Fundacja Tara - Scarlett
Konto zarejstrowane: 05 grudnia 2011
Najnowsze posty użytkownika:
Fundacja TARA - co dalej!?
autor: Fundacja Tara - Scarlett dnia 10 grudnia 2011 o 10:35
Piszę w swoim imieniu Piotr
Może powiem tak, ze swojej strony, jak najbardziej będziemy w przyszłym roku budować boksy sami, jest to rewelacyjna i pożyteczna zabawa , spawanie, murowanie, cięcie, szlifowanie sama radość zwłaszcza że w doborowy towarzystwie wolontariuszy którzy chcą coś zrobić, efekt pomimo paru niedociągnięć będzie znakomity ( do tej pory wolontariusze wspominają budowę stajni suskiej, gdzie zawsze budowało od 8 do 20 ludzi , a w przerwie dziewczyny skakały do młodzieżówki robiły kanapki i wspólnie śniadaliśmy w stajni na terenie budowy, wczujcie się w ten klimat. Przez długi czas swego życia byłem harcerzem, i jeszcze pamiętam czasy kiedy w ramach zabawy i pożytecznego działania rąbaliśmy drzewo za free - babci, pomagaliśmy przy sianokosach - dziadkowi, tak jak napisałem robiliśmy to za darmo dla idei, spójrzcie w lustro, czy aż tak bardzo człowieczeństwo się zniekształciło czy zawsze musimy szukać zadry. Wzięliśmy kredyt ale zastanówcie się na co, nie na nowe buty, nie na domek na Karaibach, na dachy na d stajniami, nad stajniami dla koni, wiem że trąci tu patosem ale, pragnę wyjaśnić od siebie po ludzku. Szanowni rozpoczynając Tarę kilkanaście lat temu, mówiłem że jest to moje życie że nie dzielę na wypoczynek i pracę , że nie jest to poświęcenie. Teraz już wiem że jest to największe poświęcenie jakim mogłem się obarczyć, wielu z Was wydaje się że, życie Pani Prezes miodem spływa, ale jak wielu z Was kończąc pracę o 2 w nocy nie ma już siły się umyć i śpi w ubraniach, byle złapać coś ze snu jak wielu z Was je jeden gotowany obiad w ciągu miesiąca , bo na ugotowanie codzienne nie starczyło czasu, jak wielu ma możliwość załatwienia "spraw małżeńskich" raz na 3 miesiące , bo zmęczenie , bo nie ma czasu. Wiem że to moja małżonka, ale do cholery szanujcie ją jako istotę , jako tytana zmagającego się z codziennym trudem. A propos podam zwykły dzień rano wyjazd po więźniów ( pracują w Tarze w formie społecznej) , później szybki skok do Opola bo akurat jest tam prelekcja, później powrót o 19 potem 5 minut rozmowy co się działo w Tarze z małżonkiem potem papiery , potem komputer, o mamy 24 co tam jeszcze patrze na oczy jeszcze przygotuje na jutro jedzenia dla psów , o 2 w nocy no to chyba pójdę już spać. A o 6.30 pobudka, czy tak wygląda życie każdego z Was. Ludzie zmiłujta się Tara jest poświęceniem wszystkiego prywatnego, ha od 14 lat nie byliśmy razem na urlopie, od 14 lat nie mieliśmy dnia wolnego, można się czepiać że coś źle zrobiliśmy ale z drugiej strony.... wielu z Was posatpiło by tak samo. Mają cel mając idee cały czas czuję się tak samo czuje się jak ten co Babci przygotowuje drzewo na zimę za darmo dla samego tylko uśmiechu.
