kokosnuss, no to się o wódkę nie pobijemy. 😉 Wolę laskowy. 😉 Ale inne Soplice też są całkiem, całkiem. (Piszę to jako "naczelny alkoholik", który weźmie coś do ust raz na dwa miesiące 😉 ) Kiedyś moje babeczki z pracy równo załatwiły tym orzechem laskowym, bo to wchodzi jak soczek. Tu kawusia, tu nalewka, ciachi, gadki-szmatki... i nagle stwierdziły, że cholera coś wstać nie mogą. 😉
Mnie też cieszą takie drobnostki - ładny kolor nieba, lubiana piosenka śpiewana na całe gardło w aucie, moje zwierzaki, garnie w planszówki, kwitnące storczyki i to jak widzę efekt po odkurzaniu 😉 Jestem pewna, że tak naprawdę to wiele osób czuje takie małe i większe codzienne radości. Ale nie umiemy o tym opowiadać i słuchać. Jak ktoś coś takiego powie, to często reakcja drugiej osoby jest... taka jakaś... nijaka. Więc przestaje się na głos o takich radościach mówić, zachowując je tylko dla siebie.
A z degeneracją to mówiłam przecież, że tu na forum to akurat zbiór wyjątków, bo kto ma do czynienia z końmi ten nie jest księżniczniczka z dwoma lewymi rączkami. 😉 No ale sporo niestety takich księżniczek wkoło, wśród płci brzydkiej również. 😉
Ascaia, się rozumiemy, jak wychodzę to pracy to moja droga zawiera takie widoki
Co by się nie działo to banan na twarzy 😀 Okej, jak pada deszcz to nie jest tak różowo 😉 ale zakochana jestem strasznie, wyjście do sklepu mi podnosi poziom endorfin. I nie wiem jak się poprawnie rozmawia o tym, że kocham nasze wiatraki, nasze stare miasto, nasze krzywe kamieniczki, naszą bazylikę, i nasz lokalny gin, i bastion w Brielle i plaże starego wybrzeża, kormorany nad jeziorem i krowy na polderach... no egzaltacja pełno gębo 😉
flygirl, taka przyjacielska uwaga - mam wrażenie że okrutnie się męczysz na tych studiach, chce ci się? 🙂 Jakieś super perspektywiczne (zootechnika, prawda?) raczej nie są, jeśli niedużo zostało to można skończyć dla świętego spokoju, ale mam wrażenie że średnio widzisz przyszłość stricte związaną z tym studiowaniem? Się nie znamy, ale za mądra i zbyt ogarnięta mi się wydajesz na kiblowanie na jakimś rozrzedzaniu i pędzeniu bimbru 😉
Bo przeżywanie świata i życia jest cudowne!!! Cudowne jest to, że czujemy! że mamy tyle reakcji na bodźce! że tyle myśli przebiega przez głowę!!! I tak w ogóle to życie i świat są piękne! Mimo tych wszystkich czarnych spraw, mimo przeciwności losu. Naprawdę mogę pojąć, że to trudno zrozumieć, że trudno mi uwierzyć, ale tak właśnie czuję i myślę. Tu się czymś zachwycam, tu mnie coś zdołuje, tu będę coś przeżywać na niepozytywnie, tu będę się zupełnie szczerze śmiać. I każda ta myśl jest w pełni szczera i... uzasadniona. Taki jest świat, takie jest życie.
Bardzo uroczo tam u Ciebie. Ciśnie mi się na klawiaturę określenie "cacuszkowo" 🙂 I wiesz co... patrząc na taki wiatrak... to do niego deszcz też pasuje. Deszcz, ludzie pod parasolkami... nawet kiedy do tego zimny wiatr... no jest klimat. Te wiatraki są czynne? Coś się w nich wytwarza? Czy są ozdobą? Ten jachcik to prywatny? A może jakaś restauracja na wodzie? Pokaż "stare miasto, nasze krzywe kamieniczki, naszą bazylikę, i nasz lokalny gin, i bastion w Brielle i plaże starego wybrzeża, kormorany nad jeziorem". Krowy też pokaż! 🙂 I jeszcze Midden-Delfland o zmierzchu też! 😀 Nie, że wszystko na raz musisz. Ale pokazuj. O tak o! Dla przyjemności ducha i oka. 🙂
A'propos to tak samo jak Ty Rotterdam, kocham Lublin. No co by nie mówić to jest ciekawe i ładne miasto. I ma mnóstwo zalet!!!
