[quote author=lets-go link=topic=107.msg338678#msg338678 date=1253428659] let go sadze ze Anka jezdzi na tyle dobrze i ma na tyle dobre oko z ziemi na codzien, ze jej koni tendencja do chowania sie nie dotyczy i ze ma nad nimi taka kontrole, ze gdy zechce moze ustawienie glowy kazdemu z nich zmienic.
wiec chyba troche histeryzujesz.
Nie histeryzuję. Są po prostu "schowane" i mają "falscher Knick" (załamanie w niewłaściwym miejscu szyi). Czy to są "konie Anki" czy "konie Basi" czy "konie Marka". Schowane i tyle. Rozumiem że nikt się nie ośmieli podważyć wypowiedzi Anki z "szacunku" do faktu że pracuje w stajni sprzedażowej w Niemczech. Rozumiem że słowo "bereiter" działa. 🤔wirek: Anka Więcej warszatu, mniej kitu. 😉 Mogę też zupełnie swobodnie dodać, że ma słaby dosiad (patrz zdjęcia z Verden). Praca w stajnie nie warunkuje do doskonałego warsztatu jeździeckiego. 🤔 Ale podejrzewam, że gdyby Anka pokazała parówkę i powiedziała że to najwyższej jakości wędlina, większość by uwierzyła.
(P.S. Skąd to wiem? Może po prostu widziałam jak Anka jeździ? Może interesowałam się koniem od jej pracodawcy, bo to dość znana stajnia sprzedażowa?...) [/quote]
Jaaasne... teraz to juz zaczynasz mnie osobiscie atakowac, co mi sie coraz mniej podoba. Jesli mnie na zywo widzialas, to prosze powiedz mi, kiedy bylas u nas w stajni i ktore konie probowalas. Jesli juz otwarcie mnie krytykujesz, to przynajmniej podaj mi przyklady, wg ktorych moge "otworzyc oczy" i przekonac sie do tego, ze Twoja krytyka jest uzasadniona. Wiecej warsztatu, mniej kitu? 😵 😵
P.S. Musze mojej trenerce powiedziec, ze ma slaby dosiad i ze obie musimy sie nad tym zastanowic, czy nie lepiej poprosic cie o konsultacje, aby cos z tym zrobic. 😎
Koniczka: Nikt nie twierdzi że Halo czy ktokolwiek inny jest wyznacznikiem czegokolwiek. Po prostu pytam sie oczekujac wyjasnienia nurtujących mnie kwestii - ktore to kwestie wynikaja wlasnie ze stwierdzen Halo ktore o ile pamietam nigdy nie byly negowane przez nikogo na forum.
To jest tak, ze sa konie, ktore same od siebie sie na wedzidlo pchaja, i te mozna spokojnie od samego poczatku "poprawnie/ksiazkowo" z nosem do przodu jezdzic, pod warunkiem, ze jezdziec jest w stanie na tyle utrzymac zad pod kloda, aby kon sie nie rozpadl.
Konie, ktore sie chetnie klada na reke i chodza "na przodzie", powinny byc rozprezane wyzej i tu konieczny jest nos przed pionem, i to najbardziej, jak sie da, bo jesli tylko zejda nizej i opadna przodem, to jezdziec bedzie konska glowa oral podloze i zad znowu pozostanie w lesie. Tu jeszcze wiecej uwagi nalezy przywiazac popedzaniu zadu ❗
Sa jednak konie, ktore sie chetnie chowaja - a takich jest wiecej - i te trzeba najpierw wogole wjechac na wedzidlo. Najtrudniejsza jest kombinacja konia chowajacego sie i idacego mocno w przod, bo tu najpierw trzeba zmniejszyc tempo, aby moc zaangazowac zad. W takim przypadku reka nie dziala w tyl, ale dziala przytrzymujaco, pozostajac w miejscu i pozwalajac koniowi najpierw samemu wejsc na wedzidlo, co poczatkowo jest, czy sie chce, czy nie, poza pionem. Z tej pozycji trzeba nastepnie tak rozluznic potylice, aby kon chcial isc z nosem w przod, ale tylko pod warunkiem, ze zad podaza. Jesli nie, wole 5 cm poza pionem, ale aktywnie i majac "cos" w reku, niz przed pionem a zad 100m za mna i wiszace wodze.
Te przyklady zapewniaja jezdzcom prace na kilka dobrych lat, wiec nie oczekujmy od 3-4-latkow perfekcyjnego ustawienia i podstawienia. To nie jest mozliwe.
Dodatkowo zapewniam, ze nie uwazam sie za nowa wschodzaca gwiazde ujezdzenia, mam nos nizej niz pepek i staram sie codziennie pytac, przygladac i prosic o pomoc, aby moc rozwijac sie jezdziecko. Niestety uwagi lets_go odbieram negatywnie, bo az taki rekreant ze mnie nie jest.
Milej niedzieli mimo wszystko zycze i dziekuje za wsparcie kujce, koniczce i taggi
Milej niedzieli mimo wszystko zycze i dziekuje za wsparcie kujce, koniczce i taggi
Ja również życzę kółku gospodyń wiejskich miłej niedzieli oddalając się w kierunku frakcji "koni jeżdżonych inaczej", znaczy naturalnie gorzej. 🤔wirek:
Ratunku 😵 . Nie wiem czy nas ktoś jeszcze tutaj pamięta ... chociaż z drugiej strony trudno nie pamiętać takich "kwiatków" 😁. Ostatni raz pojawiłyśmy się tutaj przed wakacjami. Głównym problemem był kontakt, a raczej jego brak 😉. Wakacje z samej definicji były wolne chociaż z powodów ode mnie nie zależnych. Na początku pracy nad kontaktem było całkiem nieźle klacz zaczynała ładnie rozluźniać się, czasami się wieszała ale wystarczyło lekkie przypomnienie i całkiem dobrze to wyglądało. Problem, który jest widoczny na poniższych zdjęciach trwa od jakiegoś tygodnia. Zaczęłyśmy wreszcie częściej pracować (5 razy w tygodniu, 2 razy wolne niestety dzień po dniu), a problem jest następujący: Heroina zamiast podążać i szukać kontaktu zaczęła zadzierać głowę, uciekać od ręki właśnie "w górę". A ja kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić 🤔 . Staram się ją "wypchać" na wędzidło, jednocześnie utrzymywać stały, delikatny kontakt na wodzach ale nijak mi to nie wychodzi. Klacz jest bardzo "do przodu" i doskonale wyczuwa, ze wystarczyć uciec od ręki i można włączyć motorek ile fabryka dała. Jesteśmy super przykładem na to co napisała Anka: "Najtrudniejsza jest kombinacja konia chowajacego sie i idacego mocno w przod, bo tu najpierw trzeba zmniejszyc tempo, aby moc zaangazowac zad. W takim przypadku reka nie dziala w tyl, ale dziala przytrzymujaco, pozostajac w miejscu i pozwalajac koniowi najpierw samemu wejsc na wedzidlo, co poczatkowo jest, czy sie chce, czy nie, poza pionem. Z tej pozycji trzeba nastepnie tak rozluznic potylice, aby kon chcial isc z nosem w przod, ale tylko pod warunkiem, ze zad podaza." Chociaż H. nie jest koniem młodym to wspaniale ilustruje takiego konia bo albo się chowa albo zadziera głowę. Moim jedynym pomysłem to lonża na wypięciu, żeby klacz zaczęła szukać kontaktu w dole ale nie wiem czy to odpowiedni pomysł. Żeby uprzedzić pytania: nie, nie mamy nikogo "na dole" i raczej nic nie wskazuje na to, żebyśmy miały mieć 🙁 .
Rozstępowanie na luźnej: Pierwszy kłus bez kontaktu: I próby jakiegoś kontaktu: i galop:
Weerka, na podstawie tych zdjęć chyba ciężko będzie cokolwiek powiedzieć, to po pierwsze A po drugie - nikt jeszcze nie skomentował fotek wklejonych przez poprzedniego użytkownika 😉
Mia: wydaje mi się że powinnyście popracować z koniem nad tym by stęp swobodny odbywał się jak stęp swobodny - głowa konia idzie swobodnie w kierunku ziemi.
potem w kłusie nad tendencją schodzenia w dół popracujcie
i wreszcie z tej dolnej pozycji delikatnie ustawić wyżej
Jak na razie ja widzę konia niespecjalnie rozluźnionego jakby już na dzień dobry przygotowanego do zaparcia się na wędzidle.
Może to być wynikiem twojej ręki niespecjalnie czułej i odpuszczającej kiedy trzeba - na co wskazuje tendencja to przeprostowania w łokciach i płaskich nadgarstków.
Jednocześnie widzę też niezaangażowane łydki takie sobie wiszące i tyle. A one mają współdziałać dopychając konia do wędzidła.
Abstrahując od powyższej dyskusji nt. przeganaszowywania, to ja trochę w drugą stronę: Mia, a dlaczego pierwszy kłus bez kontaktu? Co takie rozkłusowanie ma na celu?
Napisałaś, że macie problem z kontaktem - Nie uzyskacie go jeżdżąc na luźnej wodzy. Na dzieńdobry tak w sumie pokazujesz jej 'masz, koniku powoź mnie dookoła placu...' Mnie zawsze uczono, że kontakt ma być od pierwszego kłusa, który owszem ma być dla konia formą rozgrzewki, ma rozruszać mięśnie (bo nie wymagam bóg wie jakiego wygięcia, ciasnych wolt etc.) ale ma być równym, energicznym chodem po prostych z delikatną, podążającą ręką, ale na kontakcie.
Jak dla mnie to wasz problem zadzierania głowy wziął się właśnie z tego niestałego kontaktu. Bo raz on jest, raz go nie ma. Staraj odblokować rękę od nadgarstków w górę - może minimalne odstawienie łokci od ciała by ci pomogło. I z całą sympatią, patrząc tylko po fotach, to trochę za mało stabilnie jeszcze siedzisz ażeby 'coś więcej wymagać' Póki co skupiłabym się na usadowieniu ręki we właściwym miejscu i trzymaniu stałego i stabilnego kontaktu przy pilnowaniu tempa łydką. (a z takich bardziej estetycznych spraw - nie posiadasz sztylp? Naprawdę, przynajmniej mi od razu lepiej objąć konia łydkami...)
A co do lonżowania, to powiedz jakimi patentami dysponujesz, jakie masz doświadczenie w tej materii? No i wielka szkoda, że nie macie nikogo z dołu...
ElaPe, Co do pierwszej części wypowiedzi 😉: tak ja doskonale wiem, że właśnie na tym powinno to polegać ale kompletnie nie wiem jak się do tego zabrać. Koń pędzi do przodu, ja nie wiem jak ją uspokoić, żeby w końcu zaczęła pracować, a nie pędzić do przodu. Co do drugiej części: jeżeli chodzi o przeprostowane łokcie to na których zdjęciach? Tych z czy bez kontaktu? Moon, Klacz ma chory kręgosłup spowodowany ślepotą na jedno oko (tak na szybko pisząc przez nie jeżdżenie po tym wypadku doznała odcinkowego skrzywienia kręgosłupu) i naszą jazdę zawsze zaczynamy od stępa i kłusa na luźnej wodzy, żeby rozgrzać mięśnie i przygotować kręgosłup na jakiekolwiek wygięcia. Co do tego skąd się wzięło to zadzieranie głowy to bardzo możliwe bo jak pisałam już wyżej całkiem niedawno przestałyśmy jeździć bez kontaktu ... . Tak wiem, że jestem rekreantem, który w swoje słabe rączki dostał konia " po przejściach". Można by rzecz koń po przejściach, jeździec z przeszłością. Ale bardzo chciałabym żeby "jakoś" to wyglądało bo wbrew pozorom już dużo przetrwałyśmy 😉 Co do lonżowania to mam do dyspozycji czambon i wypinacze. Ostatni raz Heroina była na lonży w czwartek na wyżej wspomnianych wypinaczach. Moim zdaniem była bardzo udana. Klacz szukała kontaktu w dole chociaż tylko w stepie i kłusie. Nie wieszała się i zaczęła angażować zad. Na drugi dzień na jeździe na początku było całkiem nieźle do pierwszego zagalopowania po czym uznała, że ona jednak woli pędzić z zadartą głową.
Może to wynika raczej zbyt wysokiego anglezowania na tych zdjęciach? Bo rzeczowo patrząc to aby moje łokcie nie były tak wyprostowane to albo musiałabym mieć niżej tyłek albo wyżej ręce co byłoby już nie fajne?
Ja napisałam co myślę, patrząc tylko na zdjęcia nie znałam ani jej ani Twojej historii... Z tych dwóch patentów to chyba wybrałabym chambon, żeby kobył zaczął szukać kontaktu w dole... I jeśli miałabym do dyspozycji to zapięłabym czarną, luźno między nogami, żeby pokazać drogę w dół. (choć to w sumie efekt podobny do chambonu, a nie brzmi tak rzeźnicko jak 'strrraszna czarna wodza ;-) ) A co do przeprostowanych łokci, na kóre zwróciła Ela, to chociaż ja nie Ela (:P) to ja widzę je na pierwszych fotach z kłusa z próbami złapania kontaktu. W galopie jest trochę lepiej, i chyba nawet tak pewniej siedzisz, albo ona wygodniej nosi w galopie niż kłusie ;-) I znowu powtarzam, że piszę to, co widzę tylko i wyłącznie na zdjęciach.
edit: Jak dla mnie to niektóre foty są zrobione ze złej, przekłamującej perspektywy, ja np nie jestem w stanie powiedzieć czy dobrze masz ręce na fotach w galopie... I zauważ, że na fotach z kłusa Twoje ręce nie tworzą linii prostej w wodzami, tylko załamują sie w miejscu Twoich dłoni. Podniosłabym trochę rękę jednak. Anglezowanie może i jest trochę wysokie (łydki ci aż uciekają) ale zdjęcie to sekunda, więc może to akurat był jakiś nie taki moment. Na pewno anglezowanie nie powinno powodować u Ciebie podnoszenia ręki - to na bank.
Moon, Tak wiem, może fakt powinnam to napisać na początku. W środę (pon. i wt. wolny) postaram się albo na czambon albo właśnie na czarną wypiąć bo o tym też myślałam. Po prostu nie czuję się na siłach, żeby pomóc jej odnaleźć ten kontakt dlatego pomyślałam o lonży. Co do tego galopu/kłusa raczej wynika to z tego, że w pełnym galopie mam więcej kontroli nad nią niż w kłusie anglezowanym, zaś kłusu wysiadywanego nie możemy przez w.w. chory kręgosłup :/
Jak dla mnie taka lonża krzywdy jej nie zrobi, zwłaszcza, że jak napisałaś to już ją lonżowałaś i dało to jakieś efekty. no i te kłusy wysiadywane... Wiesz, skoro konina jest nierozluźniona, spięta kręgosłupem, to Tobie też raczej ciężko byłoby to wysiadywać... ;-)
A co do jakości chodów... To ostatnie miesiace jeżdżę takiego gagatka, który kłus przypominający start promu kosmicznego, który bardzo ciężko jest wysiedzieć, jeśli ów gagatek nie jest na jakimkolwiek kontakcie. Za to galop - baja. Obszerny, od zadu, energiczny. I o wiele łatwiej jest mi go przepychać obok 'strasznych' wózków, zakrętów w galopie, niż w kłusie, gdzie zanim 'dolecę' anglezując, do siodła to już konia nie mam pod tyłkiem, bo zawinął. ;-P
Mia myślęa , że jazda bez kontaktu nie przyniesie rezultatu . Ja bym próbowała jeździć konia mocno zadem i delikatnie na ręce (czyli tak jak ty) ale gdy koń Ci wyrywa głowę do góry trzeba przetrzymać z mocniejszą łydką jak przestanie odpuścić , dużo na łukach . Jeździłam na taki koniu (a nawet gorszym bo się strasznie do góry wyryjał) i to skutkowało . Czasem stosowałam też mocniejszą pomoc (pewnie niektórzy mnie tu zaraz zjadą)czyli mocne przytrzymanie na zewnętrznej i stanowcze pokazanie kierunku w bok kilka kroków odpuszczenie . Nie wiem czy możesz liczyć na pomoc kogoś z ziemi ale mój trener czasem takiemu koniu pokazywał gdzie głowa ma iść a ja jechałam łydką , oczywiście koń się buntował wspinał ale przynosiło efekty . Oczywiście jeszcze praca na chambonie dużo daje . Aha pisałaś że koń do przodu idzie , nie wiem może staraj się wolniej anglezować ?
Trolinka, tylko żeby jak piszesz 'mocniej przytrzymywać' ręką trzeba: a) wiedzieć, czuć dokładnie w którym momencie należy to zrobić b) wiedzieć jak mocno to zrobić c) zadziałać tak, żeby mimo wszystko łydka przy tym była mocniejsza od ręki!
Moim zdaniem w przypadki Mii, która jak napisała nie ma pomocy z dołu, która jak widać na fotach nie ma jeszcze na tyle równowagi i stabilizacji własnej ręki/łydki nie należy jeździć na zasadzie siły 'tu cię przeciągnę, a tu przekopię', bo efekt może być zupełnie odwrotny do zamierzonego. Zwłaszcza, że kobył też po przejściach i ma tendencje do zapitalania przed siebie bez kontroli...
Mia myślęa , że jazda bez kontaktu nie przyniesie rezultatu
Już napisałam, klacz ma chory kręgosłup dlatego pierwsze kilkanaście minut jeżdżę bez kontaktu. Co do tej łydki: przypuśćmy, że jadę na ścianie kłusem. Koń zaczyna unosić głowę do góry więc ja zaczynam używać mocniej łydki, koń zaczyna pędzić, unosi coraz bardziej głowę, a ja czuję się jak na cykającej bombie bo nie potrafię złapać z nią kontaktu więc tak na prawdę może zrobić co chce (ona, nie ja rzecz jasna)? Tak właśnie przeważnie to wygląda. W takim przypadku przeważnie zatrzymuję ją dosiadem do stępa. Kiedy zaczyna się uspokajać i opuszczać głowę zakłusowanie ...
I tak, na tę chwilę jak dla mnie jest Ok. Bo bierzesz ją na spokój - ona się nakręca, ty spokojnie przechodzisz do niższego chodu, pokazujesz, że ma być tak jak ty chcesz. Z czasem powinnaś móc ją opanowywać w kłusie. Ważne tylko, żeby wszystko było wykonywane spokojnie, z przyłożonymi łydkami ze spokojną, stabilną ręką (na kontakcie! ;-) )
Koń zaczyna unosić głowę do góry więc ja zaczynam używać mocniej łydki, koń zaczyna pędzić, unosi coraz bardziej głowę, a ja czuję się jak na cykającej bombie bo nie potrafię złapać z nią kontaktu więc tak na prawdę może zrobić co chce (ona, nie ja rzecz jasna)?
to trochę nie tak. Nie to że masz jej dawać sygnał łydką a koń to odczytuje - i nie dziwię się - jako sygnał do wzmożenia tempa.
Masz usiąść w siodło tak mocno, masz się w nie wessać tyłkiem przytrzymując konia tym samym by nie rozpędzał się, a łydką dajesz sygnał do zadu: pracuj i dojeżdżaj do mojej ręki która przytrzymuje to wszystko wespół z tym tyłkiem w siodle by koń weszedł na wędzidło.
Gdy wejdzie, jedziesz normalnie dalej pilnując oczywiście by koń szedł dalej w pożądanym ustawieniu. Musisz wiedzieć kiedy to ustawienie jest właściwe a kiedy nie. I działać już w momencie jak czujesz że coś się zaczyna dziać.
Mia czyli wydaje mi się , żę dobrze ją jeździsz . Ale np gdybyś próbowała nie do stępa tylko spokojnego kłusa ? myślę , że możę było by lepiej . Z tym bez kontaktu sory nie zauważyłam . Musisz się dogadać z koniowatym to może trochę jednak delikatniej (a mocniej niż normalnie) złap wodze i jedź łydką , spróbuj wyjechać na wolte uspokoić wolny kłus i znowu próbuj trochę kontaktu . A może koń do przodu bo za dużo żarcia dostaje ? albo boi się kontaktu bo ma coś z paszczą i go poprostu boli ? wyeliminowałaś to ? a Mia i chyba przede wszystkim dużo cierpliwości .
Już odpisuję: ElaPe Postaram się chociaż szczerze mówiąc średniemu rekreantowi trudno takie mądrości wcielić w życie gdzie ani on ani koń nie ogarnięty. Ale postaram się na tyle na ile potrafię tym bardziej, że dzięki wam mam już dosyć klarownie to poustawiane w głowie. Trolinka Tylko problem polega na tym, że trudno mi osiągnąć taki wolny kłus. Jak już się ogarnę w tym siodle i koń zaczyna zwalniać to trwa to dosłownie kilka kroków po czym jest: "acha było trochę wolniej to teraz znów zawinę kiecę i polecę" 😵 . Co do jedzenie to właśnie ten problem wyeliminowaliśmy. Koń dostaje mnie paszy energetycznej mam nadzieję, że w końcu będzie widać efekty. Co do szybkości to koń chodzi 5 razy w tygodniu tak jak pisałam i codziennie jest na pastwisku. Co do zębów to wszystko ok- sprawdzone.
Aha czyli pozostaje ci dużo pracy cierpliwość i takiego ogarnięcia , ustalenia kto rządzi . Teraz przynajmniej wiesz mniej więcej do czego dążyć spróbuj jakoś wcielić w życie a na pewno się uda no i ja jeszcze polecam ten chambon . Pamiętaj jak przyśpiesza zwalniać dosiadem a łydką tak jakby dalej do przody głowa powoli na kontakt jak się szarpie przytrzymaj troszkę puść wyrównaj tempo może koń wreszcie załapie ocb . Myśl przewodnia do twojej jazdy REAGUJ 😉
Mia, jeśli to Ci coś pomoże... mój mały też się w pewnym momencie stwierdził, że mu jest zdecydowanie wygodniej w kłusie jak zadrze głowę i poleeeeci.... i mnie osobiście bardzo pomogło to "wolniejsze", nieregularnie anglezowanie -> pochyliłam się do przodu, by nie stracić równowagi i nie klapnąć zadem w to siodło i na raz tyłek w siodle, na 2 tyłek w górze, koń momentalnie zaczął zwalniać, jak zwolnił, anglezowałam normalnie. Jednocześnie starałam się lekko "zabierać" nadgarstki do siebie, robić takie półparady i koń zwalniał. Z początku, kiedy zwolnił i kilka kroków kłusa szedł wolno, przechodziłam do stępa i chwaliłam. A, jeszcze taka oklepana kwestia... skoro mówisz, że klaczka zaczęła regularnie pracować to może.... siodło nie zrobiło się coś za ciasne?
Sankarita, Dziękuję bardzo za radę bo w takim momencie wszystko może się przydać. Po prostu jak nawięcej będę próbować, mam nadzieję, że Heroina sama mi "powie" co jej odpowiada. Co do siodła to zdecydowanie zbyt krótki okres, żeby się rozbudowała, sprawdzałam 😉
weerka: łokcie: mają byc ugięte a nie prawie proste dłonie: ustawione w pionie a nie na płask, ustawione o pięść nad kłębem i w takiej odległości od siebie - obecnie są za nisko i za szeroko wzrok: przed koniem a nie na konia skierowany - podnieś głowę palce stóp bardziej do konia
Łojej 😀iabeł: Zniknąć na kilka godzin a Wy już rozrabiacie? 🤬 Co do wcześniejszej dyskusji: trudno jest w jeździectwie o sytuacje idealne, m.w. tak, jak anka pisała. Ja nie trawię celowego łamania konia za trzecim kręgiem - i co z tego? masę osób tak jeździ. Jak jeżdżą tak będą mieli. Nieprawda, że nikt nie podważał moich opinii, np. była bujna dyskusja z balckmambą 🙂 Ale dlaczego koniczka mnie osobiście zaatakowała (tak to odebrałam) to nie rozumiem, tym bardziej, że jak pisze - mnie nie zna. Przecież było tylko pytanie o wyjaśnienie jak to jest, skoro opinie różne. Anka sama napisała, prezentując fotki, że to nie jest ideał. Ale ideał rzadko bywa 😕 Tak, niektóre konie jest szalenie trudno jeździć forward & down, na pewno w początkach pracy bywa to niemożliwe. Bo żeby w ręku jednak coś było jest jednak szalenie ważne. Ale nie mylcie terminów: koń przeganaszowany jest zawsze, gdy nos przekracza linię pionu w kierunku piersi (no chyba, że minimalnie). Natomiast nie musi być wtedy "schowany". Schowany jest wtedy, gdy pomoce jeźdźca ma... gdzieś. Mia Nikt nigdy nie da sobie rady z koniem od razu. A jeżeli da... to jest to wątpliwe. Ty na pewno nie masz teraz szans. Błędy dosiadu i ręki (wymienione) udowadniają, że nie nadążasz za reakcjami klaczy 🙁 I wtedy - gdy łeb poderwie - uzyskuje luz, a gdy mogłaby się spokojnie, choć wysoko i sztywno ustawić - to chyba chcesz ją "do pionu" sprowadzić. Nie podoba mi się to. Że skrajnie trudny koń (wady fizyczne są najtrudniejsze do przejścia) + słaby jeszcze jeździec, to mniejsza - bywa. Ale jak możesz pytać dlaczego i gdzie z ręką jest coś nie tak? Oczu nie masz? Gdzie linia prosta od wędzidła do łokcia? Więc wątpię w Twoją pokorę, a dużo pokory będzie Ci trzeba. No nic - to weźmie na siebie kobyłka - zdaje się - już wzięła. Nadal nie pojmuję co ma brak kontaktu do kręgosłupa. 🤔 Do fatalnej ręki jeźdźca + kręgosłup konia, owszem, dużo. Ale wtedy o normalnej pracy mowy być nie może. Na pewno trzeba dużo lonży, ze względu na kręgosłup na dużym kole. I znowu: od kiedy jedna! lonża ma problemy rozwiązywać? Radziłabym Ci jeździć dość długo po prostu w takim wysokim i sztywnym ustawieniu konia - skoro sobie tak życzy. Skupić się na utrzymaniu stałego, nadążającego kontaktu i miękko przyłożonej łydki. Proste, duże łuki, częste zmiany kierunku, podstawowe przejścia. Najpierw ustalić rytm i tempo! Dopiero potem można chcieć czegoś więcej. Nie zajmuj się łbem, tylko swoją ręką i rytmem/tempem. Musisz ją jeździć jak konia surowego. Od ledwie zajeżdżonego trzylatka też żądałabyś od razu nosa w pionie albo forward down? Czy też - żeby równo szedł i reagował na pomoce? Ustalisz rytm - przyjdzie rozluźnienie. Nie od razu Kraków zbudowano.