Fundacja TARA - co dalej!?
autor: Fundacja Tara - Scarlett dnia 10 grudnia 2011 o 09:10
dodając do powyższego wpisu Wawreka zwłaszcza że kredyt był wzięty na konkretne cele , nie na pierdoły, oczywiście mogliśmy spłacić kredyt sprzedając choćby maszyny stolarskie które posiadamy w używaniu, ale czy później udało by nam się, kupić np: profesjonalną grubościówkę w cenie takiej jak kupiliśmy 7 lat temu (w ramach likwidowanego zakładu stolarskiego) czyli 800 zł, można by sprzedać i 2 ciągniki, przyczepy, wiertło do ciągnika i wiele innych elektronarzędzi ale łatwo pozbyć się bazy maszyn, tylko później odkupując trzeba zapłacić 3 razy więcej, a to już jest niegospodarność. Schronisko jest umieszczone na wsi a tu wiadomo każdy złomik się przydaje każda śrubka. Mając odpowiednią bazę maszyn , nawet sami jesteśmy w stanie spawać boksy modułowe, kto wie może w przyszłym roku pokusimy się zamiast murowanych.
Fundacja TARA - co dalej!?
autor: Fundacja Tara - Scarlett dnia 09 grudnia 2011 o 18:38
1) Dlatego że spłata kredytu miała nastąpić do 28 października według umowy a ten miesiąc przedłużenia był ukłonem po negocjacjach z Bankiem, dlatego że mieliśmy rozpoczęte rozmowy z dwoma inwestorami pożyczkowymi na spłatę kredytu, którzy z przyczyny kryzysu przepraszając się wycofali. To dowodzi, że w Fundacji finanse to bardzo nieprzewidywalny obszar.
2) zapraszam do lektury umowy, oczywiście spłacany był ten kredyt, ale ponieważ był to kredyt obrotowy i dodatkowo przychodziły nowe wydatki to spłata została wybierana po raz kolejny, i w taki sposób nie udało siego spłacić.
3) zapraszam do lektury umowy, i odpowiadając tak taki sposób spłaty był z nią zgodny.
4) status prawny kredytu – to status spłacony. Umowy nie zawieraliśmy nowej gdyż ze swojej strony też nie siedzieliśmy „na stołkach” tylko działaliśmy. I tak udało się spłacić cały kredyt.
5) W naszym kraju organizacje mają ogromny problem z pozyskaniem jakiegokolwiek kredytu. PKO nie był jedynym bankiem, w którym dowiadywaliśmy się o kredyt. Został udzielony w takiej formie, w jakiej mógł być udzielony, o jakiej zamianie pan Pisze, Bank zgodził się dać kredyt właśnie pod zastaw hipoteki (paragraf 13 umowy) i tylko zabudowania wchodziły w rachubę. Odnośnie sprzedaży ziemi, po pierwsze hektar ziemi w okolicach Piskorzyny kosztuje od 12 do 14 tyś. Po drugie ktoś w tej dyskusji zarzucał ( niezgodnie zresztą z prawdą), że konie mają za mało ziemi i nie mogą galopować. Po trzecie bardzo łatwo jest sprzedać, tylko, co dalej, jak później dokupić ziemi, jak nie będzie już możliwości, a zakładając, że pomimo całej teraźniejszej ciężkiej sytuacji, będziemy się rozwijać właśnie to w przyszłości planujemy dokupić ziemi, by stworzyć większe pastwiska pomyśleć o uprawie zbóż, siana itp.(obniżenie kosztów utrzymania koni).
6) Boksy modułowe powstały w roku 2009, w okresie, w którym Tara nie była jeszcze prawnym właścicielem obiektu, przebywaliśmy wręcz na małej „bombie”, gdyż dzierżawa się skończyła a na terenie przebywaliśmy na podstawie bezumownego zajęcia obiektu. Czas, jaki mielibyśmy na jego opuszczenie to 2 tygodnie. Czy w tym przypadku inwestycja w postaci murowanych boksów ( tańszych, ale nie kilkukrotnie), nie byłaby straconą inwestycją? Odnośnie Funduszu rezerwowego, cały czas dążymy do tego by taki fundusz powstał, by w jego wyniku nie było „czarnych godzin”, krok za krokiem – jednym z takich kroków jest np. zakup środków na odrobaczanie, na cały rok, drugim zakup siana by wystarczyło go na całą zimę, zakup owsa. Przyjdzie i czas, że zaczniemy odkładać pieniądze. Niestety najgorszym problemem jest, że gdybyśmy nie starali się zapewniać coraz lepszych warunków koniom, to były by kolejne tematy na forum do „rozmowy”. Padały juz tematy typu, po co poidła automatyczne w boksach taniej byłoby w wiaderkach( bez komentarza). Do tej pory nigdy nie mając własnej stałej bazy, zawsze dzierżawa, budowaliśmy w drewnie z żerdzi, bo najtaniej, niestety i najmniej trwałe są takie boksy, postawienie boksów z elementów, stworzyło stałą, długotrwała i estetyczną stajnię, której nie musimy się wstydzić. Dodatkowo odnośnie ceny pragnę dodać, że dostaliśmy bardzo duży rabat, natomiast następna stajnia, stajnia Huculska, którą będziemy przerabiać będzie murowana i to najprawdopodobniej będziemy murowali sami, w celu oszczędności tylko musimy się najpierw nauczyć. Trzeba sobie jeszcze uświadomić, że nie przeprowadziliśmy się do gotowego obiektu tylko do gospodarstwa po byłym Państwowy Gospodarstwie Rolnym, które stało prze długi czas puste, i praktycznie oprócz budynków nie było niczego, wody, rynien, prądu itp. Reasumując „ Nie od razu Rzym zbudowano”. Dodam w formie wyjaśnienia, bo i też padło takie sformułowanie w dyskusji, że Fundacja nie otrzymała pieniędzy w formie darowizny na zakup gospodarstwa, a przez cztery ciężkie lata walczyła z urzędami o przekazanie gospodarstwa w formie darowizny, co przy ciągle zmieniających się dyrektorach w ANR, i innych poważnych i bogatych firmach mających zakusy na to gospodarstwo graniczyło z cudem
7) Pragnę wyjaśnić, że nie „te” doświadczenia wpłynęły na stwierdzenie, że trzeba pozyskać inne źródła finansowania, a założenie nie oddawania koni w adopcje jest założeniem stałym, nie zmiennym od początku. Jeżeli chodzi o dodatkowe źródła finansowania, pozostawimy je w tajemnicy do czasu realizacji.
Fundacja TARA - co dalej!?
autor: Fundacja Tara - Scarlett dnia 07 grudnia 2011 o 18:26
Witam bardzo serdecznie
Odpowiadam na post Dragonii
Historia z kredytem – Fundacja musiała go wziąć , gdyż groziło zawalenie dachu w stajni, woda lała się na głowę koniom, stodoła miała całkowicie zdewastowany dach ( brak magazynu na siano, słomę w przypadku zimy jest nie do przyjęcia) pałac ciekł w kilkudziesięciu miejscach, budynek pracowniczy również (pracownicy i wolontariusze nie mieli gdzie mieszkać)
Historia z 1% - po wykonaniu remontów , wiadomo, trzeba zapłacić za pracę. Płatności firmom zbiegły się z zakupami siana, słomy, owsa, jak również i były wykonywane w czasie późniejszym. Budżet Fundacji zasilany jest głownie z odpisów 1% (na chwilę obecną , bo dążymy do tego by były też i inne źródła dochodów), remonty były bardzo dużym obciążeniem finansowym i po prostu przy tamtegorocznych wpływach z 1%, nie byliśmy w stanie zapłacić za wykonane prace. Opcje były trzy :
1. Albo zostawiamy konie bez dachu nad głową ale za to jest jedzenie,
2. Albo płacimy firmom i nie mamy jedzenia dla zwierząt,
3. Albo wspomagamy się kredytem
Historia ze skanem umowy – cały dostępny jest na stronie Tary (link poniżej podziękowania za pomoc )
Podsumowując- Zaplanowane przez nas plany i wydatki na utrzymanie schroniska „wzięły w łeb” gdy trzeba było naprawić szkody wyrządzone przez naturę. Dla przykładu w jednej ze stajni gdzie było wymienione całkowicie pokrycie dachowe z wymianą jednej trzeciej więźby dachowej na nową , dach ma powierzchnię powyżej dwóch tysięcy metrów kwadratowych (kronika budowlana na stronie Tary)
Fundacja TARA - co dalej!?
autor: Fundacja Tara - Scarlett dnia 05 grudnia 2011 o 12:05
Ponieważ historia jest bardzo długa, a wieczorem mam więcej czasu, opiszę to i umieszczę skany. Jednak jak już pisałam jestem tylko człowiekiem i ta noc była dla mnie bezsenną, najprawdopodobniej dopiero w dniu jutrzejszym się to ukaże.
Postaram się opisać tę historię kilkoma zdaniami (całość znajduje się na stronie Fundacji Tara w zakładce "O nas - nasza historia i przyszłość"😉
W 2007 roku Fundacja wynajęła od ANR obiekty w Piskorzynie. W lecie tegoż roku powoli budowaliśmy ogrodzenia, szykowaliśmy obiekty dla ludzi i zwierząt oraz sukcesywnie zwoziliśmy zwierzęta i wszystko, co posiadaliśmy. W połowie 2008 roku ANR we Wrocławiu wypowiedziała umowę najmu. Od tej pory praktycznie nie powinniśmy się w Piskorzynie znajdować. Jednak nagłośniliśmy w mediach, że to jest już "nasze miejsce", remontowaliśmy, budowaliśmy i jednocześnie walczyliśmy o to, by faktycznie tak się stało. Słowo "walczyliśmy" jest takie krótkie... W rzeczywistości trwało to 4 lata. Nerwy, stresy, wydawane pieniądze (na remonty), załatwienie "góry" papierów, wyjazdy do Urzędów. To była bardzo ryzykowna gra, ale dzięki temu, że mieszkaliśmy ze zwierzętami w Piskorzynie, remontowaliśmy Folwark, udało nam się wygrać - remontowanie zabytkowej ruiny stało się kartą przetargową w Ministerstwie i tak 14.01.2010 Roku w siedzibie ANR, jako Prezes Fundacji Tara, podpisałam notarialny akt darowizny. Od tego dnia Fundacja Tara stała się prawnym właścicielem zespołu folwarcznego wraz z przyległymi mu gruntami (33 ha).
W 2009 roku nie mogliśmy ubezpieczyć obiektów (zresztą, żaden z ubezpieczycieli tego nie chciał zrobić - ruina to była straszna), ponieważ nie byliśmy właścicielami obiektów. W tym momencie dla urzędników byliśmy nikim. W lipcu 2009 roku przetoczyły się przez Polskę huragany, łamiąc całe hektary lasów, rozbijając budynki, zrywając dachy. Niestety, dotarły do Piskorzyny. To, co zbudowaliśmy leżało połamane na terenie folwarku, najbardziej ucierpiały dachy, Prosiliśmy wszystkich o pomoc poprzez stronę WWW Fundacji Tara oraz poprzez media: TV, Radio, Prasę. Patrząc wstecz już wiemy, że zbyt delikatnie prosiliśmy o pomoc, dlatego też niewiele jej wówczas otrzymaliśmy (ale wszystkim którzy w owym czasie nam pomogli ogromnie dziękuję). Jak tylko mogliśmy, foliami, metodami gospodarczymi, papą zabezpieczyliśmy dachy (stajnie mamy ogromne a dachy nad nimi jak lotniskowce (dokładne wymiary podamy Wam w następnym poście.
Przetrwaliśmy zimę. Wiosną 2010 roku wiedzieliśmy, ze dach nas stajnią "Huculską" może się zawalić. Co wtedy powiedzieliby ludzie, dowiadując się, że dach runął na 37 koni stojących w stajni? Nie chodzi tutaj o ludzi - mu nie mogliśmy dopuścić do tragedii - to są konie, które kochamy. Myślę że każdy właściciel koni podjął by taką samą decyzję. Znowu prosiliśmy o pomoc, wynajęta firma już rozpoczęła remonty. Jesienią konie mogły bezpiecznie zamieszkać w stajni, lecz na zapłacenie firmie zabrakło pieniędzy (remonty dachów w najbardziej zagrożonych obiektach pochłonęły około 201.000 Złotych). Folwark w Piskorzynie jest potężny, tak duży, jak mała wieś. Ile zrobiliśmy przy pomocy firm remontowych i ogromnej rzeszy wolontariuszy zobaczcie i oceńcie sami. Na stronie WWW Fundacji Tara, w menu po lewej stronie znajdziecie zakładkę "Kronika Budowlana", lata 2007-2011. Tam, w zarysie, znajdziecie odpowiedź. Jeśli chodzi o mnie i moją ludzką rodzinę, mieszkamy w pałacyku i tutaj znajduje się biuro, pomieszczenie apteczne, "derkarnia" - derki, koce, kantary itp. Nie założyliśmy centralnego ogrzewania, nasza łazienka to stara wanna, do której wpada tynk, okna, jeśli są, to w większości pojedyncze skrzydła, wyremontowaliśmy dach i balkon nad wejściem, ponieważ groziły zawaleniem - pamiętajcie, wiele rzeczy musimy robić, bo tak nakazuje nam konserwator i nadzór budowlany. Teraz rozumiecie dlaczego musieliśmy wziąć kredyt, zabrakło nam pieniędzy
Teraz opowiem Wam w skrócie o koniach. W przeciągu 16 lat naszej działalności do Tary - Schroniska dla Koni przyjęliśmy nieodpłatnie kilkanaście koni (staruszki lub chore), resztę koni wykupiliśmy z wiadomych miejsc. Nigdy nie sprzedaliśmy, nie oddaliśmy Ich w adopcję, nie pracują (nikt na nich nie jeździ), nie rozmnażamy Ich - ogiery kastrujemy, jeśli mamy źrebaka, to przyjechał do Tary w brzuchu mamy lub z nią, albo sam, bo matka padła, a wyrokiem dla malucha był chów rzeźny. Wyjątkiem jest historia Goldena.
Nie oddajemy w adopcję, bo, w skrócie, nie wszyscy ludzie są dobrzy. (wiemy z doświadczeń innych organizacji, nie jest to dobre dla koni). Dalej - konie są tak tanie, że jeżeli kogoś, kto chce mieć takie zwierzę nie stać na kupno, to czy będzie stać na utrzymanie?
Pani Ewelino, nie mamy jednej dużej stajni i dwóch małych, w Schronisku są trzy ogromne stajnie z b. dużymi boksami, oraz kilka maleńkich stajenek koło naszego domu, które mają swoje oddzielne padoki, gdzie stoją konie "szczególnej troski". Na 33 ha znajdują się padoki zimowe, może to i mało, ale nasze konie biegają po nich naprawdę, zapraszamy do galerii Tary. Latem wypas koni trwa niestety tylko 4 miesiące, zawsze płacimy za przetransportowanie koni i powrót do Tary przewoźnikom - wierzcie Drodzy Państwo, to duży koszt. W tym czasie w "domu" na 33 ha pozostają tylko staruszki i chore - trawy mają w bród. Ale to tylko 4 miesiące - wtedy pomagają nam wolontariusze, którzy całodobowo wraz z pracownikami pilnują i zajmują się końmi, mieszkając w baraku na ponad 120 ha pastwisk.
Nasze konie zawsze miały, co jeść, jeśli nasze prośby o pomoc były niewłaściwe i na konto wpływało niewiele (za wszystkie serdecznie dziękujemy), pożyczaliśmy pieniądze lub rolnicy czekali aż zapłacimy w późniejszym terminie.
Samochody – Patrol to mój prywatny samochód użyczony Fundacji. Mój kochany samochód skończył już 20 lat i „sypie” się na wszystkie strony. W lipcu tego roku jechałam z Dorotą H.– Wolontariuszką na zorganizowany w Bolesławcu koncert charytatywny ( niestety koncert nie wypalił), w Legnicy wjechała swoim samochodem w Patrola ( wymuszając pierwszeństwo) pewna kobieta bardzo go kiereszując, otrzymałam z jej polisy ubezpieczeniowej 5900 na remont samochodu, ( jeżeli chcecie Państwo dokumentów wypłaty z firmy Allianz, przedstawię) Okoliczni mechanicy delikatnie mówiąc nie chcieli go remontować, we Wrocławiu mechanik „ryknął” taką kwotę za remont, że kupiłabym za tę kwotę 3 samochody na „chodzie”. Wtedy weszłam na Allegro i tam zobaczyłam „Czarną Mambę” – Patrola ściągniętego z Belgii trochę młodszego od mojego( o 1,5 roku), ale na oko w świetnym stanie i „za grosze”. Kupiłam ten samochód z ta świadomością, że mając dwa samochody tej samej marki jestem w posiadaniu części zamiennych. Niestety to, co kupujemy za grosze nie zawsze jest dobre. Patrol pod tytułem „Czarna Mamba” nie chce jeździć. Drodzy państwo wybaczcie, ale dziś już nie mam siły więcej pisać, na pewno będę chciała napisać o Skaryszewie – targu dla koni, ale może jutro. Proszę pamiętajcie w ciągu dnia muszę pracować. Pytajcie, będę odpowiadać i proszę wejdźcie na naszą „kronikę budowlaną”, czytajcie nasze wiadomości na stronie Fundacji i na Facebooku.
Info. do Pani Dragonni o Anionie może porozmawiamy przez telefon? Dużo niestety jeżdżę wtedy mam czas na rozmowy Tel. 785511630 (mogę również oddzwonić)
Dokument umowy załączony na głównej stronie Fundacji. CDN...
Fundacja TARA - co dalej!?
autor: Fundacja Tara - Scarlett dnia 05 grudnia 2011 o 11:30
Drodzy Państwo
Na stronę Re-Volta z tym tematem weszłam po raz pierwszy, wczoraj 04.12.2011, w późnych godzinach wieczornych. Przeczytanie i przeanalizowanie całego wątku trwało do 3.30 w nocy. Dlaczego weszłam? Wczoraj wieczorem otrzymałam informację że na Re-volcie od dłuższego czasu toczy się dyskusja na temat zaciągniętego kredytu przez Fundację Tara. Jak zwykle najbardziej zainteresowana osoba dowiaduje się o wszystkim ostatnia, dlatego drodzy Forumowicze dopiero teraz będę odpowiadać na Wasze pytania przedstawiać żądane przez Was dokumenty, wyjaśniać i informować. Ponieważ zakładam że pytań będzie bardzo dużo, proszę o cierpliwość będę po kolei to wyjaśniać. W tym momencie osobiście i w imieniu Fundacji biorę pełną odpowiedzialność za wszystkie posty które zostaną napisane z tego konta. Post napisany z konta Fundacja TARA 14 listopada 2011 (strona 5), nigdy nie był napisany przeze mnie, tylko przez nową pracownicę Panią Joannę Narajewską. Myślę że Pani Joanna chciała dobrze, jednak pracując krótko i nie znając zasad prowadzenia Fundacji obraziła Państwa. Jako osoba decyzyjna biorę pełną odpowiedzialność za ludzi którzy tu pracują. Bardzo Państwa przepraszam za wszystkie niemiłe i obraźliwe słowa pisane przez w/w użytkownika. Doskonale zdaję sobie sprawę że ciężko pracujecie, macie swoje zmartwienia i problemy, że pomagając inny niejednokrotnie odbieracie sobie. Nigdy nie odważyłabym się „ugryźć” ręki która pomaga. Pragnę się jeszcze wytłumaczyć że gdybym tylko otrzymała prośbę skierowaną na oficjalnego maila Fundacji info... o przedstawienie dokumentacji, uczyniłabym to w celu uwiarygodnienia sytuacji w jakiej znalazła się Fundacja. Jako pierwszy umieszczę skan całej umowy z bankiem. Proszę napiszcie jakie dokumenty mam jeszcze przedstawić. Przez wszystkie lata działalności schroniska zawsze prosi łam i dziękowałam ponieważ jest to dla mnie takie normalne i ludzkie. Jestem tylko małym człowiekiem, który służy zwierzętom, dlatego jeszcze raz proszę o wybaczenie i zapomnienie obraźliwych słów, które niesłusznie padły w Waszym kierunku.
Scarlett