m3szka
Konto zarejstrowane: 28 stycznia 2026
Ostatnio online: 03 lutego 2026 o 15:07
Najnowsze posty użytkownika:
Agresywne zachowania
autor: m3szka dnia 31 stycznia 2026 o 21:28
karolina_, zależy, z kilku względów. Po pierwsze, coś tam na tej lonży już chodził, więc czemu miałby postawić na swoim i przestać 😉 Po drugie, to się przydaje - czasem trzeba pokazać konia wetowi, fizjo. Po trzecie - gdy wyjeżdżam, to mogę kogoś poprosić o lonżę (bo nie mam w zwyczaju dawać swoich koni do jazdy nikomu 😅😉, no a po czwarte - oczywiście nie jest to cel sam w sobie, ale cenię pracę z ziemi w treningu, uważam, że jest potrzebna i oczywiście mogę czasowo odpuścić, ale docelowo chciałabym, żeby jednak na tej lonży czasem pochodził.
Jest wałachem.
No więc cisnąć go może nie będę, ale spróbuję to spokojnie przepracować.
Dziękuję Wam za odzew i rady. Poukładam to sobie i będę próbować dalej 🙂
Agresywne zachowania
autor: m3szka dnia 30 stycznia 2026 o 21:55
xxagaxx, Więc tak. Lonżuję go albo na sznurku, albo na zwykłym kantarze. Mocy mam na tyle, że nie wyrwał mi się jeszcze nigdy z ręki. Ale żeby mu nie pozwolić na bryki to mocy nie mam.
Jak spacerujemy to dystans trzyma, zatrzymuje się, jestem na tym punkcie uczulona i każdego konia tego uczę. Przy karmieniu stuli czasem uszy, ale generalnie grzecznie czeka, nie tłucze się.
Z boksem jest tak, że ja wchodzę, on sobie je siano i sobie nie przeszkadza, a ja przebieram derki, czyszczę, siodłam, robię wszystko. Przesuwam go bez problemu, chociaż też pokazuje miną "przeszkadzasz mi, ale okej, niech ci będzie". Ale nie było tak od razu, zaczynaliśmy od tego, że wchodziłam z batem i musiałam go poprzesuwać, bo chciał mnie wygonić zębami.
Czasaaami mu się coś przypomni jak ma gorszy humor i się na mnie w boksie zezłości, ale po szybkim przestawieniu z kąta w kąt odpuszcza.
Ogółem - robię z nim w boksie wszystko, on to toleruje, ale nie jest tym faktem zachwycony.
Agresywne zachowania
autor: m3szka dnia 30 stycznia 2026 o 14:26
No właśnie też pomyślałam o pracy luzem, spróbuję tak. Ale przewiduję scenariusz na hali (lonżownik na razie z uwagi na warunki atmosferyczne jest nieczynny) - najprawdopodobniej odbiegnie ode mnie brykając i będzie miał mnie w nosie. On ogólnie nawiązuje kontakt z człowiekiem np. na padoku od razu podchodzi. Jest ciekawski. Jak krzątam się po stajni to mnie obserwuje.
Ale jak ja czegoś od niego chcę, czyli chcę żeby biegał, to wojuje. On się mnie nie boi - on nie chce wykonywać zadania. Myślę, że mnie nie szanuje do końca. Bo te jego zachowania nie są paniczne. One są takie na zasadzie "daj mi spokój, nie chcę". To mu też prawdopodobnie działało u poprzedniego właściciela.
Spróbuję tak jak piszesz klaudiabolusiowa,, małymi krokami po 5-10 minut. Bez kłusa, bez klasycznej lonży, w ręku na spokojnie.
donkeyboy, no właśnie, niby wszystko wiem, wiele koni "przerobiłam", różnie się zachowywały w terenie, ale dawały się opanować,a ten traci kontakt z bazą totalnie. I dlatego taką mam wątpliwość - czy odpuścić, pracować w domu, a spacery włączyć jak będzie lepiej, czy właśnie wystawiać go na te bodźce, żeby się "obył", chodzić jak najwięcej i liczyć, że się nauczy, że nic go nie zabija. Tylko to nie jest z nim bezpieczne, dlatego bardziej skłaniam się ku pierwszej opcji.
Dla mnie wygląda to jak jego frustracja połączona z brakiem motywacji (nigdy nie był koniem aktywnym w pozytywnym siensie - mam na myśli, że jest leniuchem i pod siodłem też trzeba było długą drogą dojść do tego, żeby reagował na łydkę). On rozumie, czego się oczekuje. On na tej lonży jako tako chodził, były bryki i celowania ale jak się wypstrykiwał, to później coś tam robiliśmy na tym kole. A od jakiegoś czasu mówi mi stanowcze "NIE". Tak na dzień dobry, jak tylko wyślę go na koło. Może to koło, które mamy faktycznie jest za małe - tu dałaś mi do myślenia. Sygnałów mocnych nie mam, pracuję z końmi raczej na niskiej presji, wręcz na gesty. On doskonale to czyta i po prostu pokazuje środkowy palec.
Nie wiem dokładnie co działo się w poprzednim domu - mam jedynie info, że był traktowany "ostro". A potem właścicielka sobie z nim nie radziła.
Hmm trudne rzeczy i jak sobie z nimi radzi...zależy. Był betonem w pysku, bał się kontaktu, sadził się - przerobiliśmy to bardzo powoli, spokojnie i konsekwentnie. A na przykład nauka wchodzenia do przyczepy i karuzeli - na dzień dobry było dębowanie, obrót o 180 stopni i ucieczka. Po kilku łagodych próbach wjechał łańcuszek i stanowcza postawa człowieka i ogarnął, że to się nie opłaca. Teraz wchodzi wszędzie na kantarku i luźnym uwiązie. Ale to już zna, nauczył się tego i to jest powtarzalne. A w terenie zawsze jest coś nowego.
Byliśmy na paru wyjazdach treningowych - w nowym miejscu jest napięty, często chwilę pobryka, a potem robi się "dętka" i można jeździć.
No ale to dwie różne rzeczy - nowości, z którymi sobie nie radzi emocjonalnie, a ta lonża, którą teoretycznie zna, nigdy jej nie lubił, ale teraz eskalowało.
Agresywne zachowania
autor: m3szka dnia 30 stycznia 2026 o 10:53
espérer, Raz próbowałam, to towarzystwo za bardzo nie pomogło. Ekscytował się, był pobudzony i mimo spokojnego zachowania towarzysza, mocno brykał. Ale może faktycznie spróbuję jeszcze raz.
Ogólnie to chciałabym mu dać samemu sobie poradzić z emocjami, przeczekać te szaleństwa, niech wali sobie z zadu ile wlezie, tylko obawiam się, że zrobi sobie krzywdę - już raz mi się przewrócił i lekko uszkodził po takiej akcji. 🙈
Agresywne zachowania
autor: m3szka dnia 30 stycznia 2026 o 09:57
Witam Wszystkich, widzę, że wątek dawno nie był odświeżany. Jeśli powinnam napisać gdzieś indziej to proszę o wskazanie. Przychodzę z pytaniem o Wasze doświadczenia z końmi wykazującymi agresywne zachowania.
Jestem w posiadaniu konia, który kiedyś prawdopodobnie został źle potraktowany przez człowieka. I też nienauczony zasad za młodu. I o tyle o ile ogarniamy obejście i jazdę, to problem pojawia się na spacerach w ręku i na lonży.
Na spacerach w ręku jest dobrze, dopóki nie pojawi się jakiś wyzwalacz - i tu zależy od pogody, humoru, ciśnienia - nie wiem czego. Czasem jest to delikatny wiatr i szum liści, czasem reklamówka w krzakach a czasem inny człowiek napotkany w lesie. Ewidentnie pan koń nie kontroluje emocji. Co się wtedy dzieje: zamrożenie, sztywnienie, serce mu wali, że slyszę stojąc obok, a dalej jest wybuch. Próba ucieczki, bryki, dębowanie. Włazi na mnie, nie szanuje przestrzeni, a próba odsunięcia i zadbania o moją przestrzeń tylko eskaluje problem. Zaznaczam, że kiedy jest spokojny, to bez problemu go przesuwam, cofam, mamy to opanowane. Jest misiem do kochania. A gdy tylko pojawia się jakiś czynnik zewnętrzny, mózg mu się resetuje.
Na lonży, kiedy wchodzi na koło, każdy mój gest zachęcający do ruchu naprzód odbiera jako atak. Skacze z 4 nóg, odwraca się do mnie przodem, albo tyłem i kopie w moją stronę, bryka, kładzie uszy "strasząc" mnie, zmienia sobie kierunek i zasuwa. Z reguły odganiam go zdecydowanie na kole, on się wyzłości, wybryka, wykopie, wygalopuje i potem odpuszcza. Ale odpuszcza na zasadzie "wypstrykałem się, zmęczyłem, ale nadal nie chcę współpracować" i idzie zły lub niechętny, zrezygnowany. Za każdym razem przechodzimy przez to samo - zanim uda się jakkolwiek popracować najpierw jest bunt. Bunt ten jest coraz wyraźniejszy i dłuższy. Nie chcę eskalować problemu. Pracowałam w ten sposób z końmi przejawiającymi podobne agresywne zachowania - zawsze odpuszczały po kilku sesjach. Ten nie odpuszcza.
Nie wiem co robię źle. Na pewno coś muszę zmienić. Nie boję się go. Chcę się z nim dogadać, ale mam zagadkę i głowa paruje. Potrzebuję inspiracji. Może ktoś podzieli się podobnymi przeżyciami i powie co pomogło?
Z góry dziękuję za pomoc 🙂
PS. Zdrowotnie sprawdzony, nic mu nie dolega.