Pożar w Korzkwi. 11 koni padło!
autor: Kora dnia 21 grudnia 2009 o 22:45
Jowita nie była moim koniem pracowałam z jej babcia i matka a teraz z nią, Była takim koniem o którym zawsze marzyłam i z którym także znalazłam wspólny język. tak, była straszną łobuziarą rozpieszczaną przez wszystkich. Była bardzo pojętnym źrebakiem szybko się uczyła. nauka sztuczek sprawiała jej wielką frajdę szkoda że już nigdy nie dopracujemy naszego kroku hiszpańskiego który tak szybko załapała i z dumą prezentowała, oczywiście było to tylko kilka kroków ale byłam z niej dumna, kwestia czasu kiedy złapałaby odpowiedni rytm i równowagę. Była strasznym pieszczochem oczywiście to nie wykluczało buntowniczego usposobienia. tak jak jej babcia Jasina ciągle stawała dęba lubiła dominować to było u nich rodzinne jednak potrafiłyśmy współpracować. Jak na źrebaka była odważna i ufna nie raz brałam ją na uwiązie na spacerze za rzekę i szła bez protestów nie oglądając się za siebie.Tego że była urodziwa też nie da się zapomnieć, była po prostu niesamowita taki mały dumny wariat.. gniady(bez odmian) gesty ogon i grzywa po łopatki i mądre oczy które zawsze błyszczały i potrafiły wszystko zrozumieć. Nawet nie miała dwóch lat.. szkoda mi jej tak jak i wszystkich koni.
Choć nie była moja czuje pustkę byłam do niej przywiązana nie wyobrażam sobie co czują moje koleżanki ze stajni które straciły własne konie ,które także dobrze znałam.
Nigdy o tobie nie zapomnę ani o tych chwilach które razem spędziłyśmy i które sprawiały ze poczułam czym jest szczęście , mam nadzieje ze biegasz teraz razem ze wszystkimi konikami gdzieś po wielkich zielonych pastwiskach..