Pensjonaty we Wrocławiu
autor: Arek dnia 09 maja 2013 o 15:31
Może zacznę od tego, że przez stajnię, o której od dłuższego czasu tu mowa, przewinęło się na przestrzeni ostatnich kilku lat 5 lub 6 moich koni. Pierwszy raz miałem okazję być tam X lat temu, gdy rezydowała tam jeszcze Gosia B, potem zawoziłem jakieś konie do działającej na terenie Wojnarowic fundacji, by wreszcie, gdy stajnię przejął Przemek, przetransportowałem tam po raz pierwszy moje własne kopytne. Historia z Przemkiem skończyła się niestety smutno, o czym zapewne wie część forumowiczów.
W ubiegłym roku zawiozłem tam dwa ze swoich wierzchowców, wymieniając je, co jakiś czas, na inne. Atutem był w miarę dobry dojazd i hala z podłożem, które, od biedy, nadaje się do treningu koni w dyscyplinie, jaką się bawię. Zaznaczę, że stajnia nie jest dla mnie miejscem spotkań towarzyskich, więc na kontakty z innymi pensjonariuszami czy właścicielami nie specjalnie zwracam uwagę, a wręcz czasem nie mam na nie najmniejszej ochoty. Mimo to atmosfera przez długi czas była bardzo miła. Właściciele, czy raczej dzierżawcy (bo z tego wynika kilka rzeczy, o których napiszę poniżej), podzielili sobie klientów na kategorie i tak (o zgrozo) Siwa84, jak ja i moja partnerka należeliśmy do tych, o których względy zabiegano. Tak było bodaj do ubiegłorocznego Hubertusa, którego Siwa84 była organizatorem (to było dość klasyczne podejście prowadzących tę stajnie – weźmy się i zróbcie).
Jako jeden z nielicznych właścicieli koni stojących w Wojnarowicach bywałem tam raczej codziennie, więc dane mi było widzieć stajenną rzeczywistość w pełnym wymiarze.
Jako, że jestem nieco starszy od wszystkich tamtejszych pensjonariuszek, mam nieco inny sposób patrzenia na stajnię pensjonatową. To taka sama firma jak warsztat samochodowy czy fabryka dywanów. Jest usługodawcą, a pensjonariusz usługobiorcą. Jeśli poziom usług oferowanych przez stajnię klientowi odpowiada to może on i do końca życia korzystać z usług takiej firmy. Kłopot w tym, że oczekiwania różnych klientów są tak różne, jak różni są ludzie. Stąd wynikają wszystkie konflikty i to podstawa całej tej dyskusji.
Personalne wycieczki Rosek0 czy pelikepleasure pasują tu jak pięść do nosa. katija na naukę czytelnej wypowiedzi tych, którzy na codzień porozumiewają się jedynie onomatopejami już zbyt późno, chyba, że masz zacięcie pedagogiczne 😉
Nie jest zadaniem klienta wskazywać niedociągnięcia właścicielowi firmy. Podaż wszelakich usług na rynku jest taka, że w każdej chwili można ze świadczeń każdej firmy zrezygnować. Ot pozytywy wolnego rynku 🙂
Teraz może o tym co było/jest nie tak:
- Podstawa to niedoinwestowanie wynikające zapewne z układu własności (dzierżawa), bo złej woli nie zakładam. Wspomniane ogrodzenia, owszem są, ale ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Konie wychodzące z częściami ogrodzenia to codzienność. O zgrozo, dotyczy to też ceglanego muru okalającego jeden z padoków.
- Niechlujstwo, czyli wszelkiej maści śmieci walające się wszędzie. Od kamieni zebranych z dużej, ale z fatalnym podłożem, zewnętrznej areny, po wózki z supermarketów przywalone workami śmieci. Wszechobecny brud. Niechlujstwo bywa również niebezpieczne (kable sterczące z sufitu, przewód doprowadzający siłę do gniotownika zabezpieczony (sic!) czerwonym dywanem (być może to w ramach podnoszenia standardu 🙂 ), części konstrukcji boksów wiszące na sznurku do snopowiązałki.
- Ignorancja, czyli to co przy koniach może być najbardziej zabójcze. Wiem, że aktualnie obowiązująca ustawa o sporcie nie przewiduje wymogu posiadania przez prowadzących zajęcia uprawnień, ale… Tyleż to zabawne, że wśród pensjonariuszy byli/są IRR i IS. Wspomniana przez forumowiczki kolka była kolejną zauważoną nie przez obsługę stajni, a pensjonariuszy i kolejną, przy której zaangażowani byli nie stajenni (może to zabawne, ale pojawiali się tam stajenni bojący się koni…) i właściciele stajni, a osoby postronne. Myślę, że Bombal, z racji swego doświadczenia i wykształcenia uśmiechnie się tu pod nosem 🙂 Zadziwiający też w tej ignorancji brak chęci do nauczenia się od weterynarza czy kowala czegoś, co może być pomocne w dalszej pracy z końmi. Czy to też wynika z układu dzierżawy=tymczasowości?
Takie przykłady by można mnożyć, ale nie o to chodzi, to właściciele/prowadzący powinni dostrzegać te mankamenty i je korygować.
Wracając do zasad wolnego rynku – klienci znajdą się na wszystko, od foie gras po chińską zupkę z woreczka. Każdy chwalił będzie to co lubi 🙂 Wybór więc należy do przyszłych/aktualnych klientów.
Oczywiście można powiedzieć, że masz to za co płacisz. 650-700 pln to, moim zdaniem, cena bardzo niska biorąc pod uwagę infrastrukturę (hala, ujeżdżalnia zewnętrzna, spore boksy)...
Natomiast właścicielom stajni zwracam uwagę, że groźby podlegają Artykułowi 190 KK bez względu na to czy wysyłane są za pomocą smsa, internetu czy poczty.
EOT