Forum konie »

Spięty koń

W Marcu zeszłego roku zakupiliśmy nową klacz. W związku z tym ,że była w opłakanym stanie chodziła i tyła aż do listopada. Od listopada zaczęliśmy pracę na początku z ziemi następnie z siodła. I tu mam poważny problem. Kobyłka jest strasznie spięta, drobi chody a łeb zadziera wyżej od jeźdźca. Gdy udało się konika zebrać wydłużyć krok aby się podstawiła znowu problem. Po pierwszym galopie klacz jest zupełnie nie do opanowania. Łeb nosi bardzo wysoko cała się spina znów zaczyna drobić i czeka tylko na delikatne muśnięcie łydki aby znów ruszyć galopem. Macie jakieś pomysły? Zastanawiałam się czy zadarcie łba nie jest przyczyną nie przyjmowania wędzidła ,ale jak uzyskać spokój po pierwszym galopie? Uprzedzam już oskarżenia: jeżdżę z bardzo spokojną ręką oraz dosiadem.
A sprzęt i plecy były sprawdzane ?
Tak. Klacz jest całkowicie zdrowa i siodło starannie dopasowane
Za dużo owsa je i jej w dekiel grzeje?
Albo przydałby się bardziej kompetentny jeździec czy trener, który nie myli zganaszowania z zebraniem...
Owsa dostaje tyle ile potrzebuje. I nie mylę tych dwóch pojęć.
Ale najpierw napisałaś o zebraniu, a potem o wydłużeniu kroku, żeby koń się podstawił. Sorry, nie trzyma się kupy.
Przepraszam ,że nie pisałam w kolejności. Bardziej chodziło mi o przedstawienie problemu niż mowie o zebraniu.
Z Twojego opisu tak czy siak, mogę się założyć o motek włóczki, że koń zebrany nie jest.
Ok. Niech Ci będzie koń zebrany nie jest. Co powiesz o głowie zarzuconej do góry i porywczości po pierwszym galopie?
Koń nie posiada równowagi, boi się o pysk, nie jest skoncentrowany na pracy, ma przykre wspomnienia. Po takim opisie to jak wróżenie z fusów. Proponuję zaprosić trenera/dobrego instruktora/posadzić na konia kompetentną osobę. Potem dużo pracy i cierpliwości.
Nie mam pojęcia jak koń przedtem pracował. Odkupiony został z rekreacji. Ze swoich fusów dostrzegłaś tylko i wyłącznie ,że jestem niekompetentna. Nie ocenia się ludzi po kilku zdaniach.
ani tym bardziej problemu z koniem.
nie napisalas nic co mogloby ulatwic rozpoznanie, nie dalas zdjec, filmiku, czy cokolwiek. szklanej kuli niestety brak.
albaricoque - jak najbardziej można ocenić, skoro piszesz o zebraniu, choć w tej sytuacji na zebranie są naprawdę nikłe szanse. To już mi mówi wiele. Poza tym przedstawiasz sprawę w 5 zdaniach i oczekujesz rozwiązania. To mówi jeszcze więcej.
Poza tym, piszę Ci prosto - przez internet tego nie rozwiążesz. Niech konia zobaczy trener/instruktor, wsiądzie dobry jeździec, zidentyfikuje problem, powie jak pracować. A potem trzeba robotać, aż koń się naprawi. Tyle.
Jeśli koń wzięty z rekreacji, gdzie był ciągnięty za pysk- jak to w rekreacji, może:
-nie mieć odpowiednio wyrobionych mięśni grzbietu, by nosić łeb w dole
-ma "pamięć mięśniową", że łeb nosi się w górze
- boi się o pysk, pamiętając, że ją szarpano za ten pysk

Jeśli koń był przebadany i plecy ma ok, to proponuję na to wszystko CZAS i odpowiednia, systematyczna praca na spokojnie.

(...) Co powiesz o głowie zarzuconej do góry i porywczości po pierwszym galopie?

No, że jest spięty. W sensie-spinany przez jeźdzca.  😉
Koń z rekreacji, czyli człapać umie. Odkarmił się, odpoczął. Może ma mało ruchu na wybiegu?
Potraktuj to tak, jakby się zresetował i popracuj w niższym chodzie na spokojnie aż poukładasz pomaleńku.
Pomaleńku-nie w sensie powstrzymywania, tylko czasu, jaki Ci to zajmie.
Po co galopować, jak koń ciągle drobi, gotuje się i spina???

Duzo pracy w stepie, ćwiczenia na "zapomnienie" o szybszym ruchu, dużo skaracania i wydłużania wodzy, żeby kon nie kojarzył tej czynności z przyspieszaniem i stresem. Potem pomału wprowadzać zagalopowanie, ale po galopie znów wyciszac, jak potrzeba nawet pól godziny, żeby koń się nie nakręcał.
Po opisie stawiałabym na gorący temperament lub na mało kompetentna osobę.
Na pierwsze radą jest długa, mozolna praca przy której koń się wyciszy i uspokoi , nie doprowadzanie do zagotowania, opanowanie ze strony jeźdźca, na drugie, trener, który wie co robi.
Zawsze mi brakuje filmików przy takich tematach. Nie to żebym diagnozę chciała postawić, ale jestem ciekawa poziomu osób które wstawiają takie zapytania i to na ile ich pisanie jest zgodne z rzeczywistością.
I jeszcze zęby do sprawdzenia.

Piszesz, że koń czeka tylko na muśnięcie łydką żeby wypruć do przodu. Czyli jedziesz wtedy z odstawioną nogą? Czyli koń nie ma szans być na pomocach skoro ich nie ma. Weź konia na kontakt ale zapomnij o ułożeniu głowy. Przyłóż łydkę i zajmij konia interesującą pracą. Bez frustracji, bez majzlowania, bez próby ułożenia łba. Drążki, przejścia, dodania, skrócenia. Tyle ile obie możecie i potraficie. Jeśli rzeczywiście masz miłą rękę i dosiad koń przyjdzie do Ciebie. Ale nie nastąpi to ani jutro ani pojutrze. A może nie przyjdzie bo problem jest w Tobie? Lekcje jazdy przez internet są pozbawione sensu.
mam podobny problem z koniem, na którego wsiadam "edukacyjnie", wszystko jest super do galopu włącznie, koń oparty na wędzidle, przepuszczalny, posadzony na zadzie, mogę robić wszystko - wydłużać, skracać, trzaskać lotne w galopie. Przejścia w górę są rewelacyjne, zagalopowanie aktywnie od delikatnego sygnału. Cały problem zaczyna się po galopie, kobył zmienia się nie do poznania - łeb na sztywnej szyi gdzieś w górze, chodzi bokiem, capluje, w końcu zaczyna podskakiwać w miejscu, ostatecznie walnie baranka. Długo nie mogłam dojść do ładu ale jest coraz lepiej. Problem rozwiązałam przez mocne wysłanie konia na przód kłusem i robienie wolt, jak się uspokaja to wyjeżdżam na ścianę - nakręca się to znowu kręcimy aż się wyluzuje, przestanie napierać na rękę jeśli to robi, przeżuje i obliże się.  Teraz jestem już w stanie w miarę dobrze robić przejścia galop-kłus-galop bez ekscytacji nadmiernej. Koń bez kłopotów zdrowotnych, jeżdżony całe życie głęboko rekreacyjnie, nie ma mowy o żadnych złych przeżyciach. Po prostu energiczny, elektryczny młody koń w dodatku kiepsko ujeżdżony 😉

edit - to nie jest instrukcja. Każdy koń jest inny i wcale nie musi podziałać. Poza tym ważne jest kto jeździ, trzeba mieć mnóstwo wyczucia, żeby wiedzieć kiedy wysłać do przodu, kiedy i jak przytrzymać, kiedy jak trzeba to nawet na bandzie zatrzymać (bywało), kiedy pozwolić ponownie zagalopować.
Moja tez miała takie tendencje i czasem to wraca. U mnie dziala w takich wypadkach równy galop w połsiadzie, aktywnie do przodu i na luźnej wodzy. Koń ma czas dla siebie, pozbywa sie wszelkich napięć,prycha, parska, trzepie głową i memla, ma chwilę dla siebie bez wymagań, po prostu galopuje. Powoli nabieram wodze, koń przychodzi do ręki, delikatnie siadam i galopuje dalej, dopiero jak czuje TEN moment robie przejście.
Również fajne działają wydłużenia i skrócenia w galopie oraz wolty. Negatywnie natomiast wpływa na nią dużo częstych przejść step-galop. Po prostu musze wiedziec kiedy zrobić przerwę, im więcej chwilowych przerw,  głaskania i chwalenia, tym fajniejsze przejścia i efektywniejsza praca, . Z takimi końmi nie moża przedobrzyć, trzeba wiedzieć kiedy skonczyć, poklepać i odstępować.
I jeszcze zęby do sprawdzenia.

