konie kabardyńskie feat. rajdy długodystansowe
autor: elza dnia 31 grudnia 2011 o 01:20
Jeszcze parę słów, tak by poniekąd zakończyć nasz temacik 🙂
Mało używałam tutaj imienia konia ponieważ dla nas to jest LUCJAN 😀
w ramach jego skomplikowanej historii w paszporcie ma imię Luis rasy NN, natomiast tak naprawdę to Klemens.
Z tego co udało mi się ustalić , kiedyś Klemens i Luis zostały odebrane za długi , komuś kto je kupił od polskiego hodowcy, a ponieważ wierzyciel nie chciał koni tylko kasę to postanowił je spieniężyć. Tak więc dwa ogierki zostały wałaszkami i wyrobiono im paszporty, tyle tylko że pomylił się Luis z Klemensem. Naprawdę Lius jest siwy, a Klemens kary. 😀 potem je sprzedano i każdy poszedł w swoją drogę. Tyle że siwy Luis nie sprawiał problemów więc dobrze mu się trafiło, a kary Klemens przeszedł jeszcze kilka rąk jako koń trudny. Aż w końcu trafił do mnie i tu już zostanie 💘
ot i historyjka mojego LUCJANA!
Julia co do tego cyt:
"Został sprzedany za śmieszne pieniądze, na co oburzali sie hodowcy kabardynców....no ale koń przedewszystkim był nieuleczalnie chory.
Epikea, no myśle ze skoro go nie ma w stajni a potem kontaktowala sie ze mną nowa włascicielka to chyba został sprzedany:P
Może osoba ta chciala kabardynca a tylko na niego było ją stac, albo poprostu chciala bardziej konia do kochania niz do jazdy.....zapomnialam dodac ze kon mial tez odbity kląb, co sprawilo ze nowa włąscicielka musiala zrobic mu siodlo na miare, co prawdopodobnie kosztowalo wiecej niz koń🙂"
Rozmawiałam z większością hodowców w Polsce (o ile nie z wszystkimi) i jedyne z czym sie spotkałam negatywnym to tylko jeden mnie wyśmiał że się wpakowałam w takiego konia "osobnika którego nalezy wyeliminować" on nie wziąłby go nawet z dopłatą. Ale poniekąd rozumię takie podejście ponieważ napewno wałach z dychawica nie jest materiałem hodowlanym 😉
kończąc - Lucjan wybrał sobie siodło Billy Cooka z padem i popręgiem Matessa i zaręczam że było to tańsze niz on sam 😀 , choć nie miałoby to i tak żadnego znaczenia.
a na deser zdjęcia z wizyty u Marii w Bieszczadach, konikowy lunch i sjesta.
Super widok jak każdy idzie do swojej miseczki.

konie kabardyńskie feat. rajdy długodystansowe
autor: elza dnia 28 grudnia 2011 o 21:31
słuszna uwaga, poniosło mnie , przepraszam
a nie ma już o czym gadać - jak napisałam szkoda słów.
natomiast co do siodła, co do tego że westówke to też mu się nie dziwie, ale miał ich kilka do wyboru i wybrał jedna konkretną 😀
w drodze ostatecznej selekcji pozostały trzy w tym wszechstronne, ujeżdżeniowe (już nawet nie pamiętam dokładnie modeli, bo tyle ich mierzyłam) i westowe (ja broniłam się przed westowym)
najogólniej mówiąc widać było po rozluźnieniu konia w czasie prób, a na dodatek to westowe było tym na które bez problemu pozwalał wsiadać stojąc.
ostatecznie ujeżdżeniowe, westowe, ujeżdżeniowe i westowe i klamka zapadła
Bronze - dziękuje , Piękna hm... to prawda, tak wiele osób mi pomagało , nawet wśród najbliższych i znajomych , którzy nie mają nic wspólnego z końmi, poprostu łazili ze mną i nieraz marzli czy się pocili , patrzyli na moje rozmówki z koniem, a byli po to żeby być ot na wszelki wypadek, początki naprawdę były trudne, a do tego dochodzi olbrzymia wyrozumiałość i cierpliwość mojego męża. wzruszająca hm... może , nigdy tak na to wszystko nie spojrzałam.
edycja








konie kabardyńskie feat. rajdy długodystansowe
autor: elza dnia 28 grudnia 2011 o 18:15
julia no to po kolei
Koń ma się bardzo dobrze, oczywiście dychawica jest jak była, generalnie po badaniach (niejednego weta) odradzają nam operacje, jest w takim stadium że może udałoby się cokolwiek poprawić , ale naprawić napewno nie, a ryzyko jest bardzo duże. Koń sie nie przepracowuje i przy takim uzytkowaniu jest ok, oczywiście nie możemy sobie pozwolić na długie galopady, chociaz on bardzo by chciał, tym bardziej że jego kondycja jest rzekłabym nawet doskonała 😀 on kocha biegać a ja niestety musze to troche ograniczać, bo sam nie zna umiaru
to że badanie się faktycznie odbyło to wiem i owszem, ponieważ rozmawiałam bezpośrednio z wetem który to wykonywał i przyznam że był bardzo zdziwiony że to było badanie przedsprzedażowe, traktował to jako koleżeńską przysługe dla koleżanki weterynarki (tak na marginesie to dla mnie kompletny brak kompetencji, zresztą jego wypowiedzi w temacie również - ale jak chcesz więcej szczegółów to zapraszam na pw)
faktycznie poprzednia właścicielka przekazała fizycznie kase przewoźnikowi za transport , ale pieniędzmi przeze mnie wysłanymi w tym celu (to zresztą jest jasno określone w umowie sprzedaży)
chciałam tylko abyś podała mi ewentualnie coś o zdrowiu jego , ale mam nadzieje że już wszystko wiadomo
Ten koń jest rewelacyjny , razem się uczymy , razem pokonujemy lęki i leczymy jego złe wspomnienia.
Ale nadal nie moge pojąć jak lekarz weterynarii może tak traktować swojego konia,wogóle jak właściicel może tak traktować swojego konia niby do kochania, jak trzeba być bez wyobraźni żeby jeździć na złamanym siodle .(sama wiesz) I przyznam że włąściciel stajni w takich sytuacjach ma przerąbane, bo niewiele może zrobić a żal patrzeć
ach szkoda słów 😕
Ps. jak dorwę jakieś zdjęcia to napewno wstawię, a i konio wybrał sobie westówke , ale cóż w tej kwestii on dowodził 😀.
konie kabardyńskie feat. rajdy długodystansowe
autor: elza dnia 28 grudnia 2011 o 10:54
To cudowne jak życie pisze własne scenariusze!!!! Nigdy nie wiadomo kiedy i jak prawda wyjdzie na jaw!!!
Ten kabardyniec – skoczny kiler to Luis, a ja to kamikadze, która go kupiła. Tak właśnie zakupiłam konia dla osoby początkującej , bardzo spokojnego, ujeżdżonego, zdrowego 9-letniego konia rodzinnego. Jak to sprzedająca zapewniała mnie w meilach które oczywiście posiadam nadal cyt.” -tak jak rozmawialiśmy przez telefon,to koń niewymagający umiejętności jeździeckich,wcześniej użytkowany w szkółkach jeździeckich (także obecnie),także na pewno nadaje się dla mało doświadczonego jeźdźca,zwłaszcza takiego,który go do siebie przyzwyczai i trochę przekupi (łasuch) , Z cała odpowiedzialnością mogę go polecić dla niewprawionego jeźdźca i dziecka. ” oraz kolejny cytat z meila „- koń jest zdrowy,nigdy nie miał problemów z kopytami,regularnie odwiedza go kowal(ostatnio 3 tyg temu),ma jednak wrażliwe gardło,u mnie zdarzyło mu się przeziębienie we wczesnej jesieni i to była moja jedyna ingerencja z leczeniem( skończyło się na podawaniu doustnym i inhalacjach z ziół, ponieważ nie miał gorączki a jedynie ciężej oddychał)
No cóż, spokój o jaki mi chodzi, a przeziębienie każdemu się zdarza. Pojechaliśmy obejrzeć konia (blisko 300km) i faktycznie wydawał się spokojny , króciutka jazda - najpierw koleżanka , potem ja. Ponieważ sprzedająca wyskoczyła z pracy , a i pogoda była nie sprzyjająca do tego błoto straszne, to nie przedłużaliśmy specjalnie. Oczywiście paszportu zapomniała wziąć, pomimo że wcześniej byliśmy umówieni. No powiedzmy – zdarza się. Zaniepokoił nas jego lekko charczący oddech, ale jak przekonywała sprzedająca to w wyniku zapalenia gardła które przeszedł. Ale jednak zaniepokoiło nas to na tyle , że potrzebowałam czasu na decyzje, chociaż nie ukrywam koń mnie bardzo ujął, kolokwialnie zabrzmi ale „miłość od pierwszego wejrzenia”. Po kilkunastu rozmowach telefonicznych koniec końców poprosiłam o badanie endoskopowe i to był warunek kupna.