No i skoro mówimy o czuciach i przeżywaniach, i tych strzałeczkach radości... - największą radochą dnia dzisiejszego jest nowa linka dla psa! W końcu jest czarna! (a nie biała w ciapki czyli od miesięcy brudno-szara 😉 ). No i jest! Bo kilka dni temu urwał się karabińczyk i była tragedia - zawiązywanie linki na dwa supły. Koszmarnie upierdliwe. I jak mi Tatuńcio dzisiaj przywiózł nową linkę, do której mi wszył karabińczyk... no cud, miód i orzeszki - i listki takie, i trawa taka soczyście zielona! I w końcu budzą się w wąwozie pozostałe drzewka i krzaczki, co już się martwiłam, że je przemroziło. - i moje truskawki na balkonie mają taaaaaaakie duże listki! - a teraz jest taaaaaki księżyc, jeszcze jest wielki po pełni. Taki księżyc mnie straszliwie rusza. Może jestem wilkołakiem?! 😉 - a jeszcze suka pokazała się przed chwilą... no dumna jestem z niej! Chociaż może od strony szkoleniowej nie powinnam, ale jestem dumna z innych względów! Przed chwilą byłyśmy na spacerze, na tej sikundzie przed spaniem. No mam stracha, zawsze miałam trochę, a teraz mam bardziej po tym morderstwie u mnie w klatce. Zawsze mówiłam, że mam zbyt bujną wyobraźnię, no a teraz niestety dostała pożywkę... Szedł chłopak, młody, chyba lekko podpity. Suka łaziła na lince w odległości, "po krzakach". Gdy chłopak zrównał się z nami, nagle zapytał "ma pani ognia" i wyciągnął w moim kierunku rękę z papierosem. A tu w jedną sekundę obok nogi mam "bestię", która warczy i szczeka! Nie startuje do niego, ale skoczyła do przodu by się przy mnie znaleźć. Chłopaczek aż się cofnął i takim nieco wystarchanym głosem "dobry piesek, ja nic Twojej pańci nie robię, już sobie idę" Taką jednak mam obrońcę!!! Niby strachajło, a jednak! Do grupy by jeszcze tak się nie pokazała, grupy omija łuuuuuukiem, ale jednak już ma większą pewność siebie. Mam wspaniałą dziewczynkę!!!
No i milion jeszcze takich wielkich małych radości. I znowu się dzisiaj popłakałam ze śmiechu w pracy. Pomiędzy "kurwianiem", że już nigdy więcej nie robimy tego projektu.
Prawda jest też taka, że miałam też milion myśli "zdołowanych". No weź się nie zdołuj, nie zasmuć, nie zdenerwuj jak znowu opóźnienia w drukarni, jak strona www zablokowana kiedy chcesz wrzucić informacje. Nie zdołuj się jak czytasz kolejne doniesienia ze śledztwa i okazuje się, że ta biedna dziewczyna była najpierw pobita młotkiem (!), a zmarła ok. północy. I jak się mam nie zastanawiać czy na pewno nic wtedy nie słyszałam. Niby dzielą mnie trzy piętra, ale jednak, nie spałam przecież jeszcze o tej porze. Między 23 a 23.30 słyszałam jej śmiech będąc na dworze. No jak mam o tym nie myśleć i nie przeżywać?! Nie da się?! Tak wygląda życie - jest kolorowo, jest biało, jest czarno.
A! I jeszcze jeden pozytywny akcent. Moja kicia jest bardziej zainteresowana niż przestraszona kiedy przychodzi do mnie jamNika. Co jest ważne w kontekście gdyby rodzice gdzieś wyjeżdżali i Nikusia miała z nami pomieszkać.
Na zakończenie aspekt na razie bez oceny - muszę teraz już natychmiast napisać wstępniak... czekam na wenę, a ona lata gdzie indziej. 😉
PS. I zaraz będzie od kogoś "oesu, bo Ty tak dużo piszesz i mnie się nie chce czytać"... No jak pisać mniej, jak w człowieku tyle uczuć i myśli?!?!?! Szczerze? Nie wiem jak może nie mieć tyle przeżyć w sobie... 😉
kokosnuss nie, nie chce mi się.😉 Nie nadaje się do studiowania, nie lubię tego i się męczę. Oczywiście ma to swoje dobre strony, nawet bardzo dobre i sporo. Dlatego też jestem i byłam na niezbyt wymagających kierunkach. Zaraz mi się ten semestr skończy, zostaną dwa. I kurczę, niestety będzie trzeba rozpocząć dorosłe życie już tak na serio. 😀
Ascaia- odpowiadam na ostatnie zdanie- uważasz, że inni ludzie nie mają w sobie takich przeżyć??? I tylu? Mają. Pewno zdecydowana większość. Tylko nie widzą potrzeby rozmawiania o tym i roztrząsania ich na czynniki pierwsze.