Miałam podobnie zachowującą się kobyłę- okazało się, że ma wilcze zęby. Po usunięciu, daniu jej duuuuuużo czasu, żeby zaufała na powrót ręce, jest OK. Generalnie kobyła "nakręcająca się", potrzebowała czasu, codzienne stępowanie w karuzeli pomogło się wyciszyć (dużo stępowałam też przed i po jeździe), w początkowym okresie pracy dawałam jej ziołową mieszankę uspokajającą. Teraz jest "normalna"  😉
Mysle, ze oprocz tego, co dziewczyny mowia, to moglaby jeszcze pomoc praca na lonzy na wypieciu dopasowanym do konia.
No i wlasnie - oczywiscie zeby sprawdzic.
Ja miałam trochę podobny problem z pewną klaczką-torpedą, ale ona usztywniała się, drobiła kroczki i czasem mocno ciągnęła głowę w dół w galopie. Pomogła spokojna praca, kilkanaście jazd bez galopów, sam stęp i kłus. Dużo przejść, zatrzymań, wolt, półwolt, ósemek itp.

I tak jak poprzednicy radziłabym sprawdzić zęby i wędzidło, bo być może gdzieś jest jakieś ostre zadarcie.
Mam dokładnie to samo z moim koniem, który wraca do roboty po kontuzji. Wszystko sprawdzone, koń po prostu po 3 miesiącach nieudolnego wdrożenia do pracy (wiecznie coś nie tak 🤔) przybrał opcję dziki mustang i najchętniej nie pracowałby wcale. Najpierw aktywny ruch do przodu nawet kosztem 'wyryjenia', bez zbędnego babrania w pysku, delikatne rozluźniające półparady, dążenie do oparcia na zewnętrznej wodzy. No i kiedy się rozluźni nie łapać za ryj i "heja zbieram, bo odpuścił!". Konsekwencja w pracy przede wszystkim. Trener w takim przypadku to must have.
Jak ten koń chodzi na lonży? Czy z wypięciem / bez wypięcia zachowuje się tak samo?

I też stawiam na zęby lub sprzęt, ewentualne złe wspomnienia.

Ile ma lat?

Czy możesz wstawić zdjęcia lub film?
jeździć cierpliwe, do przodu, nic nie robic nie dłubać w pysku, nagradzać za najmniejszy przejaw spokoju
nie nadziewać konia na wędzidło, bo często tak się dzieje gdy mamy zamiar ruszyc galopem-wtedy czesc jeźdźców zbyt mocno przytrzymuje konia na pysku, stad potem cale zadzieranie lba

nie przejmować się i zachowywać spokój, ręke elastyczną i współczującą

będzie dobrze  😉 ale nie od razu

i jeszcze jedno:  kobylka pewno szybko się uczy i zgaduje co będzie, wiec kiedy spodziewa sie galopu i "kontaktu" to broni się przed nim, więc zamiast następnego galopu dac step i długo wodze z głaskaniem
ja tej swojej francy założyłam wytok, trochę krótszy niż ma być. Z dwojga złego lepiej niech się siłuje z paskiem niż z moją ręką. Bardzo to pomogło, "zarobiła" na wytok normalnej długości, ostatnio coraz częściej odpinam całkiem. No i co chyba oczywiste - jak kobył pracuje dzień w dzień to coraz mniej wydziwia, przestaje się tak jarać galopowaniem. Kilka dni przerwy i wiadomo, że będzie cyrk, skoro po prostu chce jej się pobiegać 🙂
W stajni mieliśmy podobną klacz. Głowa do góry,drobne szybkie kroki,że w klusie wysiedziec się nie dało, wydymala chrapy, płytki oddech,ogólna panika. Okazało się że w przeszłości totalny laik postanowił pojechać sobie na przejażdżkę w teren. Ubrał ostrogi i tak poranil konia fizycznie i psychicznie,że skutki było widać przez kilka lat.


Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się