Ja mam jeszcze inne spostrzeżenie. Jak już cos ogarnę, poukładam i wydaje mi się że mam opracowany schemat wyjść do stajni to młoda zmienia jakieś swoje przyzwyczajenia i zmusza do reorganizacji uff... Jestem już wyspecjalizowana w logistyce przy zbyt wielu zmiennych a niektóre sytuacje powodują, że uchodzi ze mnie cała para. Ostatnio przy wizycie teściów ustaliliśmy, że oni zostają ja lecę się zrelaksować. Nie było mnie 3,5 godz. Dojazd (rowerem) plus jakieś atrakcje pogodowe i obsuwa czasowa jak ta lala. Wracam w utytłanych bryczesach, w progu siłuję się z ubłoconymi buciorami coby nie na wnosić do domu, wypieki na gębie, bo leciałam jak burza i słyszę od progu "Lusia to głodna jest", myślę "wieeeeem karmię ją o tej porze od 1.5 roku". Lecę do kuchni w tych bryczesach wstawić wodę i słyszę kolejne "Lusię to trzeba przebrać" Noż kurczę pieczone ręce mi się zaczęly trząść, bo nie wiedziałam w co najpierw je włożyć. Najgorsze (a może najlepsze) w tym wszystkim jest to, że moje cudowne dziecię ani zapłakane z głodu ani zasikane po pachy, siedzi z buzią uchachaną ze matka tak lata po domu. Dziadkowie nie są źli i wiem, że mają tylko jej dobro na myśli ale czasami jak słyszę po raz nie wiadamo który, że młoda ma zimną wodę do picia (nie wiem co to za mit, że dziecko ma nie pić wody w temp. pokojowej tylko podgrzaną) to wyć mi się chce. Nie wiem co bym zrobiła bez tych kilku wyjść w tygodniu. Siedzę z młodą w domu na wychowawczym do czasu jej pójścia do przedszkola. Tak ustaliliśmy. Poużalałam się ale: Nikt nie mówił, że będzie lekko.
Otóż to 😉 Pozdrawiam wszystkie "lekko" sfrustrowane mamy
Moja teściowa też kochana kobieta i bez niej nie ogarnęłabym się swegho czasu z dzieckiem tak, by mieć czas na konie. Ale też mi się nóż w kieszeni otwierał kiedy słyszałam : "Pójdziem na łogróek?" albo "podjładłeś? ( z akcentem takim strasznym) " albo "chłopy to już wróciły?" Ciągle miałam stresa że dziecko mi tak zacznie mówić. 😉 I namietnie karmili go po kryjomu pomidorkami z ogródka "bo takie zdrowe", a mały był uczulony na pomidorki i zawsze po nich miał sraczkę taką, że szok. I mimo, że się czasami wypierali, że "nie dawali", to w kupie jak wół ten niestrawiony pomidorek był widoczny. 😀 (jednak dobrze, że to już przeszłość) 😀
"Pójdziem na łogróek?" albo "podjładłeś? ( z akcentem takim strasznym) " albo "chłopy to już wróciły?" Ciągle miałam stresa że dziecko mi tak zacznie mówić.
Po latach (dlaczego dopiero po latach?) zaczęło doprowadzać mnie do szału żądanie robienia kilku rzeczy na raz. Nosz... Zaczęłam jak ta żaba "no przeeecieeeż się nie rozdwoję" 🤣 Ta naprawdę, to trzeba było kilku awantur (i konsekwencji), żeby zaczęły docierać do mnie "polecenia" PO KOLEI. Warto protestować od razu a słowa "za chwilę" włączyć do repertuaru.
Halo, Twoje zdjęcie z córką mnie zainspirowało. Moja ma wprawdzie dopiero 6-ść lat i na razie deklaruje chęć kontynuowania rodzicielskiej pasji ale jak to będzie kiedyś zobaczymy. Na pewno nie będę jej zmuszać do jazdy konnej ale chciałabym żeby jeździła...
Moje dziecko jest aniołem ponieważ mogę ja zabrać ze sobą do stajni i spokojnie pojeździć lub polonżować.
Bawi się z psem, na sianie lub na huśtawce - 6 lat
Pomaga przy czyszczeniu konia, uwielbia kopytka malować i czyścić, nawet wybiera ze mną kupy z boksu 😁
Dramka, moja jak mieliśmy konie na stajni pensjonatowej robiła to samo. Ja sobie jeździłam a ona w zasięgu mojego wzroku bawiła się albo zawsze znalazła jakiegoś wujka albo ciocię którą mogła zagadać na śmierć...
Bardzo optymistyczne te Wasze zdjęcia 🙂 Perspektywa kilku najbliższych lat kiedy bez pomocy się nie obędzie może nie jest jakoś szczególnie zachwycająca ale jedno już wiem, przy dziecku czas leci jak szalony, więc ani się obejrzę... Zaczęłam jak ta żaba "no przeeecieeeż się nie rozdwoję" 🤣 Ta naprawdę, to trzeba było kilku awantur (i konsekwencji), żeby zaczęły docierać do mnie "polecenia" PO KOLEI. Warto protestować od razu a słowa "za chwilę" włączyć do repertuaru.
Uczę się tego opornie bo opornie ale jadnak. Pracuję też nad tłumieniem zapędów do robienia wszystkiego SAMA, bo właśnie wtedy nie wyrabiam i spirala frustracji aż furkocze 😀
Dziś niespodziewanie miałam wolne, a normalnie we wtorki pracuję do 16.30 i co drugi wtorek ( to właśnie ten) odbiera Igę moja matka z przedszkola. Wczoraj ją uprzedziłam lojalnie, że mogę mieć wolne, a dziś uczciwie zadzwoniłam i powiedziałam, że mam wolne, ale jestem w stajni, mam konie do pojeżdżenia i skorzystam z czasu i wyczyszczę sprzęt. No i ok powiedziała, żebym przyszła jak mogę wcześniej, tak żeby Igę zaprowadzić na plastykę ( na 17.00) , gdzie idzie się minut 5. Ige odbiera się z przedszkola koło 15. Z stajni do domu jadę maks. 30 minut. I co? I 15.12 miałam telefon czy ja aby już wracam, bo jakbym nie wiedziała to jest właśnie tydzień przedświąteczny!
No jak ja nie lubię takich numerów!
A teściowa- tak, najlepiej jakby jej dziecko zwieźć na kilka dni ( mieszka 15 km od nas), ona bardzo chętnie się nim zajmie. Tylko, że moje dziecko się z nią nudzi, bo ona wiecznie przy garach stoi, albo uprawia ploteczki z sąsiadkami, któe przychodzą. O spacerach ( piękne tereny) można zapomnieć, bo albo wieje, albo leje, albo zimno, gorąco, duszno , chmury itp o kąpieli w zalewie latem nie ma mowy, bo strach, ze sie utopi dziecko. W ostateczności zakurzone podwórko zostaje, o ile akurat nie stoi przy garach, bo najważniejsze jest jedzenie. A już napychać dziecko dietetycznymi produktami (np chrupki kukurydziane) non stop to jest ekstra. I od ostatnich wakacji, kiedy Iga w pierwszym dniu zadzwoniła, że chce do domu, bo babcia nie chce sie z nią pobawić, bo gotuje, a wcześniej zajmowała się Alą (roczną siostrą cioteczną, z którą babcia jest codziennie, a jej rodzice mieli akurat urlop) stwierdziłam, że mam w dupie taką wyrękę.
