poni
Konto zarejstrowane: 23 marca 2018
Ostatnio online: 17 sierpnia 2020 o 19:53
Najnowsze posty użytkownika:
Sprawy sercowe...
autor: poni dnia 13 lutego 2020 o 12:16
Wracam tylko napisać, że miałyście rację, a szczególnie Dodofon. Jest inna dziewczyna - koleżanka z pracy.
"Tylko" z nią pisze, ale jest. Podobno rozmowa z nią pojawiła się po tym jak zaczął mieć wątpliwości. Powiedział jej, że mamy kryzys, a ona to świetnie wykorzystuje.
Sam się nie przyznał, ale czułam, że jest nie tak, więc się dogrzebałam.
Tak więc to na tyle...
Sprawy sercowe...
autor: poni dnia 07 lutego 2020 o 08:57
ashtray, fanelia, bardzo w punkt.
Swoje już się nagadałam, pomysły co jest przyczyną tego kryzysu, jak możemy to naprawić itd. Narzeczony przez moim wyjazdem nie chce się do tego odnosić, tylko wysłuchuje. Trochę już ochłonęłam i od wczoraj myślę o moich uczuciach teraz, a nie panicznej wizji jak sobie sam radę. I wiecie co? Jestem wściekła, że coś takiego mi robi, że oszukiwał, że nie chciał porozmawiać wcześniej, że pozwolił narastać problemom. Zawiodłam się na nim. Przypominam sobie jaką huśtawkę emocji robił ostatni miesiąc, jak się czepiał, oddalał i patrzy na mnie inaczej niż wcześniej. Nie chcę budować w sobie nadziei. Chcę wrócić w przyszłym tygodniu ze spokojną głową, jakimś planem i nastawieniem, że może być już koniec nas. Nie chcę przeżywać jeszcze raz tego, co mam w tym tygodniu. Nie zniosę drugiego rozczarowania.
Nie podoba mi się to, że postawił tak tę sytuację, że wszystko zależy od jego decyzji. Tak jak pisze halo. Kiedy widzę obecny jego brak zaangażowania, też mi się odechciewa. Chociaż serce krwawi 🙁
Nie wiem co mi czas przyniesie.
Jadę do rodziców, bo to całkowita odmiana środowiska. Mieszkam na co dzień kilkaset km od nich. Mam tam wielu bliskich znajomych, część trochę zaniedbałam, więc już lista spotkań ustalona 🙂
Sprawy sercowe...
autor: poni dnia 06 lutego 2020 o 13:13
Dzięki za wszystkie odpowiedzi.
To nie jest tak, że obwiniam się w 100%. Wiem, że ja nie byłam w porządku do końca, ale nie uważam, że on jest krystaliczny. Niemniej, prawdą jest, że ciągle analizuję co poszło nie tak i jak to naprawić, tak jak pisze Gillian 🙁
Raczej stawiałabym na niedojrzałość. Wiele kwestii nam umknęło i zaczęło się psuć już jakiś czas temu, ale pozostało przemilczane. Codziennie dużo rozmawialiśmy na różne tematy, ale nie o uczuciach i o tym co nam nie pasuje. Wiem, że zabrakło tych rozmów.
Wydaje mi się też, że narzeczony działa bardzo 0-1. Albo jest wszystko ok i jesteśmy razem, albo coś się zmieniło, więc zostawiamy tak jak jest i ewakuacja.
Dodofon, uwierz, że dla mnie też to wyglądało, że jest ktoś inny. Ale jestem prawie pewna, że nie. Oczywiście nie wykluczam, że świetnie mną manewruje... Jeśli okaże się to prawdą, to o wiele ułatwi mi wyleczyć się z niego.
Rozstanie na miesiąc byłoby dla mnie końcem. Na razie te kilka dni razem mieszkamy. Jest tak jak wcześniej, tylko chłodniej, ale nadal mamy o czym rozmawiać. Od jutra dajemy sobie kilka dni osobno. I to nie ja zmusiłam do tego, uznał, że to jest faktycznie lepszy pomysł. W przyszłym tygodniu wrócimy do rozmowy, jak każdy ochłonie i sobie to przemyśli. I z taką myślą jest mi na razie łatwiej. Jeśli okaże się, że on nadal chce się rozstać, jestem pewna, że nadejdzie wtedy złość i nie będę go trzymać.
Na razie chcę próbować naprawić to co się zepsuło. Nie chcę później żałować, że odpuściłam. Chociaż wiem, że mogę tym sobie robić krzywdę i na pewno sobie pomyślicie, że ranię się na własne życzenie.
Sprawy sercowe...
autor: poni dnia 05 lutego 2020 o 14:48
smartini, Wczoraj dużo rozmawialiśmy po tym jak zakomunikował swoje zamiary i odczucia, ale mam wrażenie, że się zaciął w sobie. Na wszystko mówił, że musi wszystko spokojnie przemyśleć w samotności. W tym momencie nie wie czego chce. Powiedział, że jakiś czas temu pojawiła mu się wątpliwość co do uczuć. Wiem, że ja te wątpliwości pogłębiałam. Na pewno na to wpłynął mój ciężki charakter, poza tym zachowałam się jak bluszcz. Uważałam, że skoro jesteśmy parą to musimy cały czas spędzać razem, a na jego wyjścia na piwo reagowałam nerwowo. Widzę, że ja go osaczyłam i w tym pewnie jest główna przyczyna. Ale narzeczony tego nie potwierdza, mówi, że uwielbia we mnie to, że jestem troskliwa i dobra, nadal mu się podobam, tylko cały problem w nim tkwi.
Ostatni miesiąc mocno nad sobą pracowałam, dałam jemu luz, zauważył te zmiany. Ale chyba za późno 😕
Dlatego bardzo chcę ratować nasz związek, wiem, że ja dużo zawiodłam.
bera, z jednej strony nie chcę tak po prostu wszystkiego zakończyć bez próby naprawy, ale z drugiej strony obawiam się, że to tylko przedłuży cierpienie.
mils, dzięki, skrobnę PW
Sprawy sercowe...
autor: poni dnia 05 lutego 2020 o 12:54
Gillian, mils, nie chcę go zmuszać do miłości, wiem, że daleko tak nie zajedziemy. I to prawda, szukam teraz pocieszenia, że jeszcze jest dla nas szansa. Nie chcę żyć bez niego 🙁
Melanie, cały czas mam nadzieję, że będzie chciał o nas zawalczyć. Nie chcę tej relacji tak zostawiać, nie umiem się odciąć.
Na razie ustaliliśmy, że zostaje w naszym mieszkaniu. Ja na kilka dni wyjadę do rodziców, będzie miał czas na przemyślenia. A ja będę żyć nadzieją 😕
Boli mnie i mam żal, że z tym tyle zwlekał. Już wcześniej zaczął mieć jakieś wątpliwości. Zamiast o nich rozmawiać, próbować naprawić, to co się zepsuło, to umacniał je w sobie.
Sprawy sercowe...
autor: poni dnia 05 lutego 2020 o 10:45
Nie jestem zbytnio aktywna na revolcie, tylko podczytuję. W tym wątku piszę pierwszy raz, bo życie mi się wali i potrzebuję obiektywnego spojrzenia. Na pewno ktoś miał podobne doświadczenia.
Jestem od ponad 3 lat w związku, od 2 lat mieszkamy razem, jesteśmy zaręczeni i planujemy wspólną przyszłość - ślub, dzieci, dom. A raczej planowaliśmy... 🙁 Narzeczony stwierdził, że od jakiegoś czasu nie czuje do mnie tego co kiedyś. Nie jest to decyzja pod wpływem emocji, mówi, że myśli o tym od 2-3 miesięcy. Chce, żebym była szczęśliwa, ale nie wie czy jest w stanie to szczęście mi dać i kochać mnie jak wcześniej. Nic się w ostatnim czasie szczególnego nie wydarzyło, żyliśmy tak jak dawniej. Pojawienie się innej kobiety wykluczam - nie kryje się z telefonem, w pracy ma trudy zapracowany czas, a wolne chwile spędzamy razem. Ostatni miesiąc był w prawdzie mocno kłótliwy, ale ze względu na jego oddalanie. Chce się rozstać na miesiąc, aby przemyśleć czego w życiu chce i ułożyć sobie to w głowie. Później wóz albo przewóz, ale ja boję się, że po miesiącu to już nie będzie czego kleić...
Kocham go mocno i nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale wiem, że nikogo nie zmuszę do miłości. Uważam, że nigdy nie byliśmy idealną parą, ale świetnie się dogadujemy. Lubimy podobnie spędzać czas, mamy takie same poglądy na różne kwestie i tego samego oczekiwaliśmy od życia. Jego rodzice lubią mnie, moi jego również, dogadujemy się dobrze w towarzystwach naszych znajomych.
Jestem zszokowana tą sytuacją i nie wiem jak sobie radzić. Rozpadło mi się serce. Boję się, że już nigdy się nie odkocham i spędzę resztę życia sama.
Czy taka miesięczna rozłąka jest w stanie to naprawić, aby wrócić do siebie, żebyśmy byli jeszcze razem szczęśliwi? Czy któraś z Was miała taki powrót? Czy wszystko już się rozlatywało? 🙁
Podróże
autor: poni dnia 02 kwietnia 2018 o 22:53
emptyline, z dojazdem nie ma żadnego problemu, co max. 15 minut odjeżdża spod lotniska autokar do centrum Mediolanu, jest kilku przewoźników, cena 5 euro 😉
safie, dzięki, czyli loteria...
A jak wrzesień wygląda pod względem ilości turystów? W razie niewypału z pogodą nie ma problemu że znalezieniem jakiegoś noclegu na spontanie, bez rezerwacji?
Podróże
autor: poni dnia 02 kwietnia 2018 o 21:11
Planuję wakacje w Chorwacji we wrześniu, czy dobrym pomysłem jest nocleg pod namiotem? Jak wypada temperatura, szczególnie w nocy. Może macie też do polecenia jakieś miejsce :kwiatek: