Zakładałam taki sam temat na starej Volcie, teraz nawet go tam nie ma.
Rany pojawiły się w tamtym roku, koń nie mógł zranić się w boksie tzn. nie było nic ostrego. Po zamieszkaniu pod wiatą latem zaczęły się goić, ale ni stąd, ni zowąd znowu się pojawiły. W nowej stajni całkowicie się zagoiły. Zaczęła się zima, nic się nie pojawiło, koń zmienił boks, nic się nie pojawiło. Żadnych zmian, a nagle znowu zaczął się ranić, a jak się zagoiło, to zrywał strupy.
Dodatkowo jako prezent na obu tylnych pęcinach (z przodu i trochę po zewnętrznej stronie) także pojawiły się rany. Jakby o coś zahaczał, ale o co? Nie ma o co. Jedyne wnioski to takie, że próbuje lub tarza się w boksie i haczy wyciągniętymi tyłami, a więc właśnie przodem tylnych pęcin o szorstką ścianę, ale żeby aż tak? I dlaczego dopiero teraz... i dlaczego znowu te stawy skokowe?
Wasze propozycje jakie pamiętam: - za mało słomy i rani się przy wstawaniu - ścielone ma naprawdę sporo, a tyle gnoju robi, że ciężko byłoby się przez to przebić, nie robi też dziur w ściółce, - wygryza rany, bo go swędzą - nawet jeśli - skąd wziął rany i jakim cudem sięgnąłby w takie zagłębienie? - nie doczyszczenie tych miejsc - po zagojeniu miał to miejsce normalnie czyszczone
+ koń ma trudności ze wstawaniem, musi pomachać nogami zanim wstanie.
Jedyne co mi przychodzi do głowy, że jak już jakimś cudem zrobił sobie rany na stawach, to może słoma jakoś "podbija" strupki. Ale to wciąż dziwne.
Mój miał takie właśnie ranki na stawie skokowym całe lato i jesień. Odkąd zaczęłam dosypywać słomy w boksie i pilnować, by nie mógł w żaden sposób podczas wstawania sięgnąć betonu, zagoiło się. Uważam, że to właśnie skutek zbyt cienkiej ściółki, bo: -konie, które miały te ranki razem z moim, a nie miały dosypywane, nadal je mają -konie, które też mają cienką ściółkę w boksie, ale nie maja ranek, nie nabawią się ich. Mimo, że podczas wstawania może i ocierają się o beton, ich skóra na stawie jest zdrowa i pokryta włosem i to je chroni przez otarciem. A na rance jest strupek i ewentualnie cieniutka skórka bez włosów, więc bardzo podatna na tarcie o beton -stosowałam wcześniej najróżniejsze maści, spraye p/bakteryjne i nic to nie dawało
Jeśli rzeczywiście nie ma szans się zranić w boksie, ani podczas wyprowadzania i siedzenia na padoku to mnie to wygląda tylko i wyłącznie na rany powstałe w wyniku otarć o podłogę
A co jeżeli ma na tyle ścielone, że do posadzki nie ma szans się dostać? 🙂 IMHO to same strupki może rozdrapywać nawet na słomie, tylko skąd sie na początku rany pojawiły?
Dodam, że problem zaczął się mniej więcej równo z mrozami (kiedy siłą rzeczy ścieli się nawet wiecej). :|
Aquarius-moje pilnowanie polegało na pilnowaniu odpowiedniej grubości ściółki. 🙂 I pomogło. Zagoiło się. Czyli w naszym przypadku przyczyną była jednak zbyt cienka ściółka.
ja to nie mam pojęcia skąd te ranki mogły by być skoro ścielone ma dobrze itp
ale warto powiedzieć swoje domysły 🙂
może ma wrażliwsze miejsce tam i go swędzi/piecze (albo jeszcze coś podobnego) i po prostu "drapie się" aż do krwi, a potem ranki dalej pogłębia i zrywa
mówisz, że razem z mrozami teraz się zaczęło - może tam po prostu najbardziej odczuwa zimno (w sumie byłoby to trochę dziwne...) ze względu na osłabioną skórę wcześniejszymi rankami i próbuje się pozbyć mrowienia, tak jak ludzie odczuwają przy zmarzniętych np. rękach tylko tutaj byłoby pytanie - skąd były wcześniej?
dobra nie wiem, nic nie wniosłam i sama się motam 🤣
Kojarzy mi się, że moja Baba jako źrebak też miała takie rany. Pojawiły się nie wiadomo skąd i tak samo, po jakimś czasie- nie pamiętam jakim, znikły, by nigdy już się nie pojawić. Jak teraz o tym myślę, to obstawiam jakąś reakcję alergiczną.
