Forum konie »

Polska Szkoła Jazdy - dyskusja

Z drugiej też strony, te malutkie zawody, są bardzo często nazywane już sportem. Ambicje często kończą się na regionalnych zawodach L czy P. To już jest wysokość, szczyt możliwości. 😉
Żal, że w Polsce traktuje się Palmana jak zmurszałego starocia....


ty akurat to chyba najwięcej masz do powiedzenia w kwestii 7 gier.
Pod koniec lat 80-tych nakładem PWN ukazała się książka Bronisława Skulicza (ostatni przedwojenny Mistrz Polski w skokach, po wojnie prowadzący stajnię sportową w Belgii) "Ujeżdżenie i skoki" . Wg mnie najlepszy podręcznik polskiego autora, opisujący szczegółowo proces ujeżdżania konia od podstaw do startu w konkursach oparty o zasady przedwojennej polskiej szkoły, dostosowane do współczesnych wymagań. Zupełnie nie rozumiem, czemu PZJ tej publikacji nie zauważył i oparł oficjalny program szkolenia o obce wzorce.
Dla porównania: " półparadę wykonuje się poprzez wjechanie konia łydką na zamkniętą rękę "- to z "akademii jeździeckiej"
""Napędzanie konia łydką na zamkniętą rękę" nie przynosi na myśl lekkości ...... musi w efekcie przynieść twardy pysk" - z pracy Skulicza
Damarina- to nie komuna rozłożyła nasze jeździectwo- jeszcze w latach 70- tych a nawet 80-tych pozycja naszego jeździectwa na światowych arenach była wyższa niż dzisiaj pomimo mniejszych nakładów. Zawodnicy startowali niemal wyłącznie na koniach rodzimej hodowli (która w teorii miała produkować głównie konie dla rolnictwa) ale dzięki pracy wielu zaangażowanych ludzi (w znacznej mierze wychowanków przedwojennego systemu) nasze jeździectwo miało się całkiem nieźle. Sam uczyłem się jeździć w tych czasach a zasady wg których mnie uczono były zgodne z tradycyjnymi. Przykro trochę to mówić ale degrengolada jeździectwa w naszym kraju przyszła wraz z tzw wolnością. To wtedy odrzuciliśmy własną tradycję w myśl zasady "wszystko z Zachodu jest lepsze"
Właśnie niedawno odbyłam (kolejną) rozmowę z moim mężem, niezmiennie chętnym do napisania książki. Tak się składa, że całkiem sporo osób go o taką książkę prosiło, o praktyczne rozwinięcie artykułów z HiJ. On chciałby, bo pewnie każdy chciałby coś po sobie pozostawić. Ja, niestety, krótko: "a co nasze dzieci będą jeść?" To jedna z odpowiedzi, dlaczego współczesnych polskich książek jeździeckich NIE MA. Nikt nie może sobie pozwolić na bycie AŻ takim idealistą. To jest absolutnie Nieopłacalne.
Wiedzę i umiejętności chcieliby wszyscy. Warunek - za darmo 🙂
Ale że jak za darmo? Książka gratisowa, czy jak? Przecież ktoś by ją kupił?
Trochę dziwne nie widzicie, że zakładacie od razu, że świat jest zły i rządzi tylko kasa. To jest to nasza mentalność albo kasa albo nic bo nic od siebie sam nie włożę.
Z drugiej strony jeżeli miałabym jeździć na jakieś kliniki/konsultacje pakować się w sport to bym wolała jechać do Niemiec czy innego kraju bo przecież w Polsce "ludzie dążą do tego, by swojego warsztatu nie ujawniać, nie opowiadają o swoich metodach treningowych,(..)" (słowa też K. Milczarek) To jest chore!
Ten "sport" w Polsce jest taki trudny dla tego, że jeden drugiemu wrogiem - im gorzej dzieje się w twojej stajni tym bardziej ja się cieszę.
[quote author=karolina_ link=topic=90992.msg1716382#msg1716382 date=1363369111]
[quote author=laparotomia link=topic=90992.msg1716276#msg1716276 date=1363362919]
W jeździectwie osiągniesz tyle, na ile Cię stać!


