no to ja się pochwalę moją kopytową historią...
Koń kuty na przód, rozkuty 1 lipca mając takie kopyta -
https://plus.google.com/u/0/photos/106257699790661140812/albums/6027492483593309073https://plus.google.com/u/0/photos/106257699790661140812/albums/6024531766296157313W ten sam dzień po rozkuciu koń po wyjściu z boksu nie mógł do niego wrócić. Tuptał z nogi na nogę, zamierał w miejscu, miał scieżkę ze słomy, żeby mógł wrócić spowrotem. Na drugi dzień był już wet - jak zobaczył mówi ochwat, jednak ze zdjęć nic nie wyszło. Jak się ostatnio dowiedzałam (nie mogłam być przy rozkuwaniu), rozkuwał syn kowala, a on jeszcze poprawiał. Diagnoza- za mocno wycięty. Dużo za mocno...
Kopyta po rozkuciu:
https://plus.google.com/u/0/photos/106257699790661140812/albums/6031422748586710337Minął miesiąc, z przodów odpryski do miejsc po podkowiakach (jezdzimy już delikatnie step/troche kłusa) przyjechał inny kowal, naprawił co odłaziło.
Teraz kopyta wyglądają tak:
https://plus.google.com/u/0/photos/106257699790661140812/albums/6046388410521443809Niestety koniur nadal znaczy na lewy przód, może to być szyja, coś z nią nie tak, jest sztywny, ma zgrubienie na szyi (masujemy i rozgrzewamy na razie) w tym tygodniu znowu odwiedza nas wet... Podejrzewamy, że jak kulał usztywniał się, próbował się ratować (lewą stronę zawsze miał słabszą), teraz kopyto powinno być już okej, została szyja...
Proszę o komentarze, podpowiedzi i sugestie...