Ja tam będę szczęśliwa, jak mi ktoś w ogóle dziecka przypilnuje, na zasadzie że będzie patrzeć, czy sobie krzywdy nie robi, ale będzie musiało zająć się same sobą. Nawet nie nastawiam się jakoś specjalnie na to, że tatuś będzie je niańczył. Pewnie, że bardzo bym chciała, ale wolę polegać sama na sobie. Wiem z doświadczenia, że dużo mniej wtedy rozczarowań. I będę uskuteczniać metody "bezpiecznego posiadania dziecka przy sobie kiedy chcę coś zrobić" - chusta, wózek, zamykanie w aucie 😁, w stajni już obwieszczam budowę kojca dla dzieci 😂
Może to głupie co napisze, ale zawsze sie stresowałam jak Tymek chodził po stajni ze względu na wysokość jego głowy od podłoża i zasięgu kopyta przy ewentualnym kopie nawet nie mojego tylko obcego konia. I czasami zakładałam mu kask do stajni.
demon, to w ogóle nie jest głupie. Ja sobie nie wyobrażam puszczać dziecka na korytarz stajni, jeśli na korytarzu jest jakikolwiek koń. Tak samo zawsze mam lekkiego stresa, jak konie na jazdę są przygotowywane przed boksami, a do stajni nadciąga niedzielna rodzinka z dziećmi...
Ja też. Moje dziecko nie kręci się po korytarzu chyba że przy mnie i przy moim koniu bo tylko do niego mam zaufanie jeżeli chodzi o moje dzieci. Zazwyczaj siedzi w sianie 😁
No a moje sie kreci, co nie oznacza,ze lata jak głupie po korytarzu, ale zmienia pozycje i nie jestem w stanie wyegzekwować od ruchliwego dziecka zazwyczaj, żeby w tym jednym miejscu siedziało na demonowej skrzynce przez 20 min.
No ja wam powiem, że niestety ja nie mam nikogo do pomocy i cały dzień sama. Mąż nie da rady mi pomóc bo musiał nadgodziny w pracy wziąć bo niestety ale u mnie w firmie był jakiś bałagan kadrowy i jeszcze teraz (a już jestem 2,5 miesiąca po porodzie) nie dostałam kasy z ZUS za czas zwolnienia przed porodem... więc zrobiło nam się "biednie", bo to ja byłam ta, której pensja stanowiła realny rodzinny budżet. Do tego w dniu mojego wyjścia ze szpitala się przeprowadzaliśmy do nowego domu, który jest cały niewykończony, a wiadomo ile budowa ciągnie kasy. Więc się przyznam, że czasami to mi się ryczeć chce na tym zadupiu (tam nie mam internetu), sama w pustej chacie (mebli, drzwi itd. jeszcze brak) i tak przez parę dni i nocy bo mąż na wyjeździe. I seryjnie to czasami nie daje rady nawet zębów umyć bo mały ryczy (gigantyczne kolki) i jest z tych co na maxa 1,5 h bez żarcia dają radę ( w nocy też). Zrobić sobie jakieś śniadanie czy obiad to już po prostu luksus jest. Teraz przyjechałam do mamy do Szczecina na tydzień to odżywam, bo niestety teściową mam pod nosem ale dziecka bym jej nie zostawiła. Dobra kobieta jest i życzliwa, ale prosta i z gatunku "wszechwiedząca". Na pierwszej wizycie u nas zaczęła małemu na siłę głowę obracać "bo czemu ma na jeden bok położoną, tak mu się potem wykrzywi i mu tak zostanie". Ubieranie czapki w domu i inne takie kwiatki... no ogólnie- Nie ma takiej opcji żeby ją samą z dzieckiem zostawić - umarłabym ze stresu, że mu coś durnego zrobi. Ja ją muszę pilnować nawet jak obok jestem 😵
Mój mąż zazwyczaj ma patrzeć na dziecko jak ja robię coś przy koniu ale efekt jest taki że kiedyś sobie weszłam z kobyłą do boksu a mój synek przydreptał za mną i dosłownie przepchnął się pomiędzy tylnymi nogami a ścianą boksu (od drugiej strony niż ja stałam), jeszcze przelazł pod brzuchem i wielce zadowolony do mnie przyszedł. Kobyła mu się usłużnie odsunęła, a mnie zmroziło :/ Nie mówiąc o nagminnym włażeniu pod konia ze szczotkami, obchodzeniu z tyłu itp
