a ja się podpisuję tylko pod tym,że się strasznie boje 2010. 🙁
Dokładnie. Ten rok dobił mnie okrutnie. W dalszym ciągu musze zamykac pewne sprawy, bardzo cieżkie i mało przyjemne. Boję się czy 2010 będzie dla mnie łaskawy i uda mi się wyjść na prostą. Ze zdrowiem też nie koniecznie więc naprawdę nie wiem co o tym mysleć i jak sie nastawiać. Mówicie, gorzej już być nie może. Oby Wasze słowa się sprawdziły, bardzo tego pragnę.
A u mnie było sympatycznie, bez szału - zwyczajna impreza. Wyjątkowo bez kaca, bo następnego dnia szłam do pracy, więc szaleć za bardzo nie mogłam. No, ale nie po to akurat tę imprezę wybrałam 😎 Hihi, zobaczymy co przyniesie rok 2010 😉
aaah, ja co roku wielki szał ciał, imprezy z rozmachem i tygodnowy kac, ale tym razem było zupełnie inczaaaej. Spedzilam sylwka tylko z chłopem i wcale ale to wcale nie żałuje, było cudooooownie🙂 a w nowym roku mam duzo zadan do zrealizowania. Tak więc start!
W sposobie witania nowego roku chyba nikt mnie nie przebije. W Sylwestra budowałem boksy i po karmieniu koni w domu byłem już około 21. Kolacja, wymiana pompki w pralce ( bo wredne cholerstwo zepsuło się akurat wtedy, kiedy było najwięcej prania i wypierania zapachu spalenizny ). A potem, około 23.30 uznałem, że przed powitaniem Nowego Roku zdążę się jeszcze wykąpać. Gorąca woda w wannie była rewelacją wieczoru. Błogość... Aż tu nagle, ale to zupełnie nagle, woda zrobiła się chłodna. Szczękając zębami wyskoczyłem z wanny, wytarłem się i spojrzałem na zegarek. Nowy Rok trwał już od ponad pół godziny. Zakradł się zdrajca niepostrzeżenie, ale mam nadzieję, że będzie lepszy od poprzedniego. Czego i Wam życzę.