Po drugie- Płoszek nadal żyje. Był moment krytyczny ( nie jadł, nie pił, zakopywał się w posłanie na cały dzień a drugi zaczynał popiskiwać, jakby coś wyczuwał), ale jakoś maluch go przetrwał. Ma przypiłowane zęby ( te które dało się przypiłować bez usypiania zwierzątka). Podejrzewamy, że ma gdzieś w pyszczku skaleczoną śluzówkę ( jakby ropą mu śmierdziało z pyszczka przy ostatnim zaglądaniu, jakby jakiś ropień pękł?). Nie da rady tego obejrzeć dokładnie na żywca, bo pyszczek maleńki a koszatniczka się broni jak tylko może. Jest opcja uśpienia i obejrzenia tego wszystkiego w uśpieniu, ale: obejrzenie nie spowoduje wyleczenia, usypianie jest ryzykowne (osłabiony organizm może się nie wybudzić) Zdecydowaliśmy z wetem, że zostawimy to jako ostateczność. Można by wtedy spiłować tylne zęby, ale według weta nie zęby są powodem niechęci w otwieraniu pyszczka. Raczej ten stan zapalny który gdzieś tam chyba jest.
Na razie dostaje zastrzyki przeciwbólowe/przeciwzapalne. Od dziś dodatkowo z powodu podejrzenia ropy- antybiotyk. Zjada robione papki, ale i tak sukces, że w ogóle zjada.
Nic na razie nie można powiedzieć odnośnie dalszego rokowania. Może być różnie. Ale na razie walczymy dalej. Dzięki za słowa otuchy. :kwiatek:
Wczoraj moja 1 z 2 koszatniczek które miałam już 2 lata zaczęła strasznie piszczeć od nidzieli wieczór była OSPAŁA i nie jadła jak ją wzięłam na ręce była lekka jak balon pełen powietrz dałam jej wody z " szczykawki " do pyska ale było słychać tylko pisk w pewnym momęcie się kończący - udusiła się , pękło jej serce . Druga gdzy tamta umierała była przy niej też nie jadła , nie piła ale teraz znów jest "żywa " . Boje się że może zdechnąć z samotności ( od 9 - 13 ) , nie ma nikogo w domu . Jeśli dokupie jeszcze jedną czy dwie boje się że ich nie zaakceptuje . Weterynaż u tamtej nie wykrył nic i choroba była " z dnia na dzień " . Wiecie może jak zapobiec rozwinięciu się ewentualnej horoby którą mogła się zarazić ??
Nie wiemy, bo nie wiemy na co chorowała. ( serce raczej nie pęka)
Ja bym kupiła od razu drugą koszatniczkę. To zwierzątka stadne i jeśli mieszkają ze sobą 2 sztuki, to po śmierci jednej, druga często wpada w stan "depresji", z którego może ją wyleczyć tylko drugi przyjaciel. Ja bym ryzykowała dołączenie drugiej. Może spróbuj się ugadać w sklepie, że będziesz mogła zwrócić koszatkę, jeśli się będą tłukły.
U nas w zoologicznym mamy bardzo miłego pana który zawsze stara się pomuc jak ni ma jedzenia dla fretek to daje nam z 5 saszetek próbek z darmo , Spróbuje może postawić kratke i podzielić klatke na pół ... Jak myślicie podzielić czy nie ??
Ja bym chyba wypuściła je na podłogę i zapoznanie zrobiłabym na zewnątrz klatki. Tak, by w razie czego jedna z nich dała radę uciec. Potem bym pewno postawiła klatkę przy klatce. I dopiero na koniec połączyłabym obie w jednej klatce. I tak niewielkich początkowych bójek się pewno nie da uniknąć.
