Ja mam kojec i klatkę jeszcze. Niedługo klatkę zabieram na rzecz właśnie kojca 🙂 klatka to setka. Taka klatka wystarczy, jeśli królik będzie biegał poza nią 🙂
No ja planuje aby krôlik biegał cały czas po mieszkaniu, no może na noc byłby zamykany. Wiėc chyba faktycznie setka styknie. Po Trusi mam 80 ale tą wysokã, taką w sumie bardziej jak na szynszylę. I zastanawiam się czy muszė od razu kupować 100 czy poczekać i zobaczyć czy plan z bieganiem luzem zupełnie wypali. Poza tym myślałam o takiej klatce jak dla psów...koleżanka trzyma krôlika w takiej.
Wiem ze 80 cm mała. Muszę kupić 100 albo myślę o takiej klatce kennelowej jak dla psów. Są wysokie, można nawet jakąś półeczkę zrobić. nefryt zaraz wyślę pw. Bo boję się zapeszyć 😡
Pewnie na takiej typowo króliczej stanie. Choć kusi mnie ta psia przerobina jakoś fajnie. Ale skoro nikt z Was takiej nie ma... O ile w ogóle będę klatki potrzebować. Na razie muszę dostać króla 🙂
Czy są jakieś miseczki dla królików, których królik nie da rady przewrócić? Moje nowe zwierzę przyjechało z plastikową, którą wywala do góry nogami i przepycha po całej klatce szczególnie w nocy... już nie wspominając, że wywala karmę, której potem z ziemi nie chce jeść... Drugie pytanie 🙂 jaki podkład zastosować do klatki? ma kuwetę, do której się załatwia i tam jest żwirek (taki drewniany palet jak dla koni ale drobniejszy) a pozostałą część klatki ma gołą... włożyłam mu wyciętą karimatę, ale chyba było mu za gorąco zamordował ją, szczególnie w domku.
Przyszłam się wypłakać. Królikozaur pojechał dziś do kliniki na kontrolę uszu, doktora zaniepokoił ciężki oddech, który pojawił się przy stresie, zrobiliśmy rtg i płuc w zasadzie już nie ma, jeden wielki rozrośnięty guz - więc dalej diagnostyka, na 90% chłoniak. Wszystko w środku przemieszone, pozgniatane, masakra. I nic się z tym nie da zrobić, dostanie sterydy i leki nasercowe, żeby mu ulżyć, ale raczej przerzuty są już w jamie brzusznej. Jakim cudem królik tak dobrze funkcjonował w domu pozostaje zagadką - dopiero w dużym stresie wyszedł ten oddech i duszność. A tak zero kaszlu, humor i apetyt ogromny. Tylko polegiwał nieco więcej, tak od miesiąca. Przywiozłam go do domu na pożegnanie, nie byłam w stanie podjąć ostatecznych decyzji w klinice. Ale to kwestia tygodni. No cholera jasna.... 😕 Jak ja to dziecku powiem...
Mzimu jeny, trzymaj się i pozdrów uszatego ode mnie :kwiatek: Mnie zawsze zastanawia, skąd te króliki biorą tyle siły, żeby przy tak poważnych stanach, nic po sobie nie pokazać, kompletnie. 🤔
Dzięki Wam za te wszystkie wirtualne głaski - przekazane w realu. Niestety królikozaur bardzo źle się teraz czuje i widać to po nim. Chyba długotrwały dzisiejszy stres się odbija (dwie godziny diagnostyki, w tym rtg, usg, pobranie krwi, ważenie - no ale musiałam wiedzieć co się dzieje i skoro już tam byłam i skoro akurat kardiolog mógł mnie przyjąć...), sterydowy zastrzyk nie pomógł. Trochę biedak zjadł, dopieszczany smaczkami, ale głównie leży. I wygląda źle. Jest ewidentnie duszność, jest dyskomfort - serce mi się kraje. Konsultowałam się przed chwilą telefonicznie z innym wetem, przeczytałam na głos opis- załamał ręce, sugeruje wyjście ostateczne. W klinice proponują kurację, która powinna ulżyć w tych ostatnich chwilach, ale nie ma gwarancji, że nawet na sterydach nie będzie cierpiał. On w zasadzie nie ma już płuc, na usg przez kwadrans szukałyśmy serca i znalazłyśmy je po drugiej stronie, całe obrośnięte guzem, ściśnięte. Krew jest jasnoróżowa. Tchawica dosłownie wciśnięta w kręgi. W worku osierdziowym i klatce piersiowej płyn, rozległe stany zapalne tkanek - teraz to czytam w miarę na spokojnie i dociera do mnie co czytam, bo w klinice byłam zbyt zszokowana by myśleć jasno. Prawda jest taka, że gdzieś tam w głębi już wiem co trzeba zrobić. Nasza zaprzyjaźniona wet powiedziała, że może przyjść jutro rano. Cholera... jak mi strasznie ciężko i źle. Nie wyobrażam sobie domu bez niego - tak wrósł w naszą rodzinę.
Mzimu, bidulko. No ale niestety tak to jest ze zwierzętami. Zabrzmi okrutnie, ale ja bym uszaka uśpiła, mniej się będzie męczył, chyba wolisz go zapamiętać wesołego, niż cierpiącego.
emptyline flygirl- no, jutro raniutko przychodzi nasza pani wet, jesteśmy już umówione. Mamy tę noc, naszą ostatnią noc, żeby się pożegnać.
Z moim przedostatnim królikiem popełniłam ten błąd, byłam zbyt do niego przywiązana, by pozwolić mu odejść. Ratowałam go za wszelką cenę, choć nie było sensu. Umęczyłam go tylko dodatkowo, przysporzyłam cierpień i stresów, szkoda, ze dotarło to do mnie po fakcie. Przysięgłam sobie potem, że nigdy więcej tego błędu nie popełnię.
No i po raz pierwszy od 15 lat nie ma w domu królika...
Syn zniósł wieści nadspodziewanie dzielnie (wprawdzie nie wiem co będzie jak wróci ze szkoły i zastanie brak królika, bo gdy rano wychodził to królik jeszcze żył, ale mały jest zahartowany, pożegnał już dwa króliki, swojego ukochanego Mysza i wyczekane źrebaki od naszej klaczy, wie, że takie jest życie, zwierzęta przychodzą i odchodzą i trzeba się nimi cieszyć póki są). Natomiast ja na starość coraz bardziej rozklejam i coraz gorzej znoszę każde kolejne rozstanie. Dzisiejsze mnie przemieliło.
Strasznie jest pusto bez niego, pies chodzi i go szuka.
Na ironię losu - miałam Was na dniach zaprosić na mój profil na FB, gdzie niedawno stworzyłam album, do którego pozbierałam rysunki ilustrujące wyczyny duetu króliczo-psiego, no ale duetu już nie ma, model odszedł, nowych prac nie będzie. Na biurku został ostatni portret, którego nie zdążyłam już dokończyć.
Boże drogi! jak on funkcjonował z takimi dolegliwościami??? niesamowity królik!! Bardzo, bardzo mi przykro, współczuje niezmiernie... dobrze zrobiłaś i króliczek już się nie męczy... Kurczę, trzymaj się!