Forum towarzyskie »

"Nie ogarniam jak..."

smarcik, oj ja pracuję w samorządzie i cóż ... właśnie się dowiedziałam, że tyle samo zarobię w macu  😵
Co do stabilności - pracowałam w innym mieście, przyszły wybory, nowy burmistrz i miesiąc później załapałam się na czystki (mimo wielkich zapewnień przy zaprzysiężeniu, że zwolnień nie będzie 😉 ). Po roku zatrudnili, na ponoć zlikwidowane stanowisko, kogoś innego. Teraz mam umowę do końca miesiąca i nadal nie wiem czy mi ją przedłużą czy nie - pewnie dowiem się 29. o 13:55 (a pracujemy do 14)
safie, właśnie takie historie jak Twoja mam na myśli.
yegua dlatego "każdemu według potrzeb" - nikt nikomu nie każe pracować w państwówce. Ba, obecnie to nikt nikomu w ogóle nie każe pracować  😁

Spoko, ja też zarabiam gorzej niż w macu. I trochę irytuje mnie czasem jak ludzie twierdzą, że lepsza praca leży na ulicy i czeka tylko ludzie godzą się na takie warunki więc sami są sobie winni  🙄 Moim zdaniem godzą się bo co mają zrobić? Pójść mieszkać pod mostem? Strasznie to przykre.
Smarcik pewnie, tylko to jest przykre jak ludzie się starają w tej państwówce za grosze, a potem lądują na bruku.

Mnie drażni podejście "każdy może się przebranżowić"...
No nie każdy ma siłę, energię, umiejętności uczenia się w starszym wieku, zdrowie, kasę i motywację by to zrobić.
Łatwo jest oceniać, szczególnie jeśli samemu ma się tą wewnętrzną siłę i odwagę do zmian.
Raczej każdy może naz zasadzie, że leży to w zakresie ludzkich możliwości, bo z postu sanny wynikało, że jak ktoś ma 35 lat i nie został pielęgniarką to już nie zostanie bo jest za głupi.

Czasem życie po prostu zmusza do zmian. Moja mama miała tak kilkanaście lat temu, gdy urodziła moją siostrę będąc po 40-tce. Wróciła z urlopu macierzyńskiego, popracowała jeszcze kilka miesięcy bo pracodawca chciał mieć czyste sumienie, a potem "nara"  😉 A że to były czasy wchodzenia Polski do UE to możliwości pracy w jej zawodzie znacznie się zmniejszyły i była zmuszona szukać czegoś totalnie innego.
Mi tylko chodzi o niegenaralizowanie. Moja mama zrobiła drugie studia około 45 r.ż. i wtedy rozpoczęła pracę w nowym zawodzie, ale mama ma talent do nauki. Wiedza wchodzi jej do głowy łatwiej niż mi.

Sama myślałam jakiś czas temu o studiowaniu prawa, ale 5 lat studiów plus 2-3 lata aplikacji to długo. Za stara jestem na pracowanie 8h dziennie plus studiowanie przez 8 lat plus ogarnianie domu. Już nie ta energia, co w wieku lat 20stu, a i zobowiązania większe.
Ja pracowalam w urzedzie 5 lat jako podinspektor ds. Promocji i kultury z ogarnianiem dotacji unijnych i wspolpracy zagranicznej. Kiedy odchodzilam zarabialam zawrotne 1550 na rękę.  😎 Dalo sie za to wyzyc kiedy gospodarstwo domowe dzielilam na 2 "we wlasnym mieszkaniu". Jak zostalam sama i  zmuszona zostalam do wynajmu mieszkania (mam duzego psa, nikt nie chcial mi wynajac pokoju) to w trybie natychmiastowym musialam sie zwolnic bo nie bylabym w stanie za to wyżyć. Teraz pracuje w miedzynarodowym korpo i jak dla mnie niebo a ziemia. Wyleciec z pracy tez znacznie trudniej. W urzedzie musisz sie bardzo pilnowac, poza praca tez, np na fb, jesli masz kogos z pracy w znajomych jeszcze bardziej.Zlikwidowac stanowisko mozna prosto, znalesc jakas podstawe do dyscyplinarki jeszcze prosciej. A jakie piekne czystki sie robią jak sie partyjne i kolesiowe uklady zmieniaja to moznaby ksiazki pisac :/

Mam nadzieje ze da sie to przeczytac, pisze z tel.. -_-
Jara, to było odnośnie kiepsko wynagradzanych pielęgniarek w wieku 40 + które wydają się tak łatwe do zastąpienia przez kogokolwiek.
Ascaia, nie mam niestety nikogo w urzędach czy innej państwówce = nie nasilałam przykładów kolejnych, ale fakt jest taki, że na pewno jest więcej zawodów pokrzywdzonych.

Sektor państwowy to ogólnie niezbyt "opłacalna" praca - choć poza pielęgniarkami i nauczycielami nie mam wiedzy "od kuchni", ale wpisy tutaj jakby potwierdzają. Prywatny biznes jest dobrym wyjściem jeśli ktoś ma do tego "dryg" (bo jednak nie każdy się nadaje do prowadzenia własnej działalności, np. ja :icon_rolleyes🙂. Korporacje są spoko, ale dużo zależy od firmy - i tutaj cieszę się, że "przebranżowuję się" bardziej w IT. Chyba jedna z bardziej opłacalnych ścieżek rozwoju i pracy, przy czym ogólnie ten rynek ma ssanie (ale na midów, najlepiej seniorów.. dla juniorów średnio, przynajmniej w "moich" technologiach). Choć są firmy "mordory", jak wszędzie.. ale większość przynajmniej płaci godziwie, nawet juniorom.

Problem pielęgniarek jest nieco bardziej złożony - poza kwestią odpowiedzialności i zarobków. Młode pielęgniarki przychodząc na oddziały są często.. zmanierowane. Ona nie będzie Pana przewijać/dźwigać/myć, bo od tego są przecież inni, a ona pójdzie wypełniać przyjęcia/wypisy itp. Kij, że salowych praktycznie nie ma i wszystko robią zazwyczaj pielęgniarki starsze stażem - właśnie 40+. Tak dalej pójdzie, to 1. nie będzie komu pracować na oddziałach (bo młode wyjeżdżają za lepszą pensją lub właśnie danych zadań "nie będą" wykonywać), 2. może dopiero być "opryskliwie" od pielęgniarek. To tak jak patrzę z boku, słyszę co mówi mama i znajomy pielęgniarz (swoją drogą, wyjechał do Irlandii i też ma tam ciekawie) + to co w mediach. No, czasami serio sytuacji nie ogarniam... 😉 Ludzie są w ogóle nie do ogarnięcia.
Jeszcze do głowy mi przyszło, że opryskliwość bierze się z czasem z kontaktów z ludźmi. Ja też w pewnym momencie zaczynam być opryskliwa, bo mam granice cierpliwości, a ludzie często lubią je przekraczać.
Ludzie to tylko ludzie - nikt świętym czy aniołem nie jest 🙂 U pielęgniarek - pacjenci (i rodziny w odwiedzinach) potrafią dać w kość wbrew pozorom. U nauczycieli - dzieci i rodzice, no.. bywa "nieróżowo". W innych branżach/zawodach tak samo. W byle mc można trafić na fajną obsługę, a można trafić beznadziejnie 😉 Jednak są zawody od których ludzie wymagają zawsze danych zachowań i nie obchodzi ich, że ktoś też jest tylko człowiekiem.

Z takich anegdotek. Akurat moja mama pracuje blisko domu - skutek jest taki, że np. ostatnio w osiedlowym sklepie zaczepił nas jakiś facet i zaczął mojej mamie dziękować. Bo była najlepszą pielęgniarką na oddziale, zawsze uśmiechnięta, pożartować szło itd. - mina mojej mamy bezcenna, choć mi później się przyznała, że nie kojarzy człowieka, bo tylu się przewija.. widocznie się niczym nie naraził żeby zapamiętać 😁
Hmm, ja pracuję w samorządzie i zarabiam sporo więcej niż te kwoty, o których piszecie. Moi koledzy i koleżanki tak samo. Niektórzy więcej niż ja.
W ministerstwach zarabia się trochę lepiej niż w samorządach, w NIKu na przykład jeszcze lepiej i to już jest konkretna pensja. Ale wiem, że w Urzędach Marszałkowskich czy w GUSie płacą marnie- ok. 2 tys albo niewiele ponad to.
ashtray, pewnie zależy od wielkości miasta i stanowiska (ja jestem robaczek pełzający). Na inne kwoty można liczyć w stolicy, a na inne w mieście do 100 tys. mieszkańców.
Moja mama miała tak kilkanaście lat temu, gdy urodziła moją siostrę będąc po 40-tce. Wróciła z urlopu macierzyńskiego, popracowała jeszcze kilka miesięcy bo pracodawca chciał mieć czyste sumienie, a potem "nara"  😉

Nie ogarniam. Jaki zysk ma pracodawca z takiego zachowania? satysfakcję z "zemsty" chyba wyłącznie? Jeszcze gdyby to była młódka rok po ślubie to oho, na rozmnażanie ją wzięlo, może obawiać się powtórki nieobecności i zajętego etatu. A tu? Jeszcze ze starszym rodzeństwem, które jakby co wspomoże?
Sytuacja mnie szczególnie bliska, bo mi się młodsza siostra urodziła jak mama 44 lata miała. I nie było problemu z pracą potem. Normalny pracownik.
Pewnie masz rację. Ale też adekwatnie to się przekłada na koszt życia w dużym mieście- ceny wynajmu czy czynszu, jedzenia, komunikacji miejskiej itd.
Co do umów na okres czasowy, to też jest kiepskie. Znam kilka osób, którym nie przedłużono bez podania przyczyny. Ja po okresie próbnym od razu dostałam na czas nieokreślony.
ashtray, ja miałam na rok, ale u nas skrzętnie korzystają z wprowadzonych 33 miesięcy  😵 Dziewczyna, która dostała 3 umowę, dostała ją na ... 8 miesięcy  🤔wirek: I weź tu człowieku planuj przyszłość.

Ja za tą kwotę nawet nie mogę myśleć o wyprowadzce od rodziców. P. tez pracuje w samorządzie (już kilka lat) i ma taką samą kwotę co i ja (miasto mniejsze). Nawet za dwie pensje byłoby to przetrwanie, a nie życie  🤔
dea ja też nie mam pojęcia czemu to miało służyć  😉 Mama później chodziła na różne kursy z Urzędu Pracy i była na zasiłku, zanim znalazła pracę w zupełnie innej branży.

Co do pensji w samorządach i organizacjach rządowych - te wszystkie zarobki są jawne, jeśli kogoś to interesuje to polecam popatrzeć na oferty rekrutacyjne w różnych urzędach 😉 Z moich obserwacji wynika, że ludzie na stanowiska "przeciętne" tzn. nie wybitnie specjalistyczne i nie wyższe kierownicze mogą liczyć na wynagrodzenie brutto mnożnik ok 1,5-1,8  😉 Przy czym 1,8 to są stanowiska typu starszy specjalista ds. kadr i płac.
Smarcik, ale w żadnej firmie prywatnej czy państwowej nie dostajesz na start pensji takiej jak osoba, która pracuje w danym miejscu dłużej i ma większe doświadczenie. Nowej osobie proponuje się zazwyczaj najniższą stawkę i wydaje mi się to normalne. Jak zaczynałam miałam pensję o 1/3 niższą niż teraz i najniższe stanowisko. Akurat oferty rekrutacyjne nie są miarodajnym wskaźnikiem płac.
ashtray dodatki za wysługę lat też są jawne  😉 A jak miałaś najniższe stanowisko a teraz masz wyższe to jest zupełnie inna bajka, mowa tu o płacach na konkretnym stanowisku. Nawet ta rzeczona pielęgniarka może skończyć medycynę i zostać lekarzem w tym samym szpitalu  😉 (ja akurat znam osoby, które tak właśnie zrobiły, tylko zaczynały jako ratownicy medyczni a nie pielęgniarki).
No tak, mowa o konkretnym stanowisku- w tym przypadku urzędniczym. Zaczynałam jako młodszy referent, a teraz mam inspektora. Zakres obowiązków ten sam i w zasadzie cały czas robię to samo haha, więc żadna inna bajka. Awansuje się za przepracowane lata, zaangażowanie, bezbłędność, elastyczność i generalnie ogarnianie.
Hmm, nie wiem co masz na myśli mówiąc jawne? Jawna może być zasada- po 5 latach pracy dostajesz 5% i z każdym kolejnym rokiem pracy dodatek rośnie o 1%, ale jaka to kwota, to zależy od podstawy pensji.
Ze stanowiskami też jest różnie. Było tak, że dostałam wyższe stanowisko i nie dostałam podwyżki. Potem znowu dostałam wyższe i z tego co pamiętam to i podwyżka wtedy była. Potem jeszcze 2x dostawałam podwyżkę, będąc na tym samym stanowisku. Widełki są ogromne. Możliwe, że istnieje gdzieś ktoś na tym samym stanowisku co ja i dostaje pensję z górnych widełek, wówczas miałby wyższą pensję niż moja kierowniczka. Koleżanka z pokoju obok zarabia więcej niż koleżanka, która siedzi obok niej, a ma wyższe stanowisko. Na to nie ma reguły. Nadal uważam, że ocenianie ile zarabia przeciętnie przeciętny urzędnik na podstawie ogłoszenia o pracę nie jest miarodajne.
Idąc tym tropem to w ogóle nie da się porównać "przeciętnego" kogokolwiek, bo jeden specjalista ds. marketingu zarabia 3 tys. a drugi 13 tys.  😉 Lekarz internista w szpitalu powiatowym mniej niż taki sam lekarz w szpitalu wojewódzkim. A asystentka prezesa po maturze jeszcze 3 razy tyle pod stołem  😉 Ciężko rozmawiać o zarobkach bez jakiekolwiek punktu odniesienia  🙂
Tak też o tym wyżej pisałam- że w różnych urzędach różnie się zarabia i składają się na to również różne czynniki. Dlatego też nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że urzędnik zarabia +/- 2 tys. Pewnie tak samo z pielęgniarkami.
U nas w wydziale, w BBiZK, inspektorzy mają na rękę coś około 3700zł. A i tak jesteśmy najgorzej opłacanym wydziałem, ale to dlatego, że 90% pracowników jest na stanowisku pomocniczym. Max 3000zł brutto.

ashtray, dostajecie dodatek motywacyjny? Jeśli tak, to jak często?

Mam porównanie z Otwockiem i tam w urzędzie pensje są dużo, dużo niższe... niektóre osoby pracujące tam 20 lat mają po 1800zł na rękę.
Dostajemy co 3 miesiące. Tylko kasy nie starcza dla wszystkich, dlatego raz dostajesz, raz nie. Loteria.
ashtray, jakiś inny świat  😲 dodatek motywacyjny co 3 miesiące (nawet raz do roku)? My się cieszyliśmy jak pierwszy raz od lat wpadło parę złotych (dosłownie parę zł) z okazji Dnia Samorządowca  🤔wirek:

Smarcik, w jakim sensie wystarczy spojrzeć w ogłoszenia? Nie widziałam nigdzie w urzędach (i nie tylko w urzędach) ogłoszeń z podaną stawką - można spojrzeć w zarządzenia, gdzie są podane widełki, ale w nich rozstrzał jest duży.
ashtray, rzeczywiście jakiś inny świat. 😉

U mnie jest tak, że jednak czuję się bezpiecznie mimo zatrudnienia w samorządowej instytucji. Może to złuda, ale póki co nie było u nas żadnych zwolnień z racji politycznych, dyscyplinarnych, żadnego kombinowania w związku z ciążami. Więc chyba jednak mam podstawy by czuć stabilizację.
Ale dodatki motywacyjne? Jakieś inne?
Trzynastek nie mamy. Od tego roku został zniesiony system premiowy na rzecz niewielkich stałych podwyżek, a innego sposoby nagradzania i motywowania nie ma. Bonów na dzieci (np. choinkowych ) nie ma, innych bonów, karnetów socjalnych nie ma... Jedynie co to "wczasowe" i możliwość wzięcia pożyczki remontowej (co przy niskiej pensji i tak się na ogół nie opłaca). Pensje mamy... no jak już wspomniałam niewysokie. Moje stanowisko to instruktor (do wyboru młodszy instruktor, instruktor i starszy instruktor), jestem związana z firmą 8 lat, od 6 lat mam umowę o pracę, robię swoją robotę w dziale + mam trzy "fuchy" indywidualnie zlecone bezpośrednio przez dyrektora (na szczęście one są tylko okresowe) i dopiero od tego roku (w związku z tą podwyżką z likwidacji premii) zarabiam 2100 netto. Wcześniej czasem zdarzyło się 2000, a na ogół poniżej. Dlatego kiedy tylko mogę to łapię dodatkowe zlecenia - piszę i rozliczam dotacje na projekty kulturalne, robię swoje autorskie projekty, bywam konferansjerem, itp.
To z tego co jest u mnie:
- trzynastka (ja się nie załapałam)
- grusza/ wakacje
- bony lub pieniądze na Boże Narodzenie (ponoć zwykle są bony, w zeszłym roku była kasa)
- Multisport (mało osób korzysta)
- pożyczki, ale przy umowie na czas określony nie ma nawet sensu się zapisywać, bo trzeba mieć jakiś określony wkład

Niby fajnie, ale (😉):
- dokładam ok. 200 zł na paliwo, bo muszę jeździć na oględziny swoim samochodem (po przedłużeniu umowy chcę zawalczyć o ryczałt, ale szanse są marne), a komunikacją miejską nie miałabym szans wszystkiego na czas sprawdzić
- szanse na awans są marne (koleżanka pracuje 6 lat na tym samym stanowisku i o awansie nie ma mowy)
- szanse na podwyżkę są marne
- przy szukaniu innej pracy jakoś wszyscy patrzą dziwnie na takie zatrudnienie (mam wrażenie, że wpisałabym pracę w klubie gogo  i by byli mniej podejrzliwi  :hihi🙂
W sumie czemu ja tam pracuję??  😂
A to widzisz, chociaż nie mam ani trzynastki, ani multisporta to mam jedno - wiem dlaczego akurat tu pracuje... Bo to kocham, bo to moja pasja. Może nie spodziewałam się, że będę miała aż tyle pracy biurowej. Może nie planowałam, że będę firmową "specjalistką" do tabelek, rozliczeń. Że będę miała tyle wspólnego z księgowością i aktami prawnymi. Ale robię też imprezy, daje ludziom ciekawe alternatywy na spędzenie wolnego czasu, jestem na scenie, wspieram rozwój artystyczny młodzieży... I to jest to, co zawsze chciałam robić.
Ależ ja lubię moją pracę (nie kocham, ale lubię), ale jak tak patrzę na listę plusów i minusów to jednak tych minusów jest dużo więcej.

Dodatkowo siedzę w pokoju z taką osobą, że reszta wydziału twierdzi, że powinnam mieć dodatek za ciężkie warunki pracy i to mi najbardziej przeszkadza.
Ascaia, dla mnie innym światem jest to, o czym Wy piszecie. Nie wyobrażam sobie przeżyć za 2100zł, szczególnie, jeśli mieszkałabym sama. Jak z tego opłacić rachunki (wynajem mieszkania?! Kredyt?!), kupić jedzenie, ubrać się, co z kasą na przyjemności? O oszczędnościach chyba nie wspominając. Co w przypadku nagłej choroby? Za co kupić leki?
Ja rozumiem, że koszty życia między Warszawą a Lublinem się różnią, ale bez przesady.... Moim zdaniem wszyscy powinni zarabiać tyle, żeby stać ich było na samodzielne utrzymanie (i to bez szczypania się) i jeszcze móc odłożyć jakieś oszczędności, a państwo powinno to umożliwić pracodawcy.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się