Niby macie racje ale ja się silna nie czuje 🙄 ale chyba nie tylko w tej kwestii się nie doceniam bo po rozmowie z panią psycholog okazało się że jest tego więcej 😂 dzisiaj rozmawiałam z praktykantem bo się rozniosło że to dzięki konikowi tu jestem, zaczęłam mu mówić jak wybrać konia, gdzie najlepiej jeździć itp, zupełnie nie wiem dlaczego oczy mu się takie duże zrobiły 😁 ale najważniejsze że w czwartek w końcu się wyśpię 😅
powiem tak jest poprawa, rehabilitant ćwiczy ze mną metodą pnf która przynosi rezultaty 🙂 dlatego mimo że będę mieć rehabilitacje w poradni to będę prywatnie przyjeżdżać do tego rehabilitanta 😉 w końcu nauczę się chodzić ... skoro dzieci dają rade to ja też dam rade 😅
tengusia jestes niesamowita!!! czytam i czytam i stwierdzam, ze ja bym chyba nie dala rady tak walczyc...... a swoja drogą.... gdzie w borach byłaś? 😉
miejscowość nazywa się Borne, moi rodzice od lat tam jeżdżą do leśniczówki, tam w czasie urlopu umarł mój tata 🙁 rok później jak tam byłam odszedł mój koń 🙁 nie wiem czemu o tym piszę 🙄
dzięki dziewczyny :kwiatek: ja mimo wszystko silna się nie czuję choć może rzeczywiście jakaś siła jest we mnie ... dzisiaj wróciłam ze szpitala, okazało się że mój jeden z psiaków ma biegunkę. Ubrałam się i stwierdziłam idę, dobrze że poprosiłam mamę żeby ze mną poszła bo szybko przekonałam się że takie spacery to jeszcze nie dla mnie. Miły okazał się fakt że poszłam do weta bez kagańca, bez książeczki zdrowia, bez kasy a zostałam przyjęta i psiak dostał lekarstwa.
prawda jest taka że jestem już bardzo tym wszystkim zmęczona, nie potrafię znaleźć sobie miejsca w tej nowej rzeczywistości 🤔
a moja Klarcia czasem pracuje, co prawda z konia westowego zrobili z niej klasyka ale ważne że pracuje 😉
Dziewczyno miałam zdecydowanie mniejsza kontzuję od Ciebie a do "pełnego" zdrowia dochodziłam przez 3 lata. 3 długie lata rehabilitacji z zwatpien i bólu. Wiem ,że chcialabys już , ze chciałabyś jak dawniej mięc wiecej sił i enrgii, wiem. Czlowiek jest niecierpliwy ale Ty i tak robisz wielkie postępy.Uwierz w siebie , zobacz ile przez ten czas osiagnęłas. Dasz radę tylko mnij dla siebie trochę wiecej wyrozumiałosci i cierpliwości. A Twoj kon wygląda super i bardzo fajnie ,że jest użytkowany.
Dziewczyno miałam zdecydowanie mniejsza kontzuję od Ciebie a do "pełnego" zdrowia dochodziłam przez 3 lata. 3 długie lata rehabilitacji z zwatpien i bólu. Wiem ,że chcialabys już , ze chciałabyś jak dawniej mięc wiecej sił i enrgii, wiem. Czlowiek jest niecierpliwy ale Ty i tak robisz wielkie postępy.Uwierz w siebie , zobacz ile przez ten czas osiagnęłas. Dasz radę tylko mnij dla siebie trochę wiecej wyrozumiałosci i cierpliwości. A Twoj kon wygląda super i bardzo fajnie ,że jest użytkowany.