Hmmm. W dziwnym miejscu te rany. Przód tylnych pęcin można wytłumaczyć tarzaniem się i haczeniem wyciągniętymi tyłami. Sprawdź boks centymetr po centymetrze, może jest tam jakiś element "bardziej szorstki" o który faktycznie koń zahacza. No ale skąd w takim razie rany na stawie skokowym? Jeszcze w takim miejscu, do którego trudno się dostać? Zębami przecież tego chyba nie drapie. 🤔 Fakt, konie potrafią się podrapać tylnim kopytem w ucho, mój jak go coś zaswędzi to tylko taką praktykę stosuje, ale zębami w staw skokowy.... To mi się wydaje równie prawdopodobne, co polizanie swojego łokcia.
Takie ranki na stawie skokowym dokładnie w tym miejscu miały u nas konie, jak miały codziennie czyszczone boksy...Odkąd stoją na oborniku te sytuacje nie pojawiają się. Co do obgryzania pęcin, to koń nie ma z tym żadnego problemu(mówię o tylniej nodze), nasza kobyła jak jej się gruda pojawia potrafi sobie wygryźć rany do krwi, wygląda na to że ją to baardzo swędzi...
Na 100% nie moge stwierdzić przez internet , ale spotkałam sie juz z tym i są to skazy moczowe ( - nie wiem jak sie to nazywa fachowo, ale przynajmniej każdy wie o co chodzi).
Koń ma w tych miejscach zakazenia od moczu. Po prostu skóra jest na to podatna, uczulona itp. Trzeba wiecej ścielić , albo robic inna podłoge- chłonniejszą np - piasek. Albo pod słome dawac jakies trociny , coś co lepiej wchalania mocz i zatrzymuje go.
Najprostrze rozwiązanie to zwyczajnie więcej słomy mu scielić.
Nie pamiętam czym leczyliśmy to , ale środek był tani, jakiś przeciwzapalny , przeciwzakaźny i dostęny u weterynarza.
Nazwy niestety nie jestem w stanie podać.
Odkąd stoją na oborniku te sytuacje nie pojawiają się.
Właśnie dlatego , że mocz jest na dnie warstwy obornika i nie ma kontaktu ze skórą.
My zerwalismy beton na rzecz podłogi z piasku i nawet przy codziennym czyszczeniu stajni , chociaż oprócz kup codzień nie ma co zbierać bo wiekszość wsiaka w piach i problem skończył sie od razu.
ps. inne konie tego nie miały mimo , że wszystkie mialy wszystko tak samo. poprostu ten jeden miał wrażliwszą skóre.
Pierwszy raz słyszę taką teorię - ciekawa. Powtarzacie, żeby więcej dościelać, więcej dościelać. Dajmy na to, że koń ma dużo (w waszym wyobrażeniu - każdy ma inne) ścielone i powstają mu te rany. I zostawiacie taką ilość słomy albo dościelacie jeszcze więcej, a koń dalej się rani. Ale pytanie brzmi - miał wtedy ścielone naprawdę dużo, więc skąd rany?
Teoria JolantyG wyjaśnia to, ale z drugiej strony koń ma zostawiany obornik na 2-3 dni i była sytuacja kiedy byłam w stajni dwa dni pod rząd, miał obornik i miał ścielone i zerwał strupki. Oczywiście to mógł być przypadek typu słoma, która podbiła ranki. A, no i jeszcze dlaczego np. przez okres kiedy miał wybierane codziennie i ścielone nie robiły mu się ranki.
Teraz mu się goi, zmienił boks na poprzedni, ale dalej ma obornik 2-3 dniowy i dalej ma ścielone, nawet więcej ze względu na obornik. A po wyrzucenie gnoju i mimo jego braku, nic sobie z tymi rankami, jak na razie, nie robi. Ale teraz bym się nawet nie dziwiła czemu w poprzedniej stajni nie mogłam się z tym uporać, było mokro i czemu już pod wiatą zaczęło mu się goić, nie było tak mokro.
