała w dniu przyjazdu:
Po 10 miesiącach u mnie wyglądała juz tak:
I po długim leczeniu (pozostałości "krycia" u górala i nieleczonego ropomacicza) doczekałam się źrebaczka:
A Dora (jej obecny pseudonim) stała sie miśkiem chodzącym w tereny na kantarze sznurkowym -pracujemy z nią metodami naturalnymi które w skuteczny sposób przywróciły jej wiarę w ludzi 🤣 A "papiery" też odnalazły się 🤣
Tak. Nie lubi tylko mężczyzn (niektórych), natomiast do nas jest bardzo grzeczna, ufa nam, możemy wszystko z nią zrobić, a złości się głównie o to, że np głaskamy Dziunię, a nie ją. Zazdrośnica 😁
Biedna ta kobylka byla.... 😕 To ja sie z moja wczesniej zapowiadana al'a historia wcisne...
Gdy zaczelam prace u prywatnych koni z reguly patrzylam tylko na nie - inne boksy nie przykuwaly mojej uwagi. Pewnego dnia postanowilam zrobic ''przeglad'' jakie konie znajduja sie w osrodku.W ziemie wryl mnie widok gniadosrokatej kucyczki- brudna,gruba, zaniedbana, z dzikoscia w oczach.Spytalam sie pracodawczyni co to za kuc a Ona, ze takiej jednej nastolatki ale ona sie kucyczka nie zajmuje bo ponoc ma wazniejsze sprawy a ojciec tylko pensjonat i kowala oplaca (kowal na szczescie przyjezdzal i zajmowal sie kopytkami)Zadzwonilam do kolezanki (rowniez koniary) i spytalam sie czy moglabysmy sie zajac ta kucyczka.Pani odpowiedziala, zebysmy poszly do wlascicielki stajni a Ona pojdzie z nami i przedstawi sprawe.Poszlysmy we 3 do wlascicielki osrodka. Pani przedstawila sprawe po czym wlasciceilka wyjela telefon i zadzwonila do ojca dziewczyny 🙂 Ojciec zgodzil sie wiec pozostala jedna kwestia - mialysmy przyniesc zgody od rodzicow.Wiec tak jak stalysmy- szybko podziekowalysmy i poweidzialysmy, ze zaraz wrocimy. Biegiem puscilysmy sie do domow(ja mialam troche dalej ale co tam 😉 ) Mama sie zgodzila na wszystko. Juz ze zgoda bieglam przez ulice. NIEZMIERNIE WAZNA dla mnie kartka wyleciala mi z rak! a ja pedem za nia ! Latalam po srodku ulicy za malutkim kawalkiem papieru, ludzie sie smiali ale ja nie zwracalam na to uwagi... Gdy w koncu zlapalam karteczke(troszke ja zgniotlam ...) pobieglam dalej. Zmachana dobieglam do osrodka gdzie byla juz kolezanka ze swoja zgoda.Wreczylysmy kartki po czym panie oswiadczyly ze mozemy zajac sie koniem.Podziekowalysmy raz jeszcze, usmiechnelysmy sie do siebie i pobieglysmy szukac w siodlarni pudelka.Okazalo sie ze takowego nie ma...Jakies zyczliwe panie nam pomogly i oddaly jakies strasze szczotki i kopystke 😀
Gdy weszlysmy do boksu okazalo sie ze sliczna kucyczka wcale nie jest taka spokojna- gryzla, uciekala od szczotki .... Jakims CUDEM udalo nam sie ja z lekka doprowadzic do czysta. Wzielysmy jej kantar (na szczescie go miala) i stajenna lonze.Poszlysmy na spacer po obiekcie.Po spacerku weszlysmy na lonzownik.I tu sie zaczely PROBLEMY- Koninka gdy zobaczyla w rece bat do lonzowania zaczela pokazywac swoja agresje .....Obylo sie bez jakich powazniejszych obrazen na nas ale nie bylo zbyt wesolo... 🤔 Postanowilysmy, ze nastepnego dnia sprobujemy bez bata.Okazalo sie ze maly grubasek swietnie reaguje na glos 😀( a poza tym ma fajny ruch 😉 ) Tak zaczelysmy z nia prace na lonzy(Bo z braku umiejetnosci nie moglysmy a poza tym kucora ponoc nie byla aniolkiem pod siodlem)
W czasie 2 lat pracy kuc przeszedl niezwykla metamorfoze -schudla -uspokoila sie -zaakceptowala bat
No i w koncu byla czysta 🙂
Pod koniec wakacji odezwala sie nastoletnia wlascicielka kuca 🙄 Powiedziala ze nie mamy prawa wstepu do boksu JEJ KONIA. Od tej pory nie mozemy sie opiekowac kucyczka ...(nie pomogly przekonania wlascicielki pensjonatu,ze swietnie sie kucem zajmowalysmy) A ta dalej stoi(Tylko od czasu do czasu jacys ludzie do niej przyjezdzaja) Ponoc ma zostac wydzierzawiona w ( na szczescie) dobre rece. Juz gdzies opisywalam te historie ....