Cóż się okazało - koń zdrów , dychawica absolutnie wykluczona. !!! Tak więc decyzja zapadła, koń miał przyjechać z dokumentami, kartą choroby i kilkoma akcesoriami.
Koń przyjechał (na mój koszt oczywiście), ale: z paszportem gdzie okazał się młodszy o dwa lata, gdzie sprzedająca nie była wpisana jako właściciel konia(ale to najmniejszy problem), z karta leczenia i owszem ale wypisaną przez sprzedająca - ponieważ jest weterynarzem, ale już niestety bez wyniku badania endoskopowego , i jeszcze otrzymałam od Pani sterydy flexotide na zapalenie gardła, które miałam podawać konikowi. Od razu zadzwoniłam do sprzedającej a tu szok, mega zmiana , dotychczas miła Pani stwierdziła że nie będzie ze mną rozmawiać i „rzuciła słuchawką”.
I tak się zaczęło. Super spokojny koń okazał się już mniej spokojny i na dodatek niewiele umiał. Ale co tam praca później, bo najpierw zdrowie !!!. No niestety postanowiłam narazić konika raz jeszcze na nieprzyjemności badania i powtórzyć endoskopie , ale tym razem wynik był zupełnie inny – bo diagnoza jednoznaczna dychawica świszcząca i to w takim stadium , że nie było możliwości pomyłki. Weterynarz robiący przy mnie badanie pokazał mi na kamerze endoskopowej o co chodzi i ja jako laik w tej dziedzinie, potrafiłam zauważyć. Ale to nie wszystko koń odwalony na grzbiecie i na łopatkach tak że jak widział siodło to się kulił. No i co dalej??????? Dychawica – wada zwrotna, w umowie – koń zdrowy , bez wad. Pewnie najprościej oddać , ale termin mija, dałam się wrobić i już. Ale.............. no właśnie ale .......... przecież on jest już mój. Zostaje!! Praca z nim na początku polegała głównie na zdobywaniu zaufania , ale i nauki szacunku dla człowieka, generalnie praca z ziemi przy jednoczesnym leczeniu grzbietu. Potem siodło i zaczęły się problemy z dopasowaniem siodła. Koń o dość specyficznej budowie i bardzo złymi wspomnieniami siodła. Na początku wyglądało to tak : kłus, galop proszę bardzo bo uciekamy im szybciej tym lepiej, ale stęp był nie lada wyzwaniem, nie wspominając już o zatrzymaniu i pozycji stój. Wsiadanie w biegu , no chyba że ktoś przytrzyma, ale i tak się wiercił. No bo przecież siodło i człowiek to ból. !Rzucanie głową do takiego stopnia, że od patrzenia się kręciło w głowie, walka z wędzidłem z ręką . Ale trudno się dziwić , bo koń ma bliznę w kąciku po rozerwaniu.
