Ekuss
A co z takim duaym kaszt walachem (?) ktorego mialas?
Pisalam o nim- jest na wsi,gdzie zagania owce i caly czas jest na pastwisku. Nie chce mi sie znowu rozpisywac. W skrocie: Fajnie sie z nim pracowalo jak byl jeszcze bez miesni i gruby (chociaz zajazdka nie nalezala do najlatwiejszych) no i jak byl na pastwisku. Wtedy byl cudowny- inteligentny, latwo wszystko lapal, super chody...No ale... Kon ktory przez 6 lat byl w stanie pol dzikim nie umial sie zaaklimatyzowac w stajni. Efekt: na hali byl super- w terenie odpalala mu sie lampka ,,cwal przed siebie-moze znajde moje stado''. Nikt w stajni (faceci jezdzacy kupe lat) nie chcial mi z nim pomoc, wsiasc-pojechac w teren,bo moze to (zapewne) moja wina- moze ja nie umiem go ogarnac w terenie,a cale zycie na hali jezdzic nie bede. Pracowalam z konmi ponoszacymi w terenie (np.moja Frigg 😀 -ale nie ze zlosliwosci- jak sie sploszyla) i zazwyczaj dzialala metoda- wjezdzam na kolo, kon w koncu musi zwolnic. Tenór mi po prostu wyrywal wtedy wodze...
Wszystkiego probowalam... prosilam po kolegach- ze zaplace tylko niech mi ktos pomoze go ogarnac. Nikt jakos nie chcial,bo mowili ze jest niebezpieczny... No dobra. W koncu wyszlo tak,ze balam sie na niego czasami wsiadac. Nie jest to fajne uczucie.
Jedynie moglam na nim pojechac w teren w duzej grupie koni. Wiec wpadl mi do glowy pomysl by go oddac za symboliczne pieniadze na wies- tam gdzie szukaja koni jak on- ktore wszedzie pojda ze stadem, silnych i bardzo do przodu.
Jednak jesli nikt by go nie chcial- wypuscilabym go na pastwisko i by sobie zyl dalej w stanie poldzikim. Po prostu zaczelam sie go bac- pierwszy kon,ktorego sie balam. Kiedys wsiadlam na kazdego konia jakiego mi dali- teraz moze wydoroslalam i przestalo mnie to bawic. A moze- juz nie uwazalam,ze jazda na trudnym koniu jest ,,cool'' i jestem mistrzem wsi i okolic.
Tak wiec Tenór pojechal na wies, mam caly czas wglad na to co sie u niego dzieje i jestem w stanie go zabrac jesli nowy opiekun by stwierdzil,ze Tenór jest zbyt trudny- z tym,ze wtedy po prostu go puszcze na pastwisko. Z tego jednak co mowil nowy opiekun- jest z niego bardzo zadowolony,bo takiego konia szukal. Konia, ktory ma przejsc w najtrudniejszym terenie, ktory po gorach przewiezie faceta i ktory w momencie przejdzie w pelny galop zeby zagonic owce (w Islandii zgania sie owce z czasem kilkudziesieciu hektarow- z terenow, w ktore ani auto ani quad nie przejedzie-tylko kon. Mozna wpisac w google: réttir).
No i- jednak duzy facet sobie szybciej z nim da rade niz dziewczyna... Przykro mi strasznie bylo,bo naprawde duze nadzieje w nim mialam. W stajni tez duzo rozmawialam- ze moze ja go zepsulam, znowu mistrzem Islandii nie jestem,a islandery sa bardzo wymagajace.
Na to uslyszalam: kupilas konia,ktory byl podjezdzony rok wczesniej. Jesli bylby obiecujacy to watpie,ze by go wypuscili na pastwisko- wtedy by dalej go szkolili. Widocznie wtedy stalo sie cos co im powiedzialo,ze ten kon ,,ma cos nie tak''.
No i tez... na fb wrzucilam zdjecie jak siedze na Tenórze na oklep. Poprzednia wlascicielka udostepnila na swoim profilu i napisala ,,Tenór chyba juz przestal byc nienormalny''...
Dlatego teraz kupilam Bjarmiego i Þokkadís prosto od hodowcy, z hodowli z ktorej znam konie- konie na ktorych jezdzilam i zajezdzalam. Zreszta hodowca jest znany i wiem,ze nie kupuje znowu ,,kota w worku''. Kleina tak samo byla kupiona od hodowcy- z tym,ze z hodowli,gdzie hoduja konie pod wierzch-typowo rodzinne,a nie sportowe. I szczerze?
Lepiej wybrac nie moglam 🙂
Moze sie troche bardziej rozpisalam niz powinnam.
I prosze o nie zjedzenie mnie :kwiatek:
edit: zganianie owiec (réttir)- jakby kogos interesowalo, wyglada tak:
[img][[a]]http://www.rhs.is/landbunadur/wgbi.nsf/Files/RHS-g%C3%B6ngur/[[a]]$file/rettir_t1.jpg[/img]