Ojeja... toż tam jest buźka, przymrużenie oka. To retoryczne i żartobliwe. Fakt faktem, że jedni mają tych myśli i wrażeń w sobie więcej, inni mniej. Dodatkowo jedni z siebie to wyrzucają, inni chowają w sobie. No tacy są ludzie - różni. Mają różne temperamenty i charaktery. Psychologia o tym przecież mówi. Nic złego nie miałam na myśli... Tylko właśnie z kokosnuss, sprowokowane pytanie branki, rozmawiałyśmy o tym dlaczego ludzie nie mówią o codziennych, małych radościach...
No i co... No i wyszło dokładnie to, co pisałam... dlaczego wątki typu "różowa mamba" umierają. Dokładnie to, co jest w ostatnim zdaniu powyżej "nie widzą potrzeby rozmawiania o tym". Mówiłam? 😉 A dodatkowo jeszcze "roztrząsanie na czynniki pierwsze" czyli z nacechowanie pejoratywne. 70% moje poprzedniego wpisu jest o małych radościach, z tego zostało wyłapane i skomentowane tylko jedno zdanie... Jak tu ma się chcieć po swojemu cieszyć się na głos? 😉
Będę się trzymać zdania, że w Polsce musi być chyba bardzo dużo introwertyków, więc... jak to ładnie ująć, żeby było dobrze 😉... więc taki jest trend społeczny, żeby ekstrawertykiem nie być... Bo roztrząsasz. 😉
zależy ci się roztrząsa i ile 😉 Ja się z tobą nie zgadzam. Różnica w rozmowach o negatywnych, problematycznych rzeczach, a rzeczach pozytywnych i radosnych jest taka, że na czyjąś radosną wieść nie ma co odpisywać. Bo co odpisać? "Super, cieszę się, że ci się układa?" I w kółko Macieju ciągnąć uprzejmościowe zwroty tego typu? A problematyczne tematy sprzyjają myśleniu i nabijaniu postów a) próby mądrego pocieszania b) próby rozwiązywania wspólnie tematu. Stąd więcej osób się w to zaangażuje i więcej postów się nabije. Co wcale nie znaczy, że ludzie nie umieją się cieszyć. Tylko większość pewno podchodzi do tego zadaniowo. Na zasadzie "jest problem"- rozwiązujemy. A jak jest różowo, to "ok, super" i nie ma tematu.
a mój poprzedni post nie był odpowiedzią na twoje opisywanie swoich radości dnia codziennego!!!!!, tylko odpowiedzią na twoje dziwienie się że chyba tylko ty tak masz, że potrafisz i cieszyć się i smucić milionami rzeczy na raz.
Po pierwsze jeszcze raz - to było retoryczne i żartem. Nie napisałam, że "tylko ja tak mam że potrafię i cieszyć się i smucić milionami rzeczy na raz" (?)
A po drugie - no właśnie o tym rozmawiałyśmy z kokosnuss, że nie umiemy odpisywać na pozytywne informacje. Jak dla mnie możliwości jest wiele. Oprócz tego "super", można o tym dalej rozmawiać, pytać, kojarzyć z innymi sprawami, dodać od siebie jakieś wspomnienie... Bo chodziło o to: Co się stało z wątkiem powietrze pachnie jak malinowa mamba, czyli JEST FAJNIE? :P
Pass, miłość i pokój na świecie. 🙂 🙂 🙂
A wracając do małych radości, to niezmiennie zachwycają mnie psie zabawy. Mogłabym stać i godzinami patrzeć jak się sierściuchy ganiają i kotłują. Przy okazji dostałam takiego energicznego całusa od Werny, że wyglądam jak ofiara przemocy domowej. 😉 😉 😉
kokosnuss nie, nie chce mi się.😉 Nie nadaje się do studiowania, nie lubię tego i się męczę. Oczywiście ma to swoje dobre strony, nawet bardzo dobre i sporo. Dlatego też jestem i byłam na niezbyt wymagających kierunkach. Zaraz mi się ten semestr skończy, zostaną dwa. I kurczę, niestety będzie trzeba rozpocząć dorosłe życie już tak na serio. 😀
Łapię. Zawsze jakieś doświadczenie, przynajmniej wiesz co cię nie kręci i czego nie chcesz robić, to już jakiś punkt wyjścia 😉 Sporo znam z Polski takich "ofiar" pędu na studia. A masz jakieś plany na potem? Zostajesz w Pl czy raczej coś za granicą? 🙂
Ascaia, akurat nie mam czasu przeżywać niczego pozytywnego, piszę o ludobójstwie bo studia 😁 😉 Ale ej, generalnie wszyscy jakieśtam przeżycia mają na co dzień, kwestia komu się chce produkować na forum/blogu, komu w pamiętniczku, komu w rozmowie, komu wcale, a kogo pikne żonkile i zachody słońca nie zachwycają, i jak zachwyca jak nie zachwyca 😉 rzecz gustu.
