dz jeżdżę tak od 2 lat i:
po 1na smycz biorę psa tylko jak wjeżdżamy w teren zabudowany/na aswaltówkę, co robimy bardzo rzadko i na bardzo krótko bo staram się omijać wioski jak mogę
po 2 płoszenie się Pyzy polega zwykle na gwałtownym znieruchomieniu i do tej pory jedyne krwiożercze strachy jakie spotykaliśmy czaiły się w lesie
po 3 Haidi jest napakowanym dogiem niemieckim: jeśli będzie chciała się ewakuować z daleka od konia, a ja nie puszczę smyczy ściągnie mnie z siodła i powlecze za sobą jak szmaciaka (na razie nie próbowała 🙂
😉
edit: moja towarzyszka wszystkich terenów (kiedy miała 1,5 roku)