Smok10, ale co mam powiedzieć Jungowi? To co napisałam, że skoki do WKKW w PL nie powalają? czy, że to wielobój? (o tym, to ON wie). Jung na tych samych koniach jeździ WKKW, CSI 4*i CDI 3*? Co prawda to niewykluczone, patrząc na potencjał jego koni, ale na P się nie zabije, skoro w 3*CiC jeździ 120 cm. Na Bawłowicz zawsze było miło patrzeć.
Teoretycznie w momencie jak jeden skakał ostatnią przeszkodę to drugi mógł skakać swoją pierwszą. Ciekawi mnie czy ktoś zwrócił uwagę na czerwoną ślinę konia dorosłej zawodniczki.
Ajajajaj, a ja jak zwykle obudziłam się, że chcę jechać w niedzielę, w momencie, w którym się okazało, że biletów na niedzielę już nie ma. 😜 Jak zwykle 😁
Hmm, chyba będę pierwszą osobą podsumowującą tu, na forum, całość 🤣 Byłam całe 4 dni wraz z moim Lubym, dla którego była to pierwsza styczność z Cavaliadą, więc mieliśmy odmiennie - przydatne - spostrzeżenia, a i wrażenia nieco inne.
Zawody w mojej ocenie bardzo udane, dobrze komentowane, fajna obsada, dobra organizacja. Dla będącego pierwszy raz - jak mój facet - ogrom wrażeń. Na pewno mocną stroną był nowy, widowiskowy konkurs Wenus vs Mars, choć mnie osobiście nie zachwycił - jakoś nadal wolę Speed&Music. Sporo obserwatorów przyciągnął cross i to był strzał w dziesiątkę, jeżeli chodzi o połączenie dyscyplin na Cavaliadzie. Zeszłoroczny incydent z WKKW był mniej interesujący, tegoroczny pozostawił bardzo dobre wrażenia. Szkoda tylko, że nie było jakichś bardziej dostępnych informacji o godzinach, w których odbyły się próby ujeżdżenia i skoków do tego Halowego Pucharu Polski WKKW. Ja do teraz nie wiem, kiedy je przegapiłam, i żałuję. Chciałam zobaczyć... Tyle z nowości. Stałe punkty programu raczej bez zarzutu. Kapitalnym w mojej ocenie pomysłem było "wydłużenie" Cavaliady o czwartek, w który - zamiast jak dotychczas w piątek - odbyła się Potęga Skoku. Piątkowy program wieczorny już poniekąd opisałam wyżej, dodam jeszcze tylko, że i mnie, i Lubemu niezwykle podobały się piątkowe zaprzęgi (i oboje mamy wrażenie, że nieco były efektowniejsze niż w sobotę). Pierwszy dzień weekendu bez wątpienia zdominowało klasycznie już Speed&Music, według mnie najlepszy konkurs Cavaliady. W tym roku było szybko, widowiskowo i ze strony organizatorów i zawodników jak najbardziej OK. Szkoda tylko, że publiczność - szalejąca w piątek podczas pojedynku kobitek z mężczyznami, w sobotę o 21 jakby umarła. Może to rzecz DJ-a, który nie zawsze grał najnowsze hity, a może co innego, ale... ludzie na trybunach byli po prostu DRĘTWI. Tak to odebrałam 😉 W sobotę oglądałam jeszcze zaprzęgi, nieco mniej widowiskowe niż w piątek w naszej ocenie, sztafetę dzieci z dorosłymi zawodnikami - i w sumie można to opisać krótkim stwierdzeniem "było fajnie", no i pokaz PZHK z polskimi końmi. To ostatnie, mimo lekkiego powiewu nudy dla osób spragnionych sportowych i tylko sportowych emocji, mnie osobiście się podobało. Lubię polskie konie i ich promowanie w taki sposób uważam za dobre posunięcie ze strony PZHK. Inaczej uważał mój facet, dla którego nic specjalnego na pokazie nie było, poza ciężkimi pociągowymi ogierami, które istotnie robiły wrażenie. Niedziela stała pod znakiem Grand Prix, i tak jak w tamtym roku nie podszedł mi ten konkurs zupełnie (za późno się zaczął, był jakiś taki rozwlekły i trudny do ogarnięcia), tak w tym jestem zachwycona. Super organizacja, 50 par w przebiegu podstawowym to liczba idealna, parkur wystarczająco zaś trudny (i przez to atrakcyjny dla publiczności), by do rozgrywki weszło nie za dużo, i nie za mało koni. Dobra postawa Polaków w tym konkursie i udany przejazd Marka Wacławika, który w wiadomy nam już sposób otrzymał Dziką Kartę, dopełniły całości jako przyjemnego widowiska. Plus wielki dla komentujących za współpracę z anglojęzycznym Edem (jeżeli źle napisałam, to przepraszam), który zdecydowanie stanowi atrakcję samą w sobie 😉
Co do Areny B, zaplątałam się tam wpierw na pokaz polskich koni przeznaczonych na aukcję - i to podobało mi się bardzo, że w "skład" Cavaliady być może wejdzie także taka licytacja, choć w tym roku jeszcze raczkowała i organizacyjnie, i informacyjnie, i pod każdym względem. Mojego Lubego pokaz koni aukcyjnych totalnie wciągnął, był wręcz niezadowolony, gdy wróciliśmy na arenę sportową 😉 Drugi raz byłam na "mniejszej arenie" podczas konkursu paraujeżdżenia, które chwilę z przyjemnością pooglądałam i tu pojawia się moje pytanie - GDZIE U DIASKA JEST UJEŻDŻENIE NA CAVALIADZIE... 🤬 Musi, musi być chociaż jeden konkurs/pokaz, bo w całej tej mieszaninie dyscyplin, tylko tego mi tam brakowało.