Trafiłam tu niedawno (wczoraj w nocy) i pochłonęłam wątek na raz. Okazało się to zgubne biorąc pod uwagę, że o 4:30 trzeba wstać. Ale chciałam Ci podziękować, za chwilę wzruszenia ( w sumie sama nie wiem czemu), za przypomnienie o tym jak ważna jest więź z koniem (my, a raczej ja własnie przechodzimy kryzys), za ogromną dawkę pozytywnej energii. Osobiście uważam Cię, za nie wiarygodnie silną osobę, i mam nadzieję, że gdzieś w podświadomości Ty też 🙂 Mam nadzieję, a w zasadzie wierzę w to, że wyzdrowiejesz i jeszcze pogalopujesz na Klarze w "szerokie stepy". Trzymam za was kciuki ^^ i przepraszam za głupoty jakie wypisuję :kwiatek:
dzięki :kwiatek: to miłe że tak pozytywnie wpływa moja historia 😉 mam nadzieje że przyjdzie taki dzień że wstawię fotki jak siedzę na Klarze 🙂 mimo wątpliwości dalej mam nadzieje że pokonam "strach" i znów będę godziny spędzać w siodle 🙂
19 października będzie równy rok od tego wypadku Dominiki/Tengusi. Też byłam przy jej wypadku. Jechałam zaraz przed nią a był to zwykły teren przed Hubertusem. Ten dzień mi się śni do dziś. To jak ktoś krzyczy, że osoba spadła. Potem gdy odwróciłam głowę i zobaczyłam Dominikę. Jeszcze fakt, że jestem ratownikiem i tysiąc myśli jakie może mieć urazy itd. Potem to oczekiwanie na karetkę i helikopter. To były najdłuższe minuty w moim życiu. A potem te dni w oczekiwaniu na informacje i obwinianie się, że mogłyśmy nie jechać. A ten moment gdy się obudziła z śpiączki i akurat byłam wtedy u niej z jej mamą. Ona tego nie pamięta jak czesałam jej włosy i opowiadałam o tym co się dzieje na stajni. Widząc jej postępy i determinacje jest dla mnie bohaterem i wzorem. Ten wypadek ją zmienił. Pamiętam gdy byłyśmy oglądać Klarę pod Opolem (gdzieś w tych okolicach) i potem te wszystkie nerwy i jej łzy gdy nie mogła się dogadać z Klarą. Wtedy to ja jej mówiłam, że się uda tylko cierpliwości. Teraz po tym wszystkim to ona mnie gani za moje pesymistyczne myśli. I powtarza mi, że się wszystko uda. Za jej zgodą dodaję zdjęcie z tego dnia. To było przed wypadkiem pod stajnią. [img]http://<a target="_blank" href="http://imageshack.com/f/p4myKDktj"><img src="http://imagizer.imageshack.us/v2/150x100q90/904/myKDkt.jpg" border="0"></a>[/img]
Tak, czy inaczej, ze zdjęciem, czy bez niego, Tengusia jest bohaterem dla wielu z nas. Podziwiamy i dopingujemy jej determinację i trzymamy kciuki za postępy. Tengusia Twoją historię, znają również moi znajomi spoza forum i zdziwiłabyś się ilu masz kibiców i ile osób pyta się o Twoje postępy. 👍
zdjęcia skopiowałam z fb ... rok czasu sama nie wiem czy to dużo czy mało, świadomość tego co się stało nie jest łatwa ... jedno wiem na pewno że nawet jeśli uda mi się wrócić w siodło to na hubertusa na pewno już nie pojadę, nie jako uczestnik ...
tengusia a co czujesz? Masz ochotę wsiąść na konia, zakłusować, zagalopować, jechać w teren? Czy nie ciągnie Cię w ogóle do tego? Jesteś w trakcie rehabilitacji, masz lepsze i gorsze dni. Dr Czas pomoże, pokaże co będzie :przytul:
ciężko powiedzieć co czuję, chciałabym wrócić w siodło ale nie wiem czy będę mieć w sobie odwagę, na koniu już siedziałam i nawet kłusowałam o czym pisałam, ale co innego jeździć jak ktoś konia prowadzi a inaczej samej, mam jednak nadzieje że się uda i jeszcze będę rozkoszować się godzinami spędzonymi w siodle ... jeździłam konno od dziecka, rekreacyjnie tak dla samej siebie, uwielbiam włóczyć się po lesie, nawet kupiłam sobie siodło west dla wygody, z utęsknieniem czekam na dzień kiedy pojadę na spacer do lasu, mimo obaw wierzę że ten dzień nastąpi i pokonam ten lęk i strach który jest głęboko we mnie ...
Czas leczy rany, nawet te najgłębsze. Cierpliwość i brak nacisku sprawi cuda. Ważne, żebyś robiła to na co masz ochotę i nie udowadniała na siłę komuś, że już możesz, że pojedziesz, że zagalopujesz. Wszystko w swoim czasie, ustalonym przez Twoją świadomość a nie przez naciski innych. Zresztą nawet jak nie pojedziesz już w teren, jak nie zaliczysz Hubertusa w siodle, to życie się nie skończy, świat się będzie toczył, a Ty będziesz mieć jeszcze dużo czasu, na odkrycie pierdyliarda innych rzeczy, które pochłoną Cię w tym, czy innym stopniu i pozwolą Ci odnaleźć to coś, co sprawia, że życie jest piękne.
Misiek69 pięknie napisane-sama prawda tengusia to był, z pewnością ,ciężki rok dla Ciebie, ale wyjdziesz na prostą-taką jaką będziesz chciała. Biorąc pod uwagę ile osób Ci kibicuje i ile trzyma kciuki to musi się udać 😅
Kiedyś słyszałam powiedzenie "czas nie leczy ran, czas przyzwyczaja nas do bólu" 🙄
Już kiedyś pisałam że to dzięki waszemu wsparciu i wielkości odzewu na moją historię tak naprawdę daje radę dalej walczyć. To wy dajecie mi siłę.
