Wewnętrzna "blokada"
autor: folblucikowa dnia 09 maja 2013 o 19:56
Dziewczyny, byłam nawet pojeździłam 😉
Najpierw na Porciastym pojechłam se w teren, ale spanikowałam, bo był bardzo elektryczny, a ja teraz przyzwyczajona, że konia się pcha. Wróciłam pod stajnię śpiewając (bo niby i jeździec i koń się wtedy uspokajają), a potem już normalnie jeździłam i okazało się, że mój koń grzeczniutki, choć na szaleństwa chęci miał, kwików w oczach tyż, ale czekał na sygnał i przyzwolenie.
Musze przyznać, że zupełnie inaczej mi się jeździło na koniu, który reaguje na każde smyrgniecie łydką, niż na takiej delikwentce, którą trza pchać non stop. Chociaż nie porywałam techniką i wciąż miałam więcej wspólnego z pornografią jeździecką niż jeździectwem, to poczułam się fajnie na końskim grzbiecie i zapragnęłam więcej. Portuś odpowiadał na wszystkie moje sygnały, a ja poczułam, że mimo fizycznej słabości, moje pomoce jeźdździeckie działają, a ja jetsem w stanie "porozumieć się" z koniem.
Jeszcze raz dzięki za kopa, wsparcie i słowa otuchy. Myślę, że oto rozpoczęłam nowy etap.
ElMadziarra czy ten nowy etap oznacza powrót do jazdy konnej? 🙂