Ale praca, praca, praca , spokój i konsekwencja. I wiedza na temat rasy bardzo była w tym pomocna. Oczywiście szukałam pomocy, u ludzi którzy znali tego konia , którzy mogli mi cokolwiek podpowiedzieć (wykluczając już poprzednią właścicielkę) a historia jego nie była bajką, przechodził przez ręce handlarzy bo trudny koń , niebezpieczny., nerwowy, wspina się, kopie i w ogóle ble. Szukałam u ludzi którzy znali kabardyńce. Kilka razy byłam w bieszczadach u Marii (hodowcy kabardyńców) i ona właśnie powiedziała mi coś bardzo ważnego : nie traktuj go jak zwykłego konia ale jak konia kabardyńskiego . Kabardyńce bardzo „szanują swoje pyski” i jeżeli człowiek nie będzie ich szanował będą walczyć. Jak do niego dotrzesz to odda ci wszystko podwójnie. Myślałam o ogłowiu bezwędzidłowym , ale Maria dawno temu powiedziała - nie rezygnuj z wędzidła , ale pracuj – więc pracuje. Polecam stronę Marii Kraśnik , wszystko co tam jest napisane to prawda, kabardyńce takie są. A żeby tego jeszcze doświadczyć trzeba wsiąść na jego grzbiet i przespacerować się po lesie. Te konie mają nieprawdopodobną równowage, tak jakby myślały gdzie postawić nogę. Są odważne, ciekawskie , uważne, uparte ale z charakterem. Ale koleżanka powiedziała mi - koń z charakterem to skarb . I to racja!!
Nadal pracujemy , efekty może nie są spektakularne jak na rok pracy , ale przy wsiadaniu koń stoi jak zaczarowany , przejścia bez problemu ,w dół, w górę. Sporo czasu zajęło nam , aby koń zrozumiał że łydka nie oznacza tylko tego żeby gnać do przodu. Generalnie praca nad rozluźnieniem i niewelowaniem błędów popełnionych wczśniej . Mój koń nigdy mnie nie wywiózł , choć próbował nie ukrywam, nie wspiął się za mną na grzbiecie , choć miał takie zapędy. Jeździmy sami w tereny (niezbyt długie),. Bywa nadal nerwowy, a szczególnie wiatr na niego źle działa , szybko się uczy i to lubi , to bardzo ambitny koń , który niestety jest ograniczony swoją chorobą. , a potrafi się nakręcić. Teraz to jest pawdziwy kabardyniec – bez urazy, ale taki koń – pies. Wchodzi i wychodzi z boksu na komendy, praca w stajni przy otwartym boksie, jak stoję na łące pół godziny i gadam to koń stoi ze mną.
,Koń chodzi na bardzo delikatnym wędzidle i wyczulił się na rękę , która musi być delikatna. Może to nie do wiary, ale przymierzyliśmy ponad 40 siodeł, ale co tam zasłużył sobie na to i sam sobie wybrał siodło. Hehehehe . Było to nieprawdopodobne uczucie patrzeć jak pokazuje które . Miał do wyboru trzy , naprawde dopasowane do budowy , a z nich wybrał jedno . No i co mi pozostało? zgodzić się !!!
I tak właśnie okazałam się naiwnym żóltodziobem, który kupił zdrowego, spokojnego, ujeżdżonego konia dla początkującego jeźdźca. Ale ciężko pracuje razem z moim koniem kabardyńskim i uczę się razem z nim. WARTO !!!!! i na pewno nie zamieniłabym go na innego konia, chyba że dokładnie tego samego ale zdrowego, aby mógł sie dalej rozwijać.
Przysłowie kaukazkie mówi „Nie ma nic lepszego od dagestańskiej stali i kabardyńskiego konia” Jaka jest ta stal nie wiem , ale jakie są kabardyńce to już wiem.
I mam wielką nadzieje że osoba która sprzedała mi tego konia, nigdy więcej nie będzie miała innego.
Julia. Proszę o więcej szczegółow, bo może wiesz coś czego ja jeszcze nie wiem to COPD brzmi nieciekawie cyt.: „a ze ktoś go kupil to juz nie wnikam, ja go nie sprzedawalam bo nie mój był. ale był sprzedany ze zła diagnozą, bo ze niby COPD, nowa własicelka dopiero zdiagnozowala dychawicę.”