Tak sobie wczoraj pomyślałam że wypadałoby odwiedzić po miesiącu swojego konia, więc pojechałam dzisiaj do mojej paskudy. W czasie jak siedziałam na stajni przyjechał gościu i przywiózł jabłka dla koni. Zapytał mnie czy jeżdżę konno, powiedziałam że tak ale chwilowo nie. Na co usłyszałam "a to ty miałaś ten wypadek". Potem chwilę porozmawialiśmy i gościu pojechał, a ja uśmiechnęłam się i powiedziałam "widzisz Klara sławna jesteś"
Witam, dziś trafiłam na Twój wątek tengusia. Przeczytałam i jestem pełna podziwu dla Ciebie. Życzę Ci szybkiego powrotu w siodlo. Ja teraz jestem po skomplikowanym złamaniu w kolanie, jestem po operacji i leżę z nogà w gipsie. Tski stan to efekt niefortunnego zeskoku z konia. Teraz 6 tyg w gipsie, pózniej 3 M-ce o kulach, a dalej sie zobaczy. Już tęsknię za czterokopytnym;( kiedy będę jeździć ? Niewiadomo;(
tengusia, poczytaj swoje wcześniejsze wpisy. Na samym początku pisałaś, że masz nadzieję, że jeszcze kiedyś usiądziesz w siodle... i usiadłaś. Powoli niemożliwe staje się możliwe. Oczywiście wszystko trwa ale jesteś na dobrej drodze. Podziwiam i w dalszym ciągu trzymam kciuki!
Faktycznie masz rację. To co nas ogranicza to często my sami. zamiast brać się w garść marudzimy i nie robimy nic. Najważniejszy jest optymizm i próby działania. Z czasem wszystko nam wyjdzie o czym marzymy.
[img]/forum/Themes/multi_theme/images/warnwarn.gif[/img] reklamowy link
Witaj tengusia. Nie było mnie kilka lat tu na forum, a kojarzę cie z dogo gdzie zresztą też mnie nie było długi czas. Nawet pamiętam że kiedyś coś gadałyśmy na dogo o koniach. Nie wiedziałam że miałaś tak straszny wypadek. Bardzo mi przykro ale w sumie piszę to po to żeby ci powiedzieć żebyś się nie łamała i zawsze myślała pozytywnie. Wiem co mówię. Też już to przeżyłam. 5 lat temu pojechałam w teren sama niestety. I było wszystko okej, póki jakiś "palant" nie przemknął obok nas na motorze. Koń się wystraszył i poniósł. Pewno bym się utrzymała jednak nagle skręcił w prawo a ja poleciałam prosto w drewniany płot. Przewiesiłam się przez niego jak ręcznik. Później w szpitalu okazało się że mam połamany kręgosłup. Wyrok : wózek. 19 lat i wózek. Wtedy czułam się masakrycznie. Ale walczyłam jak ty. Dzisiaj z "pospawanym" kręgosłupem i po 4 latach rehabilitacji chodzę sama. Co prawda nie mogę stać długo w jednym miejscu bo boli, nie mogę spać na plecach i kuleję z czego się czasem śmieją ale chodzę. I wiesz co od roku znowu jeżdżę konno. Choć na początku mówiłam nie, to w końcu wsiadłam i powolutku powolutku i teraz jeżdżę regularnie. Jedyne co mi zostało to strach, gdy koń się zbytnio rozpędzi lub trochę poniesie czuję strach którego kiedyś nie było. Ale z uporem maniaka wsiadam i wsiadać będę. Tengusia myślę że dasz radę będę ci kibicować z całego serca i czekać na fotkę na koniu 🙂
AgnieszkaZdanowicz smutna historia 🙁 ale potwierdza fakt że wypadek może się zdarzyć w każdej chwili, dlatego uważajcie
dzisiaj poszłam z mamą i z psem do weterynarza, jak już wróciłam to pomyślałam pójdę z drugim i poszłam, sama 🤔wirek: ależ się zdziwiłam jak idąc sobie spokojnie nagle poczułam szarpnięcie do tyłu 🤔 na szczęście utrzymałam się na nogach i udało się ogarnąć psa, który szarpnął bo inny psiak przechodził 😉 ale dałam radę 😀
No widzisz juz dajesz rade ^^ Bedzie gitara 🙂 ja o swoim wypadku nie zapomne nigdy bo kuleje ale za to jestem madrzejsza i bardziej ciesze sie zyciem 🙂 tez kiedys tak bedziesz miala zobaczysz
Jesteście niesamowite! Tengusia "Nie łam się, przyjdą dnie, gdy nie będzie już tak źle" (tak z podstawówki mi się skojarzyło 😉) Agnieszka - obyś znalazła konia do dzierżawy 😎