Kącik Rekreanta cz. IX (2016)
autor: Reth dnia 10 kwietnia 2016 o 09:07
Cóż, skierowano mnie tutaj, więc... Od początku :]
Żadnego focha strzelać nie miałam zamiaru, nie moje metody :P Ja się w ogóle nie obrażam na nic i na nikogo, nie wiem kiedy ostatnio mi się zdarzyło... Może jak miałam 7 lat i napisałam na kalendarzu "nie odzywać się do taty", żeby nie zapomnieć :P Po prostu pomyślałam, ze to jeszcze nie jest czas, na "bardziej profesjonalne" wskazówki, że jeszcze musimy popracować, żeby w ogóle było od czego zacząć :] A zajrzałam ponownie, bo... Cóż, znowu nie wiem ;]
Kilka osób sugerowało mi pomoc innych pensjonariuszy - już wyjaśniam w czym problem. Koń stoi w pensjonacie, który a zaplecze treningowe ma maneż (glina i piach - więc latem kurząca się skorupa, po deszczu lodowisko, a zimą gruda, że człowiek boi się tam wejść, a co do dopiero konia wprowadzić) i kilka przeszkód, które i tak zrobiła jedna z pensjonariuszek. W związku z tym każdy, kto ma jakie takie ambicje na jazdę szuka gdzieś dalej. U nas połowa koni nie chodzi pod siodłem w ogóle (trzymane jako maskotki, odwiedzane wieczorami, albo i w ogóle - jest u nas kobyłka, u której właścicielka bywa raz w roku (!)), druga połowa buja się czysto rekreacyjnie - z głową w górze, odgiętym grzbietem i na luźnych wodzach. Jest jedna babeczka, która trenuje coś pod okiem profesjonalistów, jeździ na parkury szkoleniowe gdzieś pod Kraków i w ogóle jest tytanem pracy. Jest jeden mały szkopuł i ujmę go tak - "przygotowanie ujeżdżeniowe? A co to?". Pani jeździ sobie na jakieś zawody L i LL, kica, jest zadowolona i pewnie skokowo chętnie by mi pomogła, ale ujeżdżeniowo... Cóż, no nie bardzo.
Więc czemu się nie przeniesiemy, zapytanie. To-to obecne jest dosłownie 15 min spacerkiem od mojego domu, chodzę do konia z buta. Wybraliśmy ten pensjonat 5 lat temu, bo a) był stosunkowo tani, b) był blisko, więc rodzice nie musieliby wozić swoich nieletnich dzieci wte i wewte codziennie, czy co dwa dni. Obecnie mam już prawo jazdy, ale wciąż jestem zależna finansowo od rodziców, więc przeniesienie konia nadal jest sprawą trudną, bo to oni muszą pokryć koszt pensjonatu (w moim regionie średnio ok. 650 zł) i koszty dojazdu (utrzymanie auta, paliwo, etc.). Od prawie pół roku rozglądamy się za nową stajnią, bo ta w której stoję, nie tylko jest beznadziejnie zaopatrzona (co mogłabym przeżyć), ale zwyczajnie niebezpieczna dla konia. Niestety wiecznie coś "nie tak" - tam gdzie warunki do jazdy znośne, to konie są w gorszych warunkach niż u nas, tam gdzie warunki zdecydowanie lepsze, tam możliwości jazdy praktycznie nie ma, bo "z rekreacją nie można jeździć, z osobami trenującymi z trenerami nie można jeździć, gdzie indziej niż maneż, czy niewielka hala, nie można jeździć, a w ogóle to ty podły rekreancie przyjeżdżaj o 12, bo kiedy indziej, to nie ma dla ciebie miejsca". Marzyłoby mi się przeniesienie do Ikarionu, ale ta stajnia z kolei jest dość daleko i koszty dojazdu i pensjonatu przekroczyłby nasz budżet.
Co do pytań prywatnych - lat mam 19 (prawie :P 18 i pół :P), mieszkam w Jaworznie na Śląsku, gdzie również stoi mój koń :] To jest około stutysięczne miasto między Katowicami, a Krakowem :]
A teraz z czym przyszłam.
Pominę tu tok myślowy, z jakim wybrałam i zostawiłam obecne kiełzno, bo o głupotach nie ma sensu opowiadać :P Zaręczam tylko, że nie wybrałam go, żeby konia sobie łatwiej ustawić. Pelham pojawił się u nas na długo zanim postanowiłam coś zmienić i... Został. Uświadomiłyście mnie, że przecież bez sensu :] Nie dość, ze na dobrą sprawę nie umiem go używać, to jeszcze koń już dawno przestał próbować mnie zabić, taki rodzaj hamulca jest już niepotrzebny. Najdalej w przyszłą sobotę pojadę do Amigo wybrać Rudemu jakąś oliwkę :]
Ale mam problem z siodłem. Kilka osób poradziło by je zmienić, a mi go trochę... szkoda. Lubię te siodła, dobrze mi się w nich jeździ i bardzo podobają mi się wizualnie (co oczywiście jest kwestią poboczną :P) :] Tę konkretną kulbakę wybrałam 5 lat temu, nie tylko ze względu na moją sympatię do tych siodeł, ale również dlatego, że Rude przyszło z obitym kłębem, w który wdało się zapalenie i że nadal ma bardzo delikatne plecy. Koń jest bardzo słabo nabudowany na nich, kręgosłup i kłąb sterczą i dobranie do nich siodła to męka. W ciągu pierwszych 3 miesięcy przetestowałam chyba każdy rodzaj siodła jaki istnieje - ujeżdżeniowe, wszechstronne, skokowe, wszystkich marek, od Stubbena do Piffa. Siodło albo nie pasowało mi, albo koniowi. W końcu machnęłam ręką i zostawiłam kulbakę. Dobraliśmy ją najlepiej jak potrafiliśmy, podpasowała i nam i koniowi. Rude chodzi w niej już od lat, nigdy nie miał problemu z plecami. I teraz nie wiem. Bo jeśli powinnam, to ją zmienię. Nie będzie to od razu, bo zwyczajnie nie dysponuję taką kwotą, ale za jakiś czas zmienię. Ale jeśli nie muszę, to bardzo, bardzo chciałabym, żeby jednak została :] Wyremontowaliśmy ją, dbamy o nią, jest w całkiem niezłym stanie, na ile mogę to ocenić i trochę mi jej szkoda ;]