A ja właśnie wróciłam z 3 godzinnego terenu. Młoda też oczywiście była, luzem. Dzisiaj się w niej obudziła krew folbluta. Była fajna zaśnieżona droga lekko pod górkę , a konie do galopu chciały to czemu nie 🏇 Własciwie to młoda pierwsza zaczęła, a my z Wigorem za nią. Strasznie rzucała w nas śniegiem z pod kopyt i postanowiliśmy ją wyprzedzić. Ruszyliśmy pełną parą , czułam jak Wigor rwie do przodu i go popuściłam, ale młoda tez dodała. Z daleka rysował się zakręt więc ustawiliśmy się z Wigorem po wewnętrznej, czuć było między nimi rywalizację i napięcie. W końcu szły łeb w łeb. Mój misiek dyszał jak lokomotywa parowa, ale się nie poddawał. Wtem ona na nas zerknęła okiem i poszła w długą tak, że zniknęła nam z oczu. Więc juz spokojnie zaczęłam wyhamowywać konia, bo nie było szans żeby ją dogonić i na długich wodzach kłusem podążaliśmy śladem Malty. Nagle zza zakrętu ukazał się jej rudy pysk , który podążał na przeciw nas. Niosła wysoko podniesioną głowę i wywinięty ogon do góry z zadowolenia. Po obcierała się po nas , dostała marchewkę w nagrodę i ruszyliśmy spokojnym stępem w stronę domu.
To było niesamowite przeżycie, aż czasem boję się pomyśleć co to będzie pod siodłem w przyszłości.