Targi za to zaskoczyły mnie bardzo, bardzo pozytywnie. Wystawców było sporo - dwie hale 🙂 , spora różnorodność sprzętu i usług, i nie było tego, co tak raziło w tamtym roku: niechęci sprzedających do atrakcyjnych cen (nie sklepowych, a targowych...) i zwijania się w pośpiechu jeszcze pod koniec Grand Prix w niedzielę. Nie. W tym roku wystawcy chętnie dyskutowali na temat oferowanych przedmiotów, byli długo i nigdzie im się nie spieszyło. Już od czwartku widziałam okazje cenowe, coraz większe aż do samej niedzieli. Miłym akcentem była Pani z Over Horse, rozdająca reklamówki z drobnym prezentem od firmy, a także losowania i nagrody na niektórych stanowiskach. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ponadto, z kupionych przeze mnie 5 przedmiotów z różnych kategorii i różnych półek cenowych, tylko jedną kupiłam po stałej cenie. Sprzedający chętnie opuszczali ceny, jeżeli podeszło się do tego z uśmiechem i nie wymagało się od nich cudów. Targi w tym roku - 10/10, mimo lekkich utrudnień z połączeniem ich z areną sportową.
A czy były większe minusy, których dotychczas nie opisałam? A i owszem. Są na Cavaliadzie sprawy, którym do ideału jeszcze daleko, na szczęście nie są to w większości sprawy pierwszego rzędu i da się w tym żyć. Najgorsze wrażenie na nas (bo tu byliśmy z Lubym zgodni) zrobiło kilka koni - na każdej z aren się to niestety zdarzyło - z widoczną z daleka krwią w pysku. Reakcji sędziego brak. Koń A podczas konkursu skoków przejazd ukończył (gdzie był komisarz, skoro zawodnik spokojnie dalej sklasyfikowany?); koń B podczas pokazu na arenie B również pokaz ukończył - a po zgłoszeniu faktu krwi w pysku prowadzącemu, padła informacja zwrotna, że koń jest nerwowy i przygryzł sobie język (i tu razi niekonsekwencja, bo skoro tak, to dlaczego tego konia z krwawiącym już ponoć na rozprężalni pyskiem wpuścili na arenę, zamiast pozwolić mu się uspokoić i wytrzeć chociaż tę krew, a ponadto - koń 4-letni bodajże - niesmak okrutny pozostał mimo, że wierzę, że sprawa była dokładnie tak przypadkowa i niewinna, jak twierdzili prowadzący); koń C w zaprzęgu spokojnie dojechał do końca swojego występu i również reakcji nie było... Nas to po prostu raziło. Fatalny był też ciągły problem areny sportowej z dostępem do WC. Przerwa między konkursami - kolejka pod same trybuny i jedna pani zawiadująca "ruchem" w toalecie 😉 Mogliby, naprawdę, postawić za trybunami po stronie wyjścia z pawilonu drugą toaletę - nie dla VIP-ów, tylko ogólnodostępną. Zapunktowała negatywnie także ochrona i obsługa - co niektórzy nie bardzo wiedzieli co się dzieje, nie umieli udzielić informacji dotyczących miejsca targów/pokazów. Nie pilnowali, jak w tamtym roku, by ludzie na trybunach nie stali w przejściach. W efekcie podczas Speed&Music widok na parkur zasłaniał mi pan cham, który nie pozwolił się usadzić mimo wolnego miejsca pod jego nosem, a reakcji ze strony obsługi brak. Również biegające jak szalone po schodkach dzieci zostały zlekceważone, mimo że udało im się całkiem efektownie spłoszyć konia podczas jego przejazdu.
Podsumowując, tegoroczną Cavaliadę jako stały bywalec oceniam na 8.5/10, w porównaniu z zeszłoroczną o jakieś 1.5 pkt lepiej 😉 (7/10 - 2013) Mój facet, oglądający Cavaliadę po raz pierwszy, daje 7/10 - mniej.
Ja jeszcze dodam, że miło było spotkać Lov, Baffinkę, Ateę i maludę z re-volty :kwiatek:
[quote author=Wizja link=topic=96242.msg2236439#msg2236439 date=1417606218] Mam jeszcze taka refleksję. Super, że zrobiono jednogwiazdkowe zawody w tym roku, ale patrząc na listę zgłoszeń, zadziwia mnie, że niektórzy są tak bardzo bezkrytyczni wobec siebie. Niektóre dziewuszki, które ledwo kończą N klasę na zawodach regionalnych czy ogólnopolskich, lub nie kończą jej w ogóle, wybierają się na Cavaliadę. Dla mnie dośc komiczne :P Ja bym się na ich miejscu wstydziła pokazywania takiego poziomu, no ale kto co lubi ;P
Właśnie przejrzałam listę zgłoszonych na CSI* i naszła mnie identyczna refleksja 😉 Aż z ciekawością sprawdzę wyniki kilku osób, którym wydaje się, że jak 120 dało radę (lub nie) przejechać na ZR, to i CSI 130 to pikuś. [/quote]
Patrząc na przejazdy i wyniki, moje przypuszczenia się potwierdziły. Dla wielu par te konkursy były zdecydowanie za trudne.