Wy chyba dobrych domowych pączków nie jadłyscie 🤣 jak moja mama nasmaży, to ostatnio zjadłam osiem 😡 Leciutkie jak pióro, ciasto długo wyrabiane ręcznie, domowa konfitura z róży 😍 Żaden kupny pączek się nie może równać!
efeemeryda, w składzie jest tylko napisane, że może zawierać zboża, więc nawet jeśli, to są to bardzo małe ilości 😉 Odczułabym gdyby tam był, bo jak przesadze to od razu mi strasznie nie dobrze 🤔
Zjadłam dzisiaj 7, tych z biedronki, dla mnie tylko lukier 😀 Ale zjadłabym takiego z budyniem, są najlepsze 😀 Ale na chwilę obecną niedobrze mi na sam widok słodkości, nigdy nie cieszyłam się tak bardzo gdy wróciłam do domu i zjadłam spaghetti, w końcu normalne jedzenie 😁
Nie kupuję pączków z Biedronki od kiedy zobaczyłam jak stara baba grzebie tam łapami i przekłada z miejsca na miejsce poszukując pączka idealnego. Fuj.
stara baba grzebie tam łapami i przekłada z miejsca na miejsce poszukując pączka idealnego. Fuj.
Haha uśmiałam się 👍 ale prawda jest taka, że w każdym sklepie gdzie można samemu wkładać sobie do koszyka np. pieczywo takie historie pewnie często się zdarzają 😀
Libeerte ciasto drożdżowe bezglutenowe może być przepyszne :kwiatek: Raz mi wyszło tak dobre drożdżowe ze śliwkami, że normalnie nie powiedziałabyś, że to na mące bezglutenowej. Poczytaj sobie o dodawaniu siemienia lnianego do ciasta - rzeczywiście zwiększa wilgotność. Nie wiem jak to u ciebie wygląda, czy masz czas na eksperymentowanie i jak na codzień radzisz sobie bez glutenu, ale z czasem się do tej mąki można przyzwyczaić w kwestii pieczenia. Jakbyś miała pytania to wal śmiało, trochę się już dla brata napiekłam 🤣
Dziewczyny, ale przecież baba od grzebania w pączkach grasuje w okolicy zamieszkania Gilian, więc Wy możecie być spokojne to Gilian ma problem z babą 🤣
Nie ogarniam ludzi. Przyszła na pobranie krwi babka z córką 10 lat. Młoda spanikowana, łzy jak grochy lecą, trzęsie się jak galareta. Mama nie reaguje, spotkała znajomą i trajkoczą. Trzymamy dziewczynkę w 4 osoby, nie daliśmy rady. Mama podeszła, opierdzieliła dzieciaka i zabrała na korytarz gdzie miała z nią porozmawiać. Wyglądam i widzę - mała ryczy, mama dalej trajkota że znajomą. Po pół godziny wchodzą, że próbujemy znowu... Udało się ukłuć na chama, dzieciak będzie mieć traumę na długo. Nie rozumiem takiego podejścia do własnego dziecka, serio. Po co komu taka matka skoro i tak ma wywalone? 🙁 jak można się nie przejąć, nie przytulić nawet, nie powiedzieć miłego słowa, no cokolwiek. Ja pierdzielę. Trzymajcie mnie.
No tak, ale kurde auto była taka totalna znieczulica, że aż raziło :/ rozumiem, że nie trzeba się nad dzieckiem roztkliwiać ale wystarczyło porozmawiać, nosa chociaż wytrzeć, jakiekolwiek zainteresowanie okazać :/ Fajnie, że nie masz traumy ale przypuszczam, że nie leżały na Tobie cztery obce kobiety wykręcając Ci rękę, prawda?
Podobnie pomyślałam, jak Muchozol. Jak byłam mała, miałam takie właśnie napady paniki u dentysty. Im bardziej moja mama się nade mną roztkliwiała i próbowała mnie uspokajać, tym było gorzej - do takiego stopnia, że dostawałam histerii i nie sposób było w ogóle mnie posadzić na fotelu. Jak to ignorowała, to wyłam od momentu wejścia do budynku do wyjścia z niego, ale dentysta mógł wszystko zrobić, co trzeba. Też nie mam jakiejś traumy.
Tu nie chodzi o "roztkliwianie się". Serio da się to zrobić bez zbędnej, nie wiadomo jakiej paniki u dziecka. Można samemu dać rękę do ukłucia i pokazać, że to nie jest takie złe. Można nie oszukiwać dziecka i powiedzieć "tak, będzie troszeczkę bolało, ale tylko przez chwilę. Pomogę Ci, potrzymaj mnie za rękę, damy radę!". Można usiąść obok dziecka i zwyczajnie "być", powiedzieć mu że będzie ok. Ale sorry- dla mnie olewanie dziecka i rzucanie mu tekstów w stylu "Przestań ryczeć!" nie jest ok. Nawet we mnie(teoretycznie osobie dorosłej) reagowanie na mój strach/panikę tekstami "weź się uspokój" czy olewanie mnie i mojego strachu budzi zwyczajnie smutek i poczucie, że ta konkretna osoba ma mnie kompletnie gdzieś i w ogóle jej nie interesuje to, co się ze mną dzieje. I u mnie olewanie i stwierdzanie, że panikuję nie wywołało poczucia "no dobra, panikuję, nie ma się czego bać" tylko przekonanie, że jestem sama ze swoimi strachami i problemami.
No fajnie tylko ta dziewczynka jak będzie następnym razem potrzeba pobrania krwi to pewnie nie wejdzie nawet do budynku. I co wtedy? Jakie groźby zastosować albo przemoc?
Mój syn ma problem z pobraniem krwi od jakichś 3 lat, wcześniej totalnie to po nim spływało, a jak miał z 5-6 lat to zaczął się nakręcać i panikować na zapas. Ostatnio była dobra scena, bo Kazik po rozmowie oraz przekupstwie ze strony ojca wszedł dzielnie z nim do gabinetu usiadł nawet na krzesełku choć blady, pani podchodzi do niego a on "przepraszam czy możemy jeszcze chwilę zaczekać? muszę się przygotować" Babki trochę zdębiały, ale pytają się ile to chwilę, a on "nooo tak zzzz trzy minuty?" Uśmiały się ale poczekały chwilkę i było ok, namyślił się 🙂
Muchozol ale nie chodzi o obcych ludzi- tylko o matkę, osobę najbliższą. Serio to normalne, że matki nie obchodzi Twoja panika? Może jestem dziwna, ale dla mnie jest różnica między płaczem np. "bo ja chcę żeby było tak, a nie inaczej!" a płaczem ze strachu.