trusia, nie zapomniałam - podatki to wybór 😀 - można nie zarabiać i nie płacić. Nawet VATu można nie płacić, jeśli wszystko co ci potrzebne wytworzysz we własnym zakresie/wymienisz z sąsiadami 😀iabeł:
to już czysta abstrakcja, kompletnie nierealna sytuacja. 🤣 VAT-u nie da się ominąć, chyba że ktoś będzie zył w chłodzie, głodzie, ciemności i zimnie. 😉
Czy ja piszę nie po Polsku, czy Ty nie chcesz zrozumieć co ja tutaj powtarzam w każdym swoim poście? Spróbuję więc ostatni raz, ale prościej:
- nakaz w przypadku możliwości zaszkodzenia innej osobie - jak najbardziej TAK! - nakaz w przypadku możliwości zaszkodzenia wyłącznie sobie - niekoniecznie
prowadząc pod wpływem możesz zabić nie tylko siebie ale bogu ducha winną osobę jadąc bez kasku możesz zabić tylko siebie
Widać różnicę?
A czy ja piszę nie po polsku? To napiszę prosto: W Polsce w ramach ubezpieczenia zdrowotnego ZUS, to nie ty płacisz za swoje leczenie tylko inni. I ten system opiera się na bilansie ujemnym - więcej zdrowych płacących niż chorych korzystających. Widać różnicę?
kotbury strasznie przezywasz to leczenie... wiecej motocyklistow sie zabija, badz staje sie roslinka, niz osob jezdzacych bez kasku. Dlaczego w takim razie ich sie nie czepisz? Ja i moja mama tylko placimy, a praktycznie sie nie leczymy. Ja w szpitalu bylam tylko raz i to tylko na badaniach, moja mama tez nigdy zadnych wypadkow nie miala, wiec nie czuje sie idiotka zerujaca na pieniadzach (skladkach) innych
Sivens, to pewnie wszystko z tej zazdrości o mamę 🙂 , która pady kupuje najpiękniejsze, a głowa córki ważne, żeby była... no właśnie - cała? czy śliczna?
Sivens, no widzisz - czyli mama ma źródło nacisku 🙂 Już daję spokój. Pax. Po prostu ostatnio właśnie kruchość życia mnie bardzo dotyka, stąd moje "rzucanie się". Bo życie jest przeraźliwie kruche.
kotbury strasznie przezywasz to leczenie... wiecej motocyklistow sie zabija, badz staje sie roslinka, niz osob jezdzacych bez kasku. Dlaczego w takim razie ich sie nie czepisz? Ja i moja mama tylko placimy, a praktycznie sie nie leczymy. Ja w szpitalu bylam tylko raz i to tylko na badaniach, moja mama tez nigdy zadnych wypadkow nie miala, wiec nie czuje sie idiotka zerujaca na pieniadzach (skladkach) innych
No przeżywam, przeżywam i na motor nie wsiadam bez skóry, żółwia i kasku. I wśród moich znajomych nie mam osób jeżdżących na motorze bez kasku czy jak idioci. ( W ogóle nie wiem czemu jazda motorem podawana jest jako synonim kalectwa? 🤔wirek🙂 Przeżywam dużo mocniej właśnie od momentu gdy moim znajomym zmarłą córka na raka, bo nie było kasy na leczenie. Nie zmarła dlatego, że to był nowotwór, który zawsze zabija tylko dlatego, że zabrakło kasy w NFZ. I mieliśmy na ten temat wiele dyskusji - jak to, czemu w cywilizowanym kraju stawia się krzyżyk na 3 letnim dziecku "bo na ten rok nie ma już kasy"? I jak sobie zada człowiek takie pytanie, to jedną z b. wielu odpowiedzi jest - bo ta kasa czasem idzie na lecznei ludzi, którzy sami są sobie winni, czyli są głupi.
Ja nie jestem święta i nie raz siedziałam na koniu bez kasku, ale gadanie, że "mi wolno bo ja płacę i nic komu do tego" to hipokryzja jest.
kotbury Podalam motocyklistow za przyklad, bo wielu ich ginie, badz ma inne "dolegliwosci" w wyniku wypadkow. Nie ma w tym mojej zawisci, wrecz przeciwnie, bardzo lubie motory i sama bym chetnie jezdzila. Mam tez kolegow ktorzy na motorach jezdza, w kaskach! i wiem jak czesto cos sie dzieje.
Nie mowie że "mi wolno bo ja płacę i nic komu do tego", ale nie mam sobie nic do zarzucenia: ze przez moja bezmyslnosc ktomus innemu moze brakowac na leczenie.
trusia to jest bardzo często spotykane podejście 😉 znam też wiele osób, które jeżdżą bez kasku bo nie chcą zniszczyć fryzury albo poci im się głowa 😉
edit: aaaa i jeszcze mnóstwo moich znajomych zakłada kask na skoki, bo SKOKI SĄ NIEBEZPIECZNE! 😵 Oczywiście jazda po płaskim jest bezpieczna, nie ma możliwości żeby koń się spłoszył, poniósł, zrzucił, przewrócił się etc. Tylko skoki są niebezpieczne 😉
Czy ja piszę nie po Polsku, czy Ty nie chcesz zrozumieć co ja tutaj powtarzam w każdym swoim poście? Spróbuję więc ostatni raz, ale prościej:
- nakaz w przypadku możliwości zaszkodzenia innej osobie - jak najbardziej TAK! - nakaz w przypadku możliwości zaszkodzenia wyłącznie sobie - niekoniecznie
prowadząc pod wpływem możesz zabić nie tylko siebie ale bogu ducha winną osobę jadąc bez kasku możesz zabić tylko siebie
Widać różnicę?
