Mam kobyłkę, praktycznie od jej urodzenia. Będzie już z 7 lat.Trochę się w moim życiu pozmieniało, wyszłam za mąż, urodziłam syna.Od pierwszych tygodni ciąży nie było mowy o jeździe konnej, nie zaryzykowałabym. Zostałam zmuszona przenieść klacz do pensjonatu oddalonego o 200km od miejsca zamieszkania. Była doglądana przez moją koleżankę. No ale koleżanka ma swoje życie, swoje sprawy i w tej chwili już nie ma na to czasu. Dzierżawa jak dla mnie zbyt duże ryzyko, mam już złe doświadczenia w tej materii. Słusznym jest powiedzenie, że "pańskie oko konia tuczy". Decyzja o konieczności sprzedaży zapadła. No i tu się zaczynają schody, bo trwa to już sporo czasu. Wiadomo, każdy miesiąc to koszty. Blisko domu nie mam pensjonatu, jeździć nie mam czasu. W sprawach finansowych pieniądze przydały by nam się na budowę domu(roczny koszt pensjonatu to jednak nie mała kwota- domu za to nie wybuduje, ale sfinansuje kolejny choćby mały etap).
Kobyła jest ładna, postawna, poprawnie zbudowana. Znam jej historię od urodzenia, co też nie jest bez znaczenia.Ma obustronne pochodzenie. Po prostu dobry koń do rekreacji. Nie wiem, co trzeba zrobić, aby znaleźć dla niej nowego właściciela, kogoś kto będzie miał czas się nią zajmować i jeździć.
Zaskoczyło mnie nawet, że potencjalni kupcy nawet niechętnie odnoszą się do oglądania na żywo konia, a jednak zdjęcie czy film to nie wszystko.
Podzielcie się swoimi doświadczeniami w tej materii, bo może ja robię coś nie tak.
Z góry dziękuję.
P.S Zapytanie było w osobnym wątku, ale dziewczyny słusznie odesłały mnie tutaj.
http://www.re-volta.pl/forum/index.php/topic,33307.0.htmlW odpowiedzi na ewentualne propozycje dzierżawy. Już to przerabiałam.Kobyłka stała w pensjonacie, rzut beretem ode mnie, dzierżawiła dziewczyna z brązową odznaką(podobno to do czegoś zobowiązuje - po tych doświadczeniach mam wątpliwości) płaciła część kosztów pensjonatu.Wymieniając po kolei nie opisując samej historii to:wyglądało to tak, że ja musiałam jeździć do konia także w dni gdy dziewczyna jeździła, bo osoba prowadząca jazdy(właściciel pensjonatu=instruktor nie był w stanie prowadzić jakoś tych jazd z sensem aby ta jazda coś wnosiła dla konia i jeźdźca)czyli załóżmy ja jeździłam klacz co drugi dzień i w sumie przyjeżdżałam prawie codziennie także na te nie moje jazdy.Do tego dochodziły zawody jak chciała pojechać to musiałam być aby rozprężyć ich sensownie i aby wytłumaczyć co i jak - powód j.w.w kwestii jazd.Do tego pan właściciel zaczął się czuć pokrzywdzony finansowo, bo rzeczona osoba mogła jeździć u niego w szkółce/na karnetach i miałby pieniążki ode mnie i od tej osoby. Na koniec były jakieś "afery" z udziałem mojego konia, osoby dzierżawiącej i pana właściciela pensjonatu( chyba wynikające z tego pokrzywdzenia) do tego stopnia, że spokojnie na urlop nie mogłam wyjechać, dobrze nie wróciłam, a już były telefony z oskarżeniami w nieprzyjemnym tonie. Te wszystkie wydarzenia dość skutecznie zniechęciły mnie do dzierżawienia konia, u mnie w okolicy to w ogóle nie wchodzi w rachubę bo nie mam dla niej pensjonatu a wysłać konia w Polskę to jednak ogranicza możliwość kontroli skoro "pod nosem" to tak wyglądało. Nie wspomnę już o ewentualnych kontuzjach(brrrrrr).
Już nad tym myślę i myślę, ale nie ma się co oszukiwać.W rejonie, w którym mieszkam nie ma pensjonatu odpowiadającego moim standardom za rozsądne pieniądze i nie sądzę aby się to zmieniło. Płacić za utrzymanie konia, dla którego nie ma się czasu jest zupełnie bez sensu, szczególnie w mojej sytuacji gdy bardzo chcemy mieć własne cztery kąty. Trzeba myśleć o rodzinie, a nie o koniu w takiej sytuacji.