Oluś
Konto zarejstrowane: 26 grudnia 2009
Najnowsze posty użytkownika:
Niedługo do LO(a może i nie...)
autor: Oluś dnia 23 maja 2010 o 07:56
patataj, mnie zawsze irytowało, że ja w dobrej szkole musiałam wyłazić z siebie, żeby ponaciągać oceny na czwórki i piątki, a niektórzy w słabszych szkołach za samo chodzenie na lekcje i odrabianie prac domowych mieli szóstki 🤬
I jak tu z takimi konkurować potem w rekrutacji do dobrych liceów? 🤔
Licealiści :)
autor: Oluś dnia 22 maja 2010 o 22:54
Właśnie się dowiedziałam, że moje liceum jest w poniedziałek zamknięte... Niby spoko, dzień wolny, ale potem będziemy w weekendy odrabiać? Nie uśmiecha mi się to 🙁
Co każdy laik powinien o koniach wiedzieć, czyli co i jak przedstawić?
autor: Oluś dnia 22 maja 2010 o 18:51
Długo się wahałam przed założeniem tego wątku, ale może jakoś mi pomożecie 🙂
Jako osoba jeżdżąca konno i "siedząca w temacie" zostałam poproszona o przygotowanie trzygodzinnych zajęć o jeździectwie dla gimnazjalistów. I tutaj rodzi się pewien problem - tę grupę dobrze znam, to w miarę ogarnięte i chętne do współpracy przypadki, ale zupełnie nie wiem, od której strony ten temat ugryźć, żeby nie zniechęcić, a raczej zainteresować. Co można przekazać w trzy godziny, żeby było to w miarę spójne i logiczne? Jak w ciekawy, zabawny sposób przekazać wiedzę o takich kwestiach, jak maści koni, dyscypliny sportowe, chody...? 🤔
Proszę pięknie o jakieś wsparcie, bo zupełnie już zgłupiałam 😡
prawko
autor: Oluś dnia 22 maja 2010 o 09:13
Kiedy mogę zacząć kurs na prawo jazdy? Faktycznie na 3 miesiące przed osiemnastką? Bo obiła mi się ostatnio taka informacja o uszy... 👀
Niedługo do LO(a może i nie...)
autor: Oluś dnia 22 maja 2010 o 09:09
System jest tak skonstruowany, że jeżeli nie załapiesz się na miejsce do klasy i szkoły pierwszego wyboru, do automatycznie zostajesz przerzucona do drugiej i analogicznie, jeśli tam nie osiągniesz danego progu, to przerzucają do trzeciej... Też się zastanawiałam, po co mamy się deklarować, do jakiej szkoły chcemy trafić, skoro nie znamy wyników egzaminów, ale tak po prostu jest. Jesteś pewnie w stanie ocenić mniej więcej, na ile punktów napisałaś oba testy, więc trzeba przyjąć jakiś hipotetyczny wynik i już. Po wynikach jest czas na zmiany (i całe szczęście, bo ja dużo zmieniałam), więc nie ma się o co martwić 😉
Trzymam kciuki, bo dobrze pamiętam, jakie to było stresujące :kwiatek:
Boję się koni ale jeżdżę
autor: Oluś dnia 20 maja 2010 o 08:25
Kiedy zaczynałam jeździć, bałam się właściwie wszystkiego - tego, że koń się poruszył, tego, że zabrał nogę przy czyszczeniu kopyt, że idzie za szybko, nie tam, gdzie chcę... Z czasem oczywiście minęło, bo i ja nabrałam więcej doświadczenia. Natomiast nadal boję się, powiedzmy, "trudnych koni". Jeśli ktoś powie mi przed jazdą, że mam być ostrożna i uważać, to koniec, jestem z góry spalona, bo się zestresuję. Natomiast jeśli wsiadam na nowego konia i nikt mnie wcześniej nie nastraszy, to jestem w stanie doskonale dać sobie radę.
Muszę jednak zaznaczyć, że do wszystkich rekreantów, na których obecnie jeżdżę, mam bezgraniczne zaufanie, cokolwiek by się nie działo i uważam to za niezbędne, żeby czegokolwiek się nauczyć 😉
Wszystko do twarzy-czyli pudry,kremy etc.
autor: Oluś dnia 19 maja 2010 o 21:36
Tusz Masterpiece Max gorąco polecam! Stosuję go niemalże codziennie, fajnie podkreśla i pogrubia rzęsy bez sklejania, nie osypuje się, nie uczula no i przede wszystkim nie jest wcale jakoś wybitnie drogi. Naprawdę super sprawa 😉
Interpretacja filmików /jazdy, treningi/
autor: Oluś dnia 17 maja 2010 o 20:35
breakaway, ja tam żadnym autorytetem nie jestem, ale wydaje mi się, że za mocno próbujesz tego konia w galopie pojechać do przodu. I tak macie dosyć szybkie tempo, łydka Ci lata jak szalona, często tracisz kontakt z siodłem, non stop "smarując" je biodrami. Spróbuj trochę ograniczyć ruchy bioder, usiąść głębiej, stabilniej i przede wszystkim luźniej. Poza tym postaw nadgarstki, rozluźnij ręce i nie puszczaj zewnętrznej wodzy, bo widać wyraźnie, że jest trochę dłuższa, niż wewnętrzna. Łatwiej będzie Ci dobrze usiąść, jak spasujecie z tempem - może zamiast galopować po obwodzie lepiej byłoby pojeździć po woltach.
I już się chowam :kwiatek:
Konie , a rodzina .
autor: Oluś dnia 05 maja 2010 o 19:37
Męża nie mam (nie ten wiek 😉), chłopaka też nie. Jedynym utrudnieniem są rodzice, bo do mojego jeżdżenia mają stosunek mocno... Nijaki. Były czasy, kiedy jeździłam za pracę i często nie było mnie w domu, były czasy, kiedy luzakowałam i potrafiłam co dwa, trzy tygodnie wyjeżdżać na całe weekendy, to na jakieś zawody regionalne, to na ogólnopolskie. Chcieli tylko wiedzieć z kim, gdzie i kiedy wrócę. Układ im odpowiadał - ja jeździłam, oni nie musieli wykładać ani grosza na moją pasję. Nie przeszkadzało im, że w tereny zawsze jeżdżę sama, nie przeszkadzało, że stajnia jest daleko, nie oburzali się na późne powroty. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni pod koniec gimnazjum... Na kilka miesięcy przed egzaminami odcięli mi wszystko, zostałam na dobry rok pozbawiona jakiejkolwiek styczności z końmi. I od początków liceum żmudnie rzeźbimy dalej, ale teraz jest dużo trudniej. Im bliżej do matury, tym bardziej drażni ich fakt, że "za mało się uczę", "nigdy nie ma mnie w domu". Przestałam jeździć za pracę, po wielu rozmowach, ale i kłótniach doszliśmy do kompromisu - sponsorują jazdy raz w tygodniu. Ale i tak o każdą złotówkę muszę prosić, muszę obiecywać, że w zamian za to wsparcie zrobię to czy tamto. Do tego ogranicza się ich pomoc. Czasami przykro mi, że nie wykazują żadnego zainteresowania tym, co robię. Nie ma mowy o tym, żeby pojechali ze mną do stajni (a przy okazji po prostu mnie podwieźli, bo w jedną stronę jadę minimum 1,5h). Pytają tylko czasami, przez czystą grzeczność, "na którym koniu jeździłam". Średnio ich obchodzą moje postępy. O wiele bardziej by im odpowiadało, gdyby moją pasją było rysowanie czy gra w szachy. Chyba widzą we mnie przyszłą kobietę sukcesu, której nauka zapewniła byt. Ech, chciałoby się już zacząć zarabiać na siebie... 🙁
Kask, toczek, kasko-toczek... i kamizelka
autor: Oluś dnia 06 kwietnia 2010 o 19:08
Mam takie pytanie (jeśli już taka informacja się pojawiła w wątku, będę strasznie wdzięczna za odesłanie mnie do odpowiedniej strony): w jaki sposób czyścicie kaski od wewnątrz? Mam kask Tattini, tej gąbki wewnątrz nie da się wyjąć, a wkładać cały kask pod wodę trochę się boję...
klub oldbojów czyli koniarze po 30.....
autor: Oluś dnia 29 grudnia 2009 o 18:32
do wątku nie łapię się zupełnie, ale czytam całość z zapartym tchem i muszę przyznać, że miałam to szczęście załapać się na takie rzeczy. sama zaczynałam od jazd za pracę, całe wakacje spędzałam w stajni, od szóstej rano, ścielenie dwudziestu koniom, karmienie, wyprowadzanie na padoki, zamiatanie stajni, coby nawet źdźbło siana nie zostało... no i te nieszczęsne oprowadzanie dzieci na kucykach, nie znosiłam tego, bo zawsze bałam się, że coś się stanie. no ale co można było poradzić, chciało się jeździć, to trzeba było pracować 😀
szkoda tylko, że na taką jazdę za pracę zawsze dostawało się te konie, które z różnych powodów wcale pod rekreacją nie chodziły 😁 oj, pamiętam, jak to się szukało kogokolwiek, kto by pomógł wyczyścić gryzącego konia, bo za pół godziny trzeba wsiadać, a instruktorka kazała próbować samemu. w ten sposób moją pierwszą samodzielną jazdę bez lonży zakończyłam po pierwszym zakłusowaniu, bo kucyk baaaardzo długo nie wychodził z boksu. kilka bryknięć i przywitałam się z matką ziemią, potem stępowałam całą godzinę 😁
i jeszcze jedno takie miłe wspomnienie - jak to kiedyś na lonży koleżanka położyła na kole drążek do przejeżdżania w półsiadzie. och, chwaliłam się, że potrafię chyba przez kilka następnych tygodni... 😍