źrebol w naszej stajni ma takie ranki. tzn miał - twu twu goją się powoli. strasznie grzebie przed tym jak sie położy i kładł się na betonie, a że codziennie mokre miały wybierane więc ta skaza mało prawdopodobna. przyjechał wet w zupełnie innej sprawie, ale zapytałam i o to. powiedział żeby mokrego mu nie zabierać codziennie (kupy owszem zabierać) żeby mógł się materac zrobić. jeszcze parę razy zerwał nawet o suchą słomę ten strupek - kiedy był świeży, ale już zasycha. dodam tylko, że wet powiedział żeby nie wybierać jeśli koń jest cały dzień na dworzu bo stać na tym 24h nie zaleca.
jeszcze można by zrobić testy alergologiczne - u kobyłki znajomej wyszło silne uczulenie na pleśń i coś jeszcze - było to powodem zapalenia skóry i wyłażenia takich ran właśnie, po wyczyszczeniu boksu idealnym i wymianie słomy wszystko się wyciszyło - niestety powróciło, gdy znowu miała styczność z zapleśniałą słomą
, a że codziennie mokre miały wybierane więc ta skaza mało prawdopodobna.
Do tego żeby było mokro nie trzeba dużo . Jest wybrane zaścielone, koń wróci z padoku wysika wszystko co miał w pęcherzu , za pół godziny sie położy i gotowe. W "materac" mocz lepiej wsiąka. W suchą czystą słomę tak szybko nie wsiaknie, a w owsianą to już całkiem kiepsko wsiąka i dużo dłużej niż w pszenną czy jeczmienną. A beton ma zerowe właściwości wchłaniania wilgoci - wszystko zostaje na nim. A jest tam w ogóle jakiś ściek? chociaż te ścieki to niewiele daja, bo żeby mocz spłynął do niego od razu to pochylenie podłogi musi być naprawde duze - co nie jest dopuszczalne poniewaz pochylenie musi sie mieścić w pewnych granicach.
Ja pisze jak było z jednym z koni , którego miałam pod opieka. Wszystko wygląda identycznie . Poza tym nie wierze w przypadek , żeby koń ranił sie od tak sobie na obydwu nogach w tych samych miejscach . Takie ranki dokładnie w tych samych miejscach na obu stawach skokowych pojawiły sie tydzień po urodzeniu sie źrebaka. I tak trwały ponad miesiac do wiosny, kiedy źrebak poszedł na pastwisko zagoiły sie. Jak na jesieni wrócił do stajni zrobiły sie od nowa.
Utrzymywały sie 2 miesiące smarowane mascia cynkowa , zakrapiane raz jodyna , raz fioletem , rivanolem , bo rany brudziły sie a strupy wciąż schodziły i robiły się nowe. Aż w końcu zapytaliśmy jakiegoś hodowcy (bo żaden wet nie wiedzial i wszyscy zgodznie twierdzili , że to nic groźnego - jasne - skąd ja to znam) , że to jest zakażenie od moczu. Koń ma wrazliwą skóre i akurat mu sie to robi .
Kupiłam w lecznicy jakiś środek przeciwzakaźny, antybakteryjny , różne miał zastosowania zewnętrzne, nazwy jak mówiłam mnie pamiętam. Posmarwałam 2 razy. Zmieniliśmy podłoge w stajni i już ponad 6 lat jest spokój.
Moja miała podobne. okazało sie że przy w stawaniu trocina sie rozgarniała i koń tarł stawami o beton. Dostała na noc ochraniacze i rany sie zagoiły 🙂.
nie wiem czy w tym temacie mogę zadać pytanie, mam nadzieję, że tak. no więc dzisiaj zauważyłam u klaczy w stajni mojego wujka na tylnej pęcinie ranę. nie jest ona głęboka, ani wielka , tylko, że świeża. klaczy nic nie jest, chodzi po padoku normalnie. no więc czy w związku z tym mogę ją wziąć pod siodło czy lepiej poczekać aż się zagoi? wujek mi mówi, że mam ją brać ale nie chcę zrobić czegoś nie tak.
Zgodzę się w 100 % z JolantąG Koleżanki wałach miał także taką "skazę moczową". Jako koń 17 letni miała obawy, że nie może już wstać, albo jest mu ciężko wstać. Okazało się że są to właśnie ranki od kontaktu z moczem. Boks nie był wybierany prze 6 (!!!) tygodni i obficie słany słomą. Teraz jest usuwany co 2 tygodnie, ranki się już, zgodnie z prognozą weta, nie pojawiły.
W zwiazku z tym, że nie znalazłam odpowiedniego watku, zakladam za zgoda Moderatorki nowy. jesli istnialby juz jednak takowy watek do ktorego spasuje moj problem, Moderatorki je scala.
chcialam opisac moja sytuacje, poniewaz przez fuszere weterynarza mam teraz problem i chcialabym sie dowiedziec, czy moze ktos juz mial podobna sytuacje, moze dowiem sie dzieki forumowiczom jakis innych metod leczenia, cokolwiek...
