Do wsi mam 800 metrów. W tamtą stronę jechałem dwie godziny. Z powrotem godzinę. W dodatku od jutra jesteśmy w praktyce odcięci: paliwo w samochodzie, choć miałem dziś więcej niż 1/4 baku i tak zamarzło, a że spaliłem połowę przez te trzy godziny walki, to nie mam nadziei jutro w ogóle ruszyć... Zresztą, rozrusznik by już tego nie przetrzymał, podobnie jak sprzęgło.
Rzutem na taśmę przywiozłem dwa worki owsa i zakontraktowałem siano i słomę.
kurcze, gdybyś zaprzągł ślimaki do sań byłoby szybciej. My po ostatnim odśnieżaniu stwierdziliśmy, że zamiast odkopywać traktorem lepiej jest po prostu pojeździć tam i z powrotem...
A w Krakowie przy ulicy Łokietka mamy wiadukt mordercę - wchodząc podeń grzecznie szłam chodniczkiem brodząc w ciapcio - śniegu i bach... wlazłam na lód i z chodniczka zjechałam na ulicę, gdzie prawie zostałam przejechana, bo zakręt nie pozwolił kierowcy na zauważenie mojej osoby 😎 kocham zimę :kwiatek:
Nie wiem, ile jest stopni, bo nie mam termometru. Ale wyjście na dwór boli!
Konie oszronione, na zmianę wygrzewają się na grubej warstwie ściółki pod wiatą. I, wygląda na to, że nic im nie jest! Za to wanna, z której piły, zamarzła do końca, żadne próby odmrażania nic nie dają, trzeba poić z wiaderka.
nareszcie mamy piękną zimę w polsce, a nie jakąś przymrożoną jeśień! 💃
zamarzła mi pralka, teraz grzejemy ja piecykiem, a i dach mi przecieka, a dopóki nie rozmarznie nie można naprawić, ale nie czekam odwilży, bo się jej boję 🤣
jest pięęęęknieee. kocham taką zimę. na suwalszczyźnie kiedyś po sylwestrze zostałam aż do swych urodzin, bo się wykopać nie mogliśmy, na mazurach później, ręka przymarzała mi do klamki, i zamarzała cała wilgoć w nosie, odlot- jak się ma ciepłe ciuchy, to zima może trwać caly czas! chcę na narty i do lasu! a potem do grzańca wsród znajomych.
Obudziło nas dzisiaj ok. 4.00 rano dotkliwe zimno. Mimo włączonego na cały regulator konwektora. Rozpaliłem w kozie, ale pomogło niewiele. Ciepło jest tylko, kiedy się komin rękoma obejmie, na całej reszcie chatki panuje rześki chłodek, w kuchni już zbliżający się do 0: szmata do podłogi wręcz zamarzła...
wczoraj w Krakowie przeprawiając się spod Bagateli pod G.Krakowską przeewoluowałam na sopel lodu, szłam bite 20 min, bo kolana przestały mi się zginać i nie pamiętam o czym wtedy myślałam. dosłownie jakbym się teleportowała :P
zimno to mało powiedziane, mam odmrożone dwa palce i cały dzień leżę w łóżku...
a jednak. tradycji stalo sie zadosc: w tym roku rowniez, tak jak w poprzednich, zamarzla zimna i ciepla woda w lazience gornej, a w dolnej i w kuchni ciepla. juz myslalam ze zmiany w ociepleniu tych cholernych rurek i nagrzanie calej chalupy pomoze. dotad dawalo rade. ale nie dzisiejszej nocy. w dodatku nie zostawilismy odkreconego kranu na noc.. a to by pewnie pomoglo.. i teraz pusci jak temperatura spadnie do -5, wiec w moze w polowie tygodnia.
zatem czeka nas kilka dni z zimna woda. ale jest to zimna biezaca woda, wiec nie jest zle. no i na szczescie jest zmywarka, wiec przy myciu rece nie odpadna. a co do kapieli, hmm - czeka nas tzw. mala kapiel 😉 i grzanie wody w garze na kuchence gazowej. ale jak czytam co maja biedni ludzie w malopolsce, ktorzy np. nie maja pradu od 2 tygodni (albo Ty, jkobus) to wiem ze moje klopoty to pikus