Nie wiem czy dobrze, bo kot miał cały czas zasikaną kuwetę i dawał znać o swoim niezadowoleniu bardzo głośno 😁 A lał najczęściej na łóżko babci. Raz zalał je tak, ze kołdra przesiąkła i była do wywalenia. 😵 😂
już kupiłam dwie nowe kosze , samiczki 😀 mają po kilka / kilkanaście dni jedna kilka dni mlodsza od drugiej 😉 2 letnia koszatniczka wzięła je za swoje dzieci , kładzie się obok nich , myje itp . myślałam że będą się bić a tu takie cuda 😀 tunrida dzięki :kwiatek: dzięki tobie zaryzykowałam kupno malych 😀
Nie ma co dziękować. I tak byś to musiała zrobić. 😉 Koszatniczki przyzwyczajone do towarzystwa dramatycznie źle znoszą samotność, gdy jedna odejdzie. A poza tym podobno właśnie dobrze do starszej dokupić młodszą, bo wówczas starsza "młodnieje" ( młodsze ją rozkręcają trochę)
Nie wiem czy dobrze, bo kot miał cały czas zasikaną kuwetę i dawał znać o swoim niezadowoleniu bardzo głośno 😁 A lał najczęściej na łóżko babci. Raz zalał je tak, ze kołdra przesiąkła i była do wywalenia. 😵 😂
Ja swoja kołdre też już suszyłam suszarką..Felek używa dywan jako swoją toalete. Kanapie pilnuje i bronie 😤
Ja mam takiego pociesznego królika, który uciekł mi kiedyś w nocy i zabrał się za wcinanie moich włosów, rano obudziłam się z odstającymi włoskami na całej głowie 😁
I słusznie !! Zawsze pilnuję swoich wypuszczonych zwierzaków. Kiedy koszatki biegają po pokoju, wszyscy o tym pamiętamy i uważamy. Zszokowałam się czytając forum kosztaniczkowe jakiś czas temu. Wyczytałam, że wiele koszatek ginie w wypadkach. A wiecie jakie to wypadki? - wlezą w wersalkę i giną podczas otwierania wersalki, w tych zawiasach 🤔 ( jak można otwierać wersalkę nie widząc koszatki na podłodze????) - koleżanka nadepnęła 🤔 - wypadł z rąk i spadł na podłogę ( mi jakoś rzadna dotychczas nie wypadła, choć ruchliwe toto i głupie, bo w ogóle nie zważa na wysokość. Po prostu SIĘ PILNUJE tego i tyle) Mi to się w głowie nie mieści. Jesteśmy odpowiedzialni za nasze gryzonie. To, że są małe, to że zwiewają/biegają nie jest żadnym wytłumaczeniem. Tym bardziej powinniśmy na nie uważać !!
Dramka- śliczna siatka. Powiększ Felkowi o drugie tyle chociaż. 😀 ładny masz ogródek. 😉
Dramka - Felek powinien miec zalozony fun club zdecydowanie 😀
Tunrida - wiadomo, ze trzeba uwazac na zwierzaki bardzo i olanie malego gryzonia puszczonego po domu jest dziwne, ale wiadomo, ze zdazaja sie przypadki na ktore czlowiek czasem nie ma wplywu. Zreszta, koszatka uamrla spadajac z rak? To one sa tak malo odporne na wstrzasy/uderzenia? Pytam z ciekawosci, nigdy nie mialam, a wiem ze mysz upadek z takiej wysokosci przezyje bez najmniejszych problemow.
Moje mysie stadko sie dalej rozrasta 😀 w weekend byla wystawa w Krakowie - zragnelam 3 nagrody, a mysz juz nie moja a z mojej hodowli wygrala, wiec ogolnie jestem mocno zadowolona. Wczoraj urodzil mi sie kolejny miot - juz L czyli dwunasty, a kolejnych kilka par polaczonych. Kocham te male szczurzole 😀
mam sentyment do wszelkich szczurzastych/ mysich. Mialam dwoch braci- wstawialam juz ich tutaj, jeden odszedl w pazdzierniku a drugi 2 tyg temu....Ale zycie mieli cudowne i to mnie cieszy 🙂