A czy ja piszę nie po polsku? To napiszę prosto: W Polsce w ramach ubezpieczenia zdrowotnego ZUS, to nie ty płacisz za swoje leczenie tylko inni. I ten system opiera się na bilansie ujemnym - więcej zdrowych płacących niż chorych korzystających. Widać różnicę? [/quote]
W takim razie mogę zapytać, dlaczego jeździsz motocyklem, zamiast samochodem? W samochodzie masz dużo większe szanse na nieobciążanie NFZ, niż na motocyklu. Potem przez takich ludzi jak Ty, którzy ryzykują życie i zdrowie dla własnego widzimisię, brakuje pieniędzy na leczenie chorych dzieci.
Rozumiem frustrację niewydolnością NFZ, ale doszukiwanie się przyczyny tej niewydolności w zbyt dużej liczbie pacjentów jest śmieszne.
znam też wiele osób, które jeżdżą bez kasku bo nie chcą zniszczyć fryzury albo poci im się głowa 😉
Ale ta fryzura to tez jest czasami problem. Moja kolezanka miala taki okres ze do stajni przyjezdzala tuz przed praca. I miala tylko tyle czasu zeby ruszyc konia, a potem wziac szybki prysznic i sie przebrac. Jakby jezdzila w kasku to musialaby umyc glowe, a na to nie miala czasu. Ja jakbym miala wybierac wsiasc bez kasku, nie wsiadac wcale albo isc do pracy w przetluszczonych, przyklapnietych wlosach, to wybralabym to pierwsze.
Ja jakbym miała do wyboru iść do pracy w przetłuszczonych włosach a nie iść do pracy już nigdy bo zabiłam się na koniu to też wolałabym to pierwsze 😉 Jak to się mówi "jak ktoś nie chce znajdzie powód, jak ktoś chce znajdzie sposób" 😉
Ty tak serio? Mówi się, że jak się nie chce to się znajdzie powód, a jak się chce to znajdzie się sposób... Kaski są wyposażone w takie systemy wentylacji, że nawet kosmyk wlosów nie jest mokry, wiec dla mnie ten argument o czasie i fryzurze jest .... (tu wstawić odpowiednie dla każdego słowo) Koń to koń, nie rower, nie samochód i pisane,że spokojny, że mój, że emeryt nie zmienia faktu, ze jest to zwierzę, które w dodatku na wszelkie "ale" reaguje ucieczką czy nam się to podoba czy nie.
smarcik Jak sie ma konia kilka lat i dobrze sie go zna to jednak malo prawdopodobne (nie niemozliwe) ze sie na nim zabije. Poza tym zalezy jaka praca... z biedronki cie nie wyrzuca za przetluszczone wlosy, a z pracy gdzie liczy sie wyglad i prezencja - tak.
I wiecie co? Mnie osobiscie malo obchodzi czy ona tak musiala czy chciala i sobie usprawiedliwienie znalazla, ale jakis to powod jest.
smarcik Jak sie ma konia kilka lat i dobrze sie go zna to jednak malo prawdopodobne (nie niemozliwe) ze sie na nim zabije.
Kiedy własnie w takich sytuacjach najbardziej niebezpieczna jest rutyna i to przeświadczenie, że się konia zna na wylot. Człowiek traci czujność. A tu nagle z zaskoczenia łup.
Ja tej zimy zaliczyłam glębę z mojego konia, którego znam od źrebaka i jeżdżę na nim lat 10, a może i więcej. I jest to koń, który nigdy, absolutnie nigdy nie bryka pod siodłem. A tu raz strzelił mi takiego barana, że się zdziwiłam, bardzo. Takich przykładów można znaleźć miliony. A żeby sobie krzywdę zrobić ten jeden raz wystarczy.
W takim razie mogę zapytać, dlaczego jeździsz motocyklem, zamiast samochodem? W samochodzie masz dużo większe szanse na nieobciążanie NFZ, niż na motocyklu. Potem przez takich ludzi jak Ty, którzy ryzykują życie i zdrowie dla własnego widzimisię, brakuje pieniędzy na leczenie chorych dzieci.
Rozumiem frustrację niewydolnością NFZ, ale doszukiwanie się przyczyny tej niewydolności w zbyt dużej liczbie pacjentów jest śmieszne.
Możesz zapytać i spieszę z odpowiedzią. Jeździłam motocyklem bo wychowałam się w "motocyklowej dzielnicy" i to tu było jak jazda na rowerze. Każdy miał, każdy każdego woził. Jak się z domu rodzinnego wyprowadziłam to mi się możliwości jazdy skończyły. I jakoś nie ciągnie mnie nawet do robienia prawka na motor. Miło wspominam ten epizod w moim życiu bo jazda motorem, tak jak jazda konna (dobra jazda) wymaga myślenia i doświadczenia i ciężkiej pracy i niesamowitej koordynacji ciała.
A teraz rzecz śmieszna: w moim przypadku statystyki leża bo akurat mając wypadek na motocyklu nie stało mi się prawie nic a jak wycedziłam gonga autem na autostradzie to mnie trochę bardziej poturbowało. I kontynuując statystyki - większość wypadków motocyklowych ma miejsce gdy w zdarzenie zamieszany jest samochód. Po prostu kierowcy aut statystcznie jeżdżą gorzej niż kierowcy motocykli (nie mówię o idiotach kupujących maszyny dla szpanu jeżdżących bez kombinezonów ale o normalnych kierowcach). Po prostu nie umieją sobie wyobrazić czym dla osoby na motorze są często nieeleganckie zachowania kierowców aut.
Masz prawo twierdzić, że ty uważasz, że nie powinno nikogo obchodzić czy ktoś jeździ w kasku czy bez, tak jak ja mam prawo twierdzić, zę za wypadki osób, które się o to prosiły powinny one płacić same (albo spłacać koszty potem) tak jak palący papierochy sami za swoje leczenie raka, nadciśnienia, astmy itd. powinni płacić. I tyle w temacie.
jak do tej pory zawsze mialam kaski, w ktorych mi nie wygodnie i poci mi sie glowa. zakladam tylko na skoki. mam w planie pod wplywem epk, zainwestowac w casco. ale na razie w kasku jest mi nie wygodnie, goraco i zle.
O rany, jak mnie denerwują pytania typu "dlaczego jeździsz motocyklem a nie samochodem?" Perszeron nie obraź się, to nie jest wycelowane w Ciebie, po prostu ostatnio ciągle słyszę to pytanie. Dla mnie to mniej więcej tak jakby zapytać "dlaczego jeździsz na koniu a nie na rowerze?" Ktoś kto jeździ konno wie dlaczego. I tak samo jest z motocyklami. Przepraszam za OT.
Co do wypowiedzi kotbury- ubezpieczyciel raczej nie wypłaci odszkodowania jeśli okaże się, że osoba nie miała kasku na głowie 😉 No i oczywiście trzeba w ogóle mieć ubezpieczenie obejmujące jazdę konną tj. ubezpieczenie od sportów ekstremalnych 😉
Masz prawo twierdzić, że ty uważasz, że nie powinno nikogo obchodzić czy ktoś jeździ w kasku czy bez, tak jak ja mam prawo twierdzić, zę za wypadki osób, które się o to prosiły powinny one płacić same (albo spłacać koszty potem) tak jak palący papierochy sami za swoje leczenie raka, nadciśnienia, astmy itd. powinni płacić.
O właśnie, to mi (z perspektywy byłej palaczki) daje do myślenia. Głupki palą, to ja w ramach zemsty, dla wyrównania, też zrobię coś takiego crazy i bez kasku czasem wsiądę! 😁
O, już wiem! Po prostu Ci którzy jeżdżą w kasku i nie palą, muszą wymyślić jakiś inny sposób naciągnięcia NFZ na koszty, żeby wykorzystać swoją działkę i żeby równowaga w naturze została zachowana! 💃
O rany, jak mnie denerwują pytania typu "dlaczego jeździsz motocyklem a nie samochodem?" Perszeron nie obraź się, to nie jest wycelowane w Ciebie, po prostu ostatnio ciągle słyszę to pytanie. Dla mnie to mniej więcej tak jakby zapytać "dlaczego jeździsz na koniu a nie na rowerze?" Ktoś kto jeździ konno wie dlaczego. I tak samo jest z motocyklami. Przepraszam za OT.
Wcale się nie obrażam, bo to było ironiczne pytanie. Sam jestem ex-motocyklistą z ciągłym zamiarem wymazania przedrostka ex.
Chciałem tylko dowiedzieć się gdzie przebiega granica między odpowiedzialnym minimalizowaniem ryzyka, a idiotycznym narażaniem się na niebezpieczeństwo. Rozumiem, że tą granice według większości wyznacza kask. Ale nie rozumiem, dlaczego nie można pójść dalej tym tropem i jeszcze bardziej przyspieszyć postępu w dziedzinie bezpieczeństwa i świadomości społecznej i tępić tak samo niestosowanie innych dostępnych środków zmniejszających ryzyko urazu. Może już za kilka lat niestosowne będzie wyjście bez kasku na ulice?
Wbijam się tutaj, żeby również zachwalić zachwalany juz tutaj casco Mistrall, jestem jego szczęśliwa posiadaczką od dwóch tygodni no i bardzo go lubię właśnie dlatego że moje krótkie włosy po ściągnięciu go z nich wyglądaj dobrze. Po jeździe w takim standardowym kasku zawsze miałam już do mycia bo miałam poodgniatane, a tutaj takiego efektu brak, więc polecam go również nie tylo ze strony bezpieczeństwa ale też estetyki 😉