PŁOSZEK PRZEŻYŁNie chciałam pisać wcześniej, by nie zapeszać.
Przez prawie 2- 3 tygodnie nie było wiadomo czy mu przejdzie, czy się pogorszy. Ale jednak przeszło.
Karmiony był non stop papkami ( twardego nie jadł wcale)
Dostawał jedzonko, które teoretycznie jest zabronione, ale inaczej by zdechł. Jadł mało, ale wysokokalorycznie. Wszystko jednak trzeba było miażdżyć.
U weterynarza wizyty w pewnej chwili co dzień. Potem co 2-3 dni.
Ścinanie ząbków na raty. Zastrzyki. A to sterydy, a to przeciwzapalne/przeciwbólowe, a to antybiotyk.
Był moment, że wyglądał jak szkieletor obleczony futerkiem. Kostki się pod futerkiem rysowały.
Nadal nie jest idealnie. Nie gryzie patyków tak jak gryzł. Podgryza je, ale bardzo delikatnie. Boimy się, by mu zęby nie przerosły. Ale gryzie twarde, tyje w oczach, bardzo rzadko miętoli pyszczkiem, że mu niby coś przeszkadza.
Odetchniemy z ulgą dopiero wtedy, kiedy zacznie gryźć półki i patyki. Ale chyba najgorsze mamy już za sobą.
Oto Płoszek z dziś. Je dmuchany ryż.
Wszystkim, którzy trzymali kciuki, współczuli i dopytywali o jego losy BARDZO DZIĘKUJĘ. To było miłe. 🙂