A to jeszcze bardziej. Strasznie smutno się to czyta, ale to faktycznie prawda. Nie masz kasy - nie masz co liczyć na jakikolwiek sport, wybicie się 😉.
[/quote]

Z jednej strony tak, z drugiej amatorski sport w Niemczech, Holandii czy UK stoi na naprawde wysokim poziomie- to sa ludzie, ktorzy zawodowo nie sa zwiazani z konmi, maja 1-2 koniki i sobie smigaja. A u nas takie osoby policzysz na palcach u rak. W PL kazdy junior chce byc miszczem, a potem laduje z niczym, bo tak jak mowisz, na sport wyczynowy trzeba miec duzo kasy albo sposora.


[/quote]

Tylko, że tam coś takiego jak sport amatorski ISTNIEJE i jest okazją dla tzw. "łowców talentów".
A u nas? Przypomnieć komuś ostatni pomysł PZJ/FEI o organizacji zawodów "regionalnych/amatorskich"?  😀iabeł:  Niedługo na zawodach "amatorskich" będziemy jeździć po klepiskach za oborą wujka Zdzisia, a sędzią głównym zawodów zrobimy sołtysa  😂  Przy okazji sąsiad Marian kiedyś odbierał poród cielaka, więc jak wytrzeźwieje to może robić za weteryniorza dla koni i ratownika medycznego dla jeźdźców. A Kółko Gospodyń Wiejskich uszyje nam takie ładne flo  😅 
Szkolenie podstawowe, a co za tym idzie także zawody regionalne, nie istnieją. Albo przędą bardzo cienko, bo nikomu się tam nie opłaca jeździć. Pomysły PZJ tylko dobijają takie inicjatywy. A bez szkolenia podstawowego niedługo będziemy mieć tylko "zawodowych" jeźdźców i "mistrzów" sportu, którzy nimi zostali bo ich na to stać  😵 
Trochę dziwne nie widzicie, że zakładacie od razu, że świat jest zły i rządzi tylko kasa. To jest to nasza mentalność albo kasa albo nic bo nic od siebie sam nie włożę.

Nie, wcale nie myślę, że kasa bez wkładu pracy to wszystko. Ale, żeby jeździć trzeba mieć konie, kasę na treningi, na wyjazdy na zawody. Zauważ, że najbardziej stabilnie rozwijają się kariery tych jeźdźców, którzy startują na koniach oddanych im w trening, ale jako konie podstawowe mają własne - bo współpraca ze sponsorem układa się różnie - ostatni przykład to Wechta i Ludwiczak. Brakuje u nas sensownego finansowania sportu i sensownej jego organizacji. I o ile za organizację powinien odpowiadać PZJ (a radzi sobie słabiutko), o tyle finansowanie powinno być w większości prywatne - bo dlaczego np. moi niejeżdżący rodzice mają ze swoich podatków finansować moje fanaberie? Rozumiem sponsorowanie kadrowiczów- ale reszty? Tylko właśnie- żeby prywatnej firmie się chciało sport finansować, to musi się to opłacać. W UK w ogóle nie ma stad i stadnin państwowych. Są prywatni hodowcy, którym dla reklamy hodolwi odpłaca się oddać 2-3 lepsze egzemplarze w roczniku w trening, a resztę sprzedać. I to jest wszystko na naprawdę małą skalę (nie piszę o folblutach i wyścigach- to inna bajka, bo Angole uwielbiają zakłady i żeby obstawiać wyścigi nie muszą się znać na koniach... więc tam się to finansuje inaczej). Organizację zawodów, itp. sponsorują w dużej mierze firmy - bo jeździectwo to poważny sport, będzie telewizja, dużo ludzi przyjedzie popatrzeć, zobaczą banerek i jest dobra reklama. Natomiast kliniki (za które i tak trzeba dopłacać), sprawy organizacyjne, dokładanie do zawodów itp. to już głównie ze składek - na ten moment w British Dressage £78 rocznie (plus rejestracja konia), więc biruokracja jest minimalna, żeby dało się ją utrzymać (jest też dotacja państwowa, ale ostatnimi czasy mocno przycięta). Żeby utrzymać PZJ ze skłądek to tak jeszcze ze dwa zera każdemu do tej składki trzebaby dopisać. Efekt takiej polityki to amatorski i zawodowy sport na bardzo wysokim poziomie- ale mimo wszystko sport elitarny i postrzegany jako taki (ale Angole mają schizę na punkcie społeczeństwa klasowego, ktoś kto jeździ jest posh i koniec dostajesz etykietkę i tyle).

W Niemczech funkcjonuje to juz inaczej, jest to sport znacznie bardziej powszechny, poziom i amatorski i zawodowy super, tylko właśnie- tu jeździ na różnym poziomie dużo ludzi, a
Tylko, że tam coś takiego jak sport amatorski ISTNIEJE i jest okazją dla tzw. "łowców talentów".
W DE utrzymanie konia, zawody, itd. są dużo tańsze w stosunku do zarobków niż w UK czy w PL - więc mają z czego wybierać. Rynek koński jest tak duży, że związki hodowlane stać na to, żeby organizować imprezy, aukcje, pormować swoje konie- bo jeździ tyle osób, że konie znajdują nabywców (konie sportowe to nie arabki, najpierw trzeba sobie markę wyprowmować, potem można liczyć na nabywców z zagranicy - więc trzeba mieć jeszcz rynek wewnętrzny...). Stada państwowe w Niemczech można policzyć na palcach u rąk - Celle, Neustadt-Dosse i chyba tyle? Reszta idzie z prywatnej inicjatywy, bo rynek jest tak duży, że hodowla koni i zatrudnianie jeźdźców, żeby je pokazywali się opłaca.

A my w PL mamy jakieś pozostałości komuny, gdzie niby coś się powinno dziać, ale się nie dzieje, bo skąd na to pieniądze, jeśli samo utrzymanie zabytkowych obiektów pochłania większość finasów? Koni hodujemy dużo, tylko jakich? Większość naszych zawodników startuje na koniach zagranicznych, albo polskich hodowli prywatnej - nie państwowej. Poza tym, u nas za mało osób jeździ, żeby model taki jak niemiecki miał rację bytu - w zeszłym roku znajomi chcieli zorganizować ZOO w WKKW. Baza jest, wszystko zorganizowane. Zgłosiło się chyba 5-6 koni? Oczywiście zawody się nie odbyły... Więc albo popularyzujemy jeździectwo, właśnie inwestyujemy w wyszkolenie podstawowe i napędzamy rynek przez zwiększenie ilości ludzi którzy jeżdżą (jak te statystyki wyglądają teraz vs. przed wojną było już opisane wyżej), albo po co nam utrzymywać x stadnin i stad państwowych, skoro nic dobrego z nich nie wynika, a możnaby w nich zrobić całkiem ładne hotele czy centra konferencyjne a grunty sprzedać. Zostawić 1-2, a reszta won, bo nie ma w PL tylu osób jeżdżących, żeby wykorzystać tak duże pogłowie końskie. A sąsiedzi za granicą mają własne konie, często lepsze. Tylko wtedy zbliżamy się do angielskiego modelu jeździectwa jako sportu elitarnego - gdzie jeśli cię stać, to jeździsz, jak nie, to wywalasz gnój pracując za minimalną i ewentualnie cośtam do tego jeździsz, ale kariery bez własnego wkładu finansowego nie zrobisz. Kwestia tego, czego tak naprawdę oczekujemy od polskiego jeździectwa? Bo narazie wydaje mi się, że wszystkiego- najlepiej niech Ździsiek za stodołą jeździ GP na super koniach (poskiej hodowli oczywiście) za państwowe pieniądze... a tak się nie da po prostu.


edit- obrzydliwe literówki...
[quote author=karolina_ link=topic=90992.msg1716944#msg1716944 date=1363430692]
Albo po co nam utrzymywać x stadnin i stad państwowych, skoro nic dobrego z nich nie wynika, a możnaby w nich zrobić całkiem ładne hotele czy centra konferencyjne a grunty sprzedać. Zostawić 1-2, a reszta won, bo nie ma w PL tylu osób jeżdżących, żeby wykorzystać tak duże pogłowie końskie.
[/quote]

Wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje z naszymi stadninami państwowymi - wszystko się sypie. Prywatyzacja Bogusławic, Białka podobno już też ledwo ciągnie. One zwyczajnie nie mają racji bytu. Polska 'hodowla' to już w ogóle odrębny temat. W większości przypadków nie jest to hodowla przemyślana, idąca w konkretnym kierunku. Bardzo często sprowadza się to do krycia 'Maćkiem zza płota', bo dotacje. I mamy jeden wielki worek, z czego w zasadzie żadnego pożytku nie ma. 😉
Ze stadami jest jeszcze jeden problem, kiedyś to były wielkie gospodarstwa, gdzie hodowla bydła/świń czy chociażby zboża zarabiała na stado i konie. Stado/stadnina była niejako 'samowystarczalna'. Potem kiedy zaczęły się przemiany zaczęto od odsprzedawania gruntów i hodowli innej niż konie, co zaowocowało tym, że stada zaczęły desperacko potrzebować dofinansowania państwa, bo z samych koni wyżyć nie mogły, a potem to już poszło z górki, sprzedaż kolejnych połaci ziemi i pastwisk, żeby pokryć bieżące wydatki, a im mniej ziemi tym trudniej utrzymać konie.
Plus oczywiście wsadzanie 'partyjnych' na dyrektorów, bo przecież taki dyrektor stada/stadniny to ładnie brzmi, kit z tym, że ten ktoś zielonego pojęcia o koniach i zarządzaniu czymkolwiek nie miał. Jak był mądry to przynajmniej sobie wyszukiwał ogarniętych podwładnych, którzy zarządzali za niego, jak nie, cóż, do czego to doprowadziło widać.

No i wychowankowie stad mieli dużo większy wybór koni i jak doszli do odpowiedniego poziomu to mogli wybierać i przebierać w tych rokujących, któryś się z pewnością nadawał, a jak nie to brali następne.
No i wychowankowie stad mieli dużo większy wybór koni i jak doszli do odpowiedniego poziomu to mogli wybierać i przebierać w tych rokujących, któryś się z pewnością nadawał, a jak nie to brali następne.


Ja o tym dobrze wiem akurat, ale czy to usprawiedliwia utrzymywanie tylu stad i stadnin z podatkow? Pod wzgledem hodolwi panstwowej mamy ilosc zamiast jakosci...
Coś mi nie poszło z edycją  🙁

Tyle, że za tej złej komuny stadniny i stada właśnie nie były utrzymywane z podatków (a w każdym razie nie było to główne ich źródło finansowania) Z drugiej strony na jakim materiale bazują dobre prywatne hodowle u nas? Właśnie na matkach państwowej hodowli. W rodowodach współczesnych koni sportowych rodzimej hodowli mamy z jednej strony znane "zachodnie"  linie męskie zaś po "żeńskich" stronach rodowodów z reguły klacze z państwowych stadnin lub od nich pochodzące. Problem w tym, że my w przeciwieństwie do takich Niemców , Francuzów czy Hiszpanów o własną hodowlę nie dbamy, tak samo jak nie dbamy o własną tradycję jeździecką.
Nawiasem mówiąc wobec braku rynku na konie sportowe rozsądna hodowla ,a ta wymaga dysponowania stadem kilkudziesięciu matek aby można było prowadzić jakąś selekcję zapewniającą postęp może być tylko dziełem bardzo bogatych pasjonatów albo instytucji korzystających ze znacznego zewnętrznego wsparcia.
[quote author=karolina_ link=topic=90992.msg1716944#msg1716944 date=1363430692] finansowanie powinno być w większości prywatne - bo dlaczego np. moi niejeżdżący rodzice mają ze swoich podatków finansować moje fanaberie? Rozumiem sponsorowanie kadrowiczów- ale reszty?
[/quote]
To właśnie jest złe rozumowanie, dzięki któremu sport (nie tylko konny) w tym kraju cienko przędzie. To kadrę, zawodników odnoszących sukcesy powiny sponsorować firmy (bo oni mogą je reklamować ) a z pomocy publicznej powinni korystać początkujący, zwłaszcza dzieci i młodież. Tak jest w cywilizowanych krajach- sport "masowy" jest dofnansowywany ze środków publicznych a mistrzów sponsorują firmy.



.... a to wszystko z biedy, proszę Państwa. Wszystko z biedy.

Rozumiem męża Halo - nie napisze książki, bo musi w tym czasie zarabiać na rodzinę, na chleb. Pisanie książki to nie jest przysłowiowe pięć minut. Ten czas najpierw musi być spożytkowany efektywnie, żeby można bylo siebie i najbliższych utrzymać. Pytanie, ile czasu pozostanie wolnego po pracy? czy tylko tyle, aby zjeść, wypocząć, wyspac się? Przecież każdy jest tylko człowiekiem i musi wypocząć. A gdzie książka? Czy kupców na książkę o tematyce jeździeckiej bedzie na tyle dużo, że oplaci się włożyć w to miesiące pracy? Czy oplaci sie jej druk? czy nie będzie tak, że jeden kupi, a trzech z tego zrobi skany (za darmo)?
To wszystko z biedy.

Podobnie czołowi jeźdźcy - pewnie może i chcieliby sie poudzielać społecznie, podzielić się własna wiedzą. Ale jeżeli w tym czasie mogą zarobić konkretne pieniądze jeżdżąc ludziom konie, a nie są na tyle bogaci, aby odpuścić sobie codzienną harówke w siodle - to nie starcza im już na nic więcej sil i czasu. To wszystko z biedy.
Z biedy kuleje też u nas sport amatorski - bo jeździectwo jest dla większości społeczeństwa drogim luksusem i ekstrawagancją. Jeżeli większość zarabia w okolicy średniej krajowej, to nawet jeżeli stać ich na zakup i trzymanie konia - to i tak najczęściej po najniższych kosztach, bez dodatkowych wydatków na treningi, wyjazdy, wpisowe, oplaty klubowe itd. Bez szerokich mas "na dole" nie ma rozwoju sportu. Nie będzie sportu amatorskiego, jeżeli jeździć nie będą tysiące zwykłych zjadaczy chleba. A nie będą jeździć tysiące - bo ich na to prozaicznie nie stać....
I koło się zamyka.


