Bardzo nie polecam. Koń nie podnosił tylnej nogi (jak do strugania), ale nie kulał. Trwało to kilka miesięcy, więc było niepokojące. Mówił coś, że to kolano - zadzierzgnięcie rzepki. Choć objawy tego są zupełnie inne od tych, które miał mój koń. Ale wtedy tego nie wiedziałam, trzeba było się obczytać. Zastosował tzw. zegarek. Wstrzyknął jakiś podrażniacz w kolano i kazał stać miesiąc w boksie. Po tej terapii, koń wyglądał jak ósme nieszczęście. A problem jak był, tak pozostał, nic się nie polepszyło. Podczas re-wizyty stwierdził 'przecież nie kuleje'. Zapomniał, że nie kulał od początku..
Mało tego, akurat na ten miesiąc stania w boksie koń miał po raz pierwszy ściągnięte podkowy. I jak kazał się przebiec, to znaczył (co jest normalne przy rozkuciu po raz pierwszy). Stwierdził, że kuleje teraz na przód i znalazł nakostniaki! Oczywiście ich nie było. Chciał je wypalać i znów potem stać ze 2 tyg w boksie.
(koniowi pomógł kolagen w płynie- ale nie on to wymyślił)