tunrida, akurat chyba na forum więcej postów jest klepanych o zachwycaniu niż o kwestiach problemowych. No jakieś losowe rekreanty/młode konie/psy/koty/dzieci/podróże. Problematyczne tematy po prostu robią się bardziej gorące, dobry shitstorm z bluzgiem i dramą przyciąga więcej czytelników niż urocze koniki, psiaczki i dzieciaczki 😉
Ascaia- odpowiadam na ostatnie zdanie- uważasz, że inni ludzie nie mają w sobie takich przeżyć??? I tylu? Mają. Pewno zdecydowana większość. Tylko nie widzą potrzeby rozmawiania o tym i roztrząsania ich na czynniki pierwsze.
Dokładnie. Albo też tak jak ja - nie tyle co nie mam potrzeby, tylko nie mam czasu. Kiedyś, jak miałam więcej czasu na pierdoły, to bardzo dużo pisałam na forum, z wieloma osobami bardziej się kumplowałam i toczyłam wymianę zdań. A teraz prawie wyłącznie czytam, bo więcej się dzieje w prawdziwym życiu. 😉
kokosnuss do niedawna miałam dość pewny plan, żeby wyjechać luzakować gdzieś, gdziekolwiek. Jednak z drugiej strony uwielbiam Szczecin i najchętniej bym tu została. No i doszła jeszcze rozkmina, czy na pewno chcę pracować przy koniach, a nie zostawić to sobie w sferze hobby. Tylko nie wiem, co bym mogła robić, chyba do pracy biurowej niezbyt bym się nadała, bo wolę pracę fizyczną, a nie siedzieć 8h przed komputerem. No i nie wiem, miotam się troszkę aktualnie. Więc wrzucam na luz, mam rok do obrony magisterki, może przez ten czas tyyyyle się zmienić. Może znajdę jakąś pracę, która pozwoli mi tu zostać, a może jednak wyjadę i wrócę, albo i nie. No zobaczymy, co to będzie. 😀
Julie, kwestia priorytetów na co się znajduje czas. 😉 U mnie się dzieje baaaaaaaardzo dużo w tej chwili, ledwo wyrabiam na zakrętach... a tam... nie wyrabiam. Ale rozmawianie z ludźmi jest moim priorytetem, więc zawsze znajdę na to czas. A, że wolę pisać niż rozmawiać przez telefon to forum czy messenger jest świetnym rozwiązaniem.
Tak czy siak, to co piszecie jest odpowiedzią na pytanie branki 😉
PS. Jestem fajna. Dałam radę odkurzyć mieszkanko! I nawet mam teraz chwilę bez pracy, bo korektę tekstów zrobiłam, a grafik zaginął w wirtualnej przestrzeni (pewnie się odezwie w środku nocy). Jeśli jutro pomaluję włosy to już w ogóle będzie git i światełko w tunelu! 😀
Drodzy revoltowicze. Tu was wiecej zagląda niż w wątku o pracy. Mam pytanie. Czym zajmuje się teraz terenowy asystent geodety. Wbijanie tyczek, chodzenie za geodeta ze sprzętem?? Dobrze rozumuje czy nie za bardzo??
aszhar, cytuje mojego brata geodetę: "nosi geodecie piwo i odwozi nawalonego do domu" 😁 A tak na poważnie to taki przynieś, wynieś, pozamiataj. 😉 Nosi sprzęt, obsługuje instrument, kopie dołki, wbija kołki, trzyma drugi koniec taśmy 😁, narzeka że mu ciężko 😁 zimą bardzo marznie, z latem jest spalony na węgiel. 😁
JARA, dziękuje Ci bardzo za szczegółowe przedstawienie stanowiska. Obśmiałam się niesamowicie. a czy kobiety w tym " fachu " mają jakieś szanse czy niekoniecznie?