Takie małe dzieci w ogóle nie mają dystansu, traktują konia jak mebel i nic nie pomagają tysięczne tłumaczenia. Jakiegoś tam respektu to dopiero nabierają w wieku 5-6 lat. Także niestety trzeba mieć oczy dookoła głowy z dzieckiem w stajni, już lepsze takie w wózku, przynajmniej jest stacjonarne 😀
U nas właśnie zaczął się kolejny etap wypraw do stajni z synkiem. Jak był malutki, to usypiałam go w wózku, wózek stawiałam przed stajnią i heja do roboty - sprzątanie, ścielenie, szykowanie siana i wieczornej kolacji, zamiatanie itp. Od kiedy zaczął chodzić, wózek poszedł w odstawkę. Teraz ma trochę ponad 1,5 roku, zatem gdy muszę z nim porobić w stajni, zamykam drzwi, żeby mi nie prysnął na dwór, otwieram wrota na halę (nikt inny w okolicy nie ma takiej dużej krytej piaskownicy) i on do zabawy z psem, a ja do roboty. Oczywiście bardzo chętnie mi pomaga - pcha taczkę, macha miotłą, miesza owies z otrębami (rozsypując na boki) i biega po każdym boksie, który akurat pościelę. Ale teraz przynajmniej cokolwiem mogę z nim zrobić. kotbury, ciężko z taką teściową - dwa razy więcej pilnowania z nią niż bez niej. Ale uszy do góry, trzymaj się.
kotbury, ale tą główką na jedną stronę to się zainteresuj 🤔 Zostać nie zostanie, ale np. późniejsze skrzywienie kręgosłupa wysoce prawdopodobne. Posprawdzaj maleństwu napięcia mięśniowe i odruchy neurologiczne.
A ja nie dalej jak przedwczoraj usłyszałam: "może nie zamykaj psa (dużego) w boksie z tarzającym się koniem, bo piszczy (pies)". Hi, hi - ale jakbym tak nie zauważyła dziecka "cichaczem wlazłego" do boksu? Na psy uważajcie - u nas nie dało się szczeniakowi wytłumaczyć, że do końskich kopyt się nie startuje, i niestety 🙁 dał radę wparować pod kopyta w galopie. Czy się wyliże? Trzymamy kciuki, niewiele więcej można zrobić.
kotbury, szacun, jesteś hardcorem z tym wsiadaniem sama z dzieckiem! (i z tym byciem nonstopkolor sama na codzień) Hm robiłam różne rzeczy z dziećmi - przykładowo budowałam z dwójką dzieci 3,5 oraz 1,5 roku "klosówki" w lesie, budząc podejrzenia grzybiarzy - ale wsiadania bym sama nie ogarnęła.
Kask bardzo dobry pomysł.
Dzieci w stajni się boję od kiedy omal nie spowodowałam tragedii (urwana tranzelka, niedomknięty(!) lonżownik, galop luzem na stajnię, drugi koń stępowany w ręku zabiera się przy okazji, dwa wpadają na tzw. pełnej k.rwie w bramę... za budynkiem kilku dorosłych i kilkoro dzieci,w tym moje... Nic się nie stało. Ale już nigdy nie pozwolę by między placem do jazdy a miejscem gdzie dzieci są luzem pod stajnią nie było zamkniętej bramy. Nie mówiąc o zamknięciu lonżownika.
Odświeżam trochę temat 🙂 Melduję, że zaliczyliśmy drugie zawody z brzdącem "piersiowym" 😅 Starsza córka została u dziadków, z małym niestety nie mogę się rozstawać z racji jego niechęci do butelki 😉 Daliśmy radę, ale tylko dzięki dużej pomocy ekipy z naszej stajni - w piątek konia sami zapakowali, zawieźli, wypakowali, nakarmili, tak samo wyglądał powrót. Bez ich pomocy i bez pomocy męża mogłabym zapomnieć o startach. Zdjęcie z przerwy między konkursami: