maluda współczuję!!! doskonale to rozumiem! Livia To fajnie, że zmieściłaś się w deszczowej "luce" 😀
Ja dzisiaj wreszcie z moim brudasem pojechaliśmy do lasu!!!!! Boże! jak było cudownie! Oj! brakowało mi tego bardzo! Pogoda dopisała!!! WRESZCIE! Słońce nie zawiodło, a w lesie było pięknie!! Niestety nie zrobiłam fotek, szkoda, ale miałyśmy z koleżanką spotkanko z motorami terenowymi... mało nie umarłam ze strachu 🤔 dzisiaj w lesie ujeżdżali jak opętani. Jedna grupa wyjechała jak my wjeżdżałyśmy do lasu, a druga grupa ruszyła za nami 🤔wirek: Właściwie to oni nas nie widzieli, bo byłyśmy już za barierką schowane, a oni chcieli wjechać i oczywiście gazowali. Dziwna rzecz, jak nas zobaczyli to zatrzymali się gazując nadal. Na szczęście odpuścili i nie pojechali za nami, ufff!!!! Konie zdenerwowane, spięte i gotowe do ucieczki, ledwo je powstrzymałyśmy przed zwianiem. Mam nadzieje, że jutro będzie spokojnie i sucho 🏇
My dzisiaj też w terenie. Dojazd do lasu wymaga od nas przejechania odcinka trasy ulicą. Na szczęście w niedziele nie ma zbyt dużego ruchu. Las dopiero odkrywam, dzisiaj wyczaiłam m.in. jezioro. Ponoć gdzieś dalej jest drugie. Następnym razem zrobię zdjęcie. W drodze powrotnej oczywiście się zgubiłyśmy - norma w moim wypadku. Na szczęście ktoś wymyślił nawigację w telefonie...
nefryt, super że udało wam się pojechać - chociaż współczuję spotkania motorów. Dobrze, że wasze konie się nie spłoszyły od gazowania... 🙂
vanille, łoł, że ci się tak chciało przez miasto jechać 😉 Fajne te tabliczki 😁
My dzisiaj też byliśmy, ja normalnie kocham taką jesień i taką pogodę - a pod koniec terenu wyszło piękne słońce jeszcze do tego 🙂 Liczę, że jutro będzie co najmniej równie ładnie!
Livia cudne kolory i fajne zdjęcia!!! Świetnie, że miałaś pogodę 🙂 całe szczęście, że ta nasza przygoda skończyła się dobrze 🙂 oczywiście dzisiaj też jeździli jak zwariowani po lesie. Teraz to mam stracha jechać do tego lasu...zobaczymy jutro! 🤔 Niestety pogoda u nas do kitu: jedna wielka mgła.... 😤 vanille ciekawy pomysł z tymi tabliczkami. A czy ktoś sprawdza te tabliczki?
Livia, piękna jesień! Uwielbiam wasze zdjęcia. Przez miasto oczywiście jechać się nie chce, ale to jedyna możliwość dojazdu do fajnego lasu... koń na szczęście nawykły do ruchu ulicznego, czasem tylko autobus jeszcze na nim wrażenie zrobi. strzemionko,nefryt, w Niemczech 'końskie prawo' bardzo się różni w zależności od landu. W Nordrhein-Westfalen za korzystanie z dróg publicznych płaci się co roku specjalnie na tę okoliczność wymyśloną opłatę, a te tabliczki są niejako potwierdzeniem jej uiszczenia. Każdy koń wyjeżdżający poza ośrodek powinien być w stanie się wylegitymować w ten sposób, jednak zdarzyło mi się już widzieć osoby bez takowych (chyba, że miały gdzieś pochowane po kieszeniach 😉 ).
Przynajmniej jeździsz "legalnie" 🙂 w sumie jest to jakiś pomysł uregulowania tych spraw. Hahahaha! Pewnie mieli w kieszeniach, tak jak mówisz, bo kary z pewnością są dotkliwe! 😀
nefryt, z drugiej strony trochę to denerwujące, że już tak dosłownie wszystko jest w jakiś sposób uregulowane... ja np. byłam nauczona, że jak koń narobi w terenie - na małej drodze, komuś pod oknami - to się zsiada i sprząta. Tutaj w podobnej sytuacji ludzie olewają, bo przecież płacą za użytkowanie dróg - niech miasto sprząta. Poza tym jest też wyraźne oznaczone, gdzie koniem w lesie wjechać można a gdzie nie. Trasy konne są wprawdzie dość rozległe ale często przebiegają równolegle wzdłuż tras dla pieszych, oddzielone tylko krzakami. Czasem kusi, żeby wjechać jednak w ten bardziej dziki las, gdzie ścieżki są, ludzi jakby mniej więc i przyjemniej... ale nie ma znaczku z konikiem, więc wjeżdżać nie wolno. Moim zdaniem Niemcy trochę przesadzają i czasem idą za daleko w kwestiach rozmaitych 'prawnych regulacji'. Zresztą to samo można usłyszeć od tutejszych mieszkańców.
Na moje szczęście mam dosłownie kawałeczek drogi i już na polu jestem zatem sprzątanie kup to kwestia jednego wypadu na kilkadziesiąt. Właściwie koń nawet na drodze nie zrobi, a jak już to (autentycznie) ustawia się dupą do krzaka. Zabawna siwa wymyśliła sobie taki manewr. Natomiast za swój obowiązek uważam sprzątanie odchodów sprzed posesji, o ile takowa jest. Jeżeli zwierzę załatwi się na poboczu, a wokół nikt nie mieszka to strącam butem na pole, ot naturalny obornik.
maluda, haha, w takim razie czyścioch z tego Twojego konia 😀 Poza tym widzę, że strącanie butem na pobocze to nie tylko mój sposób 😁 czekam aż ktoś wymyśli jakiś przenośny, kompaktowy zestaw do sprzątania w terenie. Ja również w życiu bym nie zostawiła komuś takiej niespodzianki pod oknami... i nie potrzeba do tego żadnych prawnych regulacji. Po prostu jeśli ktoś jeździ stale tą samą trasą i jest znany w okolicy to nie pozwoli sobie na coś takiego - wstyd, po prostu.
vanille jest w tym trochę racji, ale jednak wolę wersję niemiecką jesli chodzi o możliwość legalnej jazdy. U nas wszystko jest do góry nogami 🤔 masz rację z tym sprzątaniem. Tego wymaga od nas kultura osobista. maluda ja tez sprzątam jak siwy narobi przed posesją. Schodzę z konia i butem zgarniam 🙂 Fajną masz tą kobyłkę 🙂 szkoda, że mój tak nie umie 😉
Młoda tak sobie wymyśliła i jeżeli ma sposobność to woli w taki sposób się wypróżnić... A gdy jej brak to wiadomo, pod siebie.
Zawsze jak idę na spacer to zakładam buty "do zadań" specjalnych, czyli adidasy x letnie (mało wyjściowe) zatem przewalanie kupy nie stanowi dla mnie problemu.
maluda Hahahahaha!!!!! dobre! no ja niestety takich nie mam i potem czyszczę je zanim wejdę do auta. Jak na złość siwy potrafi wyprodukować tyle tego towaru, że nieźle namacham się :P
mój koń kiedyś narobił pod cmentarzem... oczywiście po terenie poszłam i zebrałam. Narzeczony się śmiał, że partyzanci nosili małe szpadelki w plecakach do zakopywania łupu i ja też muszę taki mieć 😂
A tak w ogóle to kupiłam sobie nerkówkę, ciekawe kiedy ją wypróbuję 🙄
Swoją nerkę zgubiłam i ostatnio miałam problem z ulokowaniem telefonu. Kieszenie w bluzie płytkie zatem istniało ryzyko, że w kłusie mi on zwyczajnie wypadnie. Ale zawiązałam kamizelkę na pasie i nic takiego nie miało miejsca.
nefryt, no może to zależy od doświadczeń, mi się w Polszy zawsze dobrze jeździło w tereny i raczej nie miałam żadnych złych przygód. Prawdą jest, że wszystko ma swoje plusy i minusy 🙂
strzemionko, te małe szpadelki to może i by nie były takie głupie, ja serio czekam na jakiś patent w tej materii! Nawiązując do wypowiedzi maluda, - ja mam w sumie obecnie jedną parę sztybletów i trochę mi jej szkoda do takich zadań 😀 wcześniej miałam dodatkową gumową parę, która służyła do ciorania i nimi się posiłkowałam w takich sytuacjach. Ale niestety dopełniły już żywota i chyba czas rozejrzeć się za czymś podobnym... Mam też jakieś stare, zwykłe buty, które mogłabym ewentualnie zakładać ale jakoś nie wyobrażam sobie jechać w teren w nie-końskich butach. Mam zbyt bujną wyobraźnię i boję się, że mi się stopy będą ślizgać w strzemionach albo nie daj Boże bucior mi utknie w strzemieniu 😀
vanille do jazdy mam zupełnie inne buty, ale zazwyczaj wybieram się do dużego lasu, gdzie mogę dojechać do niego przez łąki bądź kawałeczek (niecałe minuta) jezdnią. Doprawdy małe szanse są na to, że koń w tym konkretnie momencie zrobi mi kupę.
A jak idę w ręku to wybieram zazwyczaj mały las, a aby do niego dość to muszę przejść osiedle. Wtedy zakładam buty "specjalne".
ja zawsze wciskam telefon do kieszeni bryczesów choć przy obecnej wielkości aparatów czasem to trudne Vanille Moim głównym kryterium podczas wybierania telefonu było, żeby był wodoszczelny, mógł spadać z konia i mieścił się do kieszeni od bryczesów 😁
Livia doprowadzasz mnie do szału z zazdrości! Przepiękne fotki! 💘 Czas na jesienne tereny ... jestem w trakcie wybierania nowego komputera, mój zawiódł, fot nie ma - czasu na terenowanie także 🙁