aszhar, jeśli jest zacięta i wytrwała to czemu nie 😉 Geodezja jest zdominowana przez facetów, cała firma mojego brata to sami faceci, chociaż na praktykach kiedyś mieli dwie dziewczyny 😉 Kobiety nie wybierają geodezji, bo nie jest to lekka praca, instrumenty są ciężkie, robotę się robi bez względu na pogodę, warunki pracy są mega różne od bagien, po dżunglę amazońską. W ubiegłym roku na bezrobociu robiłam jako asystent geodety i w życiu tak nie zmarzłam 😁 ale za to pływaliśmy łodką, bo mierzyliśmy dwa stawy we Wrocławiu, z których obecnie są kąpieliska miejskie oraz jedno podwórko w centrum. Jako trzymacz kija/lustra czy obsługa instrumentu to nic wymagającego, ale warunki pogodowe -30 czy +40, trzeba brodzić w bagnie albo przedzierać się przez mega gęste krzaki czy smażyć się na skwar. Albo na klęczkach chodzić po budowie. Ale za to można odblaskowymi sprejami malowac ulice 😁 albo znaleźć plantację marihuany w polu 😁
edit:
Serio? Napisałam marihuana przez ch i nikt mnie nie poprawił? 😁
Ach ach, 3 tyg do urlopu 🏇 co prawda krótkiego (dłuższy w sierpniu lub wrześniu) ale mega się cieszę i nie mogę doczekać. Dawno nie miałąm takiego zapierdzielu w pracy jak teraz, czekam na te pare dni obijania się z utęsknieniem 😀
Najlepszy bedzie lipiec - obrona, dodatkowa praca... będzie zabawnie 😁
Jeszcze dwa tygodnie mega intensywnego zawodowo czasu. Zapadła decyzja, że to ostatni rok życia tego projektu w tej formie. Nikt z nas (z mojego pokoju) nie ma już siły tego ciągnąć. Mam nadzieję, że kierowniczka będzie się tego trzymać i nie wsadzi mnie za rok znowu na taką minę. 😉
A jak tylko skończy się festiwal to czeka mnie prawdopodobnie podjęcie wyboru co do okresu wakacyjnego. Znajomy wstępnie zaproponował udział producencki w swoim projekcie. Z jednej strony bardzo mnie korci, bo to klimat teatralny. Poza tym... to byłby dodatkowy zarobek, który nie ma co ukrywać, bardzo by się przydał. Z drugiej - nadal mam ogromne zaległości w... życiu. 😉 Ciągnie się za mną ten czas chorowania - dużo niezrealizowanych planów dla siebie, zaległości towarzyskie, w domu bajzel... Jeśli przyjmę to zlecenie to wakacje "mam z głowy", bo to jednak wymagająca zaangażowania funkcja, a kolega jest znany z dość... apodyktycznych i ostrych rządów (więc jeszcze nerwy). Ale będę miała na kolejne koło nowego samochodu. 😉
edit. Ufff, ufff, Mamcia po pierwszym badaniu z pozytywnym wynikiem. Pierwszy kamień z serca! 💃 💃 💃
Dobrze, że mam taki plastikowy samochodzik. Sprawdziłam ceny i całe lusterko kosztuje 30 zł. A myślałam, że tylko szkła będę szukać, bo nie wyrobię finansowo na całe lusterko. 😂
Moje lusterko od lat obklejone gaferem 😉 Prawda jest taka, że sznurek od snopowiązałki, trytki i gafer są dobre na wszystko! 😉
Ejjjjj! Właśnie się doczytałam, że Rada Miasta zatwierdziła budowę drogi pomiędzy moim osiedlem a lasem... No super! :/ Najbardziej to się ucieszą Ci, którzy kupowali mieszkania "z widokiem na las"... Dlaczego nowe inwestycje muszę być często takie durne? Mieszkańcy nie czują potrzeby dojazdu od drugiej strony do osiedla, ale władze nasz uszczęśliwią, bo... bo tak... Aaaaa tam :/
Ale rozmawianie z ludźmi jest moim priorytetem, więc zawsze znajdę na to czas. A, że wolę pisać niż rozmawiać przez telefon to forum czy messenger jest świetnym rozwiązaniem.
No, dla mnie też, podejrzewam, że tak jak dla Julie. Ludź age 11, 9 i 4.
No to skoro priorytety czyli rozmowa, kontakt z ludźmi takie same to skąd to połączenie "jak miałam czas na pierdoły to pisałam na forum"? Dlaczego rozmawianie poprzez forum ma być "gorszą" formą równą pierdołom? 😉