Wcale nie jestem przekonany, że nasi jeźdźcy pracują więcej niż ich koledzy  np z Niemiec. (podobnie piłkarze albo inni sportowcy)
Natomiast mam wrażenie, że jest to jakiś nie bardzo dla mnie zrozumiały mechanizm psychologiczny. Wg mnie takie "pochwalenie się" swoimi metodami może stanowić całkiem niezłą relkamę dla trenera. Nie ulega wątpliwości, że i tak taki przekaz nie zastąpi realnego uczestnictwa w treningu, przynajmniej dla większości jeźdźców, może natomiast zachęcić do pobierania lekcji .
Przy okazji jest dla mnie zadziwiającą sprawą, że wiele założeń tej naszej przedwojennej szkoły wraca do nas okrężną drogą, z zagranicy.
Np Gerd Heaushmann mówi o tym, że powinno się zostawić koniowi swobodę głowy i szyi aby ten mógł sam odnaleźć równowagę i dopiero później ewentualnie go korygować, co stanowiło jeden z fundamentów polskiego systemu. System ten był zresztą stosunkowo prosty
(musiał być taki bo przeznaczony był dla przeciętnego żołnierza ) komunikacja z koniem miała się odbywać przy użyciu b. prostych sygnałów
- Łydka oznacza ruch do przodu, ręka go powstrzymuje albo nadaje kierunek, nie ma nic takiego jak "napinanie krzyża", "pchanie dosiadem" itp udziwnienia, których zresztą nie ma w prawdziwie klasycznym (tym sprzed XX wieku) jeździectwie. Powrót do takiej prostoty wyszedłby zresztą moim zdaniem tylko na dobre.
P.S. Dobrze by było , gdyby u nas większość ludzi zarabiała średnią krajową , tak jak jest w cywilizowanych krajach. Niestety u nas większość ludzi zarabia grubo poniżej. Ale to już temat do zupełnie innej dyskusji 😉

Nawiasem mówiąc wobec braku rynku na konie sportowe rozsądna hodowla ,a ta wymaga dysponowania stadem kilkudziesięciu matek aby można było prowadzić jakąś selekcję zapewniającą postęp może być tylko dziełem bardzo bogatych pasjonatów albo instytucji korzystających ze znacznego zewnętrznego wsparcia.


Zgadzam się. Ale po co nam kilkanaście stadnin, jeśli mogą być 1-2, a naprawdę dobre? Wtedy można rzeczywiście prowadzić selekcję mając kilkadziesiąt matek, dobre osobniki do sportu/ dalszej hodowli, reszta do rekreacji. A tak mamy nadprodukcję przeciętnych albo i gorzej koni.

[quote author=karolina_ link=topic=90992.msg1716944#msg1716944 date=1363430692] finansowanie powinno być w większości prywatne - bo dlaczego np. moi niejeżdżący rodzice mają ze swoich podatków finansować moje fanaberie? Rozumiem sponsorowanie kadrowiczów- ale reszty?

To właśnie jest złe rozumowanie, dzięki któremu sport (nie tylko konny) w tym kraju cienko przędzie. To kadrę, zawodników odnoszących sukcesy powiny sponsorować firmy (bo oni mogą je reklamować ) a z pomocy publicznej powinni korystać początkujący, zwłaszcza dzieci i młodież. Tak jest w cywilizowanych krajach- sport "masowy" jest dofnansowywany ze środków publicznych a mistrzów sponsorują firmy.

[/quote]

Zgadzam się - dlatego pisałam, że albo dofinansowujemy i popularyzujemy jeździectwo (w niektórych miejscach jest to już opcja na lekcjach wf i to moim zdaniem super pomysł), albo zakładamy, że będzie to sport dla wybrańców, których stać. Ale obecny model finasowania, gdzie pieniądze rozpływają się między PZJ, PZHK i państwowymi stadnionami oraz klubami przy nich działającymi to już jednak porażka. O finasowaniu prywatnym mówiłam na poziomie średnim - nie rekreacyjnej jazdy dla dzieci, czy w ramach wf, a właśnie np. startujących na poziomie regionalnym juniorów - bo żeby pójść dalej i jeździć na zawody dalej niż za stodołę, startując na coraz wyższym poziomie, potrzebne są coraz większe pieniądze. A z pustego w pełne i Salomon nie naleje....


Zgadzam się. Ale po co nam kilkanaście stadnin, jeśli mogą być 1-2, a naprawdę dobre? Wtedy można rzeczywiście prowadzić selekcję mając kilkadziesiąt matek, dobre osobniki do sportu/ dalszej hodowli, reszta do rekreacji. A tak mamy nadprodukcję przeciętnych albo i gorzej koni.

Jak to po co? Każdy chce być hodowcą 😉

Edycja: Przeprszam moderatorów za podwójną odpowiedź-przy poprawianiu cytowania nagle mi się zrobiły dwie.
p
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się