Moja klacz miala glebokie rozciecie na pęcinie, niewiadomo czym spowodowane ( czy stalo sie to podczas "plywania" w powodziowym syfie, gdy nagle stajnie zalalo, czy podczas "przejazdu" amfibia wojskowa na lad... nie wiadomo. zeszla z amfibii ze strasznie krwawiaca noga). Odrazu wezwalam weterynarza, latwo nie bylo, bo srodek nocy i nikt nie chcial przyjechac. w koncu jeden pan sie zgodzil. poogladal noge mojej, stwierdzil, ze rana gleboka nie jest, ze w sumie ok, antybiotyki, oczyscic i opatrunek, ze szyc nie ma co bo to na pecinie i sie po dwoch dniach rozwali. i to byl wielki blad 👿 . (pomijam fakt, ze rana wcale taka ladna nie byla, pol peciny przeciete w obwodzie, pod skos do gory, glebokie na jakies 3,5 cm, taka klapka ze skory sie robila... ale ten facet nawet nie chcial ze mna gadac 👿 )
wezwalam pozniej innego lekarza, pewna pania weterynarz, ogladnela rane i wcale nie zbagatelizowala tego tak jak ten pierwszy pan. BARDZO dokladnie ogladnela wszystko i sie pytala czemu to nie bylo szyte 😵 "jasne, ze by sie rozwalilo po max 2 dniach, ale uratowaloby to cala sytuacje" 😵 stwierdzila, ze teraz to juz na szycie za pozno i mam sie modlic, zeby ta "klapka" sie przyjela, bo jak nie to trzeba bedzie odcinac, a to bardzo glupie miejsce do takich zabiegow. oczywiscie kolejna porcja antybiotykow, kolejne przeciwzapalne, kolejne stanie w opatrunkach, kolejne kilogramy spadaly koniowi z masy... a to dopiero dwuletnia klaczka.. po 2 tygodniach mialabyc kontrola. juz wiedzialam, ze bez usuniecia sie nie obejdzie, bo "klapka" sie nie przyjela- ba! zrobila sie istna gula w tym miejscu, strasznie twarda. usuniete zostalo PRAWIE wszystko.. prawie, poniewaz taki jakby "daszek" (wybaczcie okreslenia, staram sie jak najbardziej to zobrazowac) musial zostac, gdyz przebiegalo tam bardzo wazne naczynko krwionosne i ryzyko bylo za duze... klacz bardzo szybko przestala kulec, chodzi na specjlany mini padok ze swoim ukochanym, oczywiscie w opatrunku zmienianym dwa razy dziennie. kazano mi przemywac to woda utleniona, potem vaghotylem, a potem pederipra psikac, na to opatrunek. oczywiscie zaraz po zabiegu znowu byly antybiotyki (trzecia tura 😵 ) i przeciwzapalne i przeciwbolowe zastrzyki.
Wczoraj wieczorem noga byla spuchnieta, tak jakby wokol samej peciny, ale calej, nie tylko na tej polowie co jest rana. klacz noge obciazala normalnie, inne czesci nogi bez szwanku, nic nie grzalo, nie bylo spuchniete, tylko ta cholerna pecina. zastanowilo mnie to, bo wczesniej tak nie puchlo. Ale dzisiaj juz bylo OK. czym moglabyc spowodowana ta jednodniowa opuchlizna w tym miejscu?
Noga mlodej juz nigdy nie bedzie wygladala normalnie, ale to niewazne, ja chcialabym po prostu wiedziec czy kon po takiej ranie, jak juz sie zagoi, nie bedzie poprzez mega blizne w takim miejscu czul bolu lub dyskomfortu podczas normalnego biegania?
Podobno bedzie sie to bardzo dlugo goilo ( juz trwa to miesiac, a 3 kolejne przed nami) czy to prawda, ze takie urazy tak dlugo sie goja?
Zastanawia mnie fakt, ze jednego dnia ta rana wydaje sie jakby "lepsza", bardziej plaska, bardziej sucha, mlodej ewidentnie nie boli, a sa dni, ze jest megawrazliwa w tym miejscu, do nogi ciezko sie zblizyc, rana jest jakby bardziej wystajaca na calej swojej powierzchni rownomiernie, nie jest tez taka suchutka. przeciez codziennie dokladnie tak samo opatrujemy te rane i kon codziennie spaceruje ( zalecenia weterynaryjne).
i czy aby napewno tak powinno sie opatrywac takie wielkie rany? ( woda utleniona, vaghotyl, i pederipra spray)
Co tez zrobic, gdy w koncu zarosnie to normalna skora? czy w tym miejscu bedzie szansa, aby siersc odrosla? czy juz zawsze pozostanie taka wielka blizna? wzmacniac jakos to miejsce, nie bedzie bardziej narazone na kolejne urazy?
Jest upal teraz, kon chodzi w opatrunku, czy dobrym pomyslem byloby chlodzenie chociaz na chwile tej peciny okladem zelowym chlodzacym? z tej zdrowej strony, takim cold packiem?
Jak widzicie, masa pytan na temat tej peciny dziurkuje mi mozg, oczywiscie rozmawiam z weterynarzami o tym, ale chcialabym tez poznac Wasze zdanie, opinie, uwagi. Bylabym bardzo wdzieczna, jezeli osoby, ktore mialy podobne przygody, by sie wypowiedzialy w tym watku .
Niewiele pomogę,u mnie klacz ,,przypaliła'' sobie pęcinę lonżą (wierzgnęła w nią a że była napięta... :mad🙂,niby mały dwucentymetrowy fragment a ślimaczyło się dobre 2 miesiące.Został taki właśnie ,,daszek''przerośnięty,twardy w dotyku,raczej nie przeszkadza w poruszaniu się,klacz nigdy nie znaczy.
Jak już rana zacznie się zabliźniać, będzie można smarować ją Alantanem plus na przykład, żeby blizna była bardziej elastyczna. Jest szansa, że zarośnie naokoło sierścią, ale w miejscu blizny włosów już nie będzie. Znałam kilka koni po takich głębokich podcięciach, i jeżeli tylko uszkodzeniu nie uległy ścięgna, to żaden z nich po wyleczeniu nie kulał.
Katja na pewno nie powinno się podchodzić do takiej rany z wodą utlenioną. Woda utleniona niemal nie likwiduje zarazków w ranie. Za to efektownie pieni się i szczypie, co może sprawiać dobre wrażenie. Na dodatek skutecznie uszkadza zdrowe tkanki wokół rany, utrudniając gojenie... Nie rozumiem też codziennego stosowania vaghotylu... Pederipra to odpowiednik CTC - ale tutaj też przemyślałabym długotrwałe skosowanie ze względu na możliwość wychodowania bakteri lekoodpornych... Nie ma w pobliżu ciebie rozsądnego weta, który zająłby sę tą raną??
dziekuje dziewczyny za zainteresowanie i porady!!!! :kwiatek: naprawde duzo to dla mnie znaczy.
konsultowalam to z nie jednym weterynarzem, kazdy mowi, ze takie "leczenie" jest ok, bo "juz nic wiecej nie zrobisz, bo juz jest sprawa spieprzona" (cytat wiec wybaczcie slownictwo)... 😵 ale dla mnie nie jest ok, wlasnie tez mi sie podejrzana ta woda utleniona wydaje, ale przeciez tak weci kazali, wiec oni powinni sie znac. no wlasnie, powinni 🤔
vaghotyl mam stosowac, bo wysusza, pederipre bo antybiotyk... kurde zglupiec idzie... macie jakies inne pomysly? czym to zamienic??
klacz juz oczywiscie nie dostaje zastrzykow, teraz tylko "czarymary" na te rane, za jakis tydzien bedzie wet do kontroli, ale naprawde wlasnie nie ufam za bardzo juz weterynarzom i wole posprawdzac gdzie sie da , co mam robic z ta rana.
dlatego serdecznie Wam dziekuje za odzew!
edit: skoro mam odpuscic te wode utleniona, vaghotyl na codzien tez nie, pederipra na taki dlugi czas tez odpada, to czym to dezynfekowac, wysuszac i "chronic"? 🤔
Ja się trochę nie zgodzę z tą wodą utlenioną, sporo wetów ją doradza, a ja ostatnio miałam problem z raną na pęcinie, była mokra, ropiejąca i nie chciała się goić ( już nie mówiąc o zakażeniu które od niej się wdało). Nie chciała się zagoić w ogóle, dopiero po zastosowaniu wody utlenionej po każdym powrocie do stajni i trzymanie rany w czystości (na ile się oczywiście da) pomogło. Ale oczywiście nie jestem